River jeszcze goni Boca, mocny Tigre

Oprócz zwycięskiej potyczki Boca Juniors nad Aldosivi w niedzielę stoczono cztery inne konfrontacje 24 kolejki Liga Profesional. Wygrali River Plate, Tigre, Talleres oraz Gimnasia La Plata. Godoy zadał cios Godoy’owi! Oto podsumowanie reszty dnia:

Tigre vs Independiente 2:1 (2:1)

Gole – 1:0 i 2:0 Blas Armoa (17′, 20′), 2:1 Alan Soñora (31′)

Rywalizacja o Copa Sudamericana, której faworytem o dziwo był zdecydowanie mniej renomowany spośród tejże dwójki Tigre.

Ubiegłoroczny mistrz Primera Nacional rzeczywiście wywiązał się z roli wyżej notowanego zespołu, pokonując u siebie 2:1 Independiente wracający do przeciętności po wrześniowym renesansie formy.

Zablokowanie się w ostatnim czasie czołowego strzelca ligi, czyli Mateo Retegui’ego nie jest dla beniaminka żadnym kłopotem. Od pewnego czasu bezkompromisowo wyręcza go niepozorny wcześniej Blas Armoa!

Paragwajczyk przez pięć poprzednich starć regularnie strzelał jednego gola. Teraz posunął się o krok dalej i zafundował dublet!

Jego pierwsza próba spaliła na panewce, gdyż niski strzał posłany przezeń ze środka szesnastki, Milton Álvarez ofiarnie wybił na korner.

W 17 minucie Armoa otworzył wynik – spożytkował centrę z lewej flanki Sebastiána Prieto, bezpośrednim przymierzeniem po ziemi ze środka pola karnego kompletnie zaskakując goalkeepera przyjezdnych.

Zaledwie trzy minuty później paragwajski skrzydłowy podwyższył. „Matadorzy” wyprowadzili kontratak po rzucie rożnym dla oponenta. Również skuteczny w bieżących rozgrywkach Facundo Colidio (5 goli na koncie) wyłożył znakomitą asystę ze środka boiska.

Dzięki danemu podaniu Armoa popędził sam na sam, z 16 metra niskim uderzeniem przy słupku pokonując Miltona Álvareza drugi raz. Zdobył tym samym już siódmego gola podczas trwającego czempionatu!

Aczkolwiek „Inde” nie poddał się bez oporu. Kiedy minęło półgodziny batalii, Alan Soñora zaliczył kontraktowe trafienie dla gości. Pół-Jankes mocnym strzałem z centrum pola karnego spowodował kapitulację Gonzalo Marinelliego.

Około 65 minuty Damián Batallini chciał wyrównać, ale chybił obok bramki z boku szesnastki i jeszcze podcięty przy okazji przez rywala w momencie oddania strzału, doznał kontuzji, która kilka minut później zakończyła jego udział w potyczce.

Podczas rzutu rożnego dla miejscowych, Álvarez zablokował uderzenie zza pola bramkowego młodego stopera Briana Leizzy.

Kiedy szybki atak przeprowadził „Inde”, uderzenie Leandro Benegasa sparował obrońca rywali, dzięki czemu Marinelli futbolówkę łatwo wychwycił. Czerwony dystrykt Avellanedy nie zdołał zniwelować deficytu bramkowego.

Czwarte zwycięstwo w ostatnich pięciu bataliach i zarazem dziewiąty pod rząd mecz bez porażki! Ta wspaniała passa wywindowała Tigre na siódme miejsce w ligowym zestawieniu, jakie ekipa Diego Martíneza okupuje ze zdobytymi 37 punktami. 

„El Matador” wśród klasyfikacji rocznej umocnił się w zonie Copa Sudamericana i jeszcze zachowuje szansę na rundę eliminacyjną elitarnej Copa Libertadores!

