Pech Boca i San Lorenzo

Cztery niedzielne mecze przyniosły zaskakujące rezultaty. Colón przerwał tryumfalny marsz, Boca Juniors oraz San Lorenzo de Almagro przegrały u siebie, tracąc decydujące gole w ostatnich sekundach gry, zaś pierwszą wygraną zanotował beniaminek. Podsumowanie dnia:

Grupa A:

Colón vs Rosario Central 0:0

Pierwsza strata punktów Colónu w tym sezonie! Piękna i niespodziewana passa zwycięstw drużyny z Santa Fe zamknęła się w obrębie pięciu meczów. Nie ma już drużyny z kompletem punktów podczas bieżącego Copa de Liga Profesional.

Pół tygodnia temu zawodnicy Eduardo Domíngueza odpadli z Pucharu Argentyny, już w 1/16 finału musząc uznać wyższość Argentinos Juniors (wynik 0:1). Teraz przyszła pora na zaledwie bezbramkowy remis u siebie ze średniakiem renomowanym, ale słabo radzącym sobie na wyjazdach.

Na stadionie nazywanym wdzięcznie „Cmentarzem Słoni” gole nie padły.

W drugiej połowie gospodarze stworzyli sobie multum sytuacji podbramkowych, acz żadnej nie wykorzystali.

Współliderujący w klasyfikacji strzeleckiej Luis Rodríguez posłał mierzony strzał z dystansu, a futbolówka po próbie „Pulgi” nieznacznie przeleciała nad poprzeczką. Podczas rozegrania kornera strzał kolumbijskiego młodego pomocnika Yeilera Goeza z narożnika pola karnego obronił występujący tu przeciwko byłej drużynie Jorge Broun.

Lecz najbardziej pluć sobie w brodę może Nicolás Leguizamón. Raz jego ofiarny strzał wślizgiem zza pola bramkowego zablokował Broun.

Zaś tuż przed końcem spotkania obrońca gości Joaquín Laso frajersko stracił piłkę przed własną szesnastką – Leguizamón po chwili znalazł się sam na sam z Brounem, ominął go i… znalazł się na zbyt ostrym kącie od bramki, w popłochu oddał złe uderzenie, wskutek czego chybił nad poprzeczką.

Colón oczywiście nadal jest liderem grupy A i nawet przewaga punktowa „Los Sabaleros” nad wiceliderem nie zmalała – nadal wynosi pięć. Czyli mimo straty oczek upiekło się czerwono-czarnym. 

Natomiast Rosario Central zajmuje siódme mając osiem punktów. Ten zespół stać na więcej. 

***************************

San Lorenzo de Almagro vs Aldosivi 1:2 (0:1)

Gole – 0:1 Francisco Grahl (45+2′), 1:1 Franco Di Santo (90+2), 1:2 Rodrigo Contreras (90+6′)

Czy to największy sukces w rozpoczętej dopiero na początku tej kampanii karierze trenerskiej Fernando Gago? Jego Aldosivi decydującym golem zdobytym w ostatniej chwili powaliło giganta ze stołecznej dzielnicy Boedo na jego ziemi!

„Rekiny” wykorzystały zmęczenie papieskiego klubu po wygranej bitwie w drugiej rundzie eliminacyjnej Libertadores.

Wszystkie gole tego spotkania padły w doliczonym czasie gry! Ale obu połów, żeby nie było aż dramatycznie.

Tuż przed przerwą, w drugiej doliczonej minucie pierwszej części prowadzenie gościom z Mar del Platy dał fantastycznym strzałem z rzutu wolnego pomocnik Francisco Grahl. Drugi raz w bieżącej kampanii zdobył gola bezpośrednio z tego stałego fragmentu gry!

Rozpaczliwie walczący o odrobienie deficytu San Lorenzo zmarnował wiele szans w drugiej części i uzyskał wyrównujące trafienie w drugiej dodatkowej minucie drugiej części.

Autorem gola był rzecz jasna naczelny snajper „Cuervos” – Franco Di Santo. Po podaniu Juliána Palaciosa z okolicy linii bocznej szesnastki były napastnik angielskiej Chelsea bezpośrednim uderzeniem zza pola bramkowego pokonał Luciano Pocrnjicia.

