Boca mocna na dwóch frontach

Podsumowanie czterech sobotnich starć jedenastej kolejki argentyńskiego Pucharu Ligi. Drugie z rzędu zwycięstwo Boca Juniors w tych rozgrywkach oraz elektryzująca końcówka na Estadio Diego Maradona – oto, co wydarzyło się wczoraj w najwyższej klasie rozgrywkowej Kraju Srebra:

Grupa A:

Argentinos Juniors vs Banfield 1:1 (0:0)

Gole – 1:0 Gabriel Ávalos (89′), 1:1 Juan Manuel Cruz (90+6′)

Drużyna Gabriela Milito opromieniona zwycięstwem na start fazy grupowej Libertadores nad urugwajskim Nacionalem tym razem nie wytrzymała do końca.

Po bardzo emocjonującej końcówce mimo przewagi liczebnej rzutem na taśmę Argentinos Juniors wypuścili z rąk wygraną przeciwko Banfield.

Zdecydowanie dominowali tu gospodarze, lecz ich ofensywa ograniczała się głównie do mocnych uderzeń z dalszych odległości – te aż trzykrotnie wybijać musiał kolumbijski bramkarz przyjezdnych Iván Arboleda.

Ponadto tuż przed przerwą ciemnoskóry Kolumbijczyk obronił niskie, bezpośrednie uderzenie Matíasa Romero podczas kornera. Wówczas i obrona Banfield musiała nieźle nagimnastykować się, aby zapobiec utracie bramki. Przy innym rzucie rożnym Arboleda wyłapał niebezpieczny strzał głową Urusa Javiera Cabrery.

Banfield też zaliczył niebezpieczny atak po kornerze – najpierw bombę ze środka pola karnego Luciano Ponsa sparował przed siebie Lucas Chaves. Dobitkę szczupakiem Giuliano Galoppo także wybił przed siebie, a za chwilę wiekowy stoper Carlos Quintana jakoś wyprowadził piłkę poza boisko przed zmierzającym do następnej dobitki obrońcą gości Luciano Lollo.

W 75 minucie jeden z niewielu ataków Banfield – kolumbijski skrzydłowy gości Mauricio Cuero popędził lewą flanką sam na sam z bramkarzem Lucasem Chavesem. Goalkeeper miejscowych, jednak heroicznie zablokował jego strzał.

Po chwili Cuero niestety zachował się, jak skończony cham i opluł obrońcę miejscowych Miguela Torréna. Oczywiście sędzia pokazał mu za to prostackie zachowanie bezpośrednio czerwoną kartkę.

Argentinos Juniors podczas okresu przewagi liczebnej zorganizowali groźną akcję po kornerze. Strzał głową Fausto Very jednak także sparował Arboleda.

Oprócz tego atak po dośrodkowaniu ze skrzydła, gdzie próbę uderzenia piętą z piątego metra Gabriela Carabajala wychwycił Kolumbijczyk.

Gospodarze atut jednego zawodnika więcej na murawie wykorzystali dopiero w przedostatniej regulaminowej minucie, kiedy zdobył wprowadzony z ławki rezerwowych Gabriel Ávalos, głową po dośrodkowaniu z narożnika boiska pokonując Ivána Arboledę.

Paragwajczyk, który zadał cios także Nacionalowi Montevideo zdobył w tym roku już pięć bramek uwzględniwszy wszystkie oficjalne rozgrywki – trzy z nich w samym Pucharze Ligi.

Jednak Banfield nie załamał się utraconym w końcówce golem i koniecznością gonienia wyniku w osłabieniu. W pierwszej doliczonej minucie trener Javier Sanguinetti wprowadził na boisko 21-letniego napastnika Juana Manuela Cruza, który jest synem Julio Ricardo Cruza znanego z występów dla mediolańskiego Interu.

Właśnie ten młodzik wziął sprawy w swoje ręce, zaliczył wejście smoka i szóstej ekstra minucie strzelił gola wyrównującego! Przejął dogranie z połowy boiska za polem karnym, obrócił się z piłką i bezlitosnym uderzeniem totalnie zaskoczył Lucasa Chavesa!

Tak oto rozczarowujący ostatnimi czasy zespół z południa aglomeracji Buenos Aires, który w poprzedniej kolejce sensacyjnie wtopił u siebie z beniaminkiem Platense teraz heroicznie wymęczył remis na stadionie im. Diego Maradony.

