River ponownie demoluje

Ze względu na zbliżający się start fazy grupowej w południowoamerykańskich pucharach piątkowego dnia przeprowadzono aż cztery mecze rozpoczętej właśnie dziesiątej kolejki Copa de Liga Profesional. Zobaczmy, co wydarzyło się w rzeczonych spotkaniach:

Grupa A:

Aldosivi vs Rosario Central 0:1 (0:0)

Gol – Diego Zabala (86′)

W Mar del Plata zacięte starcie, którego losy na swoją korzyść pod sam jego koniec przechylił Rosario Central.

Na samym początku spotkania goście nieomal iście frajersko straciliby gola. Goalkeeper Jorge Broun przejmując podanie do tyłu od kolegi kretyńsko oddał piłkę wprost pod nogi czyhającego przed nim Federico Andrady. Na szczęście po chwili doświadczony bramkarz z przeszłością w lidze bułgarskiej naprawił swój błąd, zatrzymując akcję dotąd najskuteczniejszego strzelca turnieju.

„Kanalie” zdobyły się na tę decydującą akcję w 86 minucie, kiedy rezerwowy Urugwajczyk Diego Zabala podczas kontrataku wbiegł w pole karne, wykiwał obrońcę i niskim strzałem w krótki róg trafił do siatki po palcach Luciano Pocrnjicia.

To nie był koniec emocji w tej konfrontacji. Jeszcze u samego kresu zawodów dwie świetne interwencje przy strzałach przegrywających gospodarzy zanotował Broun. Grunt, że potrafi naprawiać swoje błędy. Nie bez kozery mimo niskiej renomy uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy ligi argentyńskiej.

Tuż przed finiszem boju także Pocrnjić popisał się, w trakcie następnej kontry gości blokując uderzenie wślizgiem rywala oddane z pola bramkowego.

Rosario Central znajduje się tuż za strefą play-off grupy A. Zajmuje piąte miejsce, mając piętnaście punktów. We wtorek chłopcy Kily’ego Gonzáleza rozpoczną udział w Sudamericanie wyjazdowym pojedynkiem w Paragwaju z 12 de Octubre. 

Natomiast Aldosivi przegrał trzeci raz z rzędu i wrócił w swoje sfery. Aktualnie „Rekiny” wciąż są trzecie od dołu, mając na koncie raptem osiem oczek. Zaczynający swą trenerską odyseję Fernando Gago póki co nie zbawił tego prowincjonalnego klubu z nadatlantyckiego kurortu. 

***************************

Central Córdoba vs River Plate 0:5 (0:1)

Gole – Fabricio Angileri (45+2′), Rafael Santos Borré (51′, 67′), José Paradela (65′), Federico Girotti (81′) 

Przepiękny nowoczesny stadion Único Madre de Las Ciudades w Santiago del Estero gościł starcie miejscowego Central Córdoba z gigantem.

Gospodarze mieli stoczyć wiekopomny bój przeciwko legendarnemu River Plate, a tymczasem stołeczny potentat ponownie wniósł się na wyżyny swoich możliwości i zmiażdżył 5:0 ekipę „El Ferroviario”.

Po marcowych deklasacjach Racingu Club 5:0 w Superpucharze Argentyny i 6:1 Godoy Cruz w szóstej kolejce Pucharu Ligi teraz armada Marcelo Gallardo przejechała się, jak walec po dotychczasowej rewelacji turnieju. Nota bene wszystkie te kanonady River przeprowadził poza własnym terenem!

Demolka rozpoczęła się tuż przed kwadransem przerwy. W doliczonym czasie pierwszej części Fabricio Angileri celną główką po wrzutce z kornera Juliána Álvareza trafił do siatki po palcach goalkeepera Alejandro Sáncheza i zainicjował wielkie strzelanie. Lewy obrońca trafił do siatki drugą kolejkę z rzędu.

Krótko po przerwie podwyższył Rafael Santos Borré. W 51 minucie wykończył akcję strzałem z okolicy piątego metra po asyście z boku Álvareza.

