Remis w derbach, passa Colónu

W sobotę odbyło się aż pięć starć czwartej kolejki Copa de Liga Profesional. Drużyny, które rozpoczęły sezon z wysokiego C nie zawiodły. Natomiast hit dnia zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym. Relacja:

Grupa A:

Godoy Cruz vs Platense 3:1 (1:1)

Gole – 0:1 Tiago Palacios (26′), 1:1 Ezequiel Bullaude (33′), 2:1 Wilder Cartagena (87′), 3:1 Renzo Tesuri (90+2′)

Beniaminek ze stołecznej dzielnicy Vicente López zaczął kampanię sensacyjnym wyjazdowym tryumfem 1:0 nad Argentinos Juniors i teraz przeciwko przeciętnemu Godoy Cruz liczył na powtórkę z rozrywki.

Początki rzeczywiście wyglądały obiecująco, bowiem w 26 minucie młodziutki pomocnik Tiago Palacios dał Platense prowadzenie, celując zza piątego metra po asyście Matíasa Tissery.

Jednak nikt nie może wejść dwa razy do tej samej rzeki. „Winiarze” odrobili stratę raptem siedem minut później za sprawą także młodego Ezequiela Bullaude. 20-latek otoczony przez trzech obrońców outsidera na terenie pola bramkowego dopełnił formalności po centrze z boku Paragwajczyka Cristiana Colmána, który uprzedził wychodzącego doń goalkeepera.

Sytuacji podbramkowych mieliśmy tu doprawdy mnóstwo, lecz obaj bramkarze spisywali się naprawdę dobrze. Zarówno paragwajski „arquero” gospodarzy Juan Espínola, jak i goalkeeper przyjezdnych Jorge De Olivera zablokowali wiele ataków oponenta.

Wiele zapowiadało remis w Mendozie, ale pod sam koniec starcia Godoy Cruz przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. 87 minuta mijała, kiedy peruwiański pomocnik Wilder Cartagena głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Martína Ojedy strzelił gola dającego gospodarzom prowadzenie.

Na tym jednak nie kres rażenia „Expreso de Tomba”. W drugiej doliczonej minucie bohater poprzedniego boju Godoy Cruz, czyli Renzo Tesuri podwyższył na 3:1 bezpośrednim strzałem zza pola bramkowego przecinając wrzutkę młodego jokera Matíasa Ramíreza i tym samym rozwiał nadzieje beniaminka na wywiezienie punktu z zachodniej Argentyny.

Ostatnio Tesuri załadował dublet z Rosario Central, teraz dołożył następne trafienie. Chwilowy przebłysk formy czy będzie chciał uczcić pamięć zmarłego kolegi Santiago Garcii i jego śladem pójdzie po tytuł króla strzelców?

Godoy Cruz awansował do strefy play-off w grupie A. Zespół Sebastiána Méndeza jest czwarty z siedmioma punktami.

Zaś Platense zgromadził dotąd trzy punkty. Oby z biegiem czasu zaaklimatyzowali się w Liga Profesional, bo tak zasłużony klub, jak „Kalmary” nie zasługuje na to, aby dłużej pałętać się po niższych ligach.

***************************

Colón vs Aldosivi 2:1 (1:1)

Gole – 1:0 Alexis Castro (27′), 1:1 Francisco Grahl (41′), 2:1 Luis „Pulga” Rodríguez (86′ – pen.)

Zwycięską serię przedłużył Colón, jednak ekipa z Santa Fe musiała stoczyć naprawdę zacięty bój, aby ograć przeciętny Aldosivi.

U progu starcia to przyjezdni mogli otworzyć rezultat, ale Francisco Grahl uderzeniem z najbliższej odległości podczas rzutu różnego nie zdołał zaskoczyć Leonardo Buriána.

Jednak jako pierwszy poraził Colón. Strzałem w dziesiątkę „Los Sabaleros” było wypożyczenie niechcianego w San Lorenzo pomocnika Alexisa Castro. To właśnie on w 27 minucie trafiając z centrum pola karnego po rykoszecie od oponenta dał prowadzenie gospodarzom. Zdobył tym samym swojego trzeciego gola w kampanii.

Jednak w 41 minucie skazywany na pożarcie Aldosivi nieoczekiwanie wyrównał po cudownym strzale z rzutu wolnego Francisco Grahla. Pomocnik ten będący obecnie kapitanem „Los Tiburones” zrehabilotował się wcześniejszy niewypał. Colón natomiast stracił dopiero pierwszą bramkę w tych rozgrywkach.