Natomiast Independiente po pięciu konsekutywnych ligowych tryumfach, teraz poniósł drugą z rzędu porażkę, którą zasadniczo pogrzebał resztkę nadziei na wejście do Sudamericany. W tabeli ligowej szesnaste „Czerwone Diabły” posiadają 30 oczek. Wśród klasyfikacji rocznej zaś tracą sześć punktów do strefy pucharowej. 

******

Banfield vs Gimnasia La Plata 0:2 (0:2)

Gole – Erik Ramírez (9′), Brahian Alemán (42′)

Ostatnia nadzieja Gimnasii na zdobycie mistrzostwa uratowana! Aby uczcić pamięć zabitego podczas meczu z Boca Juniors przez policyjnych bandytów swojego kibica – Césara Regueiro, laplateńczycy dokopali na wyjeździe Banfield.

Początek dla laplateńczyków okazał się nadzwyczaj udany. Już w 9 minucie otworzyli rezultat. Podczas akcji, gdzie odebrali piłkę rywalom na wysokości 16-tego metra, Erik Ramírez przejął podanie pośrodku pola karnego, ażeby w obstawie defensywy ofiarnym wślizgiem strzelić w długi róg zza piątego metra.

Banfield dowodzony tu tymczasowo przez Cristiana Vellę (dotychczasowego asystenta ustępującego trenera Claudio Vivasa) nie miał zbyt wiele do powiedzenia ze wstrząśniętą Gimnasią.

Próba zza szesnastki Luciano Abecasisa przeleciała obok bramki gości. Kozłowany strzał z boku pola karnego Juliána Palaciosa pewnie obronił Rodrigo Rey.

Pod koniec pierwszej odsłony „Wilki” podwyższyły, bowiem ich kapitan Brahian Alemán z centrum pola karnego strzelił w długi róg bramki Facundo Cambesesa. Wcześniej dalekosiężną torpedę Urusa zablokował obrońca, ale czołowy zawodnik GELP na szczęście pospieszył ze skuteczną poprawką.

Dla specjalizującego się w strzałach z dalszych odległości Alemána to piąte trafienie w sezonie. Podczas drugiej odsłony urugwajski playmaker pomylił się koło bramki z rzutu wolnego.

Kiedy natarli lokalni futboliści, młody pomocnik Ignacio Rodríguez przypuścił uderzenie zablokowane przez Rey’a, który wybił je na korner.

Ze stałych fragmentów gry „El Taladro” także nie zdołali nawiązać kontaktu z prowadzącymi. Rzut wolny wspomnianego Ignacio Rodrígueza poszybował nad poprzeczką, zaś w 73 minucie rzut karny Ramiro Enrique heroicznie wybił Rey, będący tu jednym z głównych bohaterów zawodów.

Aktualnie Gimnasia okupuje szóste miejsce zebrawszy 40 punktów. Ekipie Néstora Gorosito coraz bliżej do przyszłorocznej Copa Libertadores. A na mistrzostwo kraju? Szanse niewielkie, ale jeszcze istnieją. 

Dalekie 24 miejsce okupuje Banfield, mając 26 oczek. Dla „Wiertła” to koniec nadziei w ligowej kampanii. Od następnej kolejki drużyną ze stadionu im. Florencio Soli po rocznym rozbracie ponownie będzie dowodził Javier Sanguinetti (ostatnio Newell’s Old Boys). 

Teraz ekipie z południa aglomeracji Buenos Aires pozostało tylko zdobyć Copa Argentina i awansować do fazy grupowej Copa Libertadores. W przeciwnym razie przyszły rok nie będzie u nich naznaczony kontynentalnymi wojażami.

******

Talleres vs Godoy Cruz 3:1 (2:1)

Gole – 1:0 Diego Valoyes (15′), 1:1 Tomás Badaloni (21′), 2:1 Matías Godoy (45+1′-pen.), 3:1 Gonzalo Álvez (57′)

Starcie Córdoby z Mendozą, a więc swoiste derby argentyńskiego interioru, dla przedstawicieli tego pierwszego miasta.

