Przełom San Lorenzo, lider się nie zmienia

W niedzielę rozegrano aż pięć spotkań ósmej kolejki Superliga Argentina. Do czołówki tabeli powraca San Lorenzo de Almagro, ładną serię remisów krzewi Rosario Central, natomiast Talleres poległ w Avellanedzie i nie wykorzystał możliwości objęcia przodownictwa wśród klasyfikacji. Podsumowanie dnia:

Banfield vs San Lorenzo de Almagro 0:1 (0:1)

Gol – Bruno Pittón (5′)

Papieski klub błyskawicznie podnosi się po derbowym laniu od Boca Juniors. W Banfield na południu aglomeracji Buenos Aires podopieczni Juana Antonio Pizziego zdobyli Estadio Florencio Sola – szybko strzelili gola, a następnie dzielni bronili się i to radząc sobie w osłabieniu przez połowę spotkania.

Zdumiewająca jest dyspozycja strzelecka kupionego w wakacje z Uniónu lewego obrońcy Bruno Pittóna. To właśnie on u progu spotkania strzelił gola, jak się okazało, na wagę zwycięstwa San Lorenzo. Niepilnowany na uboczu pola karnego przejął złe wybicie obrońcy, aby następnie mocnym uderzeniem w długi róg postawić kropkę nad „i”.

Czwarty raz podczas trwającej kampanii starszy z braci Pittón wpisał się na listę strzelców, stając się właśnie współliderem ligowej klasyfikacji goleadorów!

Podwyższyć starali się Ángel Romero – na uboczu pola karnego przymierzył zbyt lekko, nie sprawiając Estebanowi Conde problemów oraz Fernando Belluschi – huknął panu Bogu w okno haczony przez obrońcę w centrum szesnastki.

Młody defensor Gianluca Ferrari (po prawej stronie) przykładnie odpierał dziś ataki zdeterminowanego Banfield

 

Banfield oczywiście stworzył kilka sobie możliwości wyrównania. Utalentowany Julián Carranza oddał mocny strzał po ziemi zza pola karnego, jaki zahamował Nicolás Navarro. Natomiast Junior Arias wybiegał sam na sam z ów bramkarzem, aczkolwiek swoją podcinką nad Navarro fatalnie skiksował.

Tuż przed kwadransem odpoczynku na „Cuervos” spadł cios, ponieważ defensywny pomocnik Gerónimo Poblete obejrzał czerwoną kartkę za drugą żółtą wobec brutalnego wejścia w kolano rywala. Przyjezdni musieli radzić sobie w dziesięciu przez bite pół starcia, jednak mimo utrudnienia nie dali wydrzeć sobie zaliczki.

Druga połowa przybiegła rzecz jasna pod znakiem rozpaczliwych prób wyrównania strat ze strony „El Taladro”. Między innymi dwukrotnie dalekosiężnymi uderzeniami próbował Sergio Vittor, aczkolwiek Nicolás Navarro raz ofiarnie nogami obronił jego próbę z rzutu wolnego, a potem także wyłapał torpedę dalekiego zasięgu.

Ta wtopa Banfield do złudzenia przypomina ich sierpniową domową porażkę z czwartej kolejki przeciwko Boca Juniors. Wówczas również stracili gola u samego wstępu, a potem mimo wyraźnej dominacji nie podołali zadaniu wyrównania deficytu i to nawet mimo przewagi liczebnej (tyle tylko, że wtedy jednego zawodnika na boisku więcej posiadali przez około 20 minut).

San Lorenzo utrzymał zwycięski rezultat do finałowego gwizdka arbitra i martwić się może jedynie kontuzją zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie u Víctora Salazara. W jej efekcie podstawowy boczny obrońca „Kruków” wylatuje z obiegu na jakieś pół roku.

San Lorenzo de Almagro dzięki ofiarnemu tryumfowi na Estadio Florencio Sola wraca do bitwy o fotel lidera – tracą już zaledwie dwa oczka do liderującej Boca Juniors.

