Blady debiut Gago w Racingu

Liga Profesional nie zwalnia tempa! Po dniu przerwy rozpoczęła się osiemnasta seria spotkań kampanii o mistrzostwo Argentyny za 2021 rok. Podsumowanie jej trzech sobotnich meczów:

Gimnasia La Plata vs Central Córdoba 2:2 (0:1) 

Gole – 0:1 i 2:2 Milton Giménez (13′, 66′), 1:1 Maximiliano Coronel (49′), 2:1 Luis Rodríguez (59′) 

Na Estadio Ciudad de La Plata doszło do nadzwyczaj zaciętego pojedynku średniaka z ostatnią drużyną klasyfikacji.

Przechodząca ostatnio okres lepszej formy Gimnasia nieoczekiwanie zaledwie zremisowała u siebie (choć nie na własnym obiekcie El Bosque) przeciwko zamykającemu dotychczas stawkę Central Córdoba.

To goście z Santiago del Estero sensacyjnie objęli prowadzenie u prologu spotkania. Trzynasta minuta okazała się szczęśliwa dla outsidera, gdyż wówczas rezultat na jego korzyść otworzył najskuteczniejszy piłkarz „El Ferroviario” – Milton Giménez.

Przejąwszy długą lagę zza połowy boiska, wbiegł w szesnastkę i na jej krańcu efektownie huknął w samo okienko, nie dając nic do powiedzenia goalkeeperowi.

W 29 minucie gospodarze mogli wyrównać, ale wiekowy snajper Luis Rodríguez przestrzelił rzut karny.

Inną szansą dla Gimnasii zmarnotrawił Maximiliano Coronel, notując niecelną główkę podczas rozegrania rzutu wolnego.

Faworyzowanym „Wilkom” udało się odwrócić wynik na początku drugiej połowy. Najpierw Emanuel Cecchini zbyt delikatnie przymierzył zza szesnastki i piłkę złapał César Rigamonti.

Za to w 49 minucie wyrównał Maximiliano Coronel. Tym razem obrońca miejscowych pięknymi nożycami wykończył atak podczas rozegrania kornera. Kolejny wspaniały gol w tej potyczce!

Podczas akcji Central Córdoba ze skraju pola karnego niecelnie wślizgiem przymierzył otoczony rywalami Claudio Riaño.

Natomiast w 59 minucie „Pulga” Rodríguez zrehabilitował się za zmarnowaną jedenastkę, zdobywając bramkę na 2:1 dla Gimnasii. Weteran bezlitosnym strzałem z pierwszej piłki ze skraju pola karnego znalazł drogę do „pajęczyny”.

Jednakże laplateńczycy krótko cieszyli się przewagą. W 66 minucie dublet skompletował Milton Giménez, ratując finalnie remis ekipie Central Córdoba.

Niedopilnowany na uboczu 16-tki wycelował w długi róg bramki Rodrigo Rey’a. Ów napastnik wbił już siedem goli w sezonie.

Laplateńczykom prowadzenie chciał odzyskać Brahian Alemán, acz jego strzał z rzutu wolnego wybił Rigamonti. Mało tego „Pulga” Rodríguez nie sięgnął futbolówki w polu karnym po dośrodkowaniu.

Dodajmy, iż przerwana została strzelecka passa Kolumbijczyka Johana Carbonero, który ku chwale Gimnasii wpisywał się na listę strzelców w trzech poprzednich bataliach. Tego dnia „Los Lobos” pozostawili niedosyt.

Gimnasii pełna pula wymknęła się z rąk, ale na pocieszenie został fakt przedłużenia passy bez wtopy do czterech meczów. Aktualnie drużyna Néstora Gorosito jest jedenasta wśród stawki, mając 25 punktów. 

Ostatnie miejsce przynajmniej do poniedziałku opuścił Central Córdoba – outsider z północy Argentyny zajmuje teraz przedostatnią lokatę z 13 oczkami.

Popularni „Kolejarze” od siedmiu spotkań są bez zwycięstwa, ale po tej drużynie nikt cudów nie oczekuje. Dla całego miasta Santiago del Estero wielkim zaszczytem jest obecność jego przedstawiciela w najwyższej klasie rozgrywkowej. 

******

Defensa y Justicia vs Platense 2:1 (0:0)

Gole – 1:0 Miguel Ángel Merentiel (54′), 1:1 Matías Tissera (61′), 2:1 Raúl Loaiza (81′)

Na pierwszy rzut oka można byłoby uznać, że tryumfator tej konfrontacji może być tylko jeden.

Zdobywcy Copa Sudamericana, Recopa Sudamericana tudzież uczestnika 1/8 finału Copa Libertadores, a na przeciw nich beniaminek, jaki na początku tego roku wrócił do pierwszej ligi po niemalże 22 latach rozbratu z nią.

Jednak liga argentyńska nie uznaje różnic między poszczególnymi klubami. Znacznie wyżej notowana Defensa y Justicia miała ciężko zapracować na trzy punkty.

Podczas ataku gości Ezequiel Unsain sparował strzał głową Briana Mansilli. Ze strony DyJ bombę dalszego zasięgu Alexisa Soto zatrzymał Luis Ojeda.

W pierwszej połowie drużyny atakowały na zmianę. Przy kornerze dla Platense uderzenie z boku szesnastki Mansilli zablokował Unsain.

Natomiast wśród „Sokołów” uderzenie z rzutu wolnego zza linii bocznej 16-tki Kevina Gutiérreza bramkarz przyjezdnych jakoś zahamował.

Strzelanie rozpoczęło się od drugiej części starcia. W 54 minucie gospodarzom prowadzenie dał Miguel Ángel Merentiel.

