San Lorenzo liderem, przełom Racingu

Dzień przed El Superclásico rozegrano cztery spotkania piątej kolejki Superliga Argentina. Faworyci ogółem nie zawiedli, albowiem San Lorenzo de Almagro tuż przed wielkimi derbami wtórnie został przodownikiem stawki, natomiast Racing Club wygrywając pierwszy raz w sezonie odbił się od jej dna. Poległ natomiast Independiente, któremu rywal zrewanżował się za Copa Argentina raptem trzy dni później. Relacja:

Argentinos Juniors vs Gimnasia La Plata 1:0 (1:0)

Gol – Matko Miljevic (11′)

Ledwie co kampania się zaczęła, a Gimnasia La Plata zważywszy na kiepskie wyniki oraz rzecz jasna swoją katastrofalną sytuację w tabeli spadkowej już jest murowanym kandydatem do degradacji. „Los Lobos” póki co szurają po dnie klasyfikacji, przegrywając niemal wszystkie mecze. Nota bene, upodobali sobie wtopy rezultatem 0:1!

Jako pierwsi natarli laplateńscy przybyszy, których ku trafieniu przybliżyła szybka kontra. Tej jednak nie potrafił wykorzystać Claudio Spinelli. Długowłosy blondyn wycelował tylko w boczną siatkę uderzeniem z ubocza pola karnego.

Wczorajszego popołudnia rywal prędko strzelił im tę jedyną bramkę, gdyż już w 11 minucie Argentinos Juniors, jak się okazało, przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Wówczas swojego pierwszego gola podczas dorosłej kariery zdobył młody pomocnik o chorwackich korzeniach Matko Miljevic. 20-latek rozkręcił sam akcję i uderzeniem zza pola karnego nastrzelił obrońcę gości, a piłka odbita rykoszetem zmyliła bramkarza i zawędrowała do siatki.

Gimnasia kończyła osłabiona, ponieważ w 74 minucie czerwoną kartkę od nich słusznie obejrzał młody napastnik Khalil Caraballo, który podczas szarży w pole karne pozwolił sobie kopnął w twarz bramkarza oponentów….

Dwukrotnie pokonać gości próbował występujący przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi Santiago Silva. Wiekowy Urugwajczyk jednak nie potrafił odpowiednio wykończyć ataków – raz zza pola bramkowego wycelował prosto w bramkarza, zaś u kresu spotkania nie zdołał dobić strzału autora jedynej bramki Miljevicia sparowanego przez bramkarza – interweniujący Alexis Martín Arias w ostatniej chwili ubiegł go.

Łysy „El Tanque” póki co uniknął kary zawieszenia za stosowanie niedozwolonych środków wspomagających (wynik niedawnej kontroli antydopingowej dał u niego wynik pozytywny), jednak to, co zażywał wyraźnie nie pomaga mu poprawić swojej kiepskiej ostatnimi czasy skuteczności.

U kresu rywalizacji również Gimnasia mogła wyrównać, aczkolwiek po rozegraniu rzutu wolnego ekipa gości zaliczyła minimalnie chybiony strzał głową.

Dzięki tej wygranej niepokonani dotąd Argentinos Juniors wskoczyli na szóstą lokatę, uciuławszy dziewięć oczek.

Dla odmiany Gimnasia z zaledwie jednym punktem okupuje ścisłe dno tabeli. Katastrofalne wyniki u prologu kampanii nakłoniły mało doświadczonego szkoleniowca tej drużyny Hernána Ortiza do rezygnacji ze stanowiska trenera GELP.

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Unión 2:1 (2:1)

Gole – 1:0 Ángel Romero (3′), 2:0 Bruno Pittón (20′), 2:1 Ezequiel Bonifacio (38′)

Głównym beneficjentem ewentualnych wpadek Boca i River aktualnie jest San Lorenzo. Przykładowo na remisie w El Superclásico najbardziej skorzystałby właśnie papieski klub, któremu domowa wygrana pozwoliła przynajmniej na dzień przejąć fotel lidera. Tym razem jedna z najsłabszych drużyn poprzedniej kampanii ligowej sprostała u siebie wymagającemu Uniónowi de Santa Fe.

Wynik na rzecz „Cuervos” otworzyli paragwajscy bliźniacy Romero ściągnięci niedawno z wolnego transferu. Grający już kiedyś w Argentynie dla Racingu Óscar dośrodkował z kornera, po czym na piątym metrze celnie główkował Ángel. Były napastnik brazylijskich Corinthians zdobył swojego pierwszego gola na boiskach kraju srebra.

Delegacja z Santa Fe powinna była wyrównać, aczkolwiek debiutujący w profesjonalnym futbolu 21-letni Gastón Comas nie wytrzymał presji również znalazłszy się samotnie naprzeciw bramkarza. Navarro heroicznie obronił nogą jego strzał.

