Pobudki Talleres i Independiente

Oprócz pogromu Boca Juniors nad Arsenalem de Sarandí w niedzielę przeprowadzono cztery inne spotkania dwunastej kolejki Superliga Argentina. Po serii gorszych meczów przebudzili się Talleres oraz Independiente. Przed powrotem do strefy spadkowej uchronił się Patronato. Trzeci podczas tej serii spotkań grad bramek ujrzeliśmy w Banfield. Podsumowanie dnia:

Banfield vs Unión 3:3 (1:1)

Gole – 1:0 i 3:3 Jesús Dátolo (25′, 81′), 1:1 Jalil Elías (45+3′), 1:2 Franco Troyansky (52′), 1:3 Gabriel Carabajal (60′ – pen.), 2:3 Reinaldo Lenis (75′)

Trybuny Estadio Florencio Sola były świadkiem udanej pogoni lokalnego zespołu. Banfield chociaż przegrywał już 1:3 z przyjezdnym Uniónem de Santa Fe, to ostatecznie wyszarpał remis 3:3.

U progu spotkania natarł Unión. Dwukrotnie bliski otwarcia wyniku na rzecz gości znalazł się Walter Bou. Za pierwszym razem wybiegał sam na sam z Ivánem Arboledą, lecz Kolumbijczyk sparował jego techniczne uderzenie. Później natomiast były napastnik Boca Juniors huknął z dalszej odległości obijając słupek.

Niewykorzystane szanse zemściły się na przyjezdnych. „El Taladro” w 25 minucie objął prowadzenie dzięki trafieniu głową zza pola bramkowego Jesúsa Dátolo. Dośrodkowaniem z prawej flanki obsłużył go Luciano Gómez.

Spory pech prześladował tego dnia Waltera Bou. Napastnik o ciemnejszej karnacji spróbował wyrównać strzałem wślizgiem oddanym z centrum szesnastki, ale i tym sposobem nie zagroził Arboledzie.

Jednak pech Bou to nic w porównaniu do tego, co spotkało doświadczonego pomocnika gospodarzy Jonása Gutiérreza. Otóż, eks-reprezentant Argentyny, który przed około pięcioma laty pokonał raka jąder tuż przed przerwą zerwał ścięgno w rzepce prawego kolana, co wyklucza go z gry na co najmniej pół roku.

Unión za chwilę zadał cios bramkowy Banfield, aczkolwiek bez udziału feralnego niskiego snajpera. W trzeciej doliczonej minucie pierwszej części wyrównał Jalil Elías celując pod poprzeczką zza pola bramkowego po odbitym od defensora miejscowych dograniu z boku Claudio Corvalána.

U progu drugiej połowy natomiast delegaci z Santa Fe niespodziewanie odskoczyli miejscowym. W 52 minucie „Tatengues” na plus wysunął Franco Troyansky. Zdobył także gola głową, celując do siatki dzięki centrze z rzutu wolnego Gabriela Carabajala.

Natomiast po godzinie zawodów nie mający dziś farta Bou przynajmniej wywalczył jedenastkę, jaką na trzeciego gola zamienił rzeczony Carabajal, notujący w ostatnim czasie okres naprawdę dobrej dyspozycji.

Banfield jednak nie załamał się przy stanie 1:3, szybko zabierając się do pogoni. Miejscowi również pragnęli trafić po rozegraniu wolnego, aczkolwiek główkę Renato Civelliego sparował nad poprzeczką Sebastián Moyano.

Na kwadrans przed finiszem spotkania stratę złagodził Reinaldo Lenis też pakując piłkę do siatki głową korzystając z dalekiej wrzutki od młodego Agustína Urziego. Nie grający prawie nic w tym sezonie kolumbijski skrzydłowy dał nadzieję gospodarzom.

Zaledwie sześć minut później drugi raz tego popołudnia na listę strzelców wpisał się Jesús Dátolo. Były pomocnik Boca Juniors, który przed laty zanotował nieudaną przygodę w Europie uratował remis celnym strzałem w długi róg z ubocza 16-tki, jakiego nie zdołał obronić goalkeeper delegatów.

Raptem pół tygodnia temu Unión pod sam koniec zawodów odrobił dwubramkową stratę przeciwko Independiente, wymęczając remis. Teraz zupełnie odwrotnie – roztrwonił dwa trafienia przewagi, ażeby tylko podzielić się punktami.