Urugwajczyk z bliska niepilnowany wycelował do właściwie pustej siatki dzięki centrze z boku szesnastki Francisco Pizziniego. Gol numer pięć ów atakującego podczas tych rozgrywek.

Platense szybko odpowiedział. Za pierwszym podejściem torpeda Mansilli z linii bocznej pola karnego ostukała spojenie słupka z poprzeczką, a dobitka z linii końcowej 16-tki Juana Infante minęła bramkę.

Lecz raptem siedem minut po bramce Merentiela na 1:1 trafił Matías Tissera. Przejąwszy dogranie Horacio Tijanovicha czołowa armata „Los Calmares” niskim uderzeniem w polu karnym odbitym rykoszetem od oponenta nie dał szans Unsainowi.

Szósty raz w bieżącym czempionacie Tissera wpisał się na listę strzelecką.

Męczarnie DyJ z groźnym ostatnimi czasy beniaminkiem trwały długo. W końcowej fazie spotkania wreszcie „Sokoły” dopięły swego.

Krótko po upływie 80 minuty zawodów Raúl Loaiza przechylił szalę zwycięstwa na rzecz miejscowych. Podczas długiego oblężenia bramki gości Kolumbijczyk zza piątego metra wreszcie zdołał wycelować do siatki zza piątego metra.

DyJ szukała przypieczętowania victorii, lecz okazję na dublet zmarnował Merentiel, chybiwszy obok słupka z ubocza szesnastki.

Ostatnią szansę dla Platense natomiast zaprzepaścił Tomás Sandoval, pudłując głową koło bramki w sporym zamieszaniu na terenie pola karnego lokalnej ekipy.

Można byłoby rzec, iż „Sokoły” podziobały „Kalmary”. Czwarta wygrana podczas ostatnich pięciu pojedynków dla Defensa y Justicia. Drużyna Sebastiána Beccacece awansowała już na szóstą lokatę, zdobywszy dotąd 28 oczek.

Tak, jak w przypadku Boca Juniors po kryzysie z początku sezonu we Florencio Varela nie ma ani śladu. 

A pomyśleć, że poprzedni trener DyJ, który w styczniu bieżącego roku sięgnął z „El Halcón” po Copa Sudamericana – Hernán Crespo niedawno wyleciał ze stanowiska szkoleniowca brazylijskiego São Paulo FC. 

Nienajgorzej prezentujący się pod batutą Claudio Spontóna zespół Platense zajmuje siedemnastą pozycję, uciuławszy 20 punktów.

Niestety, beniaminek ze stołecznej dzielnicy Vicente López przerwał całkiem pokaźną serię bez wtopy, jaka zatrzymała się na sześciu konsekutywnych nieprzegranych bojach. 

******

Rosario Central vs Racing Club 2:1 (0:0)

Gole – 1:0 Gino Infantino (56′), 1:1 Enzo Copetti (66′), 2:1 Marco Ruben (80′) 

Debiut Fernando Gago w roli trenera Racingu nieudany. Na Estadio Gigante de Arroyito zmierzyły dwa spore rozczarowania obecnego czempionatu. Górą byli gospodarze.

Zaczęło się od ofensywy gości – podczas kornera dla nich po nieudanym wybiciu dośrodkowania przez rywali, zza szesnastki przyrżnął Matías Rojas, jednak futbolówkę wybił Jorge Broun.

Wiekowy goalkeeper rosarimskiej ekipy sparował także próbę zza pola karnego Tomása Chancalay’a.

Tutaj również każdy gol padł po przerwie. Nastoletni pomocnik gospodarzy o nazwisku prezesa FIFA – Gino Infantino zainicjował strzelanie. W 56 minucie genialnie huknął w róg bramki z dystansu, kompletnie zaskakując Gabriela Ariasa.

18-latek uzyskał swego trzeciego gola podczas aktualnego czempionatu i ogólnie trzeciego w dorosłej karierze.

Delegaci z Avellanedy wyrównali dziesięć minut później. Ripostę wykonał Enzo Copetti, celną główką na piątym metrze trafiając dzięki wrzutce lewym skrzydłem Lisandro Lópeza.

Summa summarum szala zwycięstwa znalazła się po stronie Rosario Central. W 80 minucie szybkie rozegranie rzutu rożnego, dośrodkowanie z lewej strony Lautaro Blanco i najbardziej doświadczony snajper „Canallas”, czyli Marco Ruben także głową w okolicy piątego metra rozstrzygnął o wygranej lokalnego teamu. To jego siódme trafienie w czempionacie.

Końcówka bardzo nerwowa, bowiem za krytykowanie decyzji arbitra wyleciał trener gospodarzy – Kily González, a jeszcze tuż przed finiszem boju czerwień za drugą żółtą kartkę wskutek faulu obejrzał młody obrońca Central – Gastón Ávila.

Ponadto Broun musiał obronić dwa groźne strzały „ze łba” autorstwa Tomása Chancalay’a i Carlosa Alcaraza. Mimo pewnych komplikacji gospodarze jakoś dowieźli korzystny rezultat.

Trzynaste miejsce w klasyfikacji ze zdobytymi 24 punktami okupuje dziś Rosario Central. Nadal plasuje się pośrodku tabeli, ale przynajmniej odrodził się po tragicznym wstępie ligowych zmagań. 

Za to Racing Club, który na ostatnie dwanaście oficjalnych potyczek wygrał zaledwie jedną, jest dopiero piętnasty z uciułanymi 23 oczkami.

„Cierpliwości!” – apeluje nowy opiekun „La Academii”. Czy Lord Gago wyprowadzi błękitnego giganta Avellanedy z letargu? 

Comments are closed.