„El Bicho” liderem, piorunujący epilog Uniónu

W środę rozegrano cztery spotkania zaplanowanej na bieżący tydzień roboczy jedenastej kolejki Superliga Argentina. Widowiska nie mniej interesujące, niż te wtorkowe potyczki. Nowym liderem zostali Argentinos Juniors. Do wiwatu dał spisujący się w kratkę aktualny wicemistrz kraju tanga, czyli Defensa y Justicia. Fenomenalną końcówkę zanotował Unión, wymęczając remis z upadłym tytanem. Potknął się natomiast starający się o drugie pod rząd mistrzostwo Racing Club. Podsumowanie dnia:

Argentinos Juniors vs Talleres 1:0 (0:0)

Gol – Gabriel Hauche (66′)

Myślący o fotelu lidera Superligi zawodnicy Argentinos Juniors podejmowali u siebie kordobańskich Talleres. Wprawdzie goście przegrali ostatnie trzy spotkania ligowe plus odpadli przeciwko drugoligowcowi z krajowego pucharu. Nikt wśród miejscowych jednak nie nastawiał się na łatwą przeprawę, ponieważ rywal w każdej chwili może przełamać gorszą serię. Summa summarum udało się osiągnąć skromne zwycięstwo.

Do przerwy wyjątkowo bezbarwne widowisko. Polujący na czołową lokatę miejscowi przeważali, aczkolwiek ich ofensywa bezskuteczna. Najgroźniej wyglądał strzał z rzutu wolnego Miguela Torrena sparowany przez bramkarza.

AJ przez dłuższy ciosu zadać nie potrafili. Natomiast u progu drugiej części niewiele zabrakło, aby zostali skarceni za swoją indolencję. Lucas Chaves musiał interweniować przy mocnym uderzeniu Nahuela Bustosa z ubocza szesnastki. Później fatalnie pudło nad bramką odnotował Dayro Moreno.

W 55 minucie podczas kontrataku wspomniany Moreno wybiegł sam na sam z bramkarzem. Kolumbijczyk jednak nie wytrzymał próby nerwów, tylko obijając słupek ze skraju pola karnego w tej klarownej okazji.

Przez dłuższy czas gospodarzom nie szło, ale nareszcie przełamali impas w 66 minucie. Wówczas wiekowy Santiago Silva ze środka boiska zagrał w szesnastkę, co umożliwiło atak Gabrielowi Hauche. Ten, również bardzo doświadczony napastnik znalazł się jeden na jednego z wybiegającym doń Guido Herrerą, zaskakując go żywiołowym strzałem wślizgiem w długi róg.

U kresu spotkania okazję do podwyższenia zaliczył Diego Sosa. Niestety, jego niskie uderzenie ze skraju pola karnego okazało się zbyt przewidywalne. Poszybowało wprost w środek bramki, gdzie wychwycił je Herrera.

Argentinos Juniors zostali samodzielnym liderem Superligi, wyśrubowując dorobek do 24 punktów. Teraz chłopcy Diego Dabove muszą czekać na rozstrzygnięcie jutrzejszego meczu Boca przeciwko Lanús.

To czwarta pod rząd wtopa ligowa Talleres, przez którą wylecieli poza czołową dziesiątkę klasyfikacji. A pomyśleć, że chcieli przed startem rozgrywek walczyć o mistrzostwo.

*****************************************************************************

San Lorenzo vs Defensa y Justicia 1:3 (1:2)

Gole – 1:0 Ángel Romero (2′), 1:1 Alexis Castro (5′), 1:2 Fernando Márquez (25′), 1:3 Rafael Delgado (47′)

Drugi raz w tym roku Defensa y Justicia dokopała wyżej notowanemu od siebie San Lorenzo de Almagro. Podopieczni Mariano Soso wreszcie zaczynają grać tak, jak oczekuje się tego od wicemistrza kraju.