Fernando Gago rozpoczynający swą trenerską odyseję wyraźnie tchnął nowego ducha w „Rekiny” z Mar del Platy. Aldosivi nagle stał się wymagającym rywalem dla wyżej notowanych ligowców.

Niemniej summa summarum i tak faworyzowany Colón cieszył się czwartą pod rząd victorią. Miejscowi w 85 minucie wywalczyli jedenastkę, którą na decydującego gola zamienił nie kto inny, jak weteran Luis Rodríguez. 36-letni „Pulga” jako sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość i także trzeci raz w turnieju wpisał się na listę strzelców.

Argentyńskie rozgrywki ligowe są wymarzone dla weteranów. Nawet po 40-tce możesz być tutaj swoistym Zlatanem.

Podczas doliczonego czasu młody zmiennik Facundo Farías zaprzepaścił świetną okazję, by podwyższyć na 3:1. Wykiwał bramkarza Luciano Pocrnjicia i mając przed sobą pustą bramkę spudłował nad poprzeczką…..

Colón jest jedynym teamem grupy A, mogącym pochwalić się kompletem zwycięstw. 12 punktów po czterech meczach to scenariusz, którego nie zakładali nawet najwięksi optymiści na stadionie o wdzięcznej nazwie Cementario de Los Elefantes.

Czy podopieczni Eduardo Domíngueza utrzymają wysokie loty przez cały turniej?

Aldosivi póki co uciułał jedynie cztery oczka, ale gra drużyny Lorda Gago naprawdę może się podobać.

Grupa B:

Sarmiento de Junín vs Talleres 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Gabriel Graciani (2′), 1:1 Rafael Pérez (90+2′)

Krok od sensacji na stadionie im. Evity Perón na peryferiach prowincji Buenos Aires. Beniaminek Sarmiento nieomal pokonał kandydujący do czołowych pozycji klub Talleres.

Gospodarze, którzy tydzień temu jakimś cudem wywieźli remis z La Bombonera tym razem ukąsili już w drugiej minucie zawodów. Doświadczony Gabriel Graciani dał prowadzenie Sarmiento. Były pomocnik takich ekip, jak Independiente czy Estudiantes La Plata dopełnił formalności uderzeniem z okolicy piątego metra po asyście głową Jonathana Torresa.

Kordobańscy goście dwoili się i troili, aby odpowiedzieć na gola Gracianiego, jednak przez długi czas Manuel Vicentini bronił, niczym w transie. Szczególnego pecha miał wypożyczony z Boca młody atakujący przyjezdnych Mateo Retegui. Bramkarz Sarmiento odparł choćby jego niebezpieczną próbę z rzutu wolnego oraz strzał głową.

W drugiej połowie Retegui notował kolejne niecelne próby, natomiast wybitną interwencją popisał się bramkarz gości Guido Herrera. Wracający z ligi tureckiej zawodnik obronił bezlitosny strzał w sytuacji jeden na jednego Sergio Quirogi. Chyba parada weekendu w Argentynie!

Talleres po zmianie stron trochę zostali zmuszeni do odwrotu, ale jednak nie ustępowali do końca i w drugiej doliczonej minucie uratowali się przed mimo wszystko kompromitującą porażką.

Kolumbijski stoper Rafael Pérez celną główką oddaną również z okolicy linii pola bramkowego odwdzięczył się za ładne dośrodkowanie Mauro Ortiza.

Sarmiento z Junín zyskał drugie oczko w rozgrywkach, Talleres piąte. Oboje mogą czuć niedosyt po tej konfrontacji.

***************************

Lanús vs Atlético de Tucumán 2:1 (0:1)

Gole – 0:1 Guillermo Acosta (24′), 1:1 José Sand (73′ – pen.), 2:1 Matías Esquivel (89′)

Rzutem na taśmę Lanús walczący o pierwsze miejsce w grupie B ograł srodze rozczarowujący podczas bieżącego roku Atlético de Tucumán.

Zawodnicy z południowego Buenos Aires pierwsi stracili bramkę, ale odwrócili wynik i dzięki piorunującemu finiszowi pokonali niedawną rewelację argentyńskiego futbolu.

Obaj kapitanowie zaliczyli po zmarnowanej szansie u progu zawodów. W Tucumánie wybity przez bramkarza dalekosiężny strzał po rozegraniu rzutu wolnego przypuścił wiekowy lewy obrońca Luciano Fabián Monzón.

