Zwycięstwo nie miłuje przewagi

W sobotę rozegrano cztery spotkania grupy A w ramach siódmej kolejki Copa de Liga Profesional. Dwa kluby wywalczyły u kresu starcia zdobycz punktową, choć kończyły w osłabieniu! Do wygrywania wrócił Colón. Padło mnóstwo goli! Relacje:

Grupa A:

Platense vs Colón 1:3 (0:0)

Gole – 1:0 Facundo Curuchet (48′), 1:1 Santiago Pierotti (65′), 1:2 Wilson Morelo (70′ – pen.), 1:3 Rafael Delgado (90+2′)

Po odpadnięciu z Pucharu Argentyny i tylko bezbramkowym remisie z Rosario Central na zwycięską ścieżkę powrócił Colón. Lider tej grupy nie zamierza pozwolić dogonić się konkurencji.

Tryumf nad beniaminkiem nie przyszedł łatwo, ale summa summarum chłopcy Eduardo Domíngueza wywieźli trzy punkty ze stołecznej dzielnicy Vicente López.

Do przerwy goli brak. Za to tuż po niej sensacyjnie prowadzenie objął Platense. Nota bene Colón ugodził ich wychowanek Facundo Curuchet. Podczas kontry wyprowadzonej po kornerze dla oponenta Curuchet otrzymał podanie od Kolumbijczyka José Luisa Sinisterry i zza pola karnego świetnym strzałem pokonał Urusa Leonardo Buriána.

Podrażnieni goście jednak zmobilizowali się i jakiś kwadrans później w ciągu pięciu minut odwrócili wynik za sprawą swoich zmienników wprowadzonych w 58 minucie zawodów. Lecz najpierw 18-letni Facundo Farías obił słupek uderzeniem niskim ze skraju szesnastki.

W 65 minucie jednak ów Farías wyłożył asystę, a zgrabną piętką zza pola bramkowego wyrównał młody pomocnik Santiago Pierotti. 19-latek strzelił takim sposobem pierwszego gola w dorosłej karierze!

Natomiast po chwili delegaci z Santa Fe wywalczyli jedenastkę. Tę na gola zamienił wracający po kontuzji kolumbijski snajper Wilson Morelo. Zaznaczmy, iż 33-letni doświadczony napastnik, który w 2018 został królem strzelców Libertadores w barwach swego ojczystego Independiente Santa Fe grał dopiero pierwszy raz podczas bieżącego roku.

Lider dokonał remontady, a już w doliczonym czasie gry dobił beniaminka. W 92 minucie gwóźdź do trumny „Kalmarom” wbił Rafael Delgado. Lewy obrońca trafił bezpośrednim strzałem w polu bramkowym po dograniu z boku Rodrigo Aliendro.

Colón ma już 19 punktów na koncie. Wspaniała passa „Los Sabaleros” – na siedem starć wygranych aż sześć. Jeśli w drugiej połowie zmagań grupowych stracą rezon i nie ukończą grupy A na czele, najzwyczajniej w świecie skompromitują się. 

Beniaminek Platense ze zdobytymi tylko pięcioma oczkami jest przedostatni. Można rzec, iż ekipa Juana Manuela Llopa odpowiednio wywiązuje się z roli kopciuszka. 

***************************

Aldosivi vs Banfield 1:1 (0:0)

Gole – 1:0 Federico Andrada (46′), 1:1 Giuliano Galoppo (84′)

Pod wodzą Fernando Gago drużyna Aldosivi wyłamała się z grona ligowego zaścianka. Tym razem „Rekiny” z Mar del Platy urwały dwa punkty groźnemu Banfield, a i tak mogą czuć niedosyt – powinny były tu wygrać.

Na stadionie im. José Minelli do przerwy także 0:0 mimo wielu okazji podbramkowych ze strony gospodarzy, a zabawa rozpoczęła się zaraz po zmianie stron.