Natomiast Banfield okupuje daleką osiemnastą pozycję, uciuławszy raptem siedem oczek. Nie takiego powrotu Julio Cesara Falcioniego spodziewano się wśród „El Taladro”.

*****************************************************************************

Huracán vs Atlético de Tucumán 0:0

Starcie dwóch niedawnych uczestników Copa Libertadores pozostało bez rozstrzygnięcia. Na stołecznym stadionie El Palacio rozczarowujące aktualnie drużyny Huracánu oraz Tucumánu bezbramkowo podzieliły się ze sobą punktami.

Pierwsza połowa bezapelacyjnie należała do miejscowej ekipy. Najpierw uderzenie z rzutu wolnego Rodrigo Gómeza obronił bramkarz delegatów.

Stuprocentową szansę zaprzepaścił Fernando Coniglio, który w lipcu wrócił do ojczyzny z wypożyczenia do hiszpańskiego drugoligowca Tenerife. Otrzymawszy dośrodkowanie ze skrzydła oddał zza pola bramkowego strzał głową w dół, który nogą zablokował Alejandro Sánchez. Po chwili goalkeeper zastępujący w bramce Atlético kontuzjowanego Cristiana Lucchettiego otrzymał podanie od obrońcy i złapał piłkę, neutralizując zagrożenie.

Ponadto Juan Garro przejąwszy na klatę dogranie w szesnastkę wybiegł jeden na jednego z Sánchezem, fatalnie chybiając obok słupka w stuprocentowej szansie.

Podkreślmy jednak, iż u kresu pierwszej połowy Garro podczas rozegrania kornera strzelił gola, który niesłusznie został anulowany – sędzia dopatrzył się jakiegoś spalonego-widmo. Tucumańska ekipa tuż przed przerwą zuchwale spróbowała bezpośrednio z narożnika boiska, lecz Antony Silva był na posterunku.

W drugiej połowie ataki „El Globo” nie wyglądały już tak obiecująco, aczkolwiek Gómez zaliczył słupek kolejnym przymierzeniem z rzutu wolnego. Tydzień temu „Droopy” strzelił gola z tegoż stałego fragmentu gry, tym razem mu się nie powiodło.

Pod sam koniec rywalizacji niewykorzystana przewagą mogła zemścić się na Huracánie. Goście wywalczyli rzut wolny tuż za linią końcową pola karnego. Wykonał go znany z występów dla Boca Juniors lewy obrońca Luciano Fabián Monzón, aczkolwiek jego mocne uderzenie bohatersko wybił Paragwajczyk Antony Silva.

W tabeli oba zespoły póki co daleko od czołówki. Huracán szesnasty zdobywszy dziewięć oczek, Atlético dopiero dwudziesty uciuławszy takowych o dwa mniej.

Zaznaczmy, iż tucumański „El Decano” zakwalifikuje się do rund eliminacyjnych przyszłorocznej Libertadores, jeśli trwającą edycję CL zdobędzie Boca lub River. W przeciwnym razie chłopcy Ricardo Zielinskiego wezmą udział tylko w Copa Sudamericana.

*****************************************************************************

Vélez Sarsfield vs Defensa y Justicia 0:1 (0:0)

Gol – Fernando Márquez (58′)

Na El Fortín de Liniers zmierzyły się ze sobą myślący o tytule mistrzowskim Vélez oraz aktualny wicemistrz kraju tanga, czyli Defensa y Justicia. Mieliśmy tutaj przykład jawnej futbolowej niesprawiedliwości – gospodarze atakowali niemal przez cały mecz, a całą pulę zgarnęli przyjezdne „Sokoły”.

Futbol bywa przewrotny. Nieobliczalny Vélez Sarsfield przed tygodniem potrafił dokopać samemu River Plate na jego terenie, aby teraz ulec przed własnymi trybunami przeciętnej Defensa y Justicia.

