Udana pogoń mistrza, tryumf outsidera

Cztery sobotnie konfrontacje rozkręciły drugą kolejkę Superliga Argentina 2019/2020. Dał o sobie znać Racing Club, który uniknął porażki odrabiając dwubramkową stratę w El Fortín de Liniers. Swoje pierwsze od niemal pięćdziesięciu lat ligowe zwycięstwo odniósł zaskakujący beniaminek Central Córdoba, natomiast nowym liderem tabeli został Rosario Central. Relacja:

Aldosivi vs Argentinos Juniors 0:0

Na Estadio José María Minella w Mar del Plata widzowie goli się nie doczekali. Dwie drużyny, których nazwa rozpoczyna się od pierwszej litery alfabetu nie postrzelały sobie nawzajem mimo kilku ciekawszych okazji podbramkowych.

Miejscowym „Rekinom” trafienie mógł dać Leonel Galeano, aczkolwiek strzał głową tegoż obrońcy wykonany z około piątego metra po rozegraniu kornera heroicznie nad poprzeczką wybił Lucas Chaves. Goalkeeper „El Bicho” zapobiegł też utracie gola przez gości, kiedy obronił uderzenie z ubocza szesnastki Nazareno Solísa.

Wśród przyjezdnych w nieco przypadkowych okolicznościach szansy strzeleckiej dostąpił Santiago Silva. Wiekowy Urus oddał fartowny strzał zza piątego metra wobec głupiego zagapienia się obrońcy, lecz nie umiał poprawnie złożyć się od uderzenia i Luciano Pocrnjić skutecznie zainterweniował.

U kresu pierwszej części futbolista Aldosivi – Román Martínez dotknął futbolówki ręką we własnym polu karnym, czego sędzia na szczęście miejscowych nie spostrzegł.

Podczas drugiej odsłony najgroźniejszą sytuację zanotował skrzydłowy przyjezdnych Diego Sosa. Niestety były futbolista Godoy Cruz, którego na La Paternal stamtąd sprowadził niedawny tak dawny trener „Winiarzy” – Diego Dabove fatalnie chybił obok słupka w akcji sam na sam. Wczorajszego popołudnia na sporym obiekcie w nadmorskim kurorcie żadnego gola.

Miejscowy Aldosivi zdobył swój pierwszy punkt w nowym sezonie, ale nadal nie strzelił pierwszej bramki podczas tych rozgrywek. Argentinos Juniors dla porównania zaczęli ligę dwoma remisami. Żadna ze stron póki co nie ma powodów do uśmiechu.

*****************************************************************************

Rosario Central vs Talleres 1:0 (0:0)

Gole – Diego Zabala (77′)

Starcie dwóch zwycięskich w pierwszej kolejce ekip dla „Canallas”. Przed trybunami Gigante de Arroyito miejscowy Rosario Central zdołał wymęczyć zwycięstwo nad groźnymi Talleres.

„Rosarinos” zdecydowanie przeważali przez całą konfrontację i byłoby jawną niesprawiedliwością, gdyby ta potyczka nie skończyła się po ich myśli. Najpierw chytry strzał z rzutu wolnego Leonardo Gila odbity po drodze rykoszetem od gracza rywali stojącego w murze jakoś zablokował Guido Herrera. Później jeszcze dośrodkowania z kornera, jakie zakończyło się minimalnie chybionym uderzeniem Matíasa Caruzzo.

W drugiej połowie ciekawej okazji dostąpił Claudio Riaño, aczkolwiek były napastnik m.in. Boca Juniors tudzież Independiente otrzymawszy centrę z boku od dogrywającego głową Diego Zabali był haczony w polu bramkowym przez doświadczonego stopera Javiera Gandolfiego i nie dał rady poprawnie oddać strzału. Piłka „de facto” odbiła się od niego i wylądowała w objęciach bramkarskich.

Kiedy Diego Zabala przed 3,5 laty zaczynał swoją przygodę w Argentynie jako zawodnik Vélezu, wówczas dwukrotnie strzelił Rosario Central, przyczyniając się do pokonania tej drużyny. Teraz jako piłkarz „Canallas” wynagradza dawną krzywdę

 

Kiedy mniej więcej kwadrans dzielił od upływu regulaminowego czasu Central nareszcie przełamał się. Swojego debiutanckiego gola dla gospodarzy strzelił ich nowy skrzydłowy – wspomniany wyżej Diego Zabala.

Urugwajczyk w 77 minucie zawodów przesądził o wyniku meczu należycie wieńcząc składny kontratak. Lucas Gamba dośrodkował zza szesnastego metra w pole karne, a Zabala przejął dogranie głową od swojego rodaka Sebastiána Ribasa i całość ukoronował celnym uderzeniem w długi róg zza pola bramkowego, gdy miał naprzeciw siebie tylko bezradnego goalkeepera.

Nieco później Zabala zapragnął podwoić swój dorobek bramkowy, aczkolwiek jego mocne uderzenie z ubocza pola karnego pewnie wychwycił Herrera. Można śmiało rzec, iż 1:0 to najniższy wymiar chłosty dla przyjezdnych.