Błyskawicznie po wznowieniu gry wynik na rzecz Aldosivi otworzył Federico Andrada. W polu bramkowym wycelował na pustą siatkę po wrzutce z boku, jaką obsłużył go Joaquín Indacoechea. Zanotował Andrada szóste trafienie w sezonie i ponownie jest samodzielnym liderem turniejowej klasyfikacji goleadorów.

Podwyższyć mógł Malcom Braida, lecz raz ze skraju szesnastki ostemplował spojenie, a jego próbę zza pola karnego sparował Facundo Altamirano.

Faworyzowany Banfield znalazł się w jeszcze większych tarapatach od 71 minuty, gdy po drugiej żółtej kartce za faul z boiska wyleciał jego obrońca Luciano Lollo.

Jednak radząc sobie w osłabieniu „El Taladro” zdołał uratować się przed wtopą. Zmarnowane szanse zemściły się na Aldosivi. W 84 minucie błyskotliwy młodzian Giuliano Galoppo fenomenalną przewrotką zza piątego metra zapewnił remis w Mar del Placie.

Aldosivi jest dziewiąty, mając osiem punktów. Banfield z oczkami dwunastoma piastuje pozycję trzecią. 

***************************

Argentinos Juniors vs Arsenal de Sarandí 3:2 (0:1)

Gole – 0:1 Alan Ruiz (38′), 1:1 Jonathan Sandoval (47′), 1:2 Jhonathan Candia (48′), 2:2 Gabriel Ávalos (77′), 3:2 Elías Gómez (87′)

Prawdziwego wyczynu jednak dokonali Argentinos Juniors, którzy mając na boisku aż dwóch zawodników mniej od rywala dokopali zamykającemu stawkę Arsenalowi!

To ostatni w tabeli goście objęli prowadzenie jako pierwsi w 38 minucie, kiedy niespełniony talent Alan Ruiz bezlitosnym uderzeniem z ubocza pola karnego po palcach Lucasa Chavesa dał im prowadzenie.

Tuż przed przerwą Argentinos Juniors mogli wyrównać, bowiem otrzymali jedenastkę. Tę niestety zmarnował Gabriel Ávalos. Bramkarz przyjezdnych Alejandro Medina bohatersko obronił jego karniaka.

Co się odwlecze, to jednak nie uciecze. Tutaj prawdziwe strzelanie także rozpoczęło się zaraz po kwadransie odpoczynku. A rozkręcili je Urugwajczycy. W 47 minucie celną główką po centrze z narożnika boiska wyrównał Jonathan Sandoval.

Natomiast po minucie prowadzenie Arsenalowi przywrócił Jhonathan Candia. Napastnik delegatów otrzymawszy podanie znalazł się sam na sam z goalkeeperem, którego wykiwał i trafił na pustą siatkę.

Za spartolonego karnego zrehabilitował się Gabriel Ávalos. Właśnie Paragwajczyk w 77 minucie rozprowadził do remisu celując główką zza pola bramkowego po karygodnym błędzie Alejandro Mediny, który nie zdołał wychwycić dośrodkowania z prawej flanki.

Ciesząc się z gola na 2:2 zdjął koszulkę, za co oczywiście obejrzał żółtą kartkę. Natomiast po chwili Ávalos ponownie naraził się sędziemu – za brzydki faul zarobił drugie „żółtko” i wyleciał. Jednoczesny bohater oraz antybohater starcia!

Na tym nie koniec wykluczeń z gry u miejscowych. W 85 minucie czerwień zaświeciła w oczy wiekowemu napastnikowi Gabrielowi Hauche, który podczas sprzeczki z oponentem chamsko uderzył go. „El Bicho” musiał kończyć w dziewiątkę.

Tymczasem w podwójnym osłabieniu macierzysty klub ś.p. Diego Maradony nieoczekiwanie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Chwilę po czerwonym kartoniku dla Hauche rozstrzygającego gola strzelił Elías Gómez. Kapitan lokalnej drużyny otrzymał z linii szesnastego metra asystę od niespokrewnionego z nim Jonathana Gómeza i na lewej stronie pola karnego mocnym uderzeniem w krótki róg przechylił szalę zwycięstwa na rzecz AJ.