Wpierw ze strony przyjezdnych zmarnowaną okazję jeden na jednego odnotował Fernando Márquez. W 9 minucie przejąwszy złe podanie wycofującego obrońcy wybiegł naprzeciw Lucasa Hoyosa, aczkolwiek jego szarża została zablokowana przez ofiarnie paradującego „arquero”.

Poza tym do przerwy gospodarze mieli wręcz miażdżącą przewagę, aczkolwiek cuda w bramce wyczyniał goalkeeper przyjezdnych Ezequiel Unsain. Na początku meczu choćby wybił mierzony strzał z ubocza pola karnego Lucasa Jansona oraz dwukrotnie zneutralizował szarżującego w pole bramkowego Maximiliano Romero (który – nawiasem mówiąc – grał dziś katastrofalnie).

U kresu pierwszej odsłony Unsain nabawił się niezłych bóli w rękach, gdy sparował nad poprzeczką bezlitosną torpedę Lucasa Robertone z ubocza szesnastki. Ponadto w okazji sam na sam feralnie chybił Agustín Bouzat.

DyJ dokopała na wyjeździe niedawnym pogromcom River

 

W tym przypadku sprawdziło się powiedzenie, iż niewykorzystane okazje strzeleckie się mszczą. Od drugiej odsłony DyJ nawiązała czynną walkę. Najpierw obrońca miejscowych musiał wybijać sprzed linii bramkowej groźny strzał z ostrego kąta Héctora Martíneza.

Jednakże w 58 minucie „El Halcón” zadał cios po nieco chaotycznej ofensywie. Wiekowy Neri Cardozo ze skraju pola karnego podał w jego centrum, na wolną przestrzeń do Fernando Márquez. „Cuqui” zaś zrehabilitował się za spartoloną gratkę z pierwszej części, aby niskim uderzeniem skierować piłkę do bramki Lucasa Hoyosa.

Chwilę później Vélez mógł wyrównać po rozegraniu kornera, aczkolwiek kozłowane uderzenie głową Maximiliano Romero zdołał wybić Unsain do spółki z defensywą.

Młody Romero rozgrywał tego dnia tragiczne zawody. Pod koniec spotkania otrzymawszy dogranie od kolegi znalazł się w polu bramkowym naprzeciw samego Unsaina i dziecinnie chybił obok celu.

Przerwawszy swoją passę czterech konsekutywnych zwycięstw Vélez nieomal wyleciał topową dychę klasyfikacji – aktualnie okupuje dziewiątą lokatę. Prezentująca formę w kratkę DyJ jest czternasta, uciuławszy dotąd 10 punktów (tj. trzy mniej od swoich niedzielnych ofiar). 

*****************************************************************************

Rosario Central vs Racing Club 1:1 (1:1)

Gole – 1:0 Lucas Gamba (14′), 1:1 Lisandro López (21′)

Broniący się przed spadkiem Rosario Central gościł na swojej gorącej twierdzy Gigante de Arroyito obecnego mistrza Argentyny. Obaj głównodowodzący trenerzy zmierzyli się przeciwko swoim byłym drużynom. Opiekun Rosario Central, czyli Diego Cocca zajmował się kiedyś Racingiem, z którym w 2014 roku zdobył przecież tytuł czempiona argentyńskiej Primera División. Natomiast szkolący Racing strateg Eduardo Coudet to nie tylko eks-szkoleniowiec, ale również wychowanek Rosario.

Od początkowych chwil starcia Central dosłownie rzucili się na przyjezdnych. Efekty ich zmasowanej ofensywy przyszły szybko. Już w 14 minucie Nahuel Molina Lucero zagrał z prawego skrzydła w pole karne, skąd Lucas Gamba bezpośrednim uderzeniem nie dał szans Gabrielowi Ariasowi.

Na ripostę Racingu nie trzeba było czekać długo. Raptem siedem minut stary wyga Lisandro López genialną podcinką z ubocza pola karnego trafił „za kołnierz” Jeremíasa Ledesmy, od słupka znajdując drogę do siatki.

