Przebudzenie Arsenalu, kolejny festiwal River

Po dwóch tygodniach przerwy spowodowanej występami drużyn narodowych wróciła do łask Superliga Argentina. Szóstą jej kolejkę rozpoczęto nie jak zwykle w piątek, a dopiero sobotniego popołudnia. Dlatego wczoraj rozegrano aż pięć spotkań, które dostarczyły wiele emocji. Arsenal de Sarandí znów atakuje pozycję lidera, którą może oddać San Lorenzo. Trzeci raz podczas tejże kampanii do wiwatu dał River Plate, budzi się rewelacyjna do niedawna Defensa y Justicia. Podsumowanie dnia:

Arsenal de Sarandí vs Unión 4:1 (2:0)

Gole – 1:0 Fabio Pereyra (4′), 2:0 Nicolás Giménez (5′), 3:0 Juan Cruz Kaprof (53′), 3:1 Walter Bou (69′), 4:1 Joel Soñora (90+4′)

Jako beniaminek Arsenal wystartował w tych rozgrywkach od trzech zwycięstw, ale następnie oddał pałeczkę pierwszeństwa, bowiem przegrał dwa spotkania pod rząd. Na otwarcie szóstej serii spotkań tegoroczny mistrz drugiej ligi ugościł u siebie przeciętny aktualnie Unión, którego rozłożył na łopatki u samego wstępu zawodów.

Gospodarze objęli prowadzenie po zaledwie czterech minutach od wstępnego gwizdka arbitra. Wówczas trafili po rozegraniu rzutu rożnego – strzał głową stopera Fabio Pereyry, który wyglądał bardziej jak dogranie w pole bramkowe okazał się zbyt trudny dla Marcosa Peano. Zazwyczaj rezerwowy wyskakując do piłki zderzył się ze stojącym obok rywalem, aby przez to kuriozalnie wpuścić futbolówkę do siatki.

Nie był to udany dzień dla obdarzonego szansą Peano. Kilkadziesiąt sekund później skapitulował on drugi raz. Juan Manuel García wyłożył asystę z ubocza pola karnego przedłużoną przez Juana Cruza Kaprofa, po czym Nicolás Giménez z najbliższej odległości wycelował na pustą bramkę.

Unión szukał kontaktowego trafienia, aczkolwiek Jalil Elías zanotował strzał w słupek ze skraju pola karnego, a uderzenie znajdującego się sam na sam Waltera Bou zablokował czujny Maximiliano Gagliardo. Ze strony gospodarzy niecelnie ze skraju szesnastki w dobrej okazji przymierzył Nicolás Giménez.

Arsenal szedł za ciosem i u progu drugiej odsłony objął już trzybramkowe prowadzenie. W 53 minucie Jesús Soraire skutecznie dośrodkował w pole karne, gdzie celnym strzałem głową trafienie zdobył Juan Cruz Kaprof. Wychowanek River Plate do asysty dorzucił własnego gola.

Rozbici goście z Santa Fe kontakt złapali dopiero w pobliżu końcowej fazy spotkania. Dośrodkowanie Ezequiela Bonifacio z rzutu rożnego wykonane w 69 minucie potyczki spożytkował Walter Bou. Wypożyczony z Boca Juniors napastnik celną główką dał „Tatengues” sygnał do pogoni. Jednocześnie zdobył swego drugiego gola w sezonie.

Wcześniej Bou zaliczył też obronioną przez Gagliardo dobitkę wślizgiem zza pola karnego chcąc poprawić odbite od poprzeczki uderzenie Franco Troyanskiego.

Im bliżej końca meczu, tym coraz częściej ofensywną aktywność wykazywali przyjezdni. W doliczonym czasie mogli zdobyć drugiego gola, przybliżającego ich do odrobienia dużej straty – jednakże przypadkowy strzał głową obrońcy Arsenalu nieznacznie minął bramkę Maximiliano Gagliardo.

Przyjezdna drużyna nie wykorzystała żadnej szansy pod koniec starcia. Rewelacyjny beniaminek natomiast całkowicie dobił Unión w końcowych sekundach zmagań. W czwartej, ostatniej doliczonej minucie prawy obrońca Fernando Torrent obsłużył podaniem z boku szesnastki – piłka przeleciała tuż na piąty metr, skąd bezpośrednim uderzeniem gwóźdź do trumny gości wbił zmiennik Joel Soñora.