Ostatecznie na południu aglomeracji Buenos Aires mieliśmy wynik nierozstrzygnięty w nawałnicy bramek. Wśród tabeli Unión zdobywszy 16 punktów jest czternasty.

Zaś Banfield piastuje dopiero 21. pozycję z dziesięcioma oczkami. Obie brygady w ciągu połowy tygodnia zanotowały dwa kolejne remisy. Dodajmy, iż „El Taladro” musi uważać na siebie, bo przewagę nad strefą spadkową zachował niewielką.

*****************************************************************************

Talleres vs Newell’s Old Boys 1:0 (0:0)

Gol – Martín Payero (66′)

Biorąc pod uwagę wszystkie oficjalne rozgrywki Talleres przegrali aż pięć ostatnich meczów (cztery ligowe oraz jeden w Pucharze Argentyny). W ligowej stawce wylecieli poza czołową dziesiątkę, choć niedawno ubiegali się o fotel lidera. Wreszcie otrząsnęli się z letargu, pokonując u siebie obchodzący tego dnia swoją 116. rocznicę założenia Newell’s Old Boys, dzięki czemu przynajmniej wrócili do topowej dychy.

W pierwszej połowie, kiedy mijało półgodziny rywalizacji doskonałą gratkę zaprzepaścił kandydujący do miana najskuteczniejszego gracza ligi Nahuel Bustos. Młody napastnik Talleres nie wykorzystał rzutu karnego, podyktowanego za rękę oponenta we własnej szesnastce. Jego zbyt lekki, przewidywalny strzał gładko wychwycił Alan Aguerre.

Na początku drugiej połowy niezły atak wykreowali delegaci z Rosario. Niemniej weteranowi Maxiemu Rodríguezowi zabrakło zimnej krwi na uboczu pola karnego – wycelował prosto w środek bramki i jego próbę na raty zablokował Guido Herrera.

Dotkniętych od miesiąca poważnym kryzysem formy kordoban wybawił Martín Payero. Pomocnik wypożyczony z Banfield zdobył decydującego gola tego spotkania, przechylając szalę zwycięstwa na korzyść „La T”. W 66 minucie wykorzystując złe wybicie obrońcy rywali zza pola karnego oddał fenomenalny, bezpośredni strzał pod poprzeczkę, nie dając żadnych szans Aguerre.

Podwyższyć mógł Dayro Moreno. Niemniej wiekowy Kolumbijczyk karygodnie spudłował obok bramki w akcji sam na sam. U kresu spotkania znakomitą robinsonadą popisał się bramkarz Talleres – Guido Herrera, który na uboczu szesnastki powstrzymał biegnącego samopas Lucasa Albertengo. Trener „La Lepra”, czyli Frank Kudelka nie sprostał swojemu eks-klubowi.

Dzięki pierwszej od końca września wygranej Talleres wtórnie osiadają dziewiątą lokatę, uzbierawszy dotąd 19 punktów. Wyprzedzili właśnie NOB, zajmujących pozycję niżej i mających tylko punkt mniej.

*****************************************************************************

Patronato vs Racing Club 1:1 (0:1)

Gole – 0:1 Nicolás Reniero (40′), 1:1 Gabriel Díaz (72′)

Domowy remis ze zwalniającym ostatnio tempo mistrzem Argentyny pozwolił Patronato utrzymać minimalną przewagę nad czerwoną kreską. W Międzyrzeczu tamtejszy outsider Superligi wymęczył punkt przeciwko stołecznemu gigantowi.

Początek meczu bez niespodzianek, ponieważ karty rozdawał faworyt. Matías Ibáñez musiał choćby wyłapać chytry centrostrzał z rzutu wolnego pierwszego swego imiennika z Paragwaju – Rojas tudzież wybił na korner mierzone uderzenie zza szesnastki innego imiennika Zaracho.

Ponadto Nicolás Reniero obił poprzeczkę mierzonym uderzeniem z ubocza szesnastki. Jako pierwszy i tak ukąsił Racing Club, dla którego swego pierwszego gola zanotował właśnie Reniero. Sprowadzony niedawno z San Lorenzo de Almagro napastnik w 40 minucie wykorzystując centrę z prawej strony boiska kapitana Ivána Pilluda oddał celny strzał głową, jakiego nie umiał zatrzymać bramkarz gospodarzy.