Szukający przełamania się gospodarze prowadzenie objęli po zaledwie dwóch minutach od pierwszego gwizdka arbitra. Wówczas dośrodkowanie z kornera głową przeciął Fabricio Coloccini, adresując piłkę w kierunku pola bramkowego. Tam Ángel Romero właściwie wbiegł z piłką do bramki w towarzystwie bramkarza. Paragwajczyk otworzył więc wynik zawodów.

Riposta DyJ jednak błyskawiczna, ponieważ już w 5 minucie dośrodkowanie Julio Césara Gonzáleza zza linii bocznej 16-tki wykorzystał Alexis Castro z bliskiej odległości trafiając głową na 1:1. Nota bene strzelił gola klubowi, z którego jest wypożyczony! Dlatego najpewniej bramki nie celebrował.

Sentymentów jednak nie było! Nieco później obrońca San Lorenzo wygarniając futbolówkę tuż przed linią bramkową uratował miejscowych przed utratą drugiej bramki.

W 25 minucie jednak ten sam defensor nie pomógł, a „Sokoły” nieoczekiwanie przypieczętowały odwrócenie wyniku. Castro tym razem dla odmiany asystował, natomiast Fernando Márquez idealnym technicznym strzałem przy słupku zza pola karnego zaskoczył Nicolása Navarro, dając gościom prowadzenie 2:1.

„Cuqui” zdobył gola kandydującego do miana najefektowniejszego w kolejce. Chociaż urodą jego trafienie raczej nie przebija wczorajszego wkrętu Matíasa Garcii bezpośrednio z kornera. Kilka minut później Márquez powinien był trafić kolejny raz, niestety przejąwszy centrę z bliskiej odległości tylko ostemplował słupek.

Okazje ku trafieniu zanotował również Nicolás Fernández. U kresu pierwszej części spudłował bezpośrednim uderzeniem zza pola bramkowego, natomiast tuż po przerwie huknął z ubocza szesnastki, acz jego próbę na korner sparował Navarro.

Po tymże właśnie kornerze „El Halcón” dopełnił dzieła zniszczenia, strzelając trzecią bramkę u wstępu drugiej części. Dośrodkowanie z rzutu rożnego bohatera tej batalii – Alexisa Castro celną główką przeciął Rafael Delgado, uświetniając victorię DyJ. Dwie minuty później kolejną okazję do trafienia zaprzepaścił Nico Fernández – wybiegając jeden na jednego nie potrafił przechytrzyć Navarro, gdyż oddał zbyt lekkie uderzenie.

Dopiero u finiszu starcia rozbity zespół papieża Franciszka podjął wysiłek odrabiania deficytu bramkowego. Bezowocnie jednak. Groźniej z dalszej odległości przymierzył młodziutki napastnik Alexander Díaz, lecz tym sposobem nie zaskoczył Ezequiela Unsaina. Poza tą sytuacją ofensywa „El Ciclón” była kompletnie nieszkodliwa dla DyJ.

Dzięki tryumfowi w Boedo przeciętnie radząca sobie teraz Defensa y Justicia wczołgała się na szesnastą pozycję ze zdobytymi trzystoma punktami.

Katastrofalnie spisujący się ostatnimi czasy San Lorenzo zleciał na dwunastą lokatę mając trzy oczka więcej, niż swoi środowi pogromcy. „Cuervos” prezentują się poniżej wszelkiej krytyki! Nie dość, że przegrywają mecz za meczem, to zawsze przeciwnik dystansuje ich wyraźną różnicą bramek. Po tej porażce do dymisji podał się trener zespołu Juan Antonio Pizzi. Jego drugi szkoleniowy epizod na Estadio Nuevo Gasometro okazał się całkowitą klapą.