Tuż przed przerwą bliski odzyskania prowadzenia miejscowym był Ciro Rius, aczkolwiek jego silny, niski strzał zza pola karnego nieznacznie minął słupek bramki oponenta. U progu drugiej połowy Arias obronił kozłowany strzał głową podczas rozegrania kornera.

Szansę ku trafieniu dającemu prowadzenie odnotowali również delegaci z Avellanedy, bowiem paragwajski pomocnik Matías Rojas groźnie przymierzył z rzutu wolnego ostemplowując poprzeczkę.

W końcówce inicjatywę dzierżyli jednak „Canallas”. Podczas innego długiego rozegrania rzutu rożnego w poprzeczkę głową wycelował obrońca Matías Caruzzo. Chwilę później podczas innej akcji obrońca Racingu ofiarnie wykopywał futbolówkę sprzed własnej linii bramkowej po nieco przypadkowym strzale z bliska Claudio Riaño.

Piłkę meczową ze strony gospodarzy zaprzepaścił Diego Zabala. W 89 minucie Urugwajczyk przejąwszy dośrodkowanie z boku szesnastki oddał bezpośredni strzał zza piątego metra centralnie obijając słupek.

To nie był ofensywy Central, albowiem już w ósmej doliczonej minucie lokalny zespół nie spożytkował kolejnej piłki meczowej. „Atajada del partido”, jaką wykonał Gabriel Arias. Reprezentant Chile bohatersko obronił niskie uderzenie dobrze ustawionego w centrum 16-tki Leonardo Gila, aby po chwili jeszcze do spółki z defensorem powstrzymać Gambę oraz Zabalę przed dobitką.

Racing zyskał punkt w Rosario, aczkolwiek stracił na minimum pół roku Diego Gonzáleza. Pomocnik o przydomku „Pulpo” podczas boju zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, toteż czeka go dłuższa przerwa od gry.

Wręcz frajersko Rosario Central nie zdołał przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść, notując szósty konsekutywny remis. W tabeli spadkowej wiszą tuż nad czerwoną kreską, zaś w ligowej stawce są dwunaści uciuławszy 11 punktów. Racing mając oczko więcej sąsiaduje w tabeli z „Kanaliami” – jest o pozycję wyżej.

*****************************************************************************

Independiente vs Talleres 3:2 (2:0)

Gole – 1:0 Cecilio Domínguez (34′), 2:0 Juan Sánchez Miño (45+1′), 2:1 Nahuel Tenaglia (80′), 2:2 Leonardo Godoy (86′), 3:2 Jorge Nicolás Figal (90+1′)

Mając szansę zasiąść na fotelu lidera Talleres przegrali w Avellanedzie, mimo udanej pogoni w samej końcówce oddając pełną pulę miejscowemu Independiente. Kordobanie po ekscytującej końcówce ostatecznie musieli uznać wyższość „Czerwonych Diabłów”.

Początki konfrontacji zupełnie nie wskazywały jakoby gościom zależało na odniesieniu zwycięstwa. Zdecydowanie przeważał „Inde”. W 20 minucie groźnie z rzutu wolnego przyrznął Cecilio Domínguez, lecz spotkał się ze świetną interwencją Guido Herrery.

Gospodarze jednak postawili na swoim i u kresu pierwszej połowy objęli dwubramkowe prowadzenie. Wynik otworzył w 34 minucie właśnie Cecilio Domínguez. Paragwajczyk przejął dogranie z boku szesnastki Pablo Péreza, aby bezpośrednim strzałem zza pola bramkowego znaleźć drogę do siatki.

Natomiast już w doliczonym czasie pierwszej połowy bramkarz Herrera popełnił karygodny błąd, który spowodował drugą bramkę dla rywali. Niepotrzebnie wybiegł poza własne pole karne chcąc wybić dośrodkowaną zza połowy futbolówkę. Zamiast ją wybić zderzył się z własnym obrońcą. Piłkę zgarnął Juan Sánchez Miño, żeby niskim uderzeniem zza 16. metra podwyższyć.