Jednak tym razem jego bramka summa summarum nie pozwoliła na zdobycie jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Podrażnione Aldosivi błyskawicznie podjęło próby odzyskania zwycięskiego rezultatu. Najpierw Leandro Maciel fatalnie chybił zza pola bramkowego.

Za to w szóstej dodatkowej minucie Malcom Braida wyłożył asystę, a Rodrigo Contreras wybiegł sam na sam i na terenie 16-tki efektowną podcinką nad wybiegającym doń goalkeeperem Fernando Monettim strzelił gola na wagę tryumfu zaściankowego Aldosivi.

A najciekawszym jest fakt, że w tak epickim momencie zadał cios macierzystemu klubowi! Gola celebrował, ponieważ „Azulgranę” opuszczał przed laty regularnie w ramach częstych wypożyczeń z posmakiem goryczy oraz braku spełnienia.

Aldosivi po sensacyjnym zwycięstwie w stolicy, swym pierwszym wyjazdowym w tym roku wzbogacił dorobek punktowy do siedmiu. 

Chłopcy Lorda Gago są w centrum klasyfikacji grupy A. Przy okazji wyprzedzili San Lorenzo, który oczek uciułał zaledwie pięć. 

Grupa B:

Sarmiento de Junín vs Defensa y Justicia 3:1 (1:0)

Gole – 1:0 i 2:0 Jonathan Torres (4′, 51′ – pen.), 3:0 Sergio Quiroga (56′), 3:1 Walter Bou (78′ – pen.)

Sensacja na kameralnym stadionie imienia Evity Perón w Junín. Beniaminek tamtejszy o nazwie Sarmiento dokopał tryumfatorowi Copa Sudamericana, notując pierwszą wygraną w rozgrywkach!

„La Verde” odniósł zwycięstwo mimo, że wskutek kilkunastu przypadków zakażeń koronawirusem w ekipie musiał tu grać półrezerwowym składem!

Lokalny zespół, który przed tygodniem poniósł klęskę 0:6 z Independiente, tutaj błyskawicznie zaskoczył faworyzowanego oponenta.

Już w 4 minucie gospodarze zaskoczyli DyJ. Wysunięty napastnik beniaminka Jonathan Torres dalekosiężnym uderzeniem otworzył rezultat na rzecz Sarmiento. Chociaż właściwie tego gola możemy zapisać na konto goalkeepera gości Ezequiela Unsaina – to on popełnił kretyński błąd, absurdalnie wypuszczając piłkę z rąk po bombie długiego zasięgu Torresa. Chciał jeszcze ratować sytuację, ale piłka odbiła się od słupka i przekroczyła linię bramkową.

Zaraz po przerwie outsider otrzymał rzut karny, którego na gola zamienił również Torres, kompletując tym samym dublet.

Pachniało sensacyjnym pogromem, albowiem zaledwie pięć minut później Sergio Quiroga podwyższył na 3:0. Defensywa Defensy tak karygodne zaspała, że już na połowie boiska przeciwnik wyprowadził akcję dwóch na jednego. Gabriel Alanís w terenie szesnastki podał Quirodze, a ten wycelował do pustej siatki.

Defensa y Justicia jednak nie zamierzała dać się całkowicie rozbić niedawnemu drugoligowcowi. W 78 minucie „Sokoły” również wywalczyły jedenastkę, a tę na gola zamienił ich najskuteczniejszy piłkarz w tych rozgrywkach – Walter Bou. Były napastnik Boca tak oto zdobył czwartego gola w sezonie.

Pod sam koniec zawodów Sarmiento zmarnował szansę na zdobycie gola numer cztery. Uderzenie szczupakiem zza pola bramkowego Federico Bravo obiło słupek, po czym jeden z antybohaterów starcia – Unsain złapał piłkę.

Sarmiento dzięki tej zaskakującej victorii, swej premierowej po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej odbił się od dna klasyfikacji. Póki co zgromadził sześć punktów. 

Natomiast DyJ punktów zgromadziła dziesięć i mimo upokarzającej wtopy zostanie w strefie play-off po szóstej kolejce. 