*****************************************************************************

Unión vs Independiente 2:2 (0:2)

Gole – 0:1 i 0:2 Silvio Romero (25′, 44′ – pen.), 1:2 Walter Bou (89′ – pen.), 2:2 Nicolás Mazzola (90+5′)

Dowodzony przez tymczasowego trenera Fernando Beróna zespół Independiente toczył w Santa Fe trudną potyczką przeciw lokalnemu Uniónowi. Prowadził już 2:0, lecz już po raz trzeci w bieżącej kampanii roztrwonił dwubramkową zaliczkę. Pod sam koniec meczu stracił dwie bramki i ostatecznie musiał zadowolić się remisem na Estadio 15. de Abril.

Podrażnione niedawnym odpadnięciem z Pucharu Argentyny „Czerwone Diabły” dziabnęły w 25 minucie, kiedy złamały opór gospodarzy w złożonej akcji. Najpierw dośrodkowanie Cecilio Domíngueza w okolicy piątego metra wybił obrońca. Z drugiej strony zza linii bocznej pola karnego dośrodkował Pablo Pérez, a na terenie pola bramkowego składającego się do robinsonady bramkarza Sebastiána Moyano uprzedził Silvio Romero, głową z najbliższej odległości pakując futbolówkę do siatki.

Sytuacja prowadzących gości skomplikowała się jednak od 34 minuty. W przeciągu jakiś 180 sekund dwie żółte kartki obejrzał prawy defensor gości Fabricio Bustos. Doigrał się po ostrym wejściu wślizgiem w piszczel Yeimara Gómeza Andrade. Za rzeczone przewinienie zarobił drugie „żółtko”, kończąc udział w potyczce.

Unión chwilę później za sprawą Waltera Bou odnotował jeden minimalnie chybione przymierzenie głową. W 40 minucie osłabieni przyjezdni mogli podwyższyć, aczkolwiek mocne uderzenie Martína Beníteza zza szesnastki jakoś sparował na korner Moyano.

Pod koniec pierwszej odsłony jednakże Silvio Romero podczas kontrataku został sfaulowany przez Gómeza Andrade w szesnastce miejscowych, wywalczając rzut karny. Do wapna podszedł sam poszkodowany, pewnie wykorzystując je. Najskuteczniejszy piłkarz tegorocznej edycji Copa Sudamericana skompletował więc dublet.

Unión przegrywał aż różnicą dwóch goli, lecz z biegiem czasu atut jednego zawodnika więcej na murawie zaczynał nabierać znaczenia. W drugiej połowie lokalnej drużynie kontaktową bramkę zapragnął dać Juan Ignacio Cavallaro, niemniej jego kręcone uderzenie zza pola karnego jakoś wybił na korner Martín Campaña.

Oczywiście mający przewagę liczebną „Tatengues” podjęli dalsze próby gonienia wyniku. Akcjom przewodził Gabriel Carabajal, który swym uderzeniem zza pola karnego obił słupek. Tuż przed upływem regulaminowego czasu natomiast wywalczył jedenastkę. Do wapna podszedł Walter Bou, uderzeniem pod poprzeczkę spożytkowawszy je.

Natomiast podczas pięciu doliczonych minut Uniónowi nie udało się doprowadzić do remisu. W trzeciej ekstra minucie świetną okazję zanotował Nicolás Mazzola, aczkolwiek będąc w centrum 16-tki trochę nieporadnym strzałem w obstawie defensorów spudłował obok słupka.

Ów napastnik jednak nie załamał się pierwotnym niepowodzeniem. Podczas ostatniej akcji pojedynku dopiął swego! Claudio Corvalán ze skraju 16-tki wykonał wrzutkę w okolice piątego metra – tam futbolówkę głową przeciął Franco Troyansky wykładając asystę na pole bramkowe właśnie do Mazzoli, a ten głową z bliskiej odległości pokonał urugwajskiego goalkeepera przyjezdnych.

Dzięki ofiarnie wymęczonemu remisowi Unión nie dał się wyprzedzić Independiente w ligowym zestawieniu. Obie ekipy na tę chwilę sąsiadują ze sobą w klasyfikacji. „Santafesinos” zajmują trzynastą lokatę, uciuławszy piętnaście punktów.

