Sensacja goni sensację!

W sobotę odbyło się pięć meczów szóstej kolejki Copa de Liga Profesional. Nieoczekiwanych rezultatów mieliśmy bez liku! Liderem jednej z grup został zaściankowy Sarmiento de Junín, zaś beniaminek podbił twierdzę w Rosario! Mało tego, nareszcie smaku zwycięstwa zaznał San Lorenzo! Podsumowanie dnia:

Grupa A:

Sarmiento de Junín vs Newell’s Old Boys 2:2 (0:1)

Gole – 0:1 Juan Manuel García (43′), 1:1 Javier Toledo (57′), 1:2 Juan Sforza (66′), 2:2 Jonathan Torres (68′-pen.)

Bitwa dwóch niżej notowanych ekip, które póki co wśród tej grupy sytuują się całkiem wysoko, zakończyła się podziałem zdobyczy.

Początkowo dominowali NOB. Juan Garro na ten przykład odnotował spudłowany obok słupka strzał ze środka szesnastki. Ponadto Urus Armando Méndez ostrzelał tylko boczną siatkę z ubocza pola karnego.

Tuż przed kwadransem przerwy prowadzenie delegacji z Rosario dał Juan Manuel García. Najpierw Josué Ayala wybił z linii bramkowej mocno przypadkowy strzał oponenta zza pola karnego.

„Trędowaci” jednak kontynuowali akcję – Francisco González wykonał wrzutkę z lewej flanki, zaś García w środku szesnastki uprzedził defensora i bezpośrednim niskim strzałem przy słupku pokonał Ayalę. 29-letni snajper trafił pierwszy raz w barwach „Ñuls”.

Chwilę potem ripostę mógł wykonać Gonzalo Bettini, aczkolwiek Ramiro Macagno sparował nad poprzeczką jego kozłowane uderzenie z dyńki.

Sarmiento oczywiście nie sprzedał tanio skóry. Celną główką wyrównał w 57 minucie Javier Toledo, a więc były napastnik…. Rosario Central! „Leprosos” otrzymali cios od swojego niegdysiejszego odwiecznego wroga!

Żółtodziób Juan Sforza w 66 minucie odzyskał prowadzenie ekipie rosarimskiej, trafiając po rykoszecie od obrońcy Sarmiento z krańcowej strefy pola karnego. 20-latek zaliczył dopiero drugą bramkę w dorosłej karierze.

Jednakże „La Verde” niezwłocznie odpowiedzieli. W 68 minucie wywalczyli rzut karny, z jakiego wtórne zniwelowanie stanu rywalizacji zapewnił Jonathan Torres.

Czołowy atakujący Sarmiento (przynajmniej pod nieobecność wciąż niewykurowanego gwiazdora Lisandro Lópeza) zaliczył gola numer trzy w sezonie. I wynik 2:2 nie uległ już korekcie.

Tak oto Sarmiento ku zaskoczeniu wszystkich przynajmniej na dzień stał się liderem grupy A, zdobywszy swój jedenasty punkt w kampanii! 

Tylko troszkę niżej plasują się Newell’s Old Boys, piastujący piątą lokatę z dziesięcioma oczkami. 

******

Talleres vs San Lorenzo 0:1 (0:1)

Gol – Yeison Gordillo (35′)

Tu dla odmiany spotkanie dwóch renomowanych zespołów, które szurają po dnie stawki. San Lorenzo okazał się lepszy i odniósł w Córdobie premierowe oficjalne zwycięstwo podczas bieżącego roku.

„Cuervos” zaczęli ofensywą od środka pola, jaka zwieńczona została interwencją Guido Herrery po uderzeniu z ubocza pola karnego napastnika Nicolása Fernándeza.

Następny atak przyniósł upragnione trafienie przyjezdnym. Kolumbijczyk Yeison Gordillo strzelił dla papieskiego klubu w 35 minucie, celując bezpośrednio zza pola bramkowego po asyście Nicolása „Uvity” Fernándeza. Akcję bramkową zainicjował szybki wyrzut z autu.

To dopiero pierwszy gol Gordillo dla „Azulgrany”, a w stołecznej dzielnicy Boedo występuje on już od roku. Z drugiej strony to defensywny pomocnik, wobec czego nie zdobywanie bramek należy do jego głównej powinności.

Ripostę zamierzał dać wracający po kontuzji Diego Valoyes, czyli rodak autora jedynej bramki tego meczu. Aczkolwiek z boku 16-tki jedynie obił boczną siatkę.