W drugiej połowie podwyższyć mógł Matías Rojas, gdyby potrafił celniej strzelać z wyjątkowo dalekich odległości. Paragwajczyk oddał z mniej więcej 35. metra uderzenie, przejąwszy futbolówkę po złym wybiciu głową wybiegającego z własnej bramki Ibáñeza. Niestety, wyraźnie chybił.

Ligowemu kopciuszkowi z Parany jeden punkt ocaliła akcja po rzucie rożnym. Futbolówka w sporym zamieszaniu przedostała się w pole bramkowe przyjezdnych, a tam znaleźli się defensorzy miejscowych – Gabriel Díaz i Federico Mancinelli. Ten pierwszych wślizgiem trafił do siatki, a piłki uderzonej przez niego nie umiał zablokować stojący we własnej bramce obrońca Racingu.

Końcówka zdecydowanie należała do „La Academii”, która wręcz dwoiła się i troiła, aby odzyskać prowadzenie. Matías Ibáñez z pomocą swoich obrońców między innymi zatrzymać uderzenie z bliska Darío Cvitanicha podczas rozegrania rzutu wolnego oraz heroicznie zatamował szarżę króla strzelców poprzedniego czempionatu Superligi – Lisandro Lópeza. Dla Patronato remis z takim rywalem jest, niczym małe zwycięstwo.

„La Academia” zmarnowała doskonałą okazję, aby jeszcze bardziej przybliżyć się ku fotelowi lidera. W tabeli błękitna strona Avellanedy jest piąta, tracąc trzy oczka do przewodzącego River Plate.

Natomiast Patronato nie zaznał smaku zwycięstwa od siedmiu meczów, będąc 19. w klasyfikacji ze zdobytymi 13 punktami. Grunt, że zespół kierowany przez Mario Sciacquę jakoś wydźwignął się nad strefę spadkową dzięki gorszej serii Aldosivi. Jednakże „El Patrón” nadal może zlecieć do niej, jeżeli dzisiaj Central Córdoba ogra u siebie Vélez.

*****************************************************************************

Independiente vs San Lorenzo 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 i 2:1 Silvio Romero (43′, 62′ – pen.), 1:1 Óscar Romero (51′)

Pół tygodnia wstecz „Inde” najzwyczajniej w świecie skompromitował się trwoniąc dwubramkową zaliczkę pod koniec meczu w Santa Fe przeciwko Uniónowi i finalnie tylko remisując 2:2. Teraz jakoś przełamał się po tym kuble lodowatej wody na początek tymczasowego angażu Fernando Beróna w roli szkoleniowca „Czerwonych Diabłów”.

Na zakończenie niedzielnego harmonogramu dwaj stołeczni giganci dowodzeni przez tymczasowych szkoleniowców zmierzyli się ze sobą na Estadio Libertadores de América. Independiente, które ostatnimi czasy nie miało patentu na San Lorenzo, teraz wykorzystał poważny kryzys formy papieskiego klubu i zwyciężył go 2:1.

U progu rywalizacja możliwości trafienia dostąpił San Lorenzo podczas rozegrania rzutu wolnego. Jednakże strzał głową młodego, utalentowanego napastnika gości Adolfo Gaicha, który tym razem otrzymał szansę w wyjściowej jedenastce obronił Martín Campaña. Ze strony miejscowych uderzeniem zza pola karnego spróbował Pablo Pérez i minimalnie spudłował obok dalszego słupka.

Do siatki tu drogę odnajdywali wyłącznie piłkarz o nazwisku Romero. Strzelanie u kresu pierwszej odsłony zainicjował wysunięty napastnik miejscowych Silvio, który potwierdził tutaj swoje aspiracje do tytułu króla strzelców. Właśnie on w 43 minucie przejął podanie z lewej flanki Juana Sáncheza Miño, aby na skraju pola karnego niskim uderzeniem od słupka pokonać Sebastiána Torrico.

Zaraz po kwadransie odpoczynku ze strony „Cuervos” odpowiedział Óscar Romero. Jeden z paragwajskich bliźniaków wykorzystując centrę Bruno Pittóna zza linii bocznej pola karnego w jego centrum oddał bezpośrednie uderzenie po ziemi, którym nie dał szans bramkarzowi.

