Colón gromi, blamaż San Lorenzo

W sobotę przeprowadzono cztery mecze pod szyldem trzeciej kolejki Copa de Liga Profesional. Doszło do pogromów w starciu drużyn czołówki jednej z tabel oraz w starciu potentata z outsiderem – i to ów outsider był górą! Interesujące starcie mieliśmy w Córdobie. Podsumowanie dnia:

Grupa A:

Banfield vs Colón 0:3 (0:1)

Gole – Alexis Castro (42′), Nicolás Leguizamón (61′), Luis Rodríguez (69′)

Potyczka dwóch przodujących w grupie A ekip, które póki co wygrały oba dotychczasowe spotkania i nawet nie straciły w nich bramki zakończyła się małą sensacją.

Colón rozbił na Estadio Florencio Sola w stołecznym mieście Banfield tamtejszego finalistę poprzedniej edycji Pucharu Ligi.

Wbrew końcowemu rezultatowi starcia to Banfield aktywniej zainicjował starcie. Najpierw wprawdzie weteran ekipy gości Luis „Pulga” Rodríguez zanotował minimalnie chybiony strzał z rzutu wolnego.

Potem jednak nacierali gospodarze- chociażby Luciano Pons z bliskiej odległości wycelował prosto w urugwajskiego bramkarza Leonardo Buriána.

Krótko przed kwadransem przerwy Colón zadał pierwszy cios. „Pulga” wykonał dalekie dośrodkowanie w pole karne, skąd strzałem w długi róg formalności dopełnił Alexis Castro.

U prologu drugiej części Banfield mógł wyrównać, aczkolwiek po rozegraniu rzutu wolnego strzał z boku pola karnego wylądował na słupku.

Osiem minut po przerwie zadanie Colónu stało się łatwiejsze, gdy po faulu za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska pomocnik miejscowych Martín Payero.

Oczywiście delegaci z Santa Fe poszli na całość. W 61 minucie podczas kontrataku „Pulga” zaliczył drugą asystę, tym razem głową, zaś Nicolás Leguizamón niskim strzałem zza pola karnego pokonał wybiegającego poza własną 16-tkę kolumbijskiego goalkeepera Ivána Arboledę.

Niedługo potem liczebność składów wyrównała się, ponieważ w odstępie raptem trzech minut dwie żółte kartki obejrzał zbyt ostro powstrzymujący rywali obrońca gości Facundo Garcés.

To wykluczenie z gry nie przeszkodziło Colónowi w dobiciu miejscowych. Jakieś sto sekund po wspomnianej wyżej czerwonej kartce mentor „Pulga” do dwóch asyst dorzucił własne trafienie. Celnym strzałem z boku szesnastki postawił kropkę nad „i”, wieńcząc akcję sam na sam.

U kresu potyczki Banfield zaliczył jeszcze jedną bombę w poprzeczkę. Nawet zdobycie honorowej bramki tego popołudnia przerosło możliwości „El Taladro”.

Colón, który przez poprzednie dwa sezony ligowe oraz ostatnią Copa Diego Maradona był zwykłym przeciętniakiem fenomenalnie wystartował w bieżącej kampanii. Komplet wygranych, osiem goli zdobytych i jeszcze żadnego straconego! Czy „Los Sabaleros” długo utrzymają tak wspaniałą formę?

Pamięć po przegranym finale Copa Sudamericana 2019 w czerwono-czarnej części Santa Fe jeszcze świeża, a szkoleniowiec Eduardo Domínguez opiekujący się Colónem obecnie chce udowodnić, że nie jest gorszym dowódcą od Pablo Lavalléna, który do rzeczonego finału Sudamericany popularnych „Sabaleros” wprowadził.

***************************

San Lorenzo de Almagro vs Central Córdoba 0:4 (0:1)

Gole – Jonathan Bay (12′), Milton Giménez (49′), Carlo Lattanzio (52′), Óscar Salomón (90+2′)

Ligowy zaścianek Central Córdoba z miasta Santiago del Estero ma jakiś nadzwyczajny patent na stołecznego giganta z Boedo! Poprzednio, kiedy te dwie drużyny mierzyły się ze sobą w październiku 2019, Central Córdoba sensacyjnie wygrał na wyjeździe 4:1.

Tym razem nowicjusz z północnej Argentyny urządził sobie jeszcze huczniejszy koncert demolując 4:0 na Estadio Nuevo Gasometro ulubiony klub papieża Franciszka!

Wielkie strzelanie zaczęło się już w 12 minucie, kiedy „El Ferroviario” prowadzenie dał Jonathan Bay. Lewy obrońca przejmując złe podanie oponenta, fantastycznym niskim strzałem dalekiego zasięgu efektownie rozpoczął kanonadę.