U prologu drugiej odsłony inny Kolumbijczyk – Rafael Pérez z centrum pola karnego wycelował wprost do rąk Sebastiána Torrico podczas rozegrania rzutu wolnego. Ponadto Valoyes znów chybił próbą przypuszczoną na boku szesnastki.

Wśród gości drugi raz szczęścia spróbował „Uvita” Fernández, ale jego niski strzał ze skraju pola karnego sparował Herrera.

Ponadto goalkeeper Talleres zablokował uderzenie z ostrego kąta młodziana Agustína Marteganiego.

W 80 minucie po wspaniałej serii zwodów Néstora Ortigozy podwyższyć mógł Nicolás Blandi, który otrzymał wycofanie od eks-reprezentanta Paragwaju. Niestety, doświadczony napastnik przestrzelił wysoko nad poprzeczką z centrum 16-tki.

Summa summarum ulubieńcy papieża Franciszka utrzymali 1:0, notując wygraną numer jeden w sezonie. To drugie w bieżącym roku zwycięstwo „Kruków” nad Talleres danym rezultatem. Identyczne osiągnęli w styczniu podczas Torneos de Verano.

San Lorenzo po premierowej oficjalnej victorii w 2022 odskoczył od ścisłego abisalu stawki, wzbogacając dorobek do pięciu oczek. 

Teraz ostatnie miejsce w grupie A okupują Talleres z marnymi dwoma punktami. Ponadto od tej chwili klub z kordobańskiej dzielnicy Barrio Jardín jest jedynym bez zwycięstwa w bieżącym Pucharze Ligi! 

„Albiazules” naprawdę załamali się po przegranym finale ubiegłorocznej edycji Copa Argentina!

Trudno się dziwić, że zarząd „La T” w obliczu tak tragicznych rezultatów po sobotniej wtopie zwolnił trenera Ángela Guillermo Hoyosa. 

Grupa B:

Huracán vs Godoy Cruz 1:3 (1:1)

Gole – 1:0 Jhonathan Candia (1′), 1:1 Ezequiel Bullaude (6′), 1:2 Salomón Rodríguez (50′), 1:3 Martín Ojeda (84′)

Godoy Cruz pnie się na wyżyny tabeli dzięki trochę nieoczekiwanej wygranej w stolicy z tamtejszym Huracánem. „El Bodeguero” odwrócił rezultat, upokarzając w delegacji drużynę, jaka przed tygodniem ośmieszyła na wyjeździe Boca Juniors!

Najpierw bardzo szybki cios zadali gospodarze, obejmując prowadzenie już w 40 sekundzie boju! Urugwajczyk Jhonathan Candia otworzył rezultat.

Otrzymawszy dogranie z boku szesnastki od Rodrigo Cabrala, wspomniany Urus przymierzył z pierwszej piłki w środku pola karnego, znajdując drogę do siatki.

Candia zanotował czwartego gola w sezonie, wchodząc na szczyt rankingu strzeleckiego. Przy okazji uzyskał najszybsze trafienie podczas bieżącego czempionatu!

Aczkolwiek Godoy Cruz prędko odpowiedział. Już w szóstej minucie wyrównał Ezequiel Bullaude, głową z bliska pakując futbolówkę do siatki podczas rozegrania rzutu rożnego.

Trzeci raz podczas tego Pucharu Ligi 21-latek spowodował kapitulację goalkeepera rywali.

„Quemero” starał się odzyskać zaliczkę, lecz bezowocnie. Główkę z bliska Franco Cristaldo zatrzymał Paragwajczyk Juan Espínola. Potem Candia zaprzepaścił szansę na dublet, kuriozalnie chybiwszy głową nad poprzeczką z niemal najbliższej odległości.

Wśród mendoskiej ekipy natomiast niskie uderzenie z boku 16-tki Martína Ojedy sparował Marcos Díaz.

Doszło tu do remontady! Zaraz po przerwie przybysze z Mendozy ruszyli do szturmu. Wpierw Urus Juan de Dios Pintado fatalnie spudłował nad bramką ze środka szesnastki, lecz Godoy Cruz szybko dopiął swego.

„Winiarze” objęli prowadzenie dzięki karygodnemu nieporozumieniu w defensywie rywala – te wykorzystał inny urugwajski piłkarz gości, a mianowicie Salomón Rodríguez.

