Historyczna deklasacja w wykonaniu River!

Superliga wróciła po dwóch tygodniach przerwy spowodowanej prawyborami prezydenckimi w Argentynie. Takiego festiwalu strzeleckiego dotąd River Plate nie urządził sobie przenigdy w historii. „Millonarios” we wczorajszym klasyku znokautowali 6:1 na wyjeździe obecnego mistrza Argentyny – Racing Club. Oto podsumowanie tego oraz innych piątkowych i sobotnich starć trzeciej kolejki Superliga Argentina:

Racing Club vs River Plate 1:6 (1:3)

Gole – 1:0 Augusto Solari (3′), 1:1 i 1:2 Rafael Santos Borré (35′, 36′), 1:3 Matías Suárez (38′), 1:4 Ignacio Fernández (64′ – pen.), 1:5 Nicolás De La Cruz (68′), 1:6 Ignacio Scocco (71′)

Wydawałoby się, że tak wysokie pogromy w derbowych konfrontacjach należą do zamierzchłej przeszłości. Chłopcy Marcelo Gallardo jednak postanowili nawiązać do dawnych dziejów i minionej nocy na Estadio El Cilindro tak hucznie roznieśli w pył tryumfatora ostatniej kampanii ligowej.

Nota bene zdeklasowali odwiecznego rywala mając w perspektywie ćwierćfinałowe starcie Libertadores przeciwko paragwajskiemu Cerro Porteño za trzy dni. Legenda „La Máquina” mogłaby im pozazdrościć tak wybornej dyspozycji!

Argentyński hit weekendu nota bene rozpoczął się po myśli Racingu. Co więcej, już w 3 minucie River został ugodzony przez swojego wychowanka! Dobre złego początki stały się udziałem Augusto Solariego. Pomocnik ten przejął dogranie z lewego boku od Alexisa Soto (który wcześniej na skrzydle odebrał piłkę Gonzalo Montielowi), aby następnie wybiec sam na sam z Franco Armanim i trafić zza pola bramkowego. Bardzo mądrze tutaj zachował się Lisandro López – przepuścił futbolówkę zagrywaną przez Soto, zostawiając ją lepiej ustawionemu koledze.

Niemniej, kiedy minęło półgodziny starcia „Millonarios” brutalnie spacyfikowali gospodarzy, w ciągu mniej więcej 180 sekund ładując im aż trzy gole. W 35 minucie stan rywalizacji wyrównał Rafael Santos Borré. Kolumbijczyk podczas kontrataku przez niemal połowę boiska biegł samopas z piłką przy nodze, następnie wybiegł sam na sam z Gabrielem Ariasem i ostatecznie pokonał wybiegającego doń reprezentanta Chile przymierzeniem zza pola karnego.

Za chwilę dorzucił drugą bramkę, wznosząc River na prowadzenie. Kolejny świetny atak przyjezdnych środkiem pola, a tym razem Santos Borré formalności dopełnił trafiając wślizgiem do pustej siatki, otrzymawszy dogranie od Matíasa Suáreza. Tym samym niegdysiejszy niewypał transferowy Atlético Madryt trzeci raz w kampanii wpisał się na listę strzelców, stając się liderem ligowego rankingu goleadorów.

Rafael Santos Borré zainicjował totalne upokorzenie aktualnych mistrzów Argentyny

 

Po chwili trzecią bramkę tej nocy dla gości, a zarazem również swoją trzecią w sezonie uzyskał właśnie Suárez i aktualni mistrzowie kontynentu prowadzili już 3:1. Znów gol uzyskany dzięki akcji zapoczątkowanej w centrum boiska.

Nicolás De La Cruz równo na połowie płyty gry zaadresował podanie do przodu. Dzięki niemu reprezentant Argentyny przedostał się na teren szesnastki, gdzie na jej uboczu strzałem w długi róg zaskoczył goalkeepera.

Płonne były nadzieje Racingu na dogonienie rozpędzonej „Retro La Máquiny”. A kiedy u progu drugiej połowy za brutalny faul na Matíasie Suárezie dokonany przy linii autowej czerwoną kartkę zarobił miejscowy obrońca Leonardo Sigali, wówczas szanse lokalnej ekipy zmalały właściwie do zera.

Opromieniony przewagą liczebną team ze stołecznej dzielnicy Núñez podczas drugiej odsłony analogicznie miał okres, w którym strzelił błyskawiczne trzy gole (teraz dla kontrastu potrzebowali siedmiu minut na trzykrotne pokonanie Gabriela Ariasa).

