Dreszczowiec na El Fortín de Liniers!

W sobotę rozegrano pięć spotkań czternastej kolejki Liga Profesional. Fantastyczne widowisko ujrzeli kibice na stadionie Vélezu, gdzie w hicie dnia padł remis 3:3. Ledwo co porażki uniknął Godoy Cruz. Zaś José Sand nie jest już samodzielnym liderem rankingu strzeleckiego. Podsumowanie dnia:

Godoy Cruz vs Newell’s Old Boys 2:2 (0:2)

Gole – 0:1 Manuel Capasso (30′), 0:2 Jonathan Cristaldo (45+5′-pen.), 1:2 i 2:2 Martín Ojeda (59′, 83′)

Na pierwszy rzut oka wydawało się to być starcie dwóch średniaków na Estadio Malvinas Argentinas (gospodarze po około półrocznym okresie gry na swoim nominalnym Estadio Feliciano Gambarte w obecności kibiców znowu wrócili na największy stadion w swoim mieście).

Jednak patrząc na ostatnią rewelacyjną formę Godoy Cruz, którzy w trzech z ostatnich czterech ligowych bojów tryumfowali zdobywając aż po cztery gole, to zdecydowanym faworytem tutaj był właśnie klub z Mendozy.

Aczkolwiek liga argentyńska rządzi się przecież swoimi prawami. Oszczędzający się na ćwierćfinał krajowego pucharu „Winiarze” nieco odpuścili ten bój, a goście z Rosario to wykorzystali.

Przyjezdni od razu rzucili się do ataku przeciwko niezdecydowanym gospodarzom. Wiekowy Ignacio Scocco wybiegał sam na sam, przejąwszy dogranie zza połowy boiska – jednak naciskany przez goniącego go obrońcę źle złożył się do strzału i Juan Espínola zdołał zablokować jego próbę.

Paragwajski bramkarz miejscowych wybił także dalekosiężny, mierzony strzał Scocco z dalszej odległości.

Później trzy szanse na trafienie dla Godoy Cruz. Ezequiel Bullaude (który zdobył już pięć goli w tych rozgrywkach) fatalnie chybił obok słupka bezpośrednim uderzeniem zza pola bramkowego.

Ponadto obrońca Elías López spudłował obok słupka zza pola karnego podczas szybkiego rozegrania rzutu wolnego.

Następnie Alan Aguerre wybił niskie uderzenie Bullaude że skraju szesnastki, a dobitka Sebastiána Lomónaco z jej ubocza tylko ostukała słupek.

W 30 minucie wynik na rzecz NOB otworzył Manuel Capasso. Trafił od rykoszetu z pierwszej piłki na obszarze centrum 16-tki dzięki złemu wybiciu futbolówki przez rywala podczas rozegrania rzutu wolnego.

Obrońca ten zanotował swego pierwszego oficjalnego gola dla „Trędowatych”.

Dla lokalnego zespołu w ekwilibrystyczny sposób zapragnął wyrównać ich nowy gwiazdor Martín Ojeda. Otóż uderzył RABONĄ z boku szesnastki, ale piłkę sparował Aguerre. Natomiast dobitka Bullaude w polu bramkowym fatalnie spudłowała.

Tuż przed przerwą, w doliczonym czasie rosarimski team wywalczył jedenastkę. Obrońca miejscowych popełnił bezmyślny faul we własnym polu karnym. Z wapna podwyższył doświadczony Jonathan Cristaldo.

Po zmianie stron Godoy Cruz przynajmniej zdołał obronić stratę, zaś ich zawodnik dogonił lidera ligowej klasyfikacji strzeleckiej.

Martín Ojeda, bo o nim mowa, to najprawdziwsze objawienie tego sezonu. Właśnie 22-letni skrzydłowy, który niedawno zawiódł w Racingu Club („El Bodeguero” wypożyczył go stamtąd i zapewnił sobie opcję wykupu za jedyne pół miliona dolarów) uratował miejscowych przed wtopą.

Najpierw jednak ostemplował poprzeczkę z dalszej odległości. Później Nelson Acevedo wybiegał sam na sam, lecz w centrum 16-tki jego niskie przymierzenie ofiarnie sparował Aguerre.