Podwójna korzyść płynie dla ekipy dowodzonej przez Diego Coccę za sprawą wczorajszej victorii. Nie dość, że – jak wspomnieliśmy w leadzie – Central stał się nowym przodownikiem stawki, to jeszcze uciekł strefie spadkowej wśród tabeli „descenso”.

*****************************************************************************

Central Córdoba vs Atlético de Tucumán 1:0 (1:0)

Gol – Nicolás Femia (3′)

Po pierwszy raz od 48 lat stadion im. Alfredo Terrery w Santiago del Estero był świadkiem pierwszoligowej batalii. Tyle samo czasu występującym na tym obiekcie Central Córdoba oczekiwał na pierwszoligową wygraną. Zdeterminowany „El Ferroviario” stanął na wysokości zadania i podczas dziewiczej w bieżącej kampanii domowej bitwie przewyższył piątą siłę poprzednich rozgrywek Superligi!

Beniaminek szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylił już w 3 minucie, kiedy najszybszego dotąd gola tej kampanii zdobył Nicolás Femia. Już w trzeciej minucie pomocnik sprowadzony z trzecioligowego Sacachispas wykorzystał centrę doświadczonego Marcelo Meliego, dzięki której niepozornym bezpośrednim strzałem oddanym w centrum 16-tki trafił do bramki. Golem jednak można obaczyć weterana Cristiana Lucchettiego, któremu piłka wręcz przeszła przez ręce.

Prawdopodobnie święcące słońce utrudniło 41-latkowi pomyślną interwencję. Zaraz po tym golu jednym ze szkoleniowców gości zostawił czapkę z daszkiem w pobliżu bramki „Lauchy”. Weteran bramki jednak postanowił radzić sobie dalej bez takowej pomocy.

Krótko potem wyrównać stan rywalizacji mógł Dylan Gissi. Obrońca ze szwajcarskim obywatelstwem uderzył głową przejąwszy centrę z narożnika boiska, aczkolwiek jego próbę jakoś nad poprzeczką sparował Diego Rodríguez.

Meli pamiętany z przywdziewania barw Boca Juniors tudzież Racingu Club mógł osobiście podwyższyć pod koniec pierwszej części, kiedy pokusił się o chytry strzał z dalszej odległości. Jego próbę niemniej z trudem na korner wybił Lucchetti.

Zaskakujący beniaminek Central Córdoba nie musiał długo oczekiwać pierwszego zwycięstwa w sezonie

 

Ponadto na krótko przed kwadransem odpoczynku po rozegraniu z rzutu wolnego podwyższyć mógł obrońca Matías Nani, jednakże strzał oddany w polu bramkowym przez wychowanka AS Romy przeleciał nad bramką.

Pierwszoligowy nowicjusz z północnej części kraju jakoś dowiózł wywalczoną u progu starcia zaliczkę. U wstępu drugiej połowy blisko wyrównania znalazł się Marcelo Ortiz nieznacznie chybiając głową po rozegraniu kornera.

Ze strony beniaminka także nastąpiła narożna centra, jaka przyniosła strzał szczupakiem – zaskoczyć Lucchettiego tym sposobem próbował José Valencia, aczkolwiek próbę ciemnoskórego Kolumbijczyka zablokował wiekowy goalkeeper.

U kresu rywalizacji wyśrubować prowadzenie gospodarzy starał się Leonardo Villalba. Jednakże bezmyślne uderzenie zmiennika z okolicy szesnastego metra do spółki zneutralizowali Lucchetti i jeden z obrońców gości.

Central Córdoba dzięki epopeicznym tryumfie nad Tucumánem opuścił strefę spadkową, ponieważ współczynnik punktowy teamu Gustavo Coleoniego nagle urósł z 0,0 do 1,5 (beniaminki w tabeli spadkowej przechodzą niezwykle zmienne notowania, za sprawą których łatwiej im się utrzymać przy dobrych wynikach, ale też łatwiej zapewnić sobie degradację przy słabych rezultatach).

Najważniejsze, iż klub z Santiago del Estero zdołał przełamać lody, sięgając po pierwsze trzy oczka w czempionacie.

Oficjalnie nadal nie wiemy czy po finiszu aktualnego sezonu do drugiej ligi spadną trzy czy też cztery ostatnie ekipy tabeli spadkowej, więc beniaminki chcąc utrzymać się nad czerwoną kreską muszą zachować szczególną ostrożność, nie mogąc sobie pozwolić na częste straty punktów.

Atlético de Tucumán ostatnio zajął wysoką piątą lokatę i otarł się o awans do Pucharu Wyzwolicieli. Nowe rozdanie team Ricardo Zielinskiego niestety inicjuje dwiema porażkami – chwilowy kryzys czy zwiastun poważniejszej zapaści formy „El Decano”?