Napastnik, który urodził się w USA i w nieodległej przeszłości był młodzieżowym reprezentantem Jankesów (jednak posiada argentyńskie obywatelstwo, gdyż jego ojciec – były piłkarz – Diego Soñora jest Argentyńczykiem) trzeci raz podczas tejże kampanii wpisał się na listę strzelców, zostając jednocześnie liderem (aktualnie jest jednym z sześciu liderów) klasyfikacji goleadorów.

Dzięki efektownemu przełamaniu serii porażek Arsenal de Sarandí został nowym wiceliderem tabeli. Chłopcy Sergio Rondiny zbliżyli się na punkt do prowadzącego San Lorenzo, ponieważ papiescy ulubieńcy kilka godzin później swój mecz przegrali.

Unión figuruje w dolnej połowie stawki, a co gorsza poniósł już czwartą porażkę z rzędu! Tak fatalnej passy „Tatengues” nie mieli od sezonu 2012/2013, kiedy to z hukiem spadli do Primera B Nacional. Czyżby posada trenerska Leonardo Madelóna stawała się zagrożona? 

*****************************************************************************

Central Córdoba vs Defensa y Justicia 1:2 (0:0)

Gole – 0:1 Nicolás Fernández (67′), 0:2 Bautista Merlini (70′), 1:2 Jonathan Herrera (90′)

Nowy sezon fatalnie zainicjowała Defensa y Justicia, aczkolwiek wicemistrz Argentyny zdaje się powoli podnosić z kolan. Drugi raz pod rząd „El Halcón” wygrał wyjazdowy bój, dzięki czemu opuścił dno klasyfikacji i wspiął się do jej środkowych rejonów.

Klub walczący o mistrzowską koronę podczas ubiegłego czempionatu Superligi poradził sobie na północy kraju, w Santiago del Estero, gdzie ograł 2:1 anonimowego jeszcze na pierwszoligowych salonach beniaminka.

Pierwsza połowa całkiem wyrównana, chociaż okazje stworzyły sobie obie drużyny nie wyglądały szczególnie obiecująco. Ze strony beniaminka na przykład niecelnie z dalszej odległości przymierzył kolumbijski napastnik Joao Rodríguez.

Natomiast w drugiej DyJ w bardzo krótkim odstępie czasu zadała dwa ciosy outsiderowi. W 67 minucie wynik otworzył Nicolás Fernández trafiając zza pola bramkowego podczas składnej, zespołowej akcji. Poprawił Bautistę Merliniego, który chwilę przed nim nie zdołał poprawnie złożyć się od strzału po dośrodkowaniu Ignacio Alisedy.

Natomiast trzy minuty później sam Merlini zrehabilitował się wcześniejszy niewypał. Tym razem dwaj napastnicy zamienili się rolami. Nico Fernández asystował z ubocza szesnastki, zagrywając w jej drugą połowę – tam natomiast wychowanek San Lorenzo de Almagro znakomitym bezpośrednim przymierzeniem w długi róg nie dał żadnych szans bramkarzowi Diego Rodríguezowi.

Otrzymawszy drugi cios Central Córdoba łapczywie rzucił się do odrabiania strat. Beniaminek złagodził rozmiar wtopy dopiero w ostatniej regulaminowej minucie, kiedy Jonathan Herrera wykorzystując głupią stratę defensywy rywali niskim uderzeniem zza pola karnego zaskoczył czujnego dziś Ezequiela Unsaina. Dla ligowego kopciuszka było jednak za późno na walkę o uniknięcie porażki.

Całą pulę z Santiago del Estero wywiozła DyJ, która w ostatnich trzech meczach wywalczyła siedem punktów i otrząsnęła się już po trzech konsekutywnych wtopach u progu kampanii. Aktualnie „Sokoły” dowodzone przez Mariano Soso są trzynaste w tabeli.

Coraz gorzej wygląda sytuacja Central Córdoba, bowiem „El Ferroviario” zamyka tabelę spadkową, a w ligowej jest dopiero osiemnasty ze zdobytymi pięcioma oczkami. Mało kto, jednak spodziewa się utrzymania w Superlidze po tym zaściankowym klubiku.

*****************************************************************************

Godoy Cruz vs Argentinos Juniors 0:1 (0:1)

Gol – Miguel Torrén (9′)

Trener Diego Dabove w ubiegłym roku sensacyjnie zdobył wicemistrzostwo Argentyny dowodząc Godoy Cruz. Teraz przyjechał do Mendozy jako szkoleniowiec Argentinos Juniors, aby na Estadio Malvinas Argentinas stoczyć bój w swoim byłym miejscu pracy. Sentymentów nie było, ponieważ poprowadził „El Bicho” do zwycięstwa nad eks-klubem.