Najpierw, w 64 minucie rzut karny jako sam poszkodowany wykorzystał Ignacio Fernández. Cztery minuty później akcję wykończył Urus Nicolás De La Cruz, bezpośrednim niskim uderzeniem ze skraju pola karnego odwdzięczając się za centrę Lucasa Pratto.

Zaś w 71 minucie ciemnoskóry Urugwajczyk zaliczył drugą w tym spektaklu asystę idealnym dośrodkowując z lewej flanki, po czym dzieła zniszczenia dopełnił wracający do kontuzji Ignacio Scocco. „Nacho” celną główką sprawił, iż Arias szósty raz tego wieczora kierował ręce do własnej siatki. Bezlitosny River Plate obnażył każdą słabość rozczarowującego ostatnimi czasy Racingu!

Najstarszy piłkarski klasyk Argentyny tak zacnym nokautem nie skończył się od 1942 roku, a wówczas to Racing tryumfował 6:1. River Plate na chwilę obecną został nowym przodownikiem stawki, bowiem wzbogacił się do siedmiu punktów.

Piątkowe mecze:

Argentinos Juniors vs Banfield 3:2 (2:1)

Gole – 1:0 Damián Batallini (20′), 2:0 Luciano Lollo (42′ – samobój), 2:1 Sergio Vittor (45+1′), 3:1 Gabriel Hauche (70′), 3:2 Agustín Fontana (90′)

Pierwsze ligowe zwycięstwo Argentinos Juniors w nowym sezonie. Popularny „El Bicho” musiał namęczyć się u siebie z Banfield, acz w gradzie bramek ostatecznie dowiózł u siebie wygraną 3:2 nad przeciętnym dziś Banfield.

Wielkie strzelanie po dwutygodniowej przerwie w Superlidze zainicjował Damián Batallini. Czołowy skrzydłowy gospodarzy zza pole karnego efektownie wycelował przy słupku nie dając szans urugwajskiemu bramkarzowi Estebanowi Conde.

Pod koniec pierwszej połowy najpierw Banfield sam sobie zadał cios numer dwa, kiedy nowy obrońca przyjezdnych Luciano Lollo głową wpakował piłkę do własnej siatki niefortunnie przecinając dośrodkowanie z prawej strony boiska.

Jednak błąd niechcianego w River Plate stoper dość szybko naprawił Sergio Vittor. Wracający do „El Taladro” zawodnik w doliczonym czasie pierwszej części efektownym bezpośrednim uderzeniem w centrum pola karnego przeciął dośrodkowanie z rzutu wolnego Jesúsa Dátolo, znajdując drogę do siatki. Tym samym delegacja z południa Buenos Aires odzyskała kontakt z rywalem.

U progu drugiej części Argentinos Juniors mogli odzyskać prowadzenie dwubramkowe, aczkolwiek mierzony strzał Gabriela Hauche oddany ze skraju pola karnego koniuszkami palców wybił Esteban Conde.

Co się odwlecze, to jednak nie uciecze. W 70 minucie doświadczony Hauche dopiął swego – podczas kontry otrzymał dogranie od Diego Sosy, aby w centrum szesnastki bezpośrednim uderzeniem przypuszczonym niemal w środek bramki podwyższyć na 3:1.

Goście nie dali za wygraną, ale koniec końców musieli uznać wyższość AJ. Na pocieszenie chłopcy Hernána Crespo wcisnęli honorowe trafienie w ostatniej regulaminowej minucie. Wówczas udało im się należycie rozegrać korner – asystę wślizgiem Renato Civelliego przejął w polu bramkowym zmiennik Agustín Fontana i z najbliższej odległości znalazł drogę na pustą siatkę.

Argentinos Juniors dzięki pierwszemu ligowemu zwycięstwu w czempionacie wzbogacił dorobek do pięciu punktów, wspinając się nieco w górę stawki. Natomiast Banfield uciuławszy dotąd zaledwie trzy oczka znajduje się w środku tabeli.

*****************************************************************************

Talleres vs Central Córdoba 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Juan Ignacio Méndez (31′), 1:1 Lisandro Alzugaray (64′)

Remis w Córdobie jest gigantycznym zaskoczeniem. Miejscowi Talleres grając w przewadze liczebnej przez niemal połowę starcia nie potrafili uporać się z mało znanym jeszcze beniaminkiem. Nota bene, gola wyrównującego stracili mając na boisku jednego zawodnika więcej.

