Udany rewanż Lanús za finał Sudamericana

 

W sobotę przeprowadzono cztery spotkania drugiej kolejki Copa de Liga Profesional. Lanús powziął mały odwet za klęskę w finale Copa Sudamericana, Racing Club otarł się o kompromitację, zaś River Plate zmiótł przeciwnika.

Grupa A:

Godoy Cruz vs Estudiantes La Plata 0:2 (0:0)

Gole – Leandro Díaz (49′), Pablo Sabbag (89′)

Fantastyczny początek nowego roku notują oba teamy z La Platy. Estudiantes nie zamierzają bezczynnie patrzeć na świetne rezultaty Gimnasii i sami zaczęli zmagania jeszcze lepiej, bo od dwóch victorii.

Ostatnią Copa Diego Maradona zawodnicy „Los Pincharratas” mówiąc wprost przespali. Teraz nie zamierzają ponownie figurować w gronie najgorszych ekip turnieju. Co więcej, z doświadczonym trenerem Ricardo Zielinskim pragną przywrócić swemu klubowi choć cień dawnego blasku.

W Mendozie przeciwko słabiutkiemu aktualnie Godoy Cruz laplateńczycy szarżowali od prologu zawodów, ale kąsanie oponenta rozpoczęli zaraz po przerwie.

Wynik otworzył Leandro Díaz. Na boku pola karnego przejął piłkę od nieuważnego obrońcy, aby za chwilę uderzeniem w długi róg pokonać Juana Espínolę.

Dla porównania wspomnijmy, iż tydzień temu przeciw River strzelał niespokrewniony z nim Mauro Díaz. Dwaj gracze o identycznym nazwisku uzupełniają się znakomicie u progu nowego czempionatu.

Tryumf Estudiantes uświetnił tuż przed końcem zawodów wprowadzony jako zmiennik na epilog napastnik Pablo Sabbag. Przyjął na klatę piłkę dośrodkowaną zza połowy boiska przez Nazareno Colombo, aby następnie z około szesnastego metra naprawdę ładnym strzałem w długi róg ustalić wynik na 2:0.

Kolumbijczyk zdobył bramkę w swoim debiucie na boiskach Argentyny! Estudiantes odpłacili się Godoy Cruz za porażkę 0:1 w Mendozie podczas drugiej rundy Copa Diego Maradona.

***************************

Racing Club vs Aldosivi 2:2 (0:1)

Gole – 0:1 Leandro Maciel (35′), 1:1 Enzo Copetti (56′), 1:2 Federico Andrada (62′), 2:2 Tomás Chancalay (87′)

Krok od sensacji! Grający dość eksperymentalnym składem Racing Club ledwo co wymęczył remis z zaściankowym Aldosivi.

Trenujący aktualnie Racing strateg Juan Antonio Pizzi dał odpocząć kilku kluczowym piłkarzom, dając szansę wielu rezerwowym.

Rozluźnienie szyków u potentata starał się wykorzystać Aldosivi. W 35 minucie „Los Tiburones” po raz pierwszy zaskoczyli faworyta. Leandro Maciel niskim strzałem przy słupku z linii szesnastego metra dał prowadzenie gościom.

Wyrównać mógł Matías Rojas, lecz groźne przymierzenie z rzutu wolnego Paragwajczyka zdołał sparować Luciano Pocrnjić.

U kresu pierwszej części Aldosivi stworzył sobie niezłą okazję do podwyższenia prowadzenia. Niemniej Gabriel Arias z zimną krwią zablokował strzał po ziemi wybiegającego sam na sam Malcoma Braidy.

Racing uratowały jego nowe nabytki. Najpierw w 56 minucie wyrównał wprowadzony po przerwie Enzo Copetti. Pomocnik sprowadzony z drugoligowej Atlético de Rafaela celną główką wykończył centrę z narożnika boiska.

Aczkolwiek Aldosivi niedługo potem odzyskał prowadzenie za sprawą swojego głównego atakującego Federico Andrady. Wychowanek River Plate przejął piłkę po frajerskiej stracie Eugenio Meny, ażeby następnie wyminąć wybiegającego doń bramkarza Ariasa i w polu bramkowym w obstawie dwóch obrońców oraz ów goalkeepera wycelował do siatki.

Rozpaczliwe próby uratowania remisu przez „La Academię” przyniosły efekt u kresu batalii. Tomás Chancalay, z którym w błękitnej części Avellanedy wiąże się wielkie nadzieje technicznym wykonaniem rzutu wolnego zanotował trafienie na wagę podziału punktów. Pocrnjić tylko wzrokiem odprowadził futbolówkę do „pajęczyny”.