Zeszłoroczny beniaminek z Santiago del Estero zmiótł San Lorenzo na początku drugiej połowy. Błędy defensywy miejscowych były tak rażące, że momentami wydawało się, iż w czerwono-niebieskich koszulkach biega tutaj jakaś drużyna juniorska.

Najpierw podwyższył Milton Giménez w 49 minucie efektownym technicznym uderzeniem z dystansu trafiając w długi róg. Napastnik sprowadzony z drugoligowej Atlanty wykorzystał karygodne ustawienie bramkarza Fernando Monettiego.

Zaś po chwili na 3:0 prowadzenie „Kolejarzy” wyśrubował Carlo Lattanzio. Skrzydłowy wypożyczony z Estudiantes La Plata spożytkował karygodne wycofanie do Monettiego ze strony defensora Federico Gattoniego, wyminął wybiegającego z bramki goalkeepera i spokojnie trafił sobie do pustej „pajęczyny”.

San Lorenzo dopiero po trzecim nożu w plecy (które zadali stopniu zadali sobie na własne życzenie) wziął się do ofensywy. Dwa niezłe strzały z rzutu wolnego paragwajskiego pomocnika Óscara Romero obronił Alejandro Sánchez. Wiekowy bramkarz delegatów zatrzymał też szarżę młodego Marcelo Herrery.

Jednak Central Córdoba nie spoczął na laurach przy trzybramkowym prowadzeniu. Niesamowicie trudne, oddane znienacka mierzone uderzenie zza linii bocznej szesnastki przypuścił Juan Galeano. Monetti z trudem wybił je na korner.

A po tymże rzucie rożnym gwóźdź do trumny zdobywcom Copa Libertadores sprzed siedmiu lat wybił Óscar Salomón, czyli obrońca wypożyczony do Central Córdoba z…. Boca Juniors, a więc odwiecznego wroga „Cuervos”. Młody stoper oczywiście wykorzystał następny idiotyczny błąd pierwszej linii miejscowych, która nie była w stanie dobrze wybić centry z narożnika boiska.

Co się dziwić takiej deklaracji? San Lorenzo zagrał tu „de facto” bez obrony!

Toż to jakaś anomalia w argentyńskim futbolu! Anonimowy Central Córdoba w ciągu półtorej roku na Estadio Nuevo Gasometro dwukrotnie rozbił tamtejszy renomowany San Lorenzo odpowiednio wynikami 4:1 i 4:0! 

Pod wodzą swojego ukochanego Gustavo Coleoniego piłkarze z Santiago del Estero są naprawdę groźni.

Wprawdzie rozpoczęli sezon domową klęską 0:3 z Colónem, ale ostatnie wygrane z Atlético de Tucumán 2:1 na jego twierdzy i dzisiejsza deklasacja papieskiego teamu wypromowała Central Córdoba do czuba tabeli grupy A. 

San Lorenzo przegrał drugi raz z rzędu i w zespole Diego Dabove zaświeciła się czerwona lampka. Wygląda na to, iż ten niegdysiejszy trener bramkarzy nie dokona w stołecznej dzielnicy Boedo takich cudów, jak wcześniej w Godoy Cruz oraz Argentinos Juniors. 

Do bram „Azulgrany” ponownie puka kryzys. Oby jednokrotny klubowy mistrz Ameryki Południowej prędko z niego wyszedł, bo już za półtora tygodnia czeka pierwszy mecz rundy eliminacyjnej Pucharu Wyzwolicieli z Universidadem de Chile. 

Grupa B:

Talleres vs Newell’s Old Boys 2:2 (0:0)

Gole – 1:0 Mateo Retegui (50′), 1:1 Ignacio Scocco (57′ – pen.), 1:2 Julián Fernández (65′), 2:2 Diego Valoyes (84′)

Na stadionie imienia Mario Kempesa w Córdobie wielkie emocje i spektakl z nagłymi zwrotami akcji. Remis w bitwie uczestników najbliższej edycji Copa Sudamericana.

Talleres choć strzelili jako pierwsi, to summa summarum ledwo ledwo uciułali remis z posiadającymi dotąd zerowy dorobek Newell’s Old Boys.

Pierwsza połowa obyła się bez trafień. Po stronie miejscowych uderzenie z dystansu wybite przez bramkarza Alana Aguerre zaliczył młody lewy obrońca Augusto Schott.

Natomiast wśród przyjezdnych blisko bramki również znalazł się lewy defensor Matías Orihuela obijając słupek strzałem z boku szesnastki.

