Kluby z Rosario zmieniły się w strefie spadkowej

Cztery sobotnie mecze rozkręciły czwartą kolejkę Superligi. Mieszane nastroje panują w mieście Leo Messiego, ponieważ do strefy spadkowej zlecieli tamtejsi Newell’s Old Boys, natomiast spod czerwonej kreski wydostał się Rosario Central. Przełamali się Vélez Sarsfield oraz Defensa y Justicia osiągając dopiero pierwsze zwycięstwa w sezonie. Głównym aktorem dzisiejszych spektakli był nowy reprezentant Argentyny – Nicolás Domínguez. Relacja:

Gimnasia La Plata vs Defensa y Justicia 0:1 (0:0)

Gol – Rafael Delgado (73′)

Już trzeci raz w bieżącym roku DyJ dokopała Gimnasii! Dwukrotnie ograła laplateńczyków w lidze, a do tego wyeliminowała ich z Pucharu Argentyny (GELP na pocieszenie zostaje podwójny tryumf nad wicemistrzem Argentyny w 1/8 finału Copa de La Superliga). Obie drużyny spotkały się ze sobą oficjalnie już piąty raz w 2019. Minimalnie lepiej z tych porachunków wyszła Defensa y Justicia.

W poprzedniej kolejce drużyna ze stołecznego miasta Florencio Varela poniosła domową klęskę 0:3 przeciwko beniaminkowi Arsenalowi de Sarandi, co nieomal przelało czarę goryczy. Mierzący się dzisiaj przeciwko byłemu klubowi trener Mariano Soso jednak ocalił swoją posadę i otrzymał ostatnią szansę na poprawę rezultatów. Póki co ów szansy nie zaprzepaścił.

Pod koniec pierwszej połowy groźnie z rzutu wolnego przymierzył Nicolás Fernández, a jego uderzenie w trudzie nad poprzeczką wybił Alexis Martín Arias.

Podczas drugiej odsłony dwukrotnie dla Gimnasii trafić mógł Horacio Tijavonich. Za pierwszym razem Ezequiel Unsain obronił jego uderzenie głową zza piątego metra, a ponadto zablokował również niski strzał nogą z centrum pola karnego, kiedy napastnik miejscowych przy obrońcach utorował sobie pozycję do uderzenia.

„Sokoły” nie zamierzały tracić punktów spotkanie pod rząd (wliczając jeszcze poprzedni sezon oraz krajowe puchary wygrali tylko raz na dziewięć ostatnich spotkaniach i to ograli zaledwie 1:0 trzecioligowca).

Spoglądając na piłkarza Gimnasii pośrodku zdjęcia wypada wypomnieć, iż w laplateńskim klubie faktycznie za pewien czas może zacząć się płacz. Drużyna „El Tripero” okopuje się na abisalu tabeli spadkowej i widmo spadku do drugiej ligi staje się dla niej coraz jaskrawsze.

 

Posuchę przerwali w 73 minucie, kiedy dośrodkowanie z rzutu wolnego posłał pomocnik. Piłkę równo na linii końcowej boiska wygarnął Nico Fernández. Odegrał do tyłu – w centrum pola karnego futbolówkę nieudolnie próbował wybić głową napastnik rywali Claudio Spinelli.

Długowłosy blondyn posłał ją na skraj 16-tki, gdzie też głową dograł ją przed piąty metr Ignacio Aliseda wracający z Igrzysk Panamerykańskich wykładając piłkę Rafaelowi Delgado. Lewy obrońca bezpośrednio uderzył z bliższej odległości nie dając żadnych szans Ariasowi.

Bramkarz pokonanych oraz kilku zawodów Gimnasii rzuciło się z pretensjami do arbitra liniowego oraz głównego, jednak nie przekonali rozjemców do zmiany decyzji o uznaniu gola. Trzeba przyznać, iż tutaj sędziowska obsada nie pomyliła się, ponieważ piłka nie opuścił boiska całym obwodem.

Pod koniec rywalizacji gospodarze kilkukrotnie natarli bramkę wicemistrzów poprzedniej kampanii Superligi, jednakże nie znaleźli sposobu na świetnie dysponowaną defensywę Defensy y Justicia.

