Letarg San Lorenzo trwa! Z 0:3 na 3:3!

W najbliższym miesiącu kluby Liga Profesional, a przynajmniej te uczestniczące w kontynentalnych turniejach, będą pędziły na złamanie karku odnośnie regularnej gry. Piątkowej nocy czterema meczami zapoczątkowano dziewiątą kolejkę Pucharu Ligi. Oto relacje z tychże starć:

Grupa A:

Atlético de Tucumán vs Gimnasia La Plata 1:2 (1:1)

Gole – 0:1 i 1:2 Cristian Tarragona (16′, 61′-pen.), 1:1 Marcelo Ortiz (41′)

Gimnasia La Plata zwyciężyła w Tucumánie ostatni zespół klasyfikacji, dzięki czemu coraz śmielej zbliża się ku strefie play-off’owych ćwierćfinałów.

Minął nieco ponad kwadrans gry, kiedy Cristian Tarragona otworzył wynik na rzecz przyjezdnych. Mocnym, niskim uderzeniem ze skraju pola karnego po rykoszecie od rywala trafił w krótki róg bramki Dante Campisiego.

Wyrównać mógł Guillermo Acosta, lecz jego próba z dystansu została wybita przez goalkeepera.

Tucumański zespół odpowiedział pod koniec pierwszej połowy, kiedy w trakcie rozegrania rzutu wolnego defensor Marcelo Ortiz zza piątego metra w sporym zamieszaniu zdołał trafić do siatki.

Szala zwycięstwa znalazła się po stronie „Los Lobos”, która w 61 minucie wywalczyła jedenastkę strzeloną przez Tarragonę. Były napastnik Vélezu skompletował dublet, piąty raz podczas obecnego sezonu wpisując się na listę strzelecką.

W dalszej części starcia arbiter liniowy oberwał przedmiotem rzuconym trybun, co przerwało zawody na kilka minut.

Doliczonych wobec tego zostało aż dziesięć minut. Podczas nich Rodrigo Rey wybił groźny strzał z rzutu wolnego Gabriela Risso Patróna, ratując prowadzenie Gimnasii.

W piątej ekstra minucie jeszcze czerwoną kartkę za drugie „żółtko” obejrzał występujący przeciwko byłemu klubowi skrzydłowy miejscowych Ramiro Carrera. Doigrał się wobec agresywnego zachowania pod adresem rywala.

Drugie pod rząd zwycięstwo „Wilków”, kolejne osiągnięte wynikiem 2:1 i ponadto pierwsze wywalczone na wyjeździe w bieżącym sezonie.

Ekipie Néstora Gorosito dało ono awans na przyzwoite ósme miejsce, jakie laplateńczycy okupują z 12 punktami na koncie.

Atlético de Tucumán notuje czwartą wtopę w ostatnich pięciu starciach, nadal spoczywając na samym abisalu grupy A przy uzyskanych ledwie pięciu oczkach.

Dni Juana Manuela Azconzábala u steru „El Decano” zostały policzone, ponieważ ów szkoleniowiec po tej porażce za porozumieniem stron opuścił klub uznawany za dumę północy Argentyny.

Zastąpił go Lucas Pusineri, a więc były szkoleniowiec kolumbijskiej Cúcuty Deportivo tudzież Independiente de Avellaneda. 

******

Sarmiento de Junín vs San Lorenzo 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 i 2:0 Jonathan Torres (28′, 80′-pen.), 2:1 Néstor Ortigoza (90+9′-pen.)

Outsider podejmował cieniującego potentata, którego zdołał u siebie zwyciężyć. Sarmiento zmotywowane do szybkiej rehabilitacji za ostatnią klęskę 1:4 z Racingiem Club tym razem stanęło na wysokości zadania.

U samego wstępu gospodarze znarnowali stuprocentową szansę. Po szybkim wykonaniu rzutu wolnego dalekosiężne uderzenie w słupek posłał Yair Arismendi, a chwilę potem ze środka pola karnego nad poprzeczką absurdalnie spudłował obrońca Federico Rasmussen mając przed sobą niemalże pustą siatkę.

Nie tylko słupek, ale i poprzeczkę zaliczył Arismendi, trafiając w nią potem technicznym strzałem z ubocza pola karnego.

Prowadzenie miejscowym zapewnił ich nadal czołowy snajper, czyli Jonathan Torres w 28 minucie. Celną główką przeciął narożne dośrodkowanie Arismendiego.

Zadanie miejscowym ułatwiła czerwona kartka dla obrońcy stołecznego potentata Federico Gattoniego w 67 minucie, jaką ten po swym faulu ujrzał wskutek drugiej żółtej.