*****************************************************************************

Vélez Sarsfield vs Racing Club 2:2 (2:0)

Gole – 1:0 Nicolás Domínguez (34′), 2:0 Maximiliano Romero (42′), 2:1 Nery Domínguez (57′), 2:2 Iván Pillud (88′)

Minionej nocy Estadio Jose Amalfitani ugościł dwie drużyny, jakie czempionat rozpoczęły od potknięć. Lokalny Vélez uległ w Córdobie tamtejszym Talleres, zaś broniący tytułu Racing na inaugurację sezonu zaledwie bezbramkowo zremisował u siebie z Uniónem. Teraz obiecujący gospodarze oraz aktualni mistrzowie kraju musieli zadowolić się podziałem punktów.

Większe podstawy ku radości wobec tego remisu przysługują jednak „La Academii”, ponieważ ta nie dość, że urwała punkty rywalowi na jego terenie, to odrobiła dwubramkową stratę.

U progu rywalizacji jedną z nielicznych do przerwy sytuacji podbramkowych Racingu wykreował sobie Matías Zaracho. Utalentowany wychowanek błękitnego przedstawiciela Avellanedy niestety zza pola karnego spudłował nieznacznie nad poprzeczką.

Pierwsza połowa zdecydowanie pod dyktando gospodarzy, bowiem ci pod jej koniec zdobyli aż dwa gole. Rezultat otworzył pomocnik Nicolás Domínguez należycie wieńcząc kontrę w 34 minucie. Przefarbowany na blond rozgrywający przejął dogranie z połowy boiska Tomása Guidary, po czym okiwał defensor, wbiegł w szesnastkę i korzystając z niedopilnowania obrony znalazł się tylko naprzeciwko Gabriela Ariasa. Nie dał reprezentantowi Chile żadnych szans przymierzeniem w długi róg jego bramki.

Natomiast trzy minuty przed przerwą podwyższył Maximiliano Romero. Drugą akcję bramkową zapoczątkowała kuriozalnie strata Leonardo Sigaliego w środku boiska. Gospodarze przejęli tam futbolówkę i zorganizowali kolejny zabójczy atak.

Agustín Bouzat dośrodkował z ubocza szesnastki na teren pola bramkowego, gdzie znalazł się młody napastnik wracający do Vélezu Sarsfield po nieudanej przygodzie w PSV Eindhoven. 20-letni ośmieszył Ariasa oraz jednego stopera, aby z najbliższej odległości gładko posłać futbolówkę do siatki.

Dwukrotny mistrz Argentyny w barwach Racingu Club – Iván Pillud przypomniał o sobie na sędziwe lata

 

Dwa trafienia w plecy pobudziły ospały dotychczas Racing podczas drugiej odsłony. Sygnał do odrabiania strat gościom dał następny Domínguez na literę „N”, czyli Nery. W 57 minucie ofensywa zapoczątkowana dośrodkowaniem z rzutu rożnego. Piłkę głową w centrum 16-tki przeciął Matías Zaracho, kierując ją w pole bramkowe- tam defensywny pomocnik występujący teraz jako środkowy obrońca bezpośrednim uderzeniem z bardzo bliskiej odległości pokonał Lucasa Hoyosa.

Przy okazji jako ciekawostkę wspomnijmy, iż wychowanek Rosario Central przybył do Racingu w styczniu 2018 roku zaraz po wywalczeniu Copa Sudamericana z…. Independiente, czyli drugim przedstawicielem Avellanedy!

Około 70 minuty Nery Domínguez nieomal zaliczyłby drugiego gola. Tym razem obrońca przejął na boku szesnastki podanie z rzutu wolnego zmiennika Waltera Montoyi, aby następnie posłać mierzone uderzenie w środek bramki. To sparował przed siebie Hoyos, aczkolwiek dobitkę w sporym zamieszaniu przypuścił jeszcze Jonathan Cristaldo. Jednak i przy „poprawce” bramkarz Vélezu wyszedł obronną ręką.

Zawodnicy dowodzeni przez Eduardo Coudeta uparcie dążyli do przywrócenia wyniku remisowego. Starania zaowocowały pod sam koniec bitwy. Na dwie minuty przed upływem regulaminowego czasu wiekowy defensor Iván Pillud uratował Racing przed wtopą. Darío Cvitanich ze środka pola wrzucił na prawe ubocze pola karnego – tam futbolówkę zgarnął doświadczony obrońca, który następnie wybiegł sam na sam z Hoyosem i niskim uderzeniem w długi róg ustalił wynik na 2:2.

Po dwóch kolejkach wśród klasyfikacji ligowej obie drużyny nie mają czym się pochwalić. Błękitna strona Avellanedy aktualnie zgromadziła komplet remisów, a gospodarze o przydomku „El Fortín” dopisują dopiero pierwsze oczko na swoje konto.

Dwaj młodzi, a zarazem pełni ambicji trenerzy – Gabriel Heinze oraz wspomniany „El Chacho” Coudet muszą wstrząsnąć swoimi podopiecznymi w najbliższym czasie.

Comments are closed.