DyJ tryumfując na stadionie El Bosque w La Placie przerwała serię porażek, wydźwignąwszy się z ostatniego miejsca klasyfikacji. Dla kontrastu Gimnasia przez tę wtopę jeszcze solidnej obwarowała się na samym dnie tabeli spadkowej.

*****************************************************************************

Vélez Sarsfield vs Newell’s Old Boys 3:1 (1:1)

Gole – 1:0 i 2:1 Nicolás Domínguez (30′, 62′), 1:1 Maxi Rodríguez (38′), 3:1 Lucas Janson (71′)

Obie ekipy przystąpiły do tego spotkania niezwykle głodne. Aspirujący do górnych lokat tabeli Vélez chciał nareszcie wygrać w tym sezonie, a Newell’s Old Boys nie zamierzali wracać do strefy spadkowej. To ambicje faworyzowanych gospodarzy wzięły górę.

Najpierw z rzutu wolnego spróbował Lucas Robertone, aczkolwiek tutaj przyzwoitą interwencją wykazał się goalkeeper przybyszy z Rosario.

Kiedy mijało półgodziny konfrontacji „El Fortín” otworzyli cios po wprost fenomenalnej akcji poprowadzonej środkiem pola. Obrońca i aktualny kapitan drużyny Lautaro Giannetti z centrum boiska zapędził się na połowę oponenta.

Zaadresował podanie do Maximiliano Romero. Młodzieżowy reprezentant Argentyny przejął futbolówkę mając obronę na plecach – jednak na boku wypatrzył Nicolása Domíngueza. Utalentowany napastnik podał nadbiegającemu blondynowi, który wybiegł sam na sam z Alanem Aguerre i pokonał w klarownej akcji bramkarza występującego dziś przeciwko swojemu macierzystemu klubowi.

Pierwszym prowadzeniem Vélez jednak cieszył się krótko. Kilka minut NOB wywalczyli jedenastkę po faulu w obrębie pola karnego. Podszedł do niej Maxi Rodriguez. Strzał weterana wybił przed siebie Lucas Hoyos, aczkolwiek „Fiera” zdążył z dobitką, finalnie trafiając do siatki. Pierwszy w tym sezonie gol po dobitce strzału z wapna.

Nicolás Domínguez gotowy do debiutu w „Albicelestes”! Przy okazji zobaczcie, iż na dole koszulki Vélezu naszyta jest flaga Japonii. Otóż dlatego, iż klub z El Fortín de Liniers współpracuje z krajem kwitnącej wiśni, do którego ma sentyment, gdyż w 1994 roku tam właśnie zdobył swoje najcenniejsze trofeum w dziejach – Puchar Interkontynentalny.

 

Chłopcy Gabriela Heinze (który nota bene dowodził tutaj przeciwko klubowi, w którym się wychował) nie załamali się jednak utratą przewagi. Zaraz po upływie godziny boju drugi raz wyszli na plus. Wyprowadzili następną akcję środkiem boiska za pośrednictwem Maxiego Romero. Wypożyczony z holenderskiego PSV Eindhoven napastnik podał na bok szesnastki, stamtąd dośrodkowanie Lucasa Jansona, jakie spożytkował Nicolás Domínguez. Tym razem heroicznym strzałem głową w centrum szesnastki drugi raz powodując kapitulację Aguerre.

21-letni pomocnik tego popołudnia udowodnił Lionelowi Scaloniemu, że powołanie go do dorosłej reprezentacji Argentyny na wrześniowe mecze towarzyskie nie było dziełem pomyłki. Miejmy nadzieję, iż farbowany blondyn nie okaże się farbowanym lisem w kadrze „Albicelestes”.

Vélez pomknął za ciosem, niecałe dziesięć minut później rozwiewając resztkę złudzeń gości. Ofensywę zapoczątkowaną wrzutem z autu genialnie rozkręcił Lucas Robertone – w polu karnym ofiarnym wślizgiem podał autorowi dubletu, po chwili otrzymał odeń podanie zwrotne i zagrał na bok niepilnowanemu Jansonowi.

Skaperowany z Tigre napastnik nie zadowolił się asystą – w 71 minucie spożytkował klarowną szansę, zdobywając własną bramkę i jednocześnie notując swe pierwsze trafienie dla nowego klubu.