Póki co Banfield nadal jest poza strefą play-off, ale traci do tylko dwa punkty i w ostatnich dwóch kolejkach „El Taladro” bez wątpienia przypuszczą szarżę na czołową czwórkę stawki. Nie mają nic do stracenia. Przecież nie muszą dzielić krajowych zmagań z kontynentalnymi. 

Aktualnie przegrany finalista Copa Diego Maradona jest ósmy w grupie A i ma czternaście oczek. 

Argentinos Juniors zgromadził punkt mniej i jest pozycję niżej od „Wiertła”. Dla ekipy Gabriela Milito priorytet jednak stanowi Copa Libertadores. Już w środę wyjazd do Chile na Universidad Católikę, czyli mistrza Kraju Miedzi. Czy „El Bicho” potwierdzą, iż ostatni tryumf nad urugwajskim potentatem nie był dziełem przypadku? 

Grupa B:

Patronato vs Sarmiento de Junín 1:0 (0:0) 

Gol – Martín Garay (71′) 

Pojedynek kopciuszków Liga Profesional dla Patronato. Ostatni zespół tabeli grupy B pokonał u siebie beniaminka z Junín.

W pierwszej połowie to Sarmiento mógł objąć prowadzenie, ale wiekowy Matías Ibáñez jakoś wybił nad poprzeczką przypadkowy strzał Claudio Pombo z centrum 16-tki.

Decydującego gola udało się strzelić pomocnikowi nazywającemu się Martín Garay. W 71 minucie niekryty trafił zza pola bramkowego po dograniu od Urusa Sebastiána Sosy Sáncheza.

Pod sam koniec meczu, w czwartej doliczonej minucie czerwoną kartkę za drugą żółtą wskutek nieprzepisowego zatrzymania kontratakującego rywala obejrzał obrońca gości Braian Salvareschi.

Patronato mimo wygranej nadal zamyka tabelę, ale przynajmniej zbliżył się na punkt do przedoststniego Sarmiento. Aktualnie piłkarze z Międzyrzecza zgromadzili dziewięć oczek.

Trudno się dziwić, dlaczego chłopcy Ivána Delfino (który pokonał tutaj swój były klub) nie potrafią rychło opuścić dna klasyfikacji, zważywszy na fakt, iż kampanię rozpoczęli od aż siedmiu konsekutywnych porażek.

***************************

Huracán vs Boca Juniors 0:2 (0:0)

Gole – Franco Soldano (48′), Gonzalo Maroni (90+4′)

W ekipie Boca nie było czasu na świętowanie pierwszego od 51 lat zwycięstwa uzyskanego w boliwijskim La Paz przy otwarciu fazy grupowej Libertadores. Teraz trzeba było stoczyć wyjazdowy bój z nieobliczalnym i lubiącym remisować Huracánem.

Jednakże „Xeneizes” żaden remis tu nie urządzał. Chcąc jak najszybciej zapewnić sobie play-off’y o mistrzostwo chłopcy Miguela Ángela Russo zamierzali dokopać renomowanemu średniakowi.

Do przerwy w zasadzie nic godnego uwagi się nie działo. Za to błyskawicznie po niej Boca zadała cios. W 48 minucie bombę z dystansu posłał najlepszy obecnie piłkarz Boca – Sebastián Villa.

Młody bramkarz gospodarzy, imiennik Kolumbijczyka o nazwisku Meza nie zdołał poprawnie wybić piłki. Ta poleciała na bok pola bramkowego, skąd na ostrym kącie skutecznie dobijał Franco Soldano. Futbolówka po drodze do siatki jeszcze otarła się o nogę wiekowego stopera Renato Civelliego, zaś Meza nieporadnie chcąc uratować sytuację uderzył głową o słupek i potrzebował pomocy medycznej. Na szczęście mógł kontynuować grę.

Soldano uchodzący do niedawna za symbol indolencji Boca w ataku nagle odblokował się i wpisał na listę strzelców drugą kolejkę z rzędu. Czy pod koniec półrocza przekona włodarzy najpopularniejszego klubu Argentyny, aby ci wykupili go z greckiego Olympiakosu Pireus?

Kilka minut później z podobnie ostrego kąta na boku pola bramkowego próbował trafić Nicolás Capaldo otrzymawszy dogranie głową ze środka szesnastki.

W tej akcji niemniej Meza zastawił się ciałem i zapobiegł utracie drugiej bramki przez gospodarzy. Po chwili obrońca miejscowych wybił piłkę poza swoje pole karne.

Huracán nieudolnie próbował szukać bramki wyrównującej. Niemniej jedyny ciekawszy strzał zaliczyli w 88 minucie, pod sam koniec starcia. Wówczas minimalnie głową z centrum 16-tki chybił rezerwowy napastnik Diego Mendoza.