***************************

Boca Juniors vs Talleres 1:2 (0:1)

Gole – 0:1 Carlos Auzqui (13′), 1:1 Michael Santos (82′ – samobój), 1:2 Diego Valoyes (90+4′) 

River Plate tydzień po zremisowanym El Superclásico urządził sobie goleadę w dalekiej Mendozie przeciwko lokalnemu Godoy Cruz, a Boca Juniors jako gospodarz przez stratę bramki w samej końcówce uległa Talleres.

Kompleks La Bombonera w drużynie Boca? Najwyraźniej tak! Pierwsze pięć tegorocznych meczów u siebie „Bosteros” zremisowali, a teraz przerwali tę passę i przeciwko spisującym się w kratkę Talleres pechowo przegrali, tracąc gola w końcowych sekundach boju.

Kordobanie od razu spożytkowali letarg w szeregach miejscowych. Trzynasta minuta okazała się wyjątkowo pechowa dla Boca. Wówczas „Xeneizes” stracili gola na własne życzenie. Po nieudanym wykopie Estebana Andrady od własnej bramki Talleres wyprowadzili akcję. Przejąwszy dośrodkowanie Diego Valoyesa za polem bramkowym Mateo Retegui oddał bezpośredni strzał, jaki po nodze goalkeepera obił słupek. Nie udało wychowankowi Boca, to z odsieczą pospieszył… były napastnik River, czyli Carlos Auzqui i w samym polu bramkowym strzałem z ostrego kąta znalazł drogę do siatki.

Gospodarze w pierwszej połowie przeprowadzili kilka ataków, lecz te okazały się zbyt słabe, aby wypracować z nich wyrównujące trafienie.

Dopiero w drugiej połowie Boca zdołała wyrównać. Nić Ariadny „Azul y Oro” rzucił…. rezerwowy napastnik przyjezdnych Michael Santos.

Urugwajczyk najpierw w 75 minucie fatalnie spudłował obok słupka w akcji sam na sam z Andradą podczas kontrataku.

Natomiast siedem później po dośrodkowaniu z rzutu różnego Mauro Zárate tak pechowo przeciął futbolówkę głową, że zaadresował ją do własnej siatki.

Niemniej gol wyrównujący pobudził delegatów z Córdoby, a nie piłkarzy Boca. Już po chwili torpedę z dystansu posłał rozgrywający Federico Navarro, a Andrada nie bez trudu sparował ją nad poprzeczką.

Talleres nie odpuszczali. zza pola karnego bezlitośnie przyrżnął Diego Valoyes, zmuszając Andradę do kolejnej interwencji. Za chwilę dobijał z narożnika pola karnego wprowadzony tu jako joker Guilherme Parede. Goalkeeper reprezentacji Argentyny niemniej wybił na korner dobitkę aktualnie jedynego Brazylijczyka w lidze argentyńskiej.

W czwartej doliczonej minucie jednak kordobanie dopięli swego. Inny zmiennik – półjankes Joel Soñora wykonał centrę z lewej flanki, a po niej w centrum szesnastki niskim, zgrabnym bezpośrednim strzałem przy słupku Andradę pokonał Diego Valoyes.

Ciemnoskóry Kolumbijczyk o charakterystycznej fryzurze rzutem na taśmę rozstrzygnął losy potyczki na korzyść Talleres i przy okazji zakończył remisową serię Boca na własnym obiekcie.

Boca zmaga się z jakąś klątwą La Bombonera w ostatnim czasie. „Xeneizes” ponieśli pierwszą w tym roku porażkę na krajowym podwórku. 

Ponadto ma pecha do Talleres. Poprzednio, w listopadzie ubiegłego roku, kiedy podczas pierwszego etapu Copa Diego Maradona mierzyli się z „La T” przed swymi trybunami, przegrali 0:1 też po ciosie w plecy otrzymanym u kresu pojedynku – wówczas rzeczony cios zadał wspomniany Soñora. 

W zestawieniu grupy B obecnie Boca jest szósta ze zdobytymi dziewięcioma punktami, czyli za strefą play-off. Za tydzień czeka klasyk przeciw Independiente – na całe szczęście wyjazdowy! 

Talleres awansowali na ósme miejsce, mając w zanadrzu osiem oczek. 

Comments are closed.