W 80 minucie „Zieloni” otrzymali jedenastkę. Z niej dublet skompletował Torres. 25-latek piąty raz w sezonie pokonał bramkarza opozycji.

Przy okazji „El Bocón” stał się też najskuteczniejszym futbolistą w historii Sarmiento na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W ramach Liga Profesional zanotował 18 trafień, a dotychczasowy rekordzista „La Verde” – José Raúl Iglesias (tylko w roku 1981) zdobył ich 16.

Chwilę potem natarli przegrywający, zaprzepaściwszy klarowną sytuację strzelecką. Paragwajczyk Adam Bareiro zza piątego metra wycelował w stojącego obok defensora, a następnie futbolówka minęła bramkę.

Podczas długiego okresu doliczonego czasu także San Lorenzo wywalczył wapno, z którego honorową bramkę uzyskał weteran Néstor Ortigoza uchodzący za eksperta od rzutów karnych.

Sarmiento de Junín dogonił właśnie czwartą drużynę tabeli, czyli znów plasuje się tuż za strefą play-off. Na koncie chłopcy Israela Damonte posiadają 14 punktów. 

Dopiero dziesiąty sytuuje się San Lorenzo, uciuławszy dwa razy mniej oczek od swego piątkowego pogromcy.

Grupa B:

Arsenal de Sarandí vs Godoy Cruz 3:3 (0:2)

Gole – 0:1 Gianluca Ferrari (11′), 0:2 Lucas Suárez (31′- samobój), 0:3 Guillermo Ortiz (64′), 1:3 Sebastián Lomónaco (70′-pen.), 2:3 Facundo Kruspzky (72′), 3:3 Ignacio Gariglio (86′)

Horror w Sarandí, gdzie miejscowy Arsenal, wydawałoby się, znajduje się w tragicznym położeniu, ale mimo to zdołał zremisować, odrabiając trzybramkowy deficyt bramkowy w ciągu finałowych dwudziestu minut potyczki!

Już w 4 minucie Godoy Cruz mógł zadać szybki cios, ale strzał Ezequiela Bullaude ze środka pola karnego po ręce Axela Wernera obił słupek, po czym piłka opuściła murawę.

Prowadzenie delegacji z Mendozy już w 11 minucie dał Gianluca Ferrari. Trafił głową przecinając centrę z kornera Martína Ojedy. Drugi gol podczas tej kampanii ów obrońcy wychowanego przez San Lorenzo.

Następnie kolega z obrony Ferrariego, czyli Guillermo Ortiz mógł również ze łba pokonać Wernera, ale po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ojedy spudłował obok bramki.

Po upływie półgodziny zawodów Lucas Suárez tak niefortunnie przeciął strzał wolejem Ojedy z ubocza 16-tki, że skierował futbolówkę do własnej bramki.

Martín Ojeda mógł osobiście wyśrubować tuż przed przerwą zaliczkę Godoy Cruz, lecz jego strzał z boku 16-tki podczas szarży zablokował Werner.

Wśród gospodarzy zaś Dardo Miloc fatalnie chybił nad poprzeczką ze środka szesnastki w klarownej sytuacji.

Lucas Suárez był prawdziwym pechowcem tego starcia. Nie dość, że strzelił „swojaka”, to jeszcze zarobił czerwoną kartkę na początku drugiej połowy. Po konsultacji z VAR sędzia pokazał mu drugi żółty kartonik za jego faul.

Mający przewagę liczebną mendoski team poszedł za ciosem. W 64 minucie drugi stoper gości, czyli Guillermo Ortiz podwyższył na 3:0. Wycelował do siatki zza pola bramkowego po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, jakie posłał mu Martín Ojeda oczywiście. Ogółem każda sytuacja podbramkowa „Winiarzy” szła tutaj przez rewelacyjnego Ojedę!

I kiedy wydawało się, że już lepiej dla „Expreso del Tomba” być nie może, wówczas fortuna nagle odwróciła się od Godoy Cruz.

Cztery minuty po golu Ortiz zarobił drugą żółtą kartkę, wyrównując liczebność składów i swym faulem powodując jedenastkę dla oponenta.

Kto by pomyślał, że nie tylko ilość piłkarzy na murawie w obu zespołach zniweluje się!

Rzut karny podyktowany za przewinienie Ortiza wykorzystał Sebastián Lomónaco, pokonując klub z jakiego jest wypożyczony. Zanotował tym samym piątą bramkę podczas kampanii.

Chwilę potem młodzian Facundo Kruspzky trafił na 2:3. 19-latek trafił głową dzięki wrzutce Lucasa Brochero.

Gospodarze w prędkim tempie zaczęli gonić wynik i jeszcze zdążyli odrobić trzybramkową stratę!