Natomiast w 59 minucie gola kontaktowego wreszcie zanotował Ojeda. Niepilnowany w środku pola karnego celną główką zaskoczył bramkarza gości.

Ojeda poszedł za ciosem. W 83 minucie zanotował trzeci podczas tejże kampanii dublet, ocaliwszy remis gospodarzom. Znów przegapiony przez defensywę NOB przejął podanie na boku 16-tki i huknął pod poprzeczkę bramki Aguerre.

Jednocześnie wychowanek drugoligowego Ferro Carril Oeste zdobył już dziesiątego gola podczas bieżącego czempionatu, stając się współliderem klasyfikacji strzelców wraz z wiekowym snajperem Lanús – José Sandem.

Wskutek tego jedynie remisu (choć właściwie „aż remisu”) Godoy Cruz nie spożytkował szansy, by wskoczyć do czołówki tabeli.

Mając 21 punktów chłopcy Diego Floresa są teraz szóści, ale tracą sporo do lidera. Może w Pucharze Argentyny powiedzie im się lepiej – już w środę tamże stoczą ćwierćfinał przeciw drugoligowemu Tigre. 

Przeciętni Newell’s Old Boys aktualnie zajmują siedemnaste miejsce, zdobywszy 16 punktów. Spisują się na miarę swoich oczekiwań. W obecnej, trudnej sytuacji finansowej wśród „Leprosos” nie oczekuje się cudownych rezultatów. 

******

Platense vs Patronato 0:0

Bezbramkowy remis w stołecznej dzielnicy Vicente López między dwoma outsiderami. Beniaminek podzielił się zdobyczą z pozytywnym zaskoczeniem prologu tej kampanii.

W deszczowej stolicy zaczęło się od akcji przyjezdnych spowodowanej głupią stratą obrony Platense. Junior Arias nie zdołał oddać strzału pilnowany przez oponenta, więc podał Fabio Vázquezowi. Ten pomocnik natomiast spudłował nad poprzeczką ze skraju szesnastki.

Gospodarzom należał się rzut karny po zagraniu piłki ręką we własnej 16-tce przez gracza Patronato podczas rozegrania kornera, lecz sędzia Ariel Penel nie dopatrzył się przewinienia.

Wśród Patronato w trakcie rzutu rożnego głową uderzył Oliver Benítez Paz, jednakże tylko ostemplował poprzeczkę.

Delegaci heroicznie obronili się podczas akcji zapoczątkowanej rzutem wolnym. Strzał głową Nahuela Iribarrena zatrzymał Matías Ibáñez, zapobiegając też dobitce innego oponenta.

Na koniec pierwszej odsłony Brian Nievas oraz Junior Arias do spółki zanotowali chybiony strzał wślizgiem zza piątego metra.

Zaś wśród beniaminka podczas kolejnego rzutu wolnego uderzenie głową Facundo Cardozo wychwycił Ibáñez.

Podczas drugiej odsłony dwie szanse dla Patronato – Luis Ojeda sparował niskie uderzenie zza pola karnego Martína Garay’a.

Za to Urugwajczyk Sebastián Sosa Sánchez obił spojenie słupka z poprzeczką podczas rozegrania kornera.

U kresu boju arbiter znów milczał, gdy Ibáñez podczas interwencji uderzył w głowę Tomása Sandovala. Niewątpliwie pan Penel bardzo przeszkodził tu „Kalmarom” w odniesieniu zwycięstwa.

Aktualnie oba teamy są w dole tabeli. Platense spoczywa niedaleko nad ostatnią lokatą z trzynastoma punktami. Patronato niewiele lepiej – oczek piętnaście na koncie. 

******

Huracán vs Arsenal de Sarandí 1:0 (1:0)

Gol – Matías Cóccaro (9′)

Huracán znów pokonał przeciętniaka 1:0 dzięki bramce swojego nowego urugwajskiego napastnika.

Tym razem chłopcy Franka Kudelki przewyższyli u siebie ostatnią ekipę stawki.

U progu batalii szansa dla Arsenalu, lecz z ubocza szesnastki katastrofalnie spudłował Gastón Benavídez.

Szybki gol Matíasa Cóccaro, zdobyty już w dziewiątej minucie pozwolił gospodarzom odnieść drugie pod rząd zwycięstwo najniższym możliwym rezultatem.