U wstępu konfrontacji niecelnie z centrum pola karnego przymierzył Damián Batallini, starając się wykorzystać niedopilnowanie pierwszej linii mendoskiego teamu.

Przyjezdni zatryumfowali dzięki szybkiej bramce obrońcy Miguela Torréna. Po zaledwie dziewięciu minutach zawodów z rzutu rożnego dośrodkował również występujący przeciwko byłej ekipie Diego Sosa, natomiast kapitan AJ oddał kozłowany strzał głową, jaki został dziecinnie wpuszczony przez Andrésa Mehringa. Wczorajszego dnia mieliśmy sporo baboli ze strony goalkeeperów.

Ten gol okazał się jedynym podczas całego spotkania. Przyjezdni zanotowali jeszcze kilka okazji do podwyższenia (m.in. defensor Carlos Quintana fatalnie chybił z bliska nad poprzeczką podczas rozegrania kornera), a Godoy Cruz usiłował wyrównać, jednakże dorobek strzelecki tegoż widowiska zwieńczył się na jednym trafieniu.

Dla gości mógł trafić Santiago Silva przejmując piłkę w narożniku pola karnego po kolejnym karygodnym błędzie Mehringa, aczkolwiek bezpośredni strzał wiekowego Urusa okazał się zbyt lekki i tylko obił słupek.

Miejscowi zanotowali gratkę do wyrównania w samej końcówce zawodów, aczkolwiek rezerwowy Sebastián Lomónaco nieznacznie spudłował ze skraju pola karnego chcąc zaskoczyć wybiegającego doń bramkarza Lucasa Chavesa.

Argentinos Juniors wymęczyli tryumf na zachodzie Argentyny i wracając do Buenos Aires z cenną nagrodą. Chłopcy Dabove obecnie są jedynym niepokonanym zespołem obok Boca Juniors tudzież Rosario Central podczas bieżących rozgrywek.

Tryumf w Mendozie pozwolił piłkarzom ze stadionu im. Diego Maradony wkroczyć na najniższy stopień ligowego podium, albowiem team z północnej części stolicy zgromadził już 12 punktów w sześciu meczach.

Wyraźny kryzys dopadł Godoy Cruz, ponieważ „Winiarze” na sześć spotkań przegrali aż pięć i tylko jedno zwyciężyli. Nic dziwnego, iż drużyna kierowana teraz tymczasowego opiekuna Javiera Patalano okupuje przedostatnie miejsce tabeli.

Uczestnik 1/8 finału tegorocznej Libertadores znajduje się w tragicznym położeniu póki co. Ciekawe czy za pół tygodnia „El Expreso del Tomba” przełamie się w Pucharze Argentyny? Będzie jednak ciężko o to, ponieważ tam w 1/8 finału przyjdzie stawić czoła wielkiemu River Plate.

*****************************************************************************

Colón vs San Lorenzo de Almagro 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Luis Rodríguez (30′ – pen.), 1:1 Ángel Romero (48′), 2:1 Wilson Morelo (78′)

Aż trudno stwierdzić czy ten wynik należy zakwalifikować jako niespodziankę. Z jednej strony przecież Colón w zmaganiach ligowych dołuje, ponieważ oszczędza siły na ważniejszą Copa Sudamericana. Mało tego, klub z Santa Fe bez wątpienia przystąpił do tej bitwy zmęczony po zwycięskiej dopiero dzięki rzutom karnym potyczce Copa Argentina z Atlético de Tucumán. Po drugie San Lorenzo to przecież lider stawki.

Z innego punktu widzenia natomiast Colón posiada całkiem silną i szeroką kadrę, która spokojnie może stawić czoła największym potentatom Superligi, zaś „Cuervos” jeszcze w ubiegłym półroczu sami zmagali się z poważnym letargiem. Na arenie ligowej ulubieńcy papieża Franciszka zaczęli zachwycać, ponieważ od razu odpadli w fazie pucharowej Libertadores z wcale nie lepszym od siebie paragwajskim Cerro Porteño.

Dywagować na ten temat można bez końca, ale w każdym razie prawda jest taka, iż dalecy od czuba tabeli „Sabaleros” dokopali liderowi, powodując jego pierwszą wtopę w tej kampanii ligowej. Nie bez kozery stadion Colónu nazywa się Cementario de Los Elefantes, czyli po naszemu „Cmentarzysko Słoni” – wszak w historii największe kluby Argentyny wielokrotnie wyjeżdżały stąd na tarczy.