Kiedy mijało półgodziny konfrontacji, wówczas miejscowi otworzyli wynik. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Tomása Pochettino celną główką przeciął Juan Ignacio Méndez, dając prowadzenie Talleres i jednocześnie zdobywając pierwszą bramkę dla swojego obecnego klubu.

U progu drugiej części nerwy puściły piłkarzowi, który jeszcze w poprzednim półroczu występował w Córdobie, ale dla Belgrano. Marcelo Meli, bo o nim mowa w 52 minucie najpierw walczył o piłkę z oponentem przy linii bocznej boiska – kiedy ta wyleciała na aut, złapał ją w ręce i futbolówką rzucił w sędziego liniowego. Obejrzał za to czerwoną kartkę, idiotycznym sposobem osłabiając delegatów z Santiago del Estero.

Central Córdoba jednakże niespodziewanie odrobił stratę w dziesięciu! W 64 minucie goście wznowili akcję na boku murawy – Facundo Melivillo podał stamtąd w centrum pola karnego, skąd bezpośrednim strzałem w długi róg Guido Herrerę pokonał niedoceniany Lisandro Alzugaray.

Jak się okazało, ta bramka ustaliła wynik na 1:1. Gospodarzom prowadzenie odzyskać mógł wprowadzony tu jako zmiennik kolumbijski napastnik Dayro Moreno, aczkolwiek jego uderzenie głową zza piątego metra przytomnie obronił Diego Rodríguez. Zaś osłabiony Central Córdoba przeprowadził jedną obiecującą kontrę, lecz ta niestety zakończyła się strzałem niecelnym.

Dla Talleres ten remis jest, niczym porażka. Natomiast dla beniaminka z północy kraju tanga wręcz przeciwnie. Póki co oba zespoły uciułały po cztery punkty w ligowych zmaganiach.

 

Inne sobotnie mecze:

Newell’s Old Boys vs Unión 2:0 (0:0)

Gole – Facundo Nadalín (57′), Lucas Albertengo (83′)

Chcąc opuścić czerwoną strefę NOB musieli pokonać na własnym terenie wymagający Unión de Santa Fe. „Trędowaci” stanęli na wysokości zadania, więc uciekli poza spadkową trójkę. Nota bene w tabeli „descenso” wyprzedzili swojego wroga zza miedzy!

W pierwszej odsłonie gospodarze kreowali liczne okazje podbramkowe. Choćby po rozegraniu kornera głową uderzał Lucas Albertengo, aczkolwiek obrońca przybyszy z miasta Santa Fe również „ze łba” wybił jego strzał przed linią bramkową. Potem szczupły napastnik spróbował także nogą z boku szesnastki, jednak skuteczną interwencją popisał się Sebastián Moyano.

Również Unión zanotował swoją szansę, kiedy strzał nożycami Waltera Bou oddany z centrum 16-tki w sam środek bramki ofiarnie wybił przed siebie goalkeeper Alan Aguerre. U kresu premierowej odsłony Maxi Rodríguez nieomal trafił zza pola karnego przejąwszy piłkę po nieprecyzyjnym piąstkowaniu goalkeepera – chybił dosłownie centymetry obok słupka.

Pierwszą bramkę zdobył Facundo Nadalín po 57 minutach zawodów. Prawy obrońca spożytkował złe wybicie głową Yeimara Gómeza Andrade po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i heroicznym kozłowanym uderzeniem w środku szesnastki wycelował między słupki, trafiając tuż nad głową stojącego przed nim oponenta.

Drugi w tym sezonie domowy tryumf 2:0 ekipy z Rosario przypieczętował Lucas Albertengo. W 83 minucie przejął dogranie Denisa Rodrígueza, aby następnie w szesnastce wykiwać jednym zwodem obrońcę oraz bramkarza – na koniec celnym uderzeniem w środek bramki podwyższył zaliczkę gospodarzy, a jednocześnie uzyskał drugiego gola podczas tejże kampanii.

Póki co Newell’s Old Boys zgromadzili komplet punktów na swoim koncie. Drużyna kierowana przez Franka Kudelkę ma jeszcze do rozegrania zaległy mecz drugiej kolejki z Independiente. Najwidoczniej, kiedy widmo strefy spadkowej zaświeciło „La Lepra” w oczy, to ta zaczęła ciułać zwycięstwa. Unión dotychczas zgromadził cztery punkty.