Urus trafił do „pajęczyny” w polu bramkowym po nieudanej próbie zatrzymania dośrodkowania przez obrońcę rywali tamże.

Podczas kornera dla gości uderzenie głową Bruno Sepúlvedy zatrzymał Marcos Díaz. Ponadto fatalne pudło w polu bramkowym wśród graczy Arsenalu odnotował Leonel Picco, chcąc wykorzystać dogranie głową kolegi.

Następnie szybkie rozegranie rzutu wolnego, po którym Nicolás Castro huknął z dalszej odległości. Wiekowy Marcos Díaz z trudem wybił to uderzenie.

U początku drugiej części Cóccaro mógł skompletować dublet, acz jego główkę podczas rozegrania rzutu wolnego sparował Alejandro Medina.

Pod koniec boju „El Globo” zaprzepaścił jeszcze dwie szanse podbramkowe. Inny urugwajski napastnik tego zespołu, a mianowicie Jhonathan Candia mógł pokonać swój były klub, acz jego kozłowane uderzenie głową zza piątego metra pewnie zatrzymał Medina.

Mało tego, Franco Cristaldo z rzutu wolnego wycelował w słupek, a chwilę potem futbolówka odbiła się od stojącego przed polem bramkowym rezerwowego napastnika miejscowych – Sebastiána Ramíreza i opuściła murawę.

Huracán nagle wskoczył do czołowej dziesiątki tabeli. Jest dziewiąty ze zdobytymi 19 punktów. Lecz jak długo „El Globo” utrzyma się wśród top 10? 

Za to Arsenal, który przed tygodniem sensacyjnie ograł Lanús, wrócił do słabej dyspozycji. „El Viaducto” nadal znajduje się na samym dnia tabeli z ledwie jedenastoma oczkami. 

******

Atlético de Tucumán vs San Lorenzo 0:0

Drugi bezbramkowy remis podczas tej kolejki miał miejsce w Tucumánie. Dwie ekipy dolnej części klasyfikacji, jakie do niedawna liczyły się wśród czołówki argentyńskiego futbolu klubowego, nie zdołały strzelić sobie żadnej bramki.

Zdecydowanie przeważali miejscowi, nacierając od samego początku. Acz Augusto Lotti przestrzelił nad poprzeczką z ubocza pola karnego. Ponadto Guillermo Acosta pomylił się obok słupka, nisko przymierzywszy ze skraju 16-tki.

Później głową nad poprzeczką spudłował Yonathan Cabral podczas kornera oraz obroniony przez goalkeepera został strzał z krańca pola karnego Ciro Riusa w trakcie rozegrania rzutu wolnego.

Guillermo Acosta drugi raz chybił obok słupka próbą dalekiego zasięgu. Natomiast wśród gości Nicolás Fernández (ten o przydomku „Uvita”) obił słupek uderzeniem zza pola karnego.

U wstępu drugiej części Sebastián Torrico ofiarną interwencją wślizgiem zapobiegł samobojówi po nierozsądnym wycofaniu kolumbijskiego stopera Cristiána Zapaty.

Ramiro Carrera huknął nad poprzeczką z rzutu wolnego. Tucumán nie potrafił złamać oporu papieskich ulubieńców, gdyż mało kiedy ich zawodnicy potrafili posłać uderzenie w światło bramki.

Wydawało się jednak, iż „El Decano” u kresu batalii będzie miał wyraźnie ułatwione zadanie.

Na kwadrans przed upływem regulaminowego czasu gry czerwoną kartkę bezpośrednio za brutalne wejście w nogi oponenta zarobił młody pomocnik gości – Julián Palacios.

Przewaga liczebna niestety nie pomogła gospodarzom. Torrico nogami sparował groźną główkę aktywnego dziś Acosty.

Natomiast zmiennik Ramiro Ruiz Rodríguez feralnie chybił obok słupka w akcji sam na sam sprokurowanej przez karygodną gapę defensora gości.

Oba kluby zostają w dolnej połówce stawki. San Lorenzo czternasty, zgromadził punktów siedemnaście.

Natomiast Atlético de Tucumán obecnie jest osiemnasty z punktami szesnastoma. 