Chwilę potem zrozpaczeni gracze Arsenalu jeszcze zarobili czerwoną kartkę dla siebie, bowiem nerwy nie wytrzymały stoperowi gości Mateo Carabajalowi. Sfaulował, też ujrzał drugie „żółtko” i rozwiał resztkę złudzeń „El Viaducto” na pierwszą w tych rozgrywkach wyjazdową zdobycz punktową.

Goście posiadając na murawie jednego zawodnika więcej w doliczonym czasie wyrównać nie zdołali i ponoszą upokarzającą porażkę na stadionie im. Diego Maradony.

Argentinos Juniors zajmują ósme miejsce ze zdobytymi dziewięcioma punktami. Skompletowali dotąd trzy victorie oraz zaznali czterech porażek.

Powoli zespół ten pod batutą Gabriela Milito wraca do dobrej formy. Czy osiągną jej pułap akurat na fazę grupową Libertadores? Mają jeszcze niecały miesiąc na przygotowanie się do elitarnego turnieju. 

Natomiast Arsenal, który w tym czasie będzie uczestniczyć w fazie grupowej Sudamericany okupuje dno tabeli grupy A z marnym punkcikiem. Gorzej spisuje się tylko Patronato z grupy B, które po siedmiu kolejkach zanotowało komplet porażek. Czy dni trenera Sergio Rondiny w Sarandí są policzone? 

***************************

Rosario Central vs Central Córdoba 2:2 (1:0)

Gole – 1:0 Marco Ruben (45′ – pen.), 1:1 Leonardo Sequeira (52′), 2:1 Damián Martínez (63′), 2:2 Milton Giménez (90+6′) 

Na Estadio Gigante de Arroyito remis między dwoma Centralami. Największa sensacja tego czempionatu wydarła remis w ostatniej sekundzie i wywiozła punkt z Rosario.

Gospodarze dwukrotnie wychodzili na plus, ale Central Córdoba za każdym razem wykonał skuteczną ripostę.

Pierwszego gola po wznowieniu kariery zdobył Marco Ruben. 34-letni napastnik gospodarzy pod sam koniec pierwszej części wykorzystał wapno.

I tu padł gol krótko po przerwie. Rewelacyjny podczas tejże kampanii Central Córdoba wyrównał. Skuteczny ostatnimi czasy Leonardo Sequeira trafił bezpośrednim uderzeniem z piątego metra na 1:1 po asyście Miltona Giméneza, uzyskawszy trzecią bramkę w Pucharze Ligi.

Niemniej Rosario Central dziesięć minut później odzyskał prowadzenie. Niską bombę dalekiego zasięgu w wykonaniu stopera Gastóna Ávili nieodpowiednio wybił przed siebie goalkeeper Andrés Mehring. Prezent ten wykorzystał w szesnastce prawy obrońca Damián Martínez i poprawiając strzał kolegi przywrócił prowadzenie „Canallas”.

Później minimalnie niecelnie z boku pola karnego przymierzył młody lewy obrońca miejscowych Lautaro Blanco.

Aczkolwiek rosarimski klub siadł na laurach i summa summarum nie dowiózł zwycięskiego rezultatu do końcowego gwizdka arbitra.

Szósta doliczona minuta – dosłownie w ostatniej chwili Milton Giménez świetnym strzałem z rzutu wolnego ocalił remis brygadzie z północnej Argentyny. Jest jeszcze skuteczniejszy od wspomnianego wyżej Sequeiry, bowiem już czwarty raz w turnieju wpisał się na listę strzelców.

Rosario Central mógł zrównać się punktami z czarnym koniem mającym siedzibę w Santiago del Estero. Jednak zabrakło szczęścia. „Canallas” są ósmi z dziewięcioma punktami. 

Central Córdoba zdobył dwunasty punkt i nagle został wiceliderem grupy A. Jak długo„El Ferroviario” utrzyma się w strefie play-off? 

Comments are closed.