Przejął zabraną futbolówkę w środku pola karnego, niskim uderzeniem kierując ją do celu. Zatem drugi Urugwajczyk w tymże boju wpisał się na listę strzelców.

Próby wyrównania strat przez miejscowych spaliły na panewce. Choćby strzał z ubocza pola bramkowego Mateo Bajamicha wylądował tylko na bocznej siatce.

Mało tego, Juan Espínola odparł dwa mocne uderzenia oddane w środku 16-tki przez Matíasa Cóccaro oraz Lucasa Verę.

Victorię „Winiarzy” przypieczętował ich gwiazdor Martín Ojeda. Pomyślnie dobił zza piątego metra źle sparowany przez goalkeepera Díaza strzał wślizgiem Tomása Badaloniego.

Nota bene, piłka odbita od poprzeczki po bombie Ojedy spadła na murawę za linią bramkową i wyleciała z bramki, ale nikt nie miał wątpliwości, że gol padł.

Błyskotliwy skrzydłowy także czwarty raz w turnieju pokonał bramkarza opozycji, zostając współliderem klasyfikacji goleadorów. Trafienia nie celebrował, ponieważ ugodził swój były zespół.

To paradoks, że Huracán tydzień temu dokopał na wyjeździe wielkiej Boca Juniors, ażeby teraz ulec u siebie przeciętnemu Godoy Cruz. 

W tabeli póki co „El Globo” zostaje na czwartej pozycji, uciuławszy dziewięć oczek. 

Natomiast klub z Mendozy pokonawszy chłopców Franka Kudelki w stołecznym Parque Patricios, zbliżył się do niego. Teraz „El Expreso del Tomba” znajduje się tuż za strefą play-off z uciułanym oczkiem mniej od swych wczorajszych ofiar. 

******

Aldosivi vs Tigre 1:0 (0:0)

Gol – César Meli (88′)

Outsider gościł w Mar del Plata wysoko sklasyfikowanego póki co beniaminka i golem zdobytym u kresu potyczki osiągnął pierwsze w swej historii zwycięstwo nad nim!

Początkowo ciekawsze okazje kreowali przyjezdni, lecz efektów bramkowych nie było. Czujny José Devecchi wspaniale obronił uderzenie Mateo Retegui’ego ze środka szesnastki oraz wybił próbę z dalszej odległości Ijiela Prottiego.

Na stadionie im. José Marii Minelli mieliśmy tutaj multum piłkarzy z przeszłością w Boca Juniors (dziewięciu + jeszcze trener Aldosivi, czyli sam Martín Palermo we własnej osobie).

Jeden z nich, a mianowicie Ezequiel Fernández wypożyczony do Tigre z La Bombonera posłał uderzenie dalszego zasięgu w słupek. Dobitka, jaką przypuścił Protti w centrum pola karnego przeleciała nad poprzeczką.

Wśród Aldosivi ze łba uderzał stary wyga Martín Cauteruccio, lecz piłka po palcach Gonzalo Marinelliego tylko ostemplowała poprzeczkę.

Ponadto Marinelli zablokował mocne uderzenie młodzika Braiana Martíneza ze skraju szesnastki oraz wychwycił próbę zza linii bocznej pola karnego ponad 40-letniego Urugwajczyka Santiago Silvy.

Miejscowi przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść pod sam koniec batalii. W 88 minucie obrona Tigre zanotowała frajerską stratę futbolówki na własnej połowie, dzięki której „Los Tiburones” przeprowadzili decydującą akcję.

Doświadczony César Meli znalazł się w dogodnej okazji pośrodku pola karnego i nisko przymierzywszy w długi róg dał upragniony tryumf Aldosivi.

Zatem kolejny spośród licznej tu kolonii eks-„Xeneizes” rozstrzygnął losy konfrontacji!

„Rekiny” dzięki historycznej wygranej z Tigre odbiły się od dna klasyfikacji. Aktualnie chłopcy Martína Palermo są siódmi, zdobywszy siedem oczek. 

Przegrani z dziewięcioma punktami na koncie póki co nadal przebywają w strefie awansu do ćwierćfinałów, ale po tej serii gier mogą z niej wylecieć.

Boca Juniors przegoni „Matadorów”, jeśli pokona w La Placie oszczędzających się na eliminacje Copa Libertadores liderujących Estudiantes. 