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Rosario Central 2:2 (2:2)

Gole – 0:1 Claudio Riaño (12′), 0:2 Ciro Rius (21′), 1:2 Fernando Belluschi (23′), 2:2 Bruno Pittón (42′)

Potyczka dwóch zespołów, które dotychczas zgromadziły komplet punktów zakończył się remisem. Taki wynik uniemożliwił obu stronom wejście na fotel lidera tabeli. Zastanawiające jest kto może bardziej ubolewać nad brakiem wygranej – Central marnujący dwubramkową zaliczkę, czy też San Lorenzo marnujący rzut karny podczas swojego pościgu?

Na Estadio Nuevo Gasometro w barwach Rosario Central wrócili dziś dwaj eks-„Cuervos”, a mianowicie Néstor Ortigoza oraz Matías Caruzzo. Przyszło im grać przeciwko byłemu klubowi. Wczorajszego popołudnia w Boedo padły cztery gole i wszystkie zostały zdobyte w pierwszej połowie.

Rosario wyszedł na prowadzenie w 12 minucie dzięki bramce Claudio Riaño. Były napastnik Boca tudzież Independiente wykończył akcję rozkręconą przez Maximiliano Loverę. Przejął centrę Ciro Riusa z lewej strony boiska, dzięki jakiej głową na piątym metrem wpakował futbolówkę do siatki.

„Canallas” podążyli za ciosem i niedługo później prowadzili już 2:0. W 21 minucie zaliczkę przyjezdnych podwoił Ciro Rius. Obsłużony centrą z boku pola karnego Emanuela Bríteza przedłużoną przez Loverę zgarnął futbolówkę na drugim boku 16-tki, a następnie niskim uderzeniem od słupka wycelował do bramki.

Jednak ta bramka nie pozostała bez odpowiedzi ze strony miejscowych. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później Fernando Belluschi huknął nisko z dystansu, futbolówka prześlizgnęła się przez ręce Jeremíasa Ledesmy i od słupka znalazła się w bramce. Tym samym 35-latek dzięki swojemu geniuszowi i masie szczęścia dał papieskiemu klubowi sygnał do gonienia rezultatu.

Matías Caruzzo musiał dzisiaj rywalizować przeciwko eks-zespołowi, którego pomógł powstrzymać przed odniesieniem zwycięstwa

 

Raptem dziesięć minut później San Lorenzo wywalczył jedenastkę, ponieważ Adam Bareiro w obrębie szesnastki rywala był szarpany za koszulkę przez defensora opozycji. Wapno jednak zmarnował sam poszkodowany. Paragwajczyk pomylił się chcąc podcinką zmylić bramkarza – przestrzelił nad poprzeczką….

Mimo wszystko „Cuervos” nie dawali za wygraną i jeszcze przed kwadransem odpoczynku doprowadzili do remisu. Niezwykłą skuteczność, jak na lewego obrońcę wykazuje Bruno Pittón. Właśnie były zawodnik Uniónu de Santa Fe dwa tygodnie temu strzelił zwycięską bramkę Gimnasii La Plata, a teraz wyrównał straty w 42 minucie, celną główką przecinając dośrodkowanie z rzutu wolnego Belluschiego.

Od początku drugiej połowy wynik spotkania był sprawą jak najbardziej otwartą, aczkolwiek po zmianie stron żadnych trafień już nie ujrzeliśmy. Pechowy okazał się ten pojedynek dla Bareiro, bowiem ten w pierwszej połowie zmarnował jedenastkę, natomiast w drugiej szczupakiem zza pola bramkowego tylko obił słupek bramki gości.

Ponadto interesujący atak przypuścił Nahuel Barrios. Niestety młody talent gospodarzy uderzeniem z ostrego kąta także jedynie ostemplował bliższy słupek, choć nieomal zaskoczyłby panicznie rzucającego się Ledesmę. Chyba ze względu braku victorii bardziej pluć sobie w brodę mogą ulubieńcy papieża Franciszka.


Obie strony podzieliły się ze sobą zdobyczą punktową, wobec czego utraciły szansę na fotel lidera zostając wyprzedzone przez River Plate. Dla Central, co gorsza remis zakończył się zlotem do strefy spadkowej.

PS. Warto zauważyć, iż przed każdym meczem tejże kolejki kapitanowie drużyn podczas minuty ciszy robią sobie dziurę w koszulce na wysokości brzucha i podczas milczenia trzymają w niej palec. To gest upamiętnienia zmarłego kilka dni temu w wieku 62 lat José Luisa Browna – byłego obrońcy i reprezentanta Argentyny, mistrza świata z 1986 roku.

Były piłkarz o przydomku „Tata” w ten właśnie sposób (palcem w dziurze koszulki) celebrował gola zdobytego w finale Mundialu 86 przeciwko Niemcom.

Comments are closed.