Krótko przed przerwą podczas ataku Talleres nie popisał się młody Mateo Retegui, nie trafiając na pustą siatkę, gdy otrzymał dogranie od kolegi.

W drugiej odsłonie za to rozwiązał się wór z bramkami.

Gospodarze szybko po zmianie stron otworzyli wynik. Wspomniany Retegui dał prowadzenie „La T”. Młody napastnik wypożyczony z Boca Juniors tym razem wycelował z bliska na pustą bramkę po asyście z boku od Nahuela Tenaglii.

Jednak podopieczni urugwajskiego trenera Alexandra Mediny krótko cieszyli się prowadzeniem. Jakieś pięć minut później NOB po faulu na Cristianie Lema wywalczyli rzut karny, którego na bramkę zamienił wiekowy snajper Ignacio Scocco.

Goście z Rosario poszli za ciosem. W 65 minucie przypieczętowali odwrócenie wynik za sprawą udanego rozegrania rzutu różnego. Legendarny Maxi Rodríguez dośrodkował z narożnika boiska, a celną główką formalności dopełnił pomocnik Julián Fernández.

Niedługo po tejże bramce wyrównać chciał Joel Soñora. Skrzydłowy o jankeskim pochodzeniu najpierw obił poprzeczkę z rzutu wolnego, a następnie podczas kontynuacji ataku przejął centrę ze skrzydła i oddał w polu bramkowym uderzenie sparowane nad poprzeczką przez Aguerre.

Niestety, „Trędowaci” jak to mawiał klasyk „prowadzili i się zatrzymali”. Przy stanie 1:2 w 76 minucie czerwoną kartkę za bezmyślny atak od tyłu w nogi rywala obejrzał ich pozyskany niedawno z Quilmes młody napastnik Justo Giani.

Rosarimska brygada w osłabieniu nie zdołała dowieźć prowadzenia do ostatniego gwizdka arbitra. W 85 minucie Diego Valoyes uratował remis Talleres. Niskim strzałem w krótki róg ze skraju szesnastki kolumbijski napastnik zaskoczył goalkeepera rywali.

Ze zdobytymi czterema punktami zawodnicy Talleres znajdują się pośrodku stawki grupy B.

Natomiast Newell’s Old Boys zyskali swe dopiero pierwsze oczko w rozgrywkach. Przed ekipą Franka Kudelki nadal mnóstwo pracy. 

***************************

Independiente vs Gimnasia La Plata 1:0 (0:0) 

Gol – Silvio Romero (67′) 

Po falstarcie u progu turnieju powoli odbudowuje się zespół Independiente. Ostatnio pokonali 1:0 słabiutki Patronato, a teraz identycznym rezultatem ograli solidną ostatnimi czasy Gimnasię La Plata.

Kto by pomyślał, że bohaterem „Czerwonych Diabłów” ponownie okaże się będący, wydawałoby się, jedną nogą na piłkarskiej emeryturze obrońca Juan Manuel Insaurralde?!

Tymczasem to właśnie 36-latek sprowadzony z Colo-Colo, które niedawno ledwo ledwo utrzymało się w pierwszej lidze chilijskiej drugi raz z rzędu miał decydujący wpływ na wygraną „Inde”.

W 67 minucie starcia wiekowy stoper oddał strzał głową po dośrodkowaniu z kornera Sebastiána Palaciosa. Piłka odbita po tymże uderzeniu od słupka i pleców bramkarza Rodrigo Rey’a poturlała się wzdłuż linii bramkowej. Po chwili trafieniem z najbliższej odległości na pustą siatkę atakujący Silvio Romero przechylił szalę zwycięstwa na rzecz czerwonej strony Avellanedy.

W późniejszej części konfrontacji Silvio Romero mógł skompletować dublet, aczkolwiek jego próba z okolicy szesnastego metra tylko ostemplowała słupek.

Ze strony Gimnasii dwa groźne strzały z dystansu oddał Urus Brahian Alemán, zmuszając wiekowego rodaka Sebastiána Sosę do interwencji.

Pod sam koniec zawodów groźnie z ubocza szesnastki uderzył ciemnoskóry Kolumbijczyk Johan Carbonero, lecz Sosa ponownie wyszedł obronną ręką, a na poły nawet nogą!

Independiente wzbogaciwszy się do sześciu punktów goni czołówkę grupy B. Póki co chłopcy Julio Césara Falcioniego są w strefie play-off’ów o mistrzostwo.

Gimnasia z czterema oczkami plasuje się tuż za rzeczonymi lokatami play-off’owymi.

Comments are closed.