Wśród miejscowych minimalnie obok słupka z ubocza szesnastki huknął Pedro De La Vega.

Na stadionie La Fortaleza zaczęło się jednak dziać po bolesnym ciosie od byłego piłkarza. Pomocnik Guillermo Acosta w 24 minucie dopiekł Lanúsowi, w którym dał plamę jakiś czas temu. Dobił futbolówkę z najbliższej odległości do pustej siatki po obronionym przez Lautaro Moralesa niskim uderzeniu z rzutu wolnego wiekowego pomocnika Nicolása Aguirre, który również występował tu przeciwko eks-klubowi!

„El Granate” przez długi czas nie potrafili wykonać riposty, aż zaczęło pachnieć sensacją. Dopiero w 73 minucie udało się wyrównać po bramce z rzutu karnego oczywiście autorstwa 40-letniego snajpera wyborowego José Sanda. „Pepe” w tym sezonie trafił trzykrotnie i za każdym razem z jedenastki!

Koniec końców przegrany finalista Copa Sudamericana dopiął swego. W przedostatniej regulaminowej minucie rezerwowy pomocnik Matías Esquivel genialnym rogalem w długi róg zza szesnastki strzelił gola na wagę tryumfu Lanús. 21-latek zdobył pierwszą oficjalną bramkę w dorosłej karierze.

Podczas dodatkowego czasu najstarszy obecnie bramkarz i jednocześnie gracz w Liga Profesional – Cristian Lucchetti uchronił Tucumán przed trzecim nożem w plecy, interweniując przy strzale atakującego sam na sam Nicolása Orsiniego.

Było niebagatelnie trudno, jednak chłopcy Luisa Zubeldii zatrzymali całą pulę na swoim terenie.

Lanús dogonił punktami liderujący Vélez, ale jeśli chce być na czele grupy B już po tej kolejce, musi oczekiwać wpadki „El Fortín” z Boca Juniors najbliższej nocy.

Atlético de Tucumán póki co uzbierał zaledwie punkcik. Nowy trener Omar De Felippe zupełnie nie potrafi dotrzeć do mających spory potencjał piłkarzy „El Decano”.

Klasyk interzonalny:

San Lorenzo de Almagro vs Huracán 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Franco Di Santo (32′), 1:1 Franco Cristaldo (72′)

Clásico del Porteño na remis. San Lorenzo oszczędzający siły na środowy mecz eliminacji Copa Libertadores nie zdołał zdławić u siebie przeciętnego obecnie Huracánu.

Ulubieńcy papieża Franciszka chcący powetować sobie ostatnią klęskę 0:4 z zaściankowym Central Córdoba rozpoczęli pojedynek lepiej od przeciwnika.

Groźną próbę Nicolása Fernándeza z ubocza szesnastki sparował nad poprzeczką 20-letni goalkeeper przyjezdnych Sebastián Meza. Natomiast Juan Ramírez dalekosiężnym uderzeniem obił poprzeczkę.

W 32 minucie zaprawiony w bojach Franco Di Santo, dla którego San Lorenzo to dopiero pierwszy przystanek w Argentynie, choć sam jest Argentyńczykiem wysunął miejscowych na plus.

Były piłkarz choćby londyńskiej Chelsea po fatalnej stracie defensora rywali w środku pola biegł jeden na jednego z bramkarzem Mezą. Wykiwał go na szesnastym metrze i wycelował na pustą siatkę.

Niemniej lubiący w bieżącej kampanii remisować goście wyrównali w 72 minucie za sprawą swojego lidera drugiej linii Franco Cristaldo. Wychowanek Boca niepełnym szczupakiem na wysokości pola bramkowego zaskoczył José Devecchiego, wykorzystawszy centrę z prawego skrzydła Ezequiela Bonifacio.

Wynik 1:1 utrzymał się do finałowego gwizdka arbitra Facundo Tello. Huracán ma zdecydowanie większe powody do radości po tym podziale punktów.

Obie drużyny plasują się mniej więcej w środku tabel swoich grup. Huracán ma dwa punkty, ale musi jeszcze dokończyć przerwany przez ulewę poprzedni mecz w Tucumánie.

Natomiast San Lorenzo zgromadził cztery oczka i szykuje się do czekającego za pół tygodnia boju drugiej rundy eliminacyjnej Libertadores, w Chile przeciwko tamtejszemu Universidadowi de Chile. Tam zobaczymy ile teraz naprawdę warta jest ekipa popularnych „Kruków”.

Comments are closed.