Gospodarze podążyli za ciosem, podwajając prowadzenie niewiele ponad kwadrans później. Tym razem sentymentalny cios zadał Bruno Pittón. Lewy obrońca bowiem przecież zadał cios byłemu klubowi. W 20 minucie przejął dośrodkowanie z prawej strony Víctora Salazara, aby w centrum pola karnego przypuścić uderzenie, które odbite rykoszetem od Yeimara Gómeza Andrade wleciało do siatki.

To defensor, ale jakże bramkostrzelny w tym sezonie – to już jego trzeci gol w bieżącym czempionacie! Jest w czołówce ligowych strzelców. A jego brat Mauro, który wraz z nim sprowadził do Boedo póki co grzeje ławę.

Druga bramka w plecy już podrażniła Unión na tyle, żeby ruszyć do odrabiania strat. „Tatengues” nawiązali kontakt dzięki trafieniu pod koniec pierwszej połowy Ezequiela Bonifacio. Pomocnik ten przejął wrzutkę z połowy boiska od Jalila Elíasa, a następnie wybiegł sam na sam z Nicolásem Navarro, wykiwał ów bramkarza i skrzętnie trafił sobie na pustą bramkę.

Tuż przed przerwą Bonifacio mógł strzelić po raz drugi, aczkolwiek jego uderzenie głową bohatersko sparował Navarro.

W drugiej połowie także San Lorenzo zaprzepaścił stuprocentową okazję, albowiem paragwajski napastnik Adam Bareiro kuriozalnie spudłował nad poprzeczką zza pola bramkowego przejąwszy dośrodkowanie z ubocza szesnastki.

Unión kończył mecz w dziewięciu, ponieważ u kresu spotkania chłopcy Leonardo Madelóna (który dziś trenował przeciwko byłemu klubowi – pracował dla San Lorenzo w latach 2011-2012) zarobili dwie czerwone kartki.

W 82 minucie wylecieli Damián Martínez za faul, który poskutkował drugą żółtą kartką oraz inny mierzący się przeciwko eks-pracodawcy, obrońca Jonathan Bottinelli. W przypadku kapitana Uniónu – Bottinelliego powodem do wykluczenia go z dalszej gry były chamskie kopnięcie przezeń piłką w leżącego rywala oraz późniejsze nadmierne protesty pod adresem sędziego.

Rzut wolny podyktowany za tamto przewinienie nieomal zakończył się bramką dla CASLA. Po dośrodkowaniu z niego groźnie głową zza pola bramkowego przymierzył Bareiro, lecz Paragwajczyk ponownie farta nie miał, bowiem jego główkę sparował Sebastián Moyano.

Na pięć spotkań San Lorenzo wracający do tego zespołu trener Juan Antonio Pizzi zwyciężył aż cztery, jeden zremisował i „Azulgrana” ze zdobytymi 13 punktami znów sytuuje się na czele tabeli.

W ubiegłym sezonie chłopcy z dzielnicy Boedo spisywali się fatalnie i gdyby nie tabela spadkowa wręcz walczyliby o utrzymanie. Aktualnie ze swoim ukochanym szkoleniowcem znowu ubiegają się o czołowe lokaty – jak wiemy, los bywa naprawdę przewrotny.

Dla odmiany Unión de Santa Fe przegrał już trzecie spotkanie z rzędu, wskutek czego zleciał na dziewiętnastą lokatę. Po poprzednich dwóch naprawdę udanych dla tego klubu sezonach zapowiada się powrót „Tatengues” do przeciętności.

*****************************************************************************

Patronato vs Independiente 1:0 (1:0)

Gol – Lautaro Comas (36′)

Pół tygodnia temu w Pucharze Argentyny drużyna Independiente pokonała 1:0 wyraźnie słabszy od siebie Patronato. Jak wspomnieliśmy jednak, los bywa przewrotny i zaledwie trzy dni od tego meczu „El Patrón” powetował sobie tamtą krzywdę, identycznym rezultatem ogrywając u siebie przedstawiciela czerwonego dystryktu Avellanedy.

Outsider z Międzyrzecza zamierzał uciec strefie spadkowej, więc interesowało go tutaj wyłącznie zwycięstwo. Chłopcy Mario Sciacquy wykorzystali załamanie formy „Inde”, pokonując przed własną publicznością stołecznego potentata.

Jako pierwsi do szturmu ruszyli przyjezdni. Jednakże ich zmasowana ofensywa nie została poprawnie wykończona. Notujący dobry dziś bramkarz miejscowych Matías Ibáñez znakomicie zatrzymał wybiegającego sam na sam Sebastiána Palaciosa, zaś przed skuteczną dobitką uchronił swój zespół wraz z pomocą czujnych obrońców.

Zwycięskiego gola dla teamu z Międzyrzecza zdobył Lautaro Comas. W 36 minucie spotkania przejął on dogranie głową i popędził z piłką w pole karne mając na plecach peleton złożony aż z czterech obrońców. Kiedy jeden z nich doganiał go, wówczas Comas przyrżnął w centrum szesnastki pod poprzeczkę, zaskakując bramkarza.