Warto przy okazji pokreślić, iż w drugiej połowie wszedł tutaj na boisko weteran pomocy Fernando Gago. 33-letni „Pintita” rozegrał swój pierwszy od ponad pół roku mecz po dramatycznej kontuzji zerwania ścięgna Achillesa, jakiej nabawił się jeszcze w barwach Boca pod koniec Superfinału Libertadores.

Dzięki premierowej victorii „Fortíneros” wzbogacili dorobek do czterech punktów – wciąż czeka ich mnóstwo pracy. Przed tygodniem wtopili 1:3 w Lanús, teraz identycznym rezultatem dokopali „Trędowatym”.

Newell’s pozostali w czołowej dziesiątce tabeli, ale co z tego skoro w tabeli spadkowej osunęli się do czerwonej strefy.

*****************************************************************************

Rosario Central vs Patronato 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Maximiliano Lovera (33′), 1:1 Julián Chicco (65′)

Starcie dwóch kandydatów do spadku, jacy dotychczas ex-aequo otwierali tabelę spadkową, gdyż mają identyczny współczynnik punktowy! Na Estadio Gigante de Arroyito nieoczekiwanie padł remis i…. obie drużyny póki co razem zajmują pierwsze spadkowe miejsce, ponieważ zgodnie w tabeli „descenso” wyprzedziły Newell’s Old Boys.

Wszystko rozpoczęło się zgodnie z planem. Początkowo pierwsze skrzypce grał młody napastnik miejscowych Maximiliano Lovera. Jego uderzenie zza pola karnego jakoś wybił bramkarz, lecz w 33 minucie właśnie on dał prowadzenie lokalnej ekipie.

Przejąwszy centrę Nahuela Moliny Lucero z drugiej strony boiska na uboczu szesnastki Lovera miał dwóch obrońców naprzeciw. Utorował sobie pozycję do strzału, po czym znakomicie uderzył w długi róg na boku szesnastki – nie dał kompletnie nic do powiedzenia Matíasowi Ibáñezowi.

Oprócz tego również wiekowy defensor gospodarzy Matías Caruzzo zanotował okazję do trafienie, aczkolwiek jego mocne, niskie uderzenie z centrum szesnastki Ibáñez przykładnie wybił na korner. Patronato do przerwy stracił tylko jednego gola, za to wypadło im aż dwóch piłkarzy – wobec kontuzji boisko musieli opuścić Gabriel Compagnucci oraz Hugo Silveira.

Szkoleniowcy Rosario Central i Patronato, odpowiednio Diego Cocca oraz Mario Sciacqua są dość podobni do siebie. Jednak nie łączy ich żadne pokrewieństwo

 

Kiedy w 55 minucie czerwoną kartkę za brutalne wejście w nogi rywala zarobił pomocnik przyjezdnych Damián Lemos wydawało się, iż jest już kompletnie pozamiatane.

I co by nie mówić, w takiej sytuacji nadmierna pewność siebie zgubiła „Canallas”. Zdeterminowane Patronato wyrównało bowiem radząc sobie w osłabieniu! W 65 minucie na 1:1 trafił młody pomocnik Julián Chicco.

Wypożyczony z Boca Juniors 21-latek zanotował swe dziewicze trafienie podczas zawodowej kariery! Na około 30. metrze przejął złe wybicie oponenta, wymienił podanie ze stojącym obok Santiago Rosalesem, ażeby w gąszczu oponentów doskonale przyrżnąć przy słupku zza pola karnego. Jeremías Ledesma musnął piłkę palcami, ale nie zdołał zapobiec stracie gola.

Osłabiony Patronato zniwelował przewagę „Kanalii”, a ponadto utrzymał remis musząc radzić sobie z jednym zawodnikiem mniej. U kresu spotkania fenomenalną interwencją popisał się wiekowy stoper gości Federico Mancinelli – łysy piłkarz poprawił nieodpowiednio interweniującego bramkarz, wybijając głową sprzed bramki próbę lobu Diego Zabali.

Poza tym jednak 37-latek w jednej akcji dotknął piłki ręką we własnej szesnastce, acz na szczęście jego i całej ekipy „El Patrón” sędzia tego nie zauważył.