Kolumbijski snajper dogonił poszczącego ostatnimi czasy od strzelania Federico Andradę na czele rankingu najskuteczniejszych goleadorów tej edycji Pucharu Ligi.

Hattricka w asystach zaliczył tu Julián Álvarez. Olimpijski reprezentant Argentyny w 65 minucie asystował tu po raz trzeci swym dośrodkowaniem przy trafieniu zmiennika José Paradeli. 22-letni pomocnik celnym uderzeniem ze skraju pola karnego zdobył swego pierwszego gola w barwach „Millonarios”. Piłki zmierzającej do siatki nie zdołał zatrzymać stojący na linii bramkowej stoper Alejandro Maciel.

Chwilę potem dublet skompletował Santos Borré. Po długiej ladze zza połowy boiska obrońcy Héctora Martíneza niegdysiejszy niewypał transferowy Atlético Madryt wybiegł sam na sam z wiekowym Sánchezem, należycie i zwieńczył atak. Kolumbijczyk po raz siódmy podczas Copa de Liga Profesional pokonał bramkarza rywali, obejmując samodzielne prowadzenie w turniejowej klasyfikacji strzeleckiej.

Dzieła zniszczenia dopełnił Federico Girotti. Młody napastnik wszedł na boisko w 80 minucie i od razu zanotował wejście smoka, udanym strzałem głową zza pola bramkowego ustalając wynik na 5:0. Centrą z prawej flanki obsłużył go Santos Borré.

River Plate jest póki co samodzielnym wiceliderem grupy A, zgromadziwszy 18 punktów. Aktualnie zaledwie dwa oczka dzielą „Milionerów” od tak pewnie prowadzącego tu dotychczas Colónu. Trzeci pogrom w ciągu 1,5 miesiąca pokazał, iż tytan ze stadionu El Monumental wrócił do znakomitej formy. 

Ciekawe jak czwartkowej nocy River poradzi sobie na inaugurację fazy grupowej Copa Libertadores, mierząc się w Brazylii przeciwko Fluminense? 

Słabnący Central Córdoba nie wygrał piątego spotkania pod rząd. W klasyfikacji grupowej klub z Santiago del Estero zleciał wobec tego na ósmą pozycję, którą dziś okupuje mając trzynaście oczek. Wygląda na to, iż „Kolejarzom” dowodzonym przez ich zasłużonego trenera Gustavo Coleoniego zabraknie pary. 

Grupa B:

Talleres vs Unión 3:0 (1:0)

Gole – Franco Fragapane (12′), Nahuel Tenaglia (74′), Guilherme Parede (90+2′)

Pogrom w Córdobie na start dziesiątej kolejki. W starciu dwóch drużyn, które podczas tej kampanii jako jedyne póki co dokopały Boca Juniors zdecydowanie lepsi okazali się Talleres.

Kordobanie bezlitośnie rozbili 3:0 Unión z miasta Santa Fe. Pacyfikację gości po tuzinie minut gry rozpoczął Franco Fragapane, pokonując swój były klub. Trafił zza piątego metra otrzymawszy dogranie ze skrzydła od Guilherme Parede. Uszanował poprzedniego pracodawcę i nie celebrował zadanego mu ciosu.

„La T” zmarnowali później kilka ciekawych okazji do podwyższenia. Ángelo Martino otarł tylko boczną siatkę uderzeniem z boku szesnastki, próba ze skraju pola karnego Federico Navarro została sparowana przez Sebastián Moyano, po czym futbolówka jeszcze obiła poprzeczkę.

Natomiast w drugiej połowie Moyano heroicznie obronił nogą strzał z centrum pola karnego Diego Valoyes. Potem bramkarz Uniónu jeszcze uratował swój team przed samobójem, gdy po dośrodkowaniu z rzutu różnego jego młodszy kolega Juan Portillo oddał głową przypadkowy strzał na własną bramkę.

Niestety, Moyano był niezłomny tylko do pewnego czasu. W 74 minucie jego blokadę przebrnął Nahuel Tenaglia. Prawy obrońca celną główką przecinając dośrodkowanie z kornera pozbawił jakichkolwiek złudzeń „Tatengues”.