W drugiej połowie kolejne zmarnowane okazje zaliczył Palacios – wychowanek Boca dwukrotnie mylił się strzałami w dość ostrego kąta. Za pierwszym razem trafił prosto w bramkarza, za drugim fatalnie chybił. Inny piłkarz ukształtowany przez Boca Juniors, a mianowicie pomocnik gospodarzy Julián Chicco spróbował znaleźć drogę do siatki z rzutu wolnego, niestety minimalnie pudłując nad poprzeczką.

Kiedy w Argentynie potencjalnym spadkowiczom błysk strefy spadkowej poważniej zaświeci w oczy, wówczas ci potrafią spisywać się doprawdy wybornie. Patronato właśnie wydostał się spod czerwonej kreski, a zarazem wzbogacając dorobek do dziesięciu punktów tabeli ligowej wskoczył na wysoką czwartą lokatę!

Pokonane „Czerwone Diabły” zgromadziwszy cztery oczka są dopiero trzynaste. Nie wygląda na to, aby Sebastián Beccacece tchnął nowego ducha w tę ekipę….

*****************************************************************************

Racing Club vs Godoy Cruz 3:1 (3:1)

Gole – 1:0 Darío Cvitanich (32′), 1:1 Santiago García (38′), 2:1 Lisandro López (43′), 3:1 Diego González (45+1′)

Mistrzowie Argentyny dopiero w piątej kolejce doczekali się premierowej victorii w tym sezonie. Racing poradził sobie z Godoy Cruz, któremu dokopał dzięki heroicznemu zrywowi pod sam pierwszej połowy. „La Academia” uratowała więc honor Avellanedy. Wszystkie gole na El Cilindro padły w ostatnim kwadransie pierwszej części.

Pierwsze ciekawsze próby ze strony chłopców Eduardo Coudeta to minimalnie chybiony nad bramką centrostrzał z prawego skrzydła Waltera Montoyi tudzież dalekosiężna próba Lisandro López w trudzie sparowana przez goalkeepera.

Pierwsze trafienie „La Academia” zanotowała tuż po upływie półgodziny konfrontacji. Wówczas Darío Cvitanich otworzył wynik za sprawą akcji przeprowadzonej przez całe boisko. Walter Montoya podał mu ze środka pola, zaś wiekowy napastnik o chorwackich korzeniach niskim strzałem w krótki róg pokonał Roberto Ramíreza.

Odpowiedź Godoy Cruz nastąpiła zaledwie sześć minut później, kiedy wyrównał król strzelców Superligi sprzed dwóch kampanii. Urugwajski napastnik Santiago García przejął centrę z prawego skrzydła Agustína Manzura, dzięki której głową pokonał Gabriela Ariasa. „El Morro” drugi bój pod rząd wpisał się na listę goleadorską.

Jednak remis 1:1 trwał jeszcze krócej, aniżeli pierwotnie prowadzenie Racingu, bo zaledwie przez pięć minut. U kresu pierwszej odsłony aktualny czempion kraju tanga pozbawił jakichkolwiek złudzeń ekipę „Winiarzy”.

W 43 minucie najskuteczniejszy piłkarz ubiegłej kampanii, czyli Lisandro López wykorzystując karnego dał wtórne prowadzenie rozochoconym gospodarzom. Jedenastkę sędzia podyktował za faul na Cvitanichu.

Natomiast już w doliczonym czasie pierwszej części drugą asystą popisał się Montoya skutecznie dośrodkowując z kornera, zaś Diego González celną główką podwyższył na 3:1. „Pulpo” zdobył swoją pierwszą bramkę po powrocie z Meksyku. Ten gol całkowicie przesądził o losach spotkania.

W drugiej odsłonie Racing generalnie skupił się na bronieniu wyniku. Dwukrotnie możliwość złagodzenia rozmiar porażki Godoy Cruz odnotował Juan Francisco Brunetta. Niemniej były zawodnik Belgrano tudzież Arsenalu de Sarandi raz minimalnie przestrzelił obok słupka z rzutu wolnego, a ponadto nie zaskoczył Ariasa niskim uderzeniem ze skraju pola karnego podczas swej szarży w pole karne Racingu.

Jeszcze w przedostatniej regulaminowej minucie czerwoną kartkę za chamskie uderzenie w twarz przeciwnika zarobił wprowadzony tu jako zmiennik – Jonathan Cristaldo. Arbiter German Delfino nie miał skrupułów, bo zachowanie atakującego miejscowych było zaiste paskudne. Osłabienie przez końcowe chwile jednak nie uprzykrzyło życia miejscowym, bowiem ci dowieźli 3:1 do ostatniego gwizdka.

Najlepszy team poprzedniego czempionatu Superligi dzięki pierwszemu zwycięstwu w tych rozgrywkach odskoczył od dna tabeli, ale nadal wśród tabeli plasuje się bardzo nisko. Przed Eduardo Coudetem i jego podopiecznym jeszcze wiele pracy. Godoy Cruz wciąż tymczasowo dowodzony przez Javiera Patalano jest w tabeli jeszcze niżej.

Comments are closed.