Talleres dowodzeni tymczasowo przez Javiera Gandolfiego chcą pomyślnie zakończyć mieszany dla nich rok, w którym historycznie zaszli aż do ćwierćfinału Pucharu Wyzwolicieli, weszli do półfinału Copa Argentina, ale też rozczarowali w rozgrywkach powszednich (lidze i wcześniej Pucharze Ligi).

Pierwsi bezowocnie zaatakowali przybysze z winiarskiej stolicy Argentyny. Niemniej Tomás Badaloni ze łba pomylił się obok bramki.

Chwilę później akcja gospodarzy, gdzie bezpośrednie uderzenie ze środka szesnastki Francisco Pizziniego nogą odparł Diego Rodríguez.

Gospodarze wyszli na plus, kiedy mijał kwadrans zawodów. Podczas szybkiej kontry Kolumbijczyk Diego Valoyes przejął asystę i z ubocza pola karnego niskim strzałem w długi róg pokonał „El Ruso” Rodrígueza.

Na odpowiedź „Winiarzy” nie trzeba było długo czekać. Sześć minut później narożne dośrodkowanie celną główką przeciął Tomás Badaloni, dzięki czemu Godoy Cruz wyrównał straty.

Przybysze mendoscy mogli nawet dokonać remontady, ale mierzone uderzenie z ubocza 16-tki Urusa Salomóna Rodrígueza gładko wychwycił Guido Herrera.

Kordobański zespół odzyskał zaliczkę tuż przed przerwą, dzięki rzutowi karnemu. Jedenastkę wykonał Matías Godoy, trafiając od słupka, a więc Godoy strzelił Godoyowi Cruz! W drugiej odsłonie napastnik o nazwisku Godoy niestety opuścił murawę kontuzjowany.

Victorię „La T” przypieczętował w 57 minucie, kiedy po szybkiej akcji asystę z boku szesnastki wyłożył Diego Valoyes, a 18-latek Gonzalo Álvez dopełniając formalności w polu bramkowym zdobył pierwszego gola podczas kariery jako zawodowiec.

Okazje ku złagodzeniu chłosty przez „El Bodeguero” spaliły na panewce. Tadeo Allende zza pola karnego sieknął koło słupka. Zaś Guido Herrera zdołał wybić dalekosiężną przymiarkę Valentína Burgoy.

Aktualnie Talleres okupują niskie 20 miejsce wśród klasyfikacji, zebrawszy 28 punktów. Jest to kiepskie notowanie, jak na mocny przecież zespół, ale niestety legendarne dotarcie do ćwierćfinału Libertadores kosztowało sporo wyrzeczeń na ojczystym podwórku. 

Kordobanie ostatnio wstali z klęczek, zaś Godoy Cruz dla kontrastu drastycznie spuścił z tonu. To już ósmy pod rząd pojedynek „Winiarzy” bez wygranej we wszystkich zmaganiach!

W lidze mendoski team póki co jest dziesiąty z 34 oczkami, czyli jeszcze kreuje się przyzwoicie. Jednakże wśród rankingu całorocznego klub ze stadionu Malvinas Argentinas do niedawna pewną nogą znajdywał się w strefie Copa Sudamericana, a teraz plasuje się o dwa punkty za nią (za dwunastą pozycją, jaka EWENTUALNIE może dać wejściówki do CS 2023).

Tyle dobrze, że w tabeli spadkowej „El Expreso del Tomba” jest już bezpieczny mimo bardzo niskiego usytuowania tamże. Chyba jednak duet szkoleniowców Favio Orsi-Sergio Gómez nie spełnił oczekiwań w najpopularniejszym klubie Mendozy. 