Czasu nie starczyło Racingowi, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę…..

Na El Cilindro padł remis, dający obu zespołom pierwszy punkt w tej kampanii.

Zarówno Fernando Gago prowadzący Aldosivi, jak i Juan Antonio Pizzi odpowiedzialny za Racing uciułali swe pierwsze oczka w obecnych klubach. 

Niestety, Gago w trakcie tej potyczki dotknęła straszliwa wiadomość. Otóż „Pintita” dowiedział się wówczas o śmierci swego starszego brata, który zmarł na rzadką chorobę mózgu. Nota bene, na to samo schorzenie w 2005 roku umarł ojciec niegdysiejszego reprezentanta Argentyny. 

***************************

River Plate vs Rosario Central 3:0 (1:0) 

Gole – Rafael Santos Borré (37′), Gonzalo Montiel (57′ – pen.), Nicolás De La Cruz (64′) 

Zdruzgotany po kretyńskiej przegranej w La Placie zespół River Plate tym razem nie dał przeciwnikowi najmniejszych szans. „Millonarios” zmiażdżyli po raz kolejny Rosario Central.

Pokonali ich dwukrotnie podczas pierwszej rundy Copa Diego Maradona. Teraz również nie pozostawili na nich suchej nitki.

Wynik otworzył Rafael Santos Borré. Kolumbijski goleador w 37 minucie z najbliższej odległości trafił wślizgiem po rozegraniu kornera.

W drugiej połowie z rzutu karnego podwyższył Gonzalo Montiel – prawy obrońca, który był łączony z transferem do Europy, ale zamiast tego wybrał przedłużenie umowy z River.

Kilka minut później czerwona kartkę za brutalny atak w nogi rywala zarobił młody defensor gości Joan Mazzaco.

Natomiast po chwili od wyrzucenia Mazzaco dzieła zniszczenia „Kanalii” dopełnił Nicolás De La Cruz niskim strzałem z dystansu zaskoczył Jorge Brouna. Ciemnoskóry Urugwajczyk od pewnego czasu jest wiodącą postacią River.

Po dwóch kolejkach River oraz Central zgromadziły po trzy punkty, czyli zaliczyły zarówno wygraną, jak i wpadkę.

Grupa B:

Lanús vs Defensa y Justicia 2:1 (2:1)

Gole 1:0 Tomás Belmonte (5′), 1:1 Braian Romero (27′), 2:1 José Sand (32′ – pen.)

Miesiąc musiał czekać zespół Lanús na okazję do małej vendetty za blamaż w finale Sudamericany. Popularny „El Granate” spotkał się ze swoim pogromcą już w drugiej kolejce Pucharu Ligi.

Pałający żądzą odwetu gospodarze błyskawicznie użądlili. Były młodzieżowy reprezentant Argentyny, a mianowicie Tomás Belmonte rozpoczął strzelanie, w centrum pola karnego poprawiając zablokowany przez obrońcę strzał kolegi.

Chłopcy Luisa Zubeldii jednak zapomnieli o tyłach po straconej bramce. Wykorzystał to snajper Braian Romero. Bezapelacyjny król strzelców Copa Sudamericana 2020+1 wyrównał stan rywalizacji, heroicznym uderzeniem z woleja zza pola bramkowego pokonując Lautaro Moralesa. Choć refleks tegoż goalkeepera pomógł uśpić rykoszet od stojącego przed nim defensora Alexandra Bernabei’a.

Niemniej gospodarze szybko odzyskali prowadzenie, bowiem chwilę po straconej bramce wywalczyli rzut karny. Obrona DyJ w idiotycznych okolicznościach sprokurowała jedenastkę po zabawie z futbolówką przed własną bramką.

Wapno na, jak się okazało, zwycięskie trafienie dla Lanús zamienił oczywiście snajper wytrawny José Sand. Trzykrotny król strzelców argentyńskiej Primera División ma na karku już 40 lat i jeszcze mu nie dość strzelania goli.

To była już trzecia w bieżącym roku konfrontacja tych dwóch teamów. Obie strony zanotowały po jednej wygranej, raz konfrontacja zakończyła się remisem.

Lanús pomyślnie „odwdzięczył” się „Sokołom” za finał Sudamericany i póki co z kompletem punktów lideruje w grupie B.

Comments are closed.