Za chwilę jego bliźniak Ángel powinien był dać prowadzenie San Lorenzo, aczkolwiek wybiegając sam na sam nie wytrzymał presji – jego uderzenie zahamował wybiegający doń Campaña. Nieco później Fabricio Coloccini ostukał poprzeczkę mocnym uderzeniem z ubocza szesnastki.

Dowodzony przez chwilowego opiekuna Diego Monarriza (to już jego drugi w tym roku tymczasowy epizod na stanowisku trenera CASLA) wywalczył sobie zdecydowaną przewagę przez chwilę, ale mimo to niestety krótko cieszył się remisem 1:1.

Gdy mijała godzina zawodów Independiente dzięki ręce rywala we własnym polu karnym wywalczył jedenastkę, dzięki której przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wapno spożytkował Silvio Romero, przypieczętowując dublet. Zarazem odnotował siódmego gola podczas tejże kampanii, doganiając Rafaela Santosa Borré z River Plate na szczycie klasyfikacji goleadorów!

Romero mógł nawet ustrzelić hattricka i zostać samodzielnym liderem ligowego rankingu strzelców, aczkolwiek później zaliczył dwa niewypały. Gdy niepilnowany wkraczał w szesnastkę oponenta jego strzał głową wychwycił Torrico, zaś nieco później próbę wślizgiem wspomniany goalkeeper zdołał wybić.

I tak 31-letni Silvio może być z siebie dumny – w ostatnich dwóch meczach rozegranych przez raptem pół tygodnia uzyskał aż cztery gole! Dodajmy, iż eks-goleador m.in. Lanús prawdopodobnie zostanie królem strzelców tegorocznej edycji Copa Sudamericana (póki co jest tam najskuteczniejszym piłkarzem ze zdobytymi pięcioma bramkami).

Krótko po golu na 2:1 nieomal „Inde” załadowałby kuriozalnego samobója – Pablo Pérez chcąc wycofać futbolówkę na mniej więcej połowie boiska oddał niechcący strzał, który pokozłował od ziemi i przeleciał minimalnie nad poprzeczką bramki Campañy.

Pod sam koniec rywalizacji, już w doliczonym czasie zaiskrzyło między futbolistami. Wskutek osobistych „porachunków” czerwone kartki zarobiło po jednym zawodniku obu ekip, którzy rzucili się sobie do gardeł – wśród gospodarzy wyleciał Sebastián Palacios, u gości nieco szybciej do szatni udał się Fabricio Coloccini.

Poprzednie pięć starć pomiędzy tymi dwoma ekipami to cztery victorie San Lorenzo i jeden remis. „Los Diablos Rojos” wreszcie przełamali krucze fatum, dzięki czemu wyprzedzili też w klasyfikacji  zespół z dzielnicy Boedo. Czerwony dystrykt Avellanedy na chwilę obecną okupuje dwunastą lokatę, uciuławszy 17 punktów (ma też do rozegrania mecz zaległy).

Zaznawszy czwartej konsekutywnej porażki San Lorenzo, który na początku września był liderem tabeli spadł teraz na odległe piętnaste miejsce mając punkt mniej od swoich wczorajszych pogromców.

Co złego stało się w ekipie „Azulgrany”, że ta nagle zaczyna spisywać się jeszcze gorzej, aniżeli w poprzednim sezonie, kiedy oscylowała w granicach ostatniej pozycji tabeli? Prawdopodobnie ukochany klub papieża Franciszka zaczęły dławić kłopoty finansowe, doprowadziły one do jakiegoś buntu….

Już w minionej kampanii CASLA oraz jej odwieczny wróg, czyli Huracán miały mieć odjęte punkty w tabeli za niepłacenie na czas swoim piłkarzom. Ostatecznie minusowych punktów oba kluby uniknęły i skończyło się na karze finansowej, ale to nie rozwiązało ich ekonomicznych problemów.

Od nowego tygodnia trenerem San Lorenzo de Almagro może zostać zaprawiony w bojach Néstor Gorosito dowodzący obecnie drugoligowym Tigre. „Pipo” świetnie zna czerwono-niebieskich, ponieważ był ich piłkarzem w latach 80-tych i 90-tych oraz trenował już ten klub na przełomie lat 2003-2004. Czy wydźwignąłby „El Ciclón” z dołka?

Comments are closed.