Pierwsza dwójka grupy B wtopiła

W poniedziałek dokończono dziewiątą kolejkę Copa de Liga Profesional. Minionej nocy przeprowadzono trzy mecze grupy B. Od tej chwili nie ma już drużyny bez zwycięstwa w tym turnieju. Nieoczekiwane porażki zaliczył przodujący duet tabeli. Relacja:

Grupa B:

Lanús vs Newell’s Old Boys 1:3 (1:1)

Gole – 1:0 José Sand (21′), 1:1 Jonathan Cristaldo (45′), 1:2 i 1:3 Jerónimo Cacciabué (61′, 73′)

Poważna sensacja na La Fortalezie w południowej części aglomeracji Buenos Aires. Walczący o fotel lidera grupy B tamtejszy Lanús został ośmieszony u siebie przez przeciętnych Newell’s Old Boys, którzy dotąd nie wygrali żadnego meczu w tym roku.

Od tej chwili nie ma drużyny bez wygranej w Copa de Liga Profesional. Klub z Rosario przerwał czarną passę dziesięciu meczów pod rząd bez wygranej i opuścił przy tym ostatnie miejsce w grupie.

NOB dokonali remontady, doprowadzając ze stanu 1:0 do 1:3. Najpierw to faworyzowani gospodarze otworzyli wynik po trafieniu 40-latka José Sanda. Wiekowy snajper zdobył piątego gola w sezonie, ale pierwszego inaczej, niż z jedenastki. Pokonał Alana Aguerre strzałem zza pola bramkowego po podaniu z boku pola karnego od Matíasa Esquivela.

Jednak tuż przed przerwą podczas rozegrania odpowiedział wiekowy napastnik gości Jonathan Cristaldo, z linii bramkowej poprawiając odbity od poprzeczki wcześniejszy strzał głową i było po jeden.

U progu drugiej części zawodów sędzia nie podyktował gościom ewidentnego rzutu karnego po wyraźnym faulu goalkeepera na Cristaldo w polu bramkowym.

Druga połowa to festiwal jednego aktora – pomocnika przyjezdnych Jerónimo Cacciabué. W 61 minucie piłkarz o przydomku „Lotnik” dał prowadzenie delegacji z Rosario, na raty pokonując Lautaro Moralesa po dośrodkowaniu z boku 16-tki Franco Negri’ego.

Pięć minut później miejscowi sami sobie utrudnili rywalizację, bo czerwoną kartkę za chamskie uderzenie rywala zarobił ich pomocnik Tomás Belmonte.

W dziesiątkę Lanús nie był w stanie niczego zdziałać. Jeszcze w 73 minucie Cacciabué niekryty w polu karnym trafił po ziemi dzięki asyście od Cristaldo, skompletował dublet i dobił „El Granate”.

Ostatnie dwa starcia NOB to aż trzy trafienia Cacciabué, który w ciągu ostatniego tygodnia strzelił więcej goli, niż przez całą swą wcześniejszą profesjonalną karierę.

Lanús po tej upokarzającej wpadce pozostaje wiceliderem tabeli z 16 punktami – trzema mniej od lidera.

Natomiast „Trędowaci” wydźwignęli się z dna tabeli na pozycję trzecią od końca. Uciułali dotąd siedem punktów. Tydzień temu po raz pierwszy w czempionacie wygrał Patronato, teraz uczyniły to Arsenal de Sarandí oraz NOB.

Germán Burgos zajmujący się teraz ekipą „La Lepra” pierwszy raz w życiu wygrał mecz jako samodzielny trener. 

***************************

Huracán vs Sarmiento de Junín 3:0 (1:0)

Gole – Juan Garro (36′, 51′), Sebastián Ramírez (89′)

Natomiast serię remisów, jaka stanęła na trzech spotkaniach przerwał Huracán. Prowadzeni od końca marca przez Franka Kudelkę zawodnicy „El Globo” nie pozostawili suchej nitki na beniaminku.

Starcie w stołecznej dzielnicy Parque Patricios okazało się niezwykle jednostronne. Huracán pierwszy cios zadał w 36 minucie, gdy zza pola bramkowego trafił Juan Garro.

Krótko po przerwie napastnik ten skompletował dublet, skutecznie dobijając sparowany chwilę wcześniej przez bramkarza Manuela Vicentiniego strzał głową kolegi w trakcie rozegrania rzutu różnego.

Chwilę wcześniej Sarmiento zaprzepaścił doskonałą szansę na wyrównanie, gdy Fausto Montero karygodnie chybił zza piątego metra.

„La Verde” zaliczyli też jedno uderzenie głową w wykonaniu Gabriela Gracianiego podczas rozegrania rzutu wolnego przez Sergio Quirogę.

Dzieła zniszczenia dopełnił młody pomocnik Sebastián Ramírez, w przedostatniej minucie regulaminowego czasu wbijając gwóźdź do trumny Sarmiento. 20-latek trafił uderzeniem z boku pola karnego po rykoszecie od obrońcy gości.

Huracán awansował na siódme miejsce w tabeli. Zdobył dotąd dwanaście punktów i tylko marne oczko dzieli go od strefy play-off. 

Beniaminek Sarmiento spadł na przedostatnie miejsce w tabeli, mając w zanadrzu punktów siedem. 

***************************

Atlético de Tucumán vs Vélez Sarsfield 2:0 (1:0)

Gole – Óscar Benítez (13′), Augusto Lotti (76′)

W końcu odżył z Tucumánu! Atlético zaskoczył u siebie lidera klasyfikacji.

Omar De Felippe, który Vélez zna dobrze, bo nie aż tak dawno (w latach 2016-2017) tam trenował poprowadził „El Decano” do tryumfu nad jednym z faworytów rozgrywek.

Już w 13 minucie gospodarzom prowadzenie dał Óscar Benítez. Napastnik znany z występów dla Boca Juniors tudzież Lanús niekryty zwieńczył akcję zespołową niskim strzałem w długi róg z centrum pola karnego.

Vélez szukał wyrównania, jednak ich ataki wyglądały bardzo blado i w zasadzie nie sprawiały gospodarzom zagrożenia.

Wygraną Atlético przyklepał Augusto Lotti. Na niecały kwadrans przed upływem regulaminowego czasu napastnik z przeszłością w Szwajcarii skutecznie dobił wcześniejszy strzał kolegi, po którym Lucas Hoyos kuriozalnie wypuścił piłkę z rąk przed siebie.

Pod koniec meczu jeszcze uderzenie w poprzeczkę zza pola karnego zaliczył Franco Mussis, mogąc podwyższyć na 3:0.

Natomiast ostatnią szansę Vélezu na choćby honorową brameczkę zaprzepaścił jego najlepszy strzelec w tych rozgrywkach, czyli Juan Martín Lucero. Były napastnik m.in. Independiente tudzież malezyjskiego Johor Darul fatalnie chybił zza piątego metra w akcji sam na sam podczas rozegrania rzutu wolnego, po tym jak przejął futbolówkę odbitą od muru.

Atlético de Tucumán zajmuje teraz dziewiąte miejsce w tabeli, uzbierawszy również dwanaście oczek – tyle samo punktów mają Huracán oraz Defensa y Justicia, lecz dysponują lepszą różnicą bramek. Do czwartej Boca Juniors popularny „El Decano” traci ledwie punkt. 

Vélez wciąż jest liderem grupy B, na koncie posiadając 19 punktów. Nadal ma trzy oczka nad wiceliderem, jednak niebawem klub będzie miał utrudnioną rywalizację, ponieważ zacznie dzielić krajowe zmagania z Copa Libertadores.

Comments are closed.