Jak na ligowego średniaka miejscowi posiadają naprawdę gigantyczny potencjał w ataku. Pierwszy raz team szkolony przez Pablo Lavalléna zaskoczył stołecznego potentata, kiedy mijało półgodziny zawodów.

Wówczas po rozegraniu autu piłka zawędrowała w pole karne, gdzie Luis Rodríguez nastrzelił na rękę występującego przeciw swojemu byłemu klubowi pomocnika Gerónimo Poblete. Sędzia wskazał na wapno, a te wykorzystał sam wiekowy „Pulga”.

32-letni snajper Wilson Morelo nareszcie pokazuje w Colónie swoje strzeleckie umiejętności, którymi niegdyś imponował we własnym kraju

 

San Lorenzo odpowiedział zaraz po przerwie, kiedy sprowadzony niedawno z wolnego transferu Ángel Romero doprowadził do remisu. Jeden z paragwajskich bliźniaków przejął piłkę na uboczu pola karnego, aby następnie z nieco ostrego kąta niskim strzałem znaleźć drogę do bramki. Wprawdzie swoje trzy grosze dorzucił urugwajski goalkeeper Leonardo Burián – ten bowiem kuriozalnie przepuścił futbolówkę między rękami, ale tak czy siak ta znalazła się w siatce i mecz zaczynał się od nowa.

Eks-napastnik brazylijskiego Corinthians, który wybrał koszulkę z numerem 92 na cześć swojego roku urodzenia zdobył drugiego gola w barwach „Azulgrany”. Później San Lorenzo mógł nawet wyjść na plus, jednakże stoper Emanuel Olivera uprzedził stojącego w polu karnym Adama Bareiro i wybił głową przed własnej siatki centrostrzał oponenta.

Szala zwycięstwa jednak znalazła się po stronie lokalnej drużyny, ponieważ w 78 minucie skuteczny ostatnimi czasy kolumbijski napastnik Wilson Morelo przechylił szalę zwycięstwa na rzecz Colónu. Bohater tego spektaklu – „Pulga” sprytnie dośrodkował w szesnastkę z rzutu wolnego wykonywanego na mniej więcej 35. metrze od bramki.

Obrońcy San Lorenzo całkowicie przeoczyli niekrytego Morelo, który przejął centrę i wybiegł sam na sam z Nicolasem Navarro. Takiej gratki Kolumbijczyk mogący pochwalić się tytułem najskuteczniejszego strzelca ubiegłorocznej Copa Libertadores (wówczas był piłkarzem ojczystego Independiente Santa Fe) zaprzepaścić nie mógł! Trafił w akcji jeden na jednego, przesądzając o victorii „Santafesinos”.

Tuż przed końcem „Kruki” wykreowali sobie jeszcze szansę na wyrównanie, ale tę zaprzepaścił inny paragwajski akcent delegatów – Adam Bareiro, gdyż dobijając szczupakiem w okolicy pola bramkowego fatalnie chybił obok słupka.

Cóż, los bywa przewrotny – dwa tygodnie temu San Lorenzo pokonał 2:1 na własnym terenie Unión, zaś teraz identycznym rezultat przegrał wyjazd przeciwko innemu przedstawicielowi miasta Santa Fe.

„Cuervos” póty co nadal są obecni na szpicy tabeli, aczkolwiek wobec premierowej wtopy w Superliga 2019/2020 oddadzą fotel lidera Boca Juniors, jeśli dziś „Xeneizes” ograją Estudiantes La Plata.

Colón póki co zajmuje lokatę dwunastą, uciuławszy siedem oczek. „Los Sabaleros” osiadają zatem dokładnie pośrodku stawki. Priorytetem dlań jest jednak Sudamericana. Już w czwartek ten bardziej znany klub z Santa Fe ugości na swoim „Cmentarzysku” brazylijski Atlético Mineiro. Za cztery noce również wezmie górę nad faworyzowanym oponentem?

*****************************************************************************

Huracán vs River Plate 0:4 (0:3)

Gole – Milton Casco (19′), Ignacio Fernández (34′ – pen.), Exequiel Palacios (45+2′), Nicolás De La Cruz (50′)

A River po chwilowym zastoju w lidze znowu szaleje! Niewątpliwie bezbramkowe El Superclásico pozostawiło niedosyt po obu stronach barykady, więc również „Millonarios” mieniący się teraz tytułem klubowego mistrza Ameryki Południowej kolejny raz potwierdzają, iż to miano posiadają nie przez przypadek.