„Nie strzelisz Ty, strzelą Tobie” – niewykorzystana przewaga brutalnie zemściła się na gospodarzach podczas dodatkowego czasu.

W czwartej doliczonej minucie następny Kolumbijczyk wniósł swój wkład do tryumfu Boca. Frank Fabra posłał bardzo daleki wrzut z autu w środek pola zza połowy boiska. Kto by pomyślał, że ciemnoskóry lewy obrońca zaliczy nim asystę!

Futbolówkę wrzuconą przezeń zgarnął joker Gonzalo Maroni. Były gracz włoskiej Sampdorii wyprzedziwszy obrońców, popędził w szesnastkę i tam technicznym uderzeniem w środek bramki pokonał 20-letniego Mezę, którego godzi się okrzyknąć antybohaterem tej batalii. Maroni zdobył trzeciego gola podczas tego turnieju.

Trzy zwycięstwa z rzędu Boca i to odniesione w ciągu tygodnia! „Bosteros” utrzymali pozycję wicelidera grupy B, mają na koncie już 19 punktów. Faza play-off coraz bliżej!

Aczkolwiek teraz najbardziej zastanawia pytanie czy Boca podczas drugiej kolejki grupowej Libertadores zrewanżuje się we wtorek brazylijskiemu Santosowi za styczniowy blamaż w półfinale poprzedniej edycji Pucharu Wyzwolicieli…..

Kompleks La Bombonera „Azul y Oro” już przełamali w kwietniu, zatem powinno być łatwiej. 

Natomiast Huracán właściwie doszczętnie stracił szansę na play-off’y. Zaledwie dziewiąte miejsce, tylko dwanaście oczek i to w sytuacji, gdy nie muszą wysnuwać nosa poza krajowe podwórko. Takie notowania to jest istna klęska przechodzącego przemianę pokoleniową „El Globo”.

***************************

Unión vs Independiente 0:0

Na stadionie 15. kwietnia w Santa Fe stawił się inny gigant, który pół tygodnia temu odniósł zwycięstwo w Boliwii na międzynarodowej arenie.

Independiente, bo o nim mowa nie potrafił wygrać na terenie również ubiegającego się o play-off’y Uniónu.

Gospodarze znów potwierdzili, że u siebie są mocni, o czym choćby Boca przekonała się przed dwoma tygodniami (przegrywając tu 0:1).

Akurat „Czerwone Diabły” porażki uniknęły, ale nie da się ukryć – wyjazdowe starcie przeciw Uniónowi niewątpliwie zaliczyli do trudnych. Ostatecznie wywieźli z Santa Fe bezbramkowy.

Goście zdecydowanie dominowali, lecz nie spożytkowali swojej przewagi. Bardzo bliski trafienia zza połowy boiska był młody obrońca gości Ayrton Costa – z tak dalekiej odległości minimalnie chybił nad poprzeczką.

W drugiej połowie kretyński błąd popełnił pomocnik miejscowych Nelson Acevedo, „asystując” w pole karne snajperowi rywali Silvio Romero. Kapitan przyjezdnych znalazł się sam na sam, wyminął Sebastiána Moyano i niestety znalazł się na zbyt ostrym kącie do oddania strzału. Bramkarz Uniónu w porę zażegnał niebezpieczeństwo.

Gospodarze groźniej natarli dopiero u kresu starcia. Napastnik Juan Martín García fatalnie chybił nad poprzeczką z pola bramkowego przejmując futbolówkę od kolegi Gastóna Comasa, który znalazłszy się obok niego nie zdołał przyjąć dośrodkowanej ze skrzydła piłki. Summa summarum gole w Santa Fe tego wieczora nie padły.

Independiente aktualnie uzupełnia podium grupy B, zgromadziwszy siedemnaście punktów.

W środę zawodnicy Julio Césara Falcioniego podejmą u siebie urugwajski „twór” sprzymierzony z Manchesterem City o nazwie Torque City Montevideo w ramach drugiej grupowej kolejki Sudamericany. 

Niby „Diablos” będą faworytem tego pojedynku, ale kto wie? Do czego bywają zdolne te malutkie klubiki z Urugwaju, przekonał się niedawno choćby drugi klub z Avellanedy – Racing pół tygodnia temu ledwo ledwo remisując w delegacji przeciw Rentistas na start Libertadores. 

Unión póki co jest szósty w grupie z oczkami piętnastoma. „Tatengues” ciągle biorą czynny udział w bitwie o play-off’y.

Comments are closed.