Przełom Lanús, rewelacyjny beniaminek

Oprócz tryumfu Boca Juniors nad Aldosivi w niedzielę rozegrano trzy inne spotkania trzej kolejki Superliga Argentina. Samodzielnym liderem Superligi stał się Arsenal de Sarandí będący beniaminkiem. „El Viaducto” rozgromił na wyjeździe aktualnego wicemistrza kraju. Natomiast Lanús zrewanżował się Vélezowi za upokorzenia poniesione w ostatnim półroczu.

Patronato vs Huracán 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Gabriel Ávalos (3′), 2:0 Hugo Silveira (59′), 2:1 Norberto Briasco-Balekian (76′)

Kandydaci do spadku całkiem dobrze sobie radzą u progu sezonu. Patronato wziął górę nad teoretycznie mocniejszym od siebie Huracánem. W Międzyrzeczu strzelanie rozpoczęło się zaledwie trzy minuty od momentu pierwszego gwizdka arbitra, kiedy napastnik gospodarzy Gabriel Ávalos wpakował futbolówkę do bramki. Dośrodkowanie z kornera Mathíasa Abero spożytkował Paragwajczyk głową pokonując swojego rodaka Antony’ego Silvę.

Okazję do podwyższenia zanotował Hugo Silveira. Urugwajski ciemnoskóry napastnik biegnąc z kontrą wyminął bramkarza, jednak źle ustawił się do uderzenia i mając naprzeciw siebie obrońcę stojącego w bramce kuriozalnie chybił nad poprzeczką.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W 59 minucie Urus wynagrodził zmarnowaną gratkę. Wówczas otrzymawszy centrę z prawej strony boiska od Gabriela Compagnucciego złożył się do strzału głową i takim niepełnym szczupakiem z piątego metra spowodował drugą kapitulację rezerwowego goalkeepera reprezentacji Paragwaju.

Kolejne okazje dla Patronato marnowali zmiennik Cristian Tarragona, któremu z najbliższej odległości nie udało się pokonać Silvy podczas zmasowanego oblężenia bramki przyjezdnych. Później Silveirze zabrakło zimnej krwi pod polem karnym, gdy szarżował niezwykle błyskawicznym atakiem – jego uderzenie z ubocza szesnastki znakomicie wychwycił Silva.

Wczorajszego popołudnia na Estadio Bartolomé Grella w Paranie strzelało doprawdy międzynarodowe towarzystwo – najpierw Paragwajczyk, potem Urugwajczyk, a na koniec będący Argentyńczykiem reprezentant Armenii. W 76 minucie kontaktową bramkę dla „El Globo” zanotował Norberto Briasco-Balekian, który efektownie zwiódł obrońcę podbijając sobie futbolówkę i z centrum 16-tki pokonał Matíasa Ibáñeza celnym uderzeniem w środek bramki.

Pod sam koniec pojedynku z rzutu wolnego wyrównać chciał Lucas Bareiro, niemniej jego uderzenie w środek bramki ze stałego fragmentu gry zablokował Ibáñez. „El Patrón” dowiózł korzystny rezultat do końcowego gwizdka arbitra.

Patronato zaliczył drugą victorię podczas tejże kampanii, ale ciągle nie wydostał się ze strefy spadkowej. Huracán póki co uciułał cztery oczka, a tę drużynę bez wątpienia stać na więcej.

*****************************************************************************

Defensa y Justicia vs Arsenal de Sarandí 0:3 (0:2)

Gole – Lautaro Parisi (10′), Gastón Álvarez Suárez (37′), Joel Soñora (74′)

W poprzednim sezonie o mistrzowską koronę niespodziewanie walczyła DyJ. Czyżby teraz w tej bitwie miał liczyć się niedawny drugoligowiec – Arsenal de Sarandí? Beniaminek w każdym razie póki co jest jedynym zespołem, który rozpoczął zmagania trzema konsekutywnymi wygranymi.

Na samym wstępie meczu przyjezdni pokusili się o strzał zza pola połowy, który na mniej więcej szesnastym metrze ofiarnie zahamował źle ustawiony Ezequiel Unsain.

Pogrom „Sokołów” na ich stadionie we Florencio Varela zapoczątkował Lautaro Parisi w 10 minucie. Blond włosy napastnik przejął asystę z połowy boiska od Nicolása Giméneza, a następnie popędził sam na sam z bramkarzem, który na krańcu szesnastki pokonał niskim przymierzeniem w długi róg bramki.

Arsenal podążył za ciosem. Najpierw po wybiciu piłki z kornera przez rywala zza pola karnego bezlitośnie huknął Fernando Torrent, jednakże jego torpedę nad bramką sparował goalkeeper. Natomiast w 37 minucie podwyższył Gastón Álvarez Suárez – na środku boiska przejął futbolówkę od nieuważnego oponenta, popędził z nią w pole karne, skąd przyrżnął ile sił w nodze od poprzeczki celując do „pajęczyny”.

Jeszcze przed kwadransem odpoczynku Nicolás Giménez powinien był trafić na 3:0, ale mając przed sobą niemal pustą bramkę po bezmyślnym wybiegnięciu poza własne pole karne Unsaina stanął przed niemal pustą bramką i zza szesnastki tylko obił jej słupek, mając przed sobą wyłącznie jednego obrońcę.