Dzieła zniszczenia natomiast w doliczonym czasie gry dopełnił Guilherme Parede. Jedyny Brazylijczyk występujący obecnie na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej Argentyny fenomenalnie sieknął w długi róg tuż zza linii szesnastego metra, kompletnie obezwładniając Moyano – ten gol to kwintesencja jego kunsztu strzeleckiego!

Talleres nagle awansował na pozycję wicelidera grupy B, którą okupuje ze zdobytymi szesnastoma punktami. Dzięki lepszej różnicy bramek udało się przynajmniej na dzień wyprzedzić dotychczas drugi w tabeli Lanús. 

Czwartkowej nocy „La T” zainauguruje swoje występy w Sudamericanie domowym bojem z ekwadorskim Emelec. 

Unión z oczkami czternastoma jest czwarty wśród klasyfikacji, czyli ciągle w strefie play-off. Jednak zapewne taki stan rzeczy zbyt długo się nie utrzyma. 

***************************

Vélez Sarsfield vs Huracán 2:0 (0:0)

Gole – Federico Mancuello (47′), Juan Martín Lucero (90+6′) 

Liderujący wśród przedstawicieli grupy B zespół Vélezu tydzień temu poległ w Tucumánie, a teraz musiał męczyć się z niewygodnym Huracánem. Niemniej podopieczni Mauricio Pellegrino tym razem stanęli na wysokości zadania. Wygrali 2:0.

W pierwszej części Vélez przeprowadził kilka obiecujących ataków, lecz nie potrafił ich wykorzystać. Między innymi utalentowany playmaker Thiago Almada przypuścił niskie uderzenie z boku 16-tki wybite przez Sebastiána Mezę.

Dopiero na początku drugiej połowy gospodarze dopięli swego. Doświadczony pomocnik z krótką przeszłością w argentyńskiej reprezentacji narodowej – Federico Mancuello genialnym uderzeniem przy słupku z rzutu wolnego zdobył gola otwierającego rezultat.

Huracán wyrównać mógł po technicznym dalekosiężnym strzale znaturalizowanego Ormianina Norberto Briasco-Balekiana, lecz ten zaledwie obił poprzeczkę swą próbą.

W 67 minucie zadanie Vélezu stało się łatwiejsze, gdyż lewy obrońca przyjezdnych Iván Erquiaga zarobił czerwoną kartkę za brutalny atak w nogi Agustína Muleta.

Mając na murawie jednego piłkarza więcej Vélez kontrolował spotkanie. Następną okazję do trafienia zmarnował Thiago Almada, bowiem w drugiej połowie jego szarżę w środku 16-tki ofiarnie zahamował młody bramkarz gości.

„El Fortín” z pomocą przewagi liczebnej zwycięstwo przypieczętował tuż przed finiszem zawodów. W szóstej doliczonej minucie podczas rzutu rożnego ostatniej szansy dla przyjezdnych w szesnastkę miejscowych wybiegł nawet sam bramkarz Sebastián Meza.

Ryzyko się nie opłaciło – Huracán spalił swój atak, natomiast Vélez popędził z szybką kontrą. Wprowadzony na końcówkę starcia zmiennik Juan Martín Lucero przez niemal pół boiska mknął na pustą bramkę i doganiany przez obrońcę niskim uderzeniem zza 16-tki ustalił wynik na 2:0.

Tryumf nad średniakiem pozwolił Vélezowi umocnić się na szczycie grupy B, który okupują oni ze zdobytymi 22 punktami. 

Teraz „Fortíneros” muszą szybko przestawić się na kontynentalne rozgrywki, gdyż już we wtorek podejmują u siebie brazylijski Flamengo na otwarcie fazy grupowej Copa Libertadores. 

Natomiast dziewiątą lokatę piastuje Huracán, uciuławszy jak dotąd dwanaście punktów. Pod wodzą Franka Kudelki popularny „El Globo” przed tygodniem przerwał serię remisów, wysoko ogrywając beniaminka Sarmiento de Junín, zaś teraz dla odmiany zaliczył wtopę. 

Comments are closed.