Na cztery minuty przed upływem regulaminowej części spotkania defensor Ignacio Gariglio wspaniałą przewrotką ze skraju pola karnego strzelił gola na wagę remisu!

„El Viaducto” ze stanu 0:3 odrobił na 3:3, wymęczywszy heroiczny remis

Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki to już szósty pod rząd podział punktów Arsenalu założonego przez ś.p. „wiecznego” prezesa AfA – Julio Grondonę. Zatem to oni, a nie Independiente (ci poprzestali na czterech z rzędu remisach) stali się argentyńską Genoą kochającą remisować!

W klasyfikacji grupy B chłopcy Leonardo Madelóna okupują jedenaste miejsce, uciuławszy dziewięć punktów. 

Godoy Cruz jest dziewiąty, na koncie posiadając oczko więcej od Arsenalu. Drugi raz pod rząd „Winiarze” zremisowali 3:3, tracąc zwycięstwo pod koniec potyczki!

Po tymże frajerskim remisie i roztrwonieniu trzybramkowej zaliczki, menoski klub zwolnił trenera Diego Floresa. Mamy zatem ósmą zmianę szkoleniowca podczas Copa de Liga Profesional. 

Byłego asystenta Marcelo Bielsy zastąpi duet Favio Orsi-Sergio Gómez, który w zeszłym roku prowadził drugoligowy Ferro Carril Oeste. 

******

Rosario Central vs Colón 2:2 (1:1)

Gole – 0:1 Santiago Pierotti (9′), 1:1 Emmanuel Ojeda (44′), 2:1 Luciano Ferreyra (65′), 2:2 Ramón Ábila (76′)

Jedynym uczestnikiem południowoamerykańskich pucharów, jaki wystąpił w piątek jest Colón. Po zwycięstwie z urugwajskim Peñarolem na otwarcie fazy grupowej Copa Libertadores teraz „Sabaleros” sprawdzili w Rosario tamtejszy Central, który póki co spisuje się katastrofalnie.

Półrezerwowe zestawienie teamu z miasta Santa Fe na Estadio Gigante de Arroyito wymęczyło remis w derbach prowincji o identycznej nazwie.

Szybki i jakże kuriozalny gol otworzył wynik na rzecz obrońców tytułu. Bramkarz miejscowych Gaspar Servio przechwycił futbolówkę podczas rozegrania rzutu wolnego przez rywala. Chciał ją wykopać na krańcu 16-tki i przypadkiem nastrzelił stojącego w pobliżu Santiago Pierottiego. A futbolówka odbita od tegoż pomocnika wpadła do siatki!

Wspomniany Pierotti huknął też z dalszej odległości, ale Servio tę jego próbę sparował.

Tuż przed kwadransem odpoczynku stan rywalizacji zniwelował Emmanuel Ojeda. Podczas rozegrania kornera uderzył ze środka pola karnego w długi róg i tak zaskoczył Ignacio Chicco.

Świetną szansę dla przyjezdnych zmarnował Ramón Ábila. W polu bramkowym (będąc na minimalnym spalonym) znalazł się naprzeciw Servio i feralnie tylko ostukał słupek, a piłka odbita potem od goalkeepera opuściła boisko.

Rosario Central odwrócił wynik, bo w 65 minucie bramką Luciano Ferreyry objął prowadzenie. Skrzydłowy wybiegł jeden na jednego w polu karnym, wykorzystując znakomitą szansę.

Jednakże goście zdołali uratować rozejm. Na niecały kwadrans przed upływem regulaminowej części zawodów przeprowadzili oni kontratak.

Ramón Ábila pomknął z rajdem przez jakieś pół boiska, w 16-tce ominął bramkarza i z boku strzałem w długi róg ocalił Colón przed wtopą. Jednocześnie wynagrodził wcześniejszy niewypał.

„Wanchope” kupiony z Boca Juniors przed bieżącą kampanią tej nocy wreszcie się przełamał. Dotychczas w barwach obecnej drużyny strzelał wyłącznie w Copa Argentina i to trzecioligowcowi!

We wtorek Colón zagra na wyjeździe z paragwajskim Cerro Porteño podczas drugiej kolejki grupowej Copa Libertadores. Ekipie Julio Césara Falcioniego uda się utrzymać fotel lidera grupy G?

Wśród klasyfikacji swej grupy w Pucharze Ligi chłopcy z Cmentarzyska Słoni znajdują się tuż za zoną ćwierćfinałową z 13 punktami.

Natomiast Rosario Central uciułał swoje pierwsze oczko z Leandro Somozą za sterem trenerskim, lecz w tabeli nadal jest przedostatni przy uzyskanych ledwie ośmiu punktach. Rzeczony Somoza nie zdołał pokonać swojego niegdysiejszego mentora z czasów gry dla Boca Juniors. 

Comments are closed.