Dobrą sytuację zaprzepaścił także Ezequiel Rescaldani w drugiej odsłonie – obsłużony podaniem z boku szesnastki od Parisiego fatalnie chybił obok słupka bezpośrednim uderzeniem oddanym na jej krańcu.

Gwóźdź do trumny DyJ wbił ten sam piłkarz, który dwa tygodnie temu ukoronował tryumfu Arsenalu w Mendozie przeciwko Godoy Cruz, czyli Joel Soñora.

Argentyńczyk o jankeskim obywatelstwie na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu wbił gwóźdź o trumny wicemistrzom poprzedniego sezonu. Przejął dogranie od Álvareza Suáreza i kompletnie pominięty przez gapowatą defensywę znalazł się jeden na jednego z Unsainem. Klarowną szansę odpowiednio zwieńczył mocnym uderzeniem w środek bramki.

Takiej sytuacji nie przeczuwał chyba nikt. Beniaminek jest na czele tabeli odnotowawszy komplet zwycięstw, a aktualny wicemistrz kraju zamyka tabelę z zerowym dorobkiem. Ciekawe czy Arsenal potrzyma obiecującą passę w przyszłym tygodniu, gdy będzie podejmować u siebie San Lorenzo?

*****************************************************************************

Lanús vs Vélez Sarsfield 3:1 (0:0)

Gole – 1:0 Lautaro Giannetti (48′ – samobój), 1:1 Lautaro Acosta (51′ – samobój), 2:1 José Sand (56′ – pen.), 3:1 Nicolás Orsini (90′)

W poprzednim półroczu na przełomie kwietnia i maja Lanús aż trzykrotnie uległ Vélezowi – pod koniec ligowych rozgrywek poniósł klęskę 0:4 na El Fortín de Liniers, a potem jeszcze dwukrotnie wtopił w 1/8 finału Copa de La Superliga. Tym razem „El Granate” urządził vendettę za tamte mecze.

Do przerwy żadne bramki nie padły. Ciekawszą akcję zanotował boczny atakujący lokalnej ekipy Marcelino Moreno. Możliwość trafienia sprezentowali mu defensorzy gości, którzy idiotycznie stracili piłkę. Aczkolwiek agresora poskromił Lucas Hoyos. Bramkarz Vélezu wybiegł do piłki, skutecznie interweniując.

Wszystkie gole padły po zmianie stron, a pierwsze dwa okazały się samobójami. W 48 minucie Lanús ukąsił pierwszy raz, kiedy strzał z ubocza pola karnego Lucasa Very przeciął obrońca Lautaro Giannetti – niechcący tym sposobem przelobował rzucającego się bramkarza Lucasa Hoyosa, kierując futbolówkę do własnej bramki.

Aczkolwiek odpowiedź Vélezu nastąpiła zaledwie trzy minuty później. Dośrodkowanie z lewej flanki Francisco Ortegi równie niefortunnie przeciął w polu karnym Lautaro Acosta również pakując feralnego „swojaka”.

Worek z bramki prędko rozwiązał się u progu drugiej odsłony. Goście tylko przez pięć minut cieszyli się remisem 1:1, ponieważ krótko po drugim tego wieczora samobóju sprokurowali rzut karny, faulując we własnej szesnastce Marcelino Moreno. Jedenastkę skrzętnie wykorzystał wiekowy snajper miejscowych José Sand i gospodarz ponownie miał prowadzenie w swoich objęciach.

Wyrównać dla delegatów ze stadionu imienia José Amalfitaniego chciał Lucas Janson, aczkolwiek zawodnik sprowadzony z Tigre swoim strzałem głową nie przechytrzył Agustína Rossiego, który jakoś wybił futbolówkę poza linię końcową murawy.

Drużyna z południowego Buenos Aires resztkę wątpliwości rozwiała w ostatniej regulaminowej minucie, świetnie wykańczając kontratak. Podania utalentowanego Pedro De La Vegi we własnej szesnastce nie zdołał zatrzymać defensor, co skrzętnie wykorzystał wpuszczony na boisko sekundy wcześniej napastnik Nicolás Orsini z bliskiej odległości znajdując drogę do pustej siatki. Cóż za wejście smoka byłego snajpera drugoligowego Sarmiento de Junín!

Obie ekipy nadal figurują poza czołową dziesiątką klasyfikacji. Lanús jest jedenasty, a Vélez dopiero dwudziesty. „El Granate” uciułał o trzy oczka więcej od swojego niedzielnego przeciwnika.

PS. Warto zauważyć, iż przed każdym meczem tejże kolejki kapitanowie drużyn podczas minuty ciszy robią sobie dziurę w koszulce na wysokości brzucha i podczas milczenia trzymają w niej palec. To gest upamiętnienia zmarłego kilka dni temu w wieku 62 lat José Luisa Browna – byłego obrońcy i reprezentanta Argentyny, mistrza świata z 1986 roku.

Były piłkarz o przydomku „Tata” w ten właśnie sposób (palcem w dziurze koszulki) celebrował gola zdobytego w finale Mundialu 86 przeciwko Niemcom.

Comments are closed.