Ponadto trzeci Tigre może zostać wyprzedzony przez Independiente, o ile „Czerwone Diabły” w poniedziałek minimum różnicą dwóch bramek poskromią u siebie kopciuszka Central Córdoba. 

******

Rosario Central vs Barracas Central 1:3 (1:0)

Gole – 1:0 Marco Ruben (34′-pen.), 1:1 Carlos Arce (56′), 1:2 Bruno Sepúlveda (64′), 1:3 Facundo Castro (86′)

Kolejny pojedynek Centrali z udziałem rosarimskiego zespołu. Ostatnio „Canallas” ograli 1:0 na wyjeździe Central Córdobę, a teraz dla kontrastu przed własną publiką zostali sromotnie upokorzeni przez dotąd zamykającego tabelę beniaminka.

Wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Prowadzenie gospodarzom dał wiekowy snajper Marco Ruben, wykorzystawszy rzut karny w 34 minucie.

W poprzednich kolejkach dwie jedenastki dla „Canallas” spartolił ich kapitan Emiliano Vecchio. Teraz zatem do wapna podszedł inny gracz i on bynajmniej nie pomylił się.

Wcześniej zaprawiony w bojach Ruben zaliczył też chybiony z bliska strzał głową.

Delegacji ze stolicy natomiast przydarzył się chybiony obok słupka strzał Ivána Tapii (syna prezesa AfA) zza piątego metra podczas rozegrania rzutu wolnego.

W 40 minucie wspomniany Vecchio przymierzył bezpośrednio ze skraju 16-tki, lecz Maximiliano Gagliardo przytomnie interweniował. Tak samo goalkeeper przyjezdnych zapobiegł utracie drugiej bramki, gdy w 45 minucie sparował torpedę Rubena z szesnastego metra.

Lokalni futboliści do przerwy dominowali, ale nie potrafili dobić zdecydowanie niżej notowanego adwersarza. Mimo wszystko nic nie zapowiadało jakże czarnego dla nich scenariusza.

Kto by się spodziewał, że po kwadransie odpoczynku ligowy zaścianek totalnie ośmieszy i skompromituje Rosario Central, uchodzący do niedawna za pana własnego stadionu?!

Wyraźnie Alfredo Berti tchnął nowego ducha w Barracas. Beniaminek w ciągu ośmiu minut sensacyjnie odwrócił wynik!

W 56 minucie centra z kornera gości została wybita głową przez grajka oponentów, lecz pomocnik Carlos Arce przejąwszy piłkę bez namysłu huknął wolejem z dalszej odległości, adresując ją do siatki. Wspaniały gol!

Chwilę później Neri Bandiera odhaczył niecelną próbę głową z pola bramkowego.

Natomiast po 64 minutach zawodów „El Guapo” wygrywał dzięki Bruno Sepúlvedzie, a właściwie to dzięki idiotycznemu błędowi defensora przeciwnika Juana Cruza Komara.

Rzeczony stoper kretyńsko stracił futbolówkę chcąc wycofać bramkarzowi. Sepúlveda skrzętnie zgarnął piłkę, wyminął ów goalkeepera na terenie 16-tki i wycelował do pustej siatki. Drugi gol rzeczonego napastnika podczas bieżącej kampanii.

A to nie był koniec kaźni Rosario, ponieważ u kresu starcia – w 86 minucie Facundo Castro dobił miejscowych, pieczętując wiekopomny tryumf Barracas Central. Uderzeniem po ziemi ze skraju pola karnego nie dał nic do powiedzenia Gasparowi Servio.

Po pierwszym ogólnie zwycięstwie w sezonie Berti poprowadził beniaminka do premierowego tryumfu na obiekcie przeciwnika!

A dodajmy, że noszący okulary Alfredo z charakterystyczną fryzurą to przecież eks-szkoleniowiec i wychowanek Newell’s Old Boys! Dogryzł zatem swojemu odwiecznemu wrogowi! 

Nagle outsider rządzony przez prezesa AfA, czyli Claudio Tapię niczym zmartwychwstały wygrał drugi raz pod rząd i opuścił dno klasyfikacji grupy B! 

Wracający do Primera División po aż 88 latach rozbratu zespół o przydomku „El Guapo” zainicjował czempionat czterema porażkami pod rząd, a dziś ma już na koncie sześć punktów i okupuje lokatę trzecią od dołu.

Rosario Central uzbierał zaledwie oczko więcej, marnując szansę wejścia do zony play-off’owej. 

Comments are closed.