******

Patronato vs River Plate 0:1 (0:0)

Gol – Miguel Borja (54′)

Szybka okazja do rewanżu za sensacyjnie wtopiony po rzutach karnych ćwierćfinał Pucharu Argentyny została wykorzystana przez River Plate. Obrońcy tytułu ledwo ledwo, ale zdobyli Paranę w Międzyrzeczu.

Pierwsze koty za płoty, gdyż najpierw ze strony krezusa strzał z ostrego kąta w boczną siatkę przypuścił Pablo Solari. Następnie gospodarze prawie wbiliby sobie samobója, lecz Justo Giani przecinając centrę z wolniaka dla oponenta, na całe szczęście tylko obił poprzeczkę własnej bramki.

Tuż przed przerwą wydawało się, że Patronato ponownie upokorzy giganta ze stołecznej dzielnicy Núñez. Gospodarze bowiem wywalczyli rzut karny (pierwotnie sędzia Patricio Loustau zarządził rzut wolny, ale po konsultacji z VAR zauważył, że faul był w obrębie szesnastki i zmienił decyzję, wskazując na wapno) – tego jednak nie wykorzystał Justo Giani!

Jedenastkę autorstwa wychowanka Newell’s Old Boys znakomicie wybił Franco Armani, który zdaje się wracać do optymalnej dyspozycji. Bramkarz River wkrótce będzie rezerwowym reprezentacji Argentyny na Mundialu (o ile okaże się dyspozycyjny).

Zaraz po przerwie następny obiecujący atak „El Patrón”, gdzie Armani sparował bombę z ubocza szesnastki Marcelo Estigarribii. Po następującym później kornerze goalkeeper przyjezdnych zatrzymał też główkę z boku pola bramkowego Jonathana Herrery.

Zmarnowane gratki brutalnie zemściły się na miejscowych jeszcze u prologu drugiej odsłony. W 54 minucie Miguel Borja celnym przymierzeniem ze środka 16-tki rozstrzygnął bitwę na korzyść faworyta.

Ciemnoskóry Kolumbijczyk strzelił już siódmego gola podczas kampanii. Patrząc na fakt, ile za niego wydali włodarze River, to powinien strzelać jeszcze częściej!

„Millonarios” dążyli do zadania następnych ciosów, aczkolwiek szczęście już im nie dopisało. Borja pośrodku pola karnego znalazł się sam na sam z Facundo Altamirano, acz ów bramkarz zahamował jego szarżę.

Następnie Matías Suárez ze skraju szesnastki huknął w poprzeczkę, po czym futbolówka spadła tuż przed linię bramkową i przechwycił ją Altamirano.

Nadto rezerwowy José Paradela bezpośrednim uderzeniem oddanym w polu bramkowym kuriozalnie spudłował koło słupka bramki miejscowych.

Wśród Patronato o dalekosiężną torpedę pokusił się stoper Sergio Ojeda, aczkolwiek tę Armani zdołał przerzucić nad poprzeczką.

Tuż przed finiszem zawodów wskutek faulu czerwoną kartkę za drugą żółtą ujrzał pomocnik przegrywających Nicolás Castro. Niemalże pewny spadkowicz tym razem nie zdołał zagrozić armadzie z Más Monumental.

River Plate przynajmniej chwilowo wdrapał się na najniższym stopień podium, który osiada z 41 punktami na koncie. Zarazem odradzająca się ekipa Marcelo Gallardo praktycznie zagwarantowała sobie start w fazie grupowej przyszłorocznej edycji Copa Libertadores. 

Trzynasty Patronato uciułał dotychczas 31 oczek. W lidze pozycja naprawdę obiecująca, ale wśród tabeli spadkowej praktycznie nie ma już ratunku dla outsidera – na trzy kolejki przed końcem czempionatu ma on aż 8 punktów straty do ostatniej bezpiecznej lokaty!

Degradacja ekipy z północnej Argentyny jest przesądzona w 99,9% (chyba, że władze ligi nagle zlikwidują spadki na drugi szczebel rozgrywkowy). 

Comments are closed.