Talleres rzucili się do pogoni za wynikiem od początku drugiej odsłony. Między innymi obrońca gospodarzy musiał wybić głową z linii bramkowej strzał oponenta z ostrego kąta.

Natomiast Independiente zaprzepaścił stuprocentową szansę, by podwyższyć – Domingo Blanco w polu bramkowym mając przed sobą tylko pustę bramkę kuriozalnie obił poprzeczkę, zamiast trafić do siatki. Dobijał jeszcze Sebastián Palacios, acz uderzył zbyt lekko i jego próbę Herrera zablokował.

Mierzący się przeciwko byłemu teamowi Palacios chwilę potem zanotował kolejną swoją szansę, ale Guido Herrera obronił jego niskie uderzenie z ubocza szesnastki obronił.

W swoim czwartym oficjalnym spotkaniu dla dorosłej ekipy „La T” młodziutki Brian Guzmán zaliczył dwie asysty i obejrzał czerwony kartonik

 

Wydawało się, iż chłopcy Sebastiána Beccacece pozamiatali. Niestety! „Inde” analogicznie, jak w poprzednim domowym starciu przeciwko Lanús roztrwonił dwubramkową przewagę i to jak na złość pod sam koniec rywalizacji!

Talleres w przeciągu sześciu minut odrobili 0:2 na 2:2, nota bene po golach dwóch nominalnie prawych obrońców! W 80 minucie Nahuel Tenaglia dał sygnał do gonienia wyniku trafiając głową po szybkim rozegraniu kornera dzięki dośrodkowaniu ze skrzydła od młodego Briana Guzmána.

Delegaci pomknęli za ciosem – w 86 minucie Guzmán posłał następną centrę z lewej flanki, po której ofiarną główką na terenie pola bramkowego wyrównał wracający po kontuzji Leonardo Godoy.

Jednakże teraz Independiente nie dał za wygraną, szybko podnosząc się po roztrwonieniu zaliczki. W pierwszej doliczonej minucie przeprowadzili atak, w którym przechylili trzy punkty na swoją stronę. Sebastián Palacios nie strzelił dziś eks-zespołowi, lecz sentymentu też mu nie okazał.

„El Tucu” przejął za polem karnym futbolówkę po wybiciu dośrodkowania z kornera i wrzucił ją z powrotem na teren szesnastki – tam powołany ostatnio nawet do reprezentacji Argentyny obrońca Jorge Nicolás Figal niedopilnowany celną główką rozstrzygnął mecz na korzyść najbardziej utytułowanego klubu w dziejach Libertadores.

Rozgoryczeni Talleres utraciwszy remis dali upust swojej złości. Znakomity dziś młodzian Brian Guzmán nie wytrzymał nerwów. W końcówce doliczonego czasu chamsko zatrzymał wybiegającego na czystą pozycję przeciwnika, za co obejrzał czerwoną kartkę. Dwie asysty i najwyższa kara od sędziego – tak 19-latek wchodzi w pierwszą drużynę solidnego dziś kordobańskiego klubu!

Dodajmy, iż drużyna Independiente jak na ironię losu przez kontuzje straciła w tym pojedynku dwóch niespokrewnionych ze sobą futbolistów o nazwisku Romero – Silvio oraz Lucasa.

Kordobańska drużyna zleciała na najniższy stopień podium, ponieważ do liderującej Boca traci już dwa punkty i mało tego wyprzedził ją San Lorenzo de Almagro.

Natomiast Independiente awansował na dziesiąte miejsce. Jeśli „Los Diablos Rojos” wygraliby swój zaległy pojedynek z Newell’s Old Boys, wówczas dogoniliby Talleres. Zaległości z drugiej kolejki nadrobią jednak dopiero 14. grudnia, więc możemy tylko gdybać w tej kwestii.

Comments are closed.