Jak wspomnieliśmy na początku jedni i drudzy razem okupują najwyższe miejsce spadkowe. Gdyby taka sytuacja przydarzyła się po zakończeniu fazy grupowej przyszłorocznej Copa de La Superliga, wówczas Central oraz Patronato musiałyby stoczyć ze sobą dodatkowy baraż o utrzymanie.

*****************************************************************************

Independiente vs Colón 2:0 (1:0)

Gole – Lucas Acevedo (12′ – samobój), Silvio Romero (90+4′)

Starcie dwóch ćwierćfinalistów tegorocznej Sudamericany. Wyeliminowany już z kontynentalnego Independiente przewyższył w Avellanedzie przyjezdny Colón. Chłopcy długowłosego Sebastiána Beccacece wreszcie przełamanie letarg i zaprezentowali się na miarę oczekiwań, gdyż dotychczas wyraźnie kuleli u progu kampanii.

Gospodarzom szczęście uśmiechnęło się w 12 minucie, kiedy fartownie uzyskali prowadzenie. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Gastón Silvy niefortunnie przeciął defensor przyjezdnych Lucas Acevedo głową posyłając futbolówkę między słupki. Później niezłą szansę zaliczył Pablo Pérez, aczkolwiek minimalnie pomylił się strzałem głową z centrum szesnastki.

U kresu premierowej odsłony Colón zmarnował świetną okazję do wyrównania. Dośrodkowanie Christiana Bernardiego prawą stroną zawędrowała w pole bramkowe, skąd skuteczny ostatnimi czasy Kolumbijczyk Wilson Morelo tym razem nie popisał się – strzałem głową kuriozalnie chybił nad poprzeczką.

Wprawdzie do przerwy delegacja z Santa Fe jeszcze nawiązała równorzędną walkę, acz po zmianie stron dominacja Independiente nie pozostawiła jakichkolwiek złudzeń. Urugwajczyk Gastón Silva huknął nisko z rzutu wolnego, zmuszając do interwencji Leonardo Burián – ten wybił piłkę delikatnie przed siebie, a za chwilę zapobiegł dobitce.

Christian Bernardi (w białym stroju) u progu kampanii jest czołową postacią Colónu, aczkolwiek minionej nocy niewiele wskórał przeciwko „Inde”.

 

Sebastián Palacios nisko przymierzył z ubocza szesnastki, ale i tutaj Urugwajczyk był na posterunku. Dwukrotnie miejscowi notowali interesujące okazje w polu karnym, lecz w obu przypadkach ich zawodnicy minimalnie pudłowali obok słupka.

Ponadto prawy obrońca z krótkim epizodem w argentyńskiej drużynie narodowej Fabricio Bustos pokusił się o dalekosiężne huknięcie, po którym ofiarnie piąstkować musiał urugwajski weteran bramki gości delegatów Leonardo Burián. Mało tego, Juan Sánchez Miño posłał bombę zza pola karnego, jaką 35-letni goalkeeper sparował przed siebie – następnie dobrym wybiciem wyręczył go defensor.

Formalności dopełnił pod sam koniec konfrontacji Silvio Romero. W ostatniej doliczonej minucie szybkie i zarazem pomysłowe rozegranie kornera przez miejscowych. Sprowadzenie akcji przed linię końcową boiska przez Nicolása Domingo, a za chwilę dośrodkowanie Bustosa z linii bocznej szesnastki zawędrowało w okolicy piątego metra – tam znalazł się lider klasyfikacji strzelców Copa Sudamericana 2019, celną główką przypieczętowując tryumf „Inde”.

Buriána za wpuszczone gole winić nie można. Gdyby nie on, wówczas chłopcy Pablo Lavalléna zostaliby zmasakrowani na Estadio Libertadores de América.

To szóste konsekutywne zwycięstwo Independiente nad Colónem w oficjalnych starciach. Na własnym stadionie czerwony dystrykt Avellanedy szczególnie dotkliwie potrafi upokorzyć „Sabaleros”.

Aktualnie „Czerwone Diabły” okupują dziewiątą lokatę ze zdobytymi sześcioma oczkami, ale przecież mają przed sobą zaległe starcie u siebie przeciwko Newell’s Old Boys – niebawem powinni zatem wspiąć się wyżej. Dysponujący jedynie trzema punktami Colón figuruje o dziesięć pozycji od swoich dzisiejszych pogromców.

Comments are closed.