Trzeci raz w nowym sezonie podopieczni Marcelo Gallardo rozgromili swojego przeciwnika. Po tryumfach 3:0 nad Lanús oraz efektownym 6:1 przeciwko Racingowi Club – mistrzowi kraju, teraz zdeklasowali na wyjeździe Huracán.

Naszpikowany dziś reprezentantami Argentyny zespół gości wielkie torpedowanie zapoczątkował w 19 minucie, kiedy Milton Casco przejął dogranie z ubocza 16-tki Matíasa Suáreza, ażeby wykorzystać gapowatość obrony miejscowych i mocnym uderzeniem zza pola bramkowego pokonać paragwajskiego weteran bramki Antony’ego Silvę.

W 34 minucie z rzutu karnego podwyższył Ignacio Fernández. Najpierw jego strzał w szesnastce ręką zablokował Lucas Bareiro, za co sędzia zarządził jedenastkę. Później „Nacho” sam wymierzył sprawiedliwość.

Natomiast już do przerwy River nokautował Huracán, albowiem prowadzenie wyśrubował Exequiel Palacios, o którego zabiega teraz wiele bogatych klubów. Młodziutki pomocnik reprezentacji Argentyny kontynuując oblężenie bramki oponenta efektownie huknął z dalszej odległości przy słupku, znakomicie poprawiając odbity wcześniej przez bramkarza Silvę strzał kolegi.

Dzieła zniszczenia tuż po przerwie dopełnił Nicolás De La Cruz. Urugwajski następca poważnie kontuzjowanego kolumbijskiego wirtuoza Juanfera Quintero postawił kropkę nad „i” w tej demolce. W 50 minucie spożytkował dogranie z boku szesnastki szarżującego kolumbijskiego atakującego Rafaela Santosa Borré, ażeby wślizgiem z najbliższej odległości dopełnić formalności. Ciemnoskóry Urus strzelił trzeciego gola w kampanii, również stając się jednym z liderów rankingu strzeleckiego.

Na czterech bramkach River wcale nie zamierzał poprzestać, aczkolwiek następnych szans nie zdołali spożytkować. Santos Borre mknął sam na sam z Silvą, aczkolwiek doganiany przez obrońcę musiał zbiec na dość ostry kąt i uderzeniem z niego tylko ostemplował słupek.

Szansę do wpisania się na listę strzelecką wypracował sobie też wprowadzony jako zmiennik Ignacio Scocco, aczkolwiek raz wbiegając w szesnastkę oponenta został powstrzymany do spółki przez bramkarza i wchodzącego w piłkę obrońcę. Natomiast pod sam koniec bitwy znalazł się jeden na jednego z paragwajskim bramkarzem, oddając niestaranny strzał w środek bramki, jaki heroicznie sparował Silva.

Wśród rozbitych gospodarzy podobną okazję, co Scocco tyle tylko, że od boku 16-tki odhaczył Fernando Coniglio, aczkolwiek również został zahamowany wspólnie przez bramkarza oraz defensora.

Dzięki kanonadzie dokonanej na Parque Patricios drużyna River Plate zrównała się punktami z Boca Juniors, przynajmniej tymczasowo wskakując do czołowej czwórki klasyfikacji.

Póki co brygada z El Monumental może pochwalić się zdecydowanie najlepszą różnicą bramek w lidze. Aby przymilić się fotelowi lidera musi jednak oczekiwać również wpadek Boca oraz innych zespołów z czuba tabeli. Do półfinałowych Superclásicos w Libertadores zostało jeszcze trochę czasu, więc w połowie tego tygodnia „Milionerzy” zetrą się z Godoy Cruz pod szyldem 1/8 finału Copa Argentina. 

Huracán do niedawna reprezentował Argentynę w fazie grupowej Pucharu Wyzwolicieli. Tam „El Globo” skompromitował się doszczętnie, zajmując ostatnie miejsce wśród całkiem przystępnej grupy.

Kiepsko idzie im również w Superlidze, ponieważ nie zaznali smaku zwycięstwa od czterech pojedynków. Wskutek mizernych rezultatów aktualnie okupują dopiero dziewiętnastą lokatę.

Pod batutą Juana Pablo Vojvody wcale nie szło im lepiej, aniżeli w poprzednim półroczu za rządów Antonio Mohameda. Trener będący wychowankiem Newell’s Old Boys wobec tego podał się do dymisji. Prawdopodobnie od nowego tygodnia przejmie stery w Godoy Cruz.

Comments are closed.