******

Vélez Sarsfield vs Independiente 3:3 (1:2) 

Gole – 1:0 Juan Martín Lucero (12′), 1:1 i 1:2 Silvio Romero (13′, 31′), 1:3 Ayrton Costa (71′), 2:3 Thiago Almada (88′), 3:3 Matías De Los Santos (90+3′) 

Porywający dreszczowiec, który mógłby nawet zastąpić Superclásico, o ile to oczywiście nie będzie równie ekscytujące!

Vélez, który zwyciężył cztery ostatnie potyczki na własnym terenie, tym razem efektowną serię przerwał, gdyż ledwo ledwo wydarł remis przeciwko Independiente.

Na podziw jednak zasługuje fakt, że w ciągu ostatnich mniej więcej pięciu minut konfrontacji odrobili dwubramkową stratę.

Zaczęło się od trafionego w słupek uderzenia z rzutu wolnego gracza gości Alana Soñory.

Gospodarzom prowadzenie już w 12 minucie dał Juan Martín Lucero, zadając cios swemu byłemu klubowi. Skutecznie dobił z najbliższej odległości sparowany przez bramkarza Sebastiána Sosę (też grającego przeciw eks-chlebodawcy) strzał głową Lucasa Jansona podczas rozegrania kornera.

Zmagający się ostatnio z kryzysem formy przyjezdni jednak błyskawicznie odpowiedzieli golem Silvio Romero. Kapitan „Inde” głową z okolicy piątego metra wycelował do siatki dzięki centrze Fabricio Bustosa.

To pierwsze trafienie doświadczonego snajpera od połowy sierpnia, czyli od półtora miesiąca.

Romero jeden gol nie nasycił. W 31 minucie, trafił drugi raz i zwieńczył remontadę.

Tym razem jego próbę głową wybił Lucas Hoyos, lecz Bustos odzyskał piłkę, aby poprawić dośrodkowaniem z boku 16-tki i Romero za drugim razem mimo obstawy defensora z metra władował futbolówkę do siatki.

Sześciokrotnie w obecnym sezonie wpisał się na listę strzelców. Do liderów Sanda oraz Ojedy jeszcze trochę mu brakuje.

„Los Diablos Rojos” nie ustępowali. W 71 minucie rozgrywający swój dopiero pierwszy pojedynek podczas tego półrocza Ayrton Costa podwyższył na 3:1.

Młody stoper przejął dośrodkowanie z narożnika boiska w centrum 16-tki, ażeby mając obrońcę na plecach zakręcić się z piłką i ofiarnym uderzeniem wślizgiem pokonać Hoyosa.

Zarazem 22-letni obrońca zdobył swe debiutanckie trafienie w dorosłej karierze.

Zapowiadała się pierwsza od początku sierpnia porażka „El Fortín” przed własnymi trybunami. Aczkolwiek do niej nie doszło. Vélez w ostatniej chwili zrobił niesamowity zryw, odrabiając dwa gole różnicy!

W 88 minucie utalentowany Thiago Almada dał sygnał do pogoni. Strzelił gola bezpośrednim uderzeniem ze środka pola karnego, gdy był niekryty przez oponenta.

Wykorzystał tym sposobem wrzutkę z lewego skrzydła kolejnego zawodnika bijącego się tu przeciw swojej eks-drużynie, czyli Federico Mancuello.

Dla 20-latka przymierzanego do roli „nowego Messiego” to czwarta bramka podczas bieżącego czempionatu.

Rzutem na taśmę, podczas trzeciej dodatkowej minuty gospodarze ocalili jeden punkt!

Weteran Mancuello wrzucił piłkę z rzutu wolnego, po czym doszło do olbrzymiego zamieszania przed bramką gości – w nim urugwajski stoper Matías De Los Santos z niemal najbliższej odległości wcisnął futbolówkę do siatki i wyrównał, ustalając wynik tegoż spektaklu na 3:3.

Po tej zapierającej dech w piersiach bitwie zakończonej rozejmem oba teamy sąsiadują ze sobą w tabeli.

Independiente póki co jest piąty, zgromadziwszy 23 punkty. Vélez czai się tuż za plecami „Czerwonych Diabłów” – szósta lokata z dwoma oczkami mniej od nich. 

Dzisiaj o godzinie 22:00 naszego czasu El Superclásico! Na stadionie Monumental piąty raz w bieżącym roku skonfrontują się River Plate i Boca Juniors! 

Comments are closed.