Czerwony przedstawiciel Avellanedy plasuje się o lokatę niżej ze zdobytym oczkiem mniej, ale ma przed sobą do rozegrania także mecz zaległy przeciwko Newell’s Old Boys.

*****************************************************************************

Racing Club vs Banfield 0:0

W błękitnym dystrykcie Avellanedy po spotkaniu jedenastej kolejki też brak powodów do optymizmu. Broniący mistrzowskiego tytułu Racing Club podjął walczący o utrzymanie Banfield. Chłopcy Eduardo Coudeta oczywiście przystąpili do bitwy w roli zdecydowanego faworyta, a tylko zremisowali bezbramkowo, przez co oddalił się od nich fotel lidera.

Początek zdecydowanie pod dyktando miejscowych. „La Academia” odhaczył w sumie kilka zaprzepaszczonych okazji. Olbrzymią rolę w zatrzymaniu ofensywy Racingu odegrał Iván Arboleda. Kolumbijski ciemnoskóry goalkeeper wreszcie otrzymał swoją szansę między słupkami, zastępując wiekowego Urusa Estebana Conde i obronił choćby niskie uderzenie ze skraju pola karnego Matíasa Zaracho.

Przy innej akcji niskim uderzeniem zza pola karnego słupek ostemplował Iván Pillud, zaś dobitkę Matíasa Rojasa z ubocza szesnastki wybił przed siebie Arboleda. Po chwili futbolówkę poza teren zagrożenia wykopał obrońca.

Nieco później okres wyraźnej przewagi miał skazywany na porażkę zespół gości. Miejscowy bramkarz Gabriel Arias musiał choćby interweniować po dograniu w pole karne utalentowanego lewego obrońcy Claudio Bravo. Znaturalizowany Chilijczyk jednak pewnie wybiegł do piłki, łapiąc ją na raty na uboczu własnej 16-tki.

Pod koniec premierowej odsłony gospodarzom prowadzenie mógł zapewnić Walter Montoya. Niegdysiejszy zawód transferowy FC Sevilli przejmując wybitą sprzed pola bramkowego piłkę oddał mocne uderzenie wolejem ze skraju 16-tki, o centymetry chybiając obok słupka.

U progu drugiej odsłony nieomal podopieczni Julio Césara Falcioniego wyszliby na plus. Dogranie Juana Álvareza z prawej flanki na dalszym boku pola bramkowego zgarnął Agustín Urzi bezpośrednim uderzeniem z ostrego kąta celując w słupek bramki Ariasa.

Finałowe minuty spotkania przebiegły pod znakiem rozpaczliwych natarć Racingu. Niemniej radzący sobie zdecydowanym pressingiem Banfield całkowicie odciął od własnej bramki napastników rywala, a w szczególności wychowanka „El Taladro” – Darío Cvitanicha. Weteran ataku o chorwackich korzeniach nie tylko skończył mecz bez dostąpienia konkretniejszych sytuacji podbramkowej, ale do tego został poturbowany przez powstrzymujących go defensorów.

Raz dla odmiany ucierpiał bramkarz gości Arboleda, który zderzył się z oponetem podczas wybijania centrostrzału z prawej strony boiska. Ostatecznie rozentuzjazmowani zawodnicy Banfield nieoczekiwanie zachowali czyste konto do ostatniego gwizdka arbitra, dzięki czemu wywożą z El Cilindro cenny punkt.

Tracący dwa punkty Racing, jak wspomnieliśmy zwiększył dystans do lidera z dwóch do czterech punktów. Póki co w klasyfikacji jest czwarty tuż za plecami „wielkiej dwójki” Boca-River.

Dla Banfield to dopiero dziewiąty punkt podczas tejże kampanii, ale ten jednak może okazać się cenny w kontekście dalszej bitwy o przetrwanie w Superlidze. Wśród ligowej klasyfikacji zespół z południowego Buenos Aires znajduje się na niskiej 21. lokacie.

Comments are closed.