Dreszczowiec w Boedo, remis w La Paternal

Rozkręca się pierwsza kolejka sezonu 2019/2020 w Superliga Argentina. Sezonu, po zakończeniu którego pierwszoligowe szeregi opuszczą jedynie trzy drużyny, a liga do 2023 roku będzie redukowana tylko o jeden zespół aż wróci do 20-zespołowego kształtu. Wczoraj niezapomniany spektakl stoczyli dwaj uczestnicy Copa Libertadores, którzy oszczędzając się na międzynarodowy turniej wystawili półrezerwowe składy, a te dały do wiwatu. Podsumowanie dnia:

Colón vs Patronato 0:1 (0:1)

Gol – Christian Chimino (34′)

Co by nie mówić, sensacja w Santa Fe! Miejscowy Colón, który w ubiegłej kampanii ligowej przegrał zaledwie jeden mecz u siebie, teraz na swoim obiekcie Cementario de Los Elefantes uległ kandydującemu do spadku Patronato.

Najwidoczniej gospodarze jeszcze nie przestali świętować wywalczonego półtora tygodnia temu awansu do ćwierćfinału Sudamericany, albo zdeterminowany w walce o pierwszoligowy byt zespół z Międzyrzecza zawiesił poprzeczkę wyjątkowo wysoko.

Zwycięstwo Patronato bynajmniej nie było dziełem przypadku, ponieważ ta drużyna faktycznie przeważała w pierwszej odsłonie, zaś podczas drugiej perfekcyjnie strzegła własnej bramki borykając się z osłabieniem.

U progu spotkania wiekowy urugwajski goalkeeper lokalnej ekipy Leonardo Burián musiał sparować nad poprzeczką bombę z ubocza szesnastki.

Później centra Gabriela Compagnucciego z rzutu wolnego zza linii bocznej pola karnego nieomal zakończył się samobójem, ponieważ kapitan Colónu – Matías Fritzler przecinając ją głową obił poprzeczkę własnej bramki. Dobitka w polu bramkowym przyniosła trafienie gościom, lecz te anulował sędzia ze względu zagrania ręką przez Cristiana Tarragonę.

Kilkukrotnie delegaci z północnej Argentyny organizowali groźne kontrataki, jakie defensywa Santafesinos grupowo odpierała, ale do czasu…..

Christian Chimino zamienił renomowany Huracán, na zaściankowy Patronato. W nowym zespole powinien być jednym jego z liderów.

 

Pierwszego gola w nowej kampanii Superligi zdobył prawy obrońca Christian Chimino. 31-latek o charakterystycznej fryzurze swoim trafieniem w 35 minucie przesądził o niespodziewanym tryumfie outsidera, kiedy z najbliższej odległości trafił do siatki uporawszy się z dwoma defensorami. Tym samym wykorzystał dogranie z boku Lautaro Comasa, którego zatrzymać nie zdołał wybiegający doń bramkarz.

Nota bene Patronato utrzymał niespodziewane prowadzenie do końca spotkania mimo konieczności rywalizowania w osłabieniu przez prawie połowę meczu! W 56 minucie za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska pomocnik asystujący przy jednej bramce – Comas. Zapomniał się, ponownie zbyt ostro sfaulował i wobec decyzji sędziego utrudnił zadanie drużynie. Pierwsza czerwona kartka w nowej kampanii Superligi.

Jednak zawodnicy trenowani przez Mario Sciacquę zablokowali dostęp do własnej bramki i mając jednego zawodnika mniej utrzymali korzystny wynik. Gospodarze razili nieskutecznością do tego stopnia, że goalkeeper delegatów Matías Ibáñez nawet nie musiał tutaj specjalnie się nagimnastykować.

Zaznaczmy, iż osoba trenera niewątpliwie bardzo pomogła Patronato wygrać z Colónem. Otóż Mario Sciacqua znakomicie zna team popularnych „Los Sabaleros”, ponieważ pochodzi z prowincji Santa Fe, jako piłkarz był wychowankiem Colónu, a karierę szkoleniową także rozpoczynał tam przed ośmioma laty.

„El Patrón” na dzień dobry oddalił się od strefy spadkowej. Wspomniany we wstępie fakt, iż po tejże kampanii tylko trzy (a nie cztery jak dotychczas) drużyny zlecą do Primera Nacional – do niedawna „Primera B Nacional” – niewątpliwie ułatwi klubowi z Parany walkę o przetrwanie.

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Godoy Cruz 3:2 (1:0)

Gole – 1:0 Nahuel Barrios (5′), 1:1 Tomás Badaloni (53′), 1:2 Richard Prieto (57′), 2:2 Gino Peruzzi (73′), 3:2 Nicolás Blandi (90+1′ – pen.)

Starcie dwóch zespołów oszczędzających siły na 1/8 finału Copa Libertadores okazało się wyjątkowo interesującym pojedynkiem. Zmiennicy obu pucharowych ekip zafundowali fenomenalne widowisko na Estadio Nuevo Gasometro. Widowisko w dzielnicy Boedo można śmiało nazwać rollercoasterem – San Lorenzo prowadził 1:0, aby później przegrywać 1:2 i ostatecznie rzutem na taśmę zwyciężyć 3:2!

Przy okazji „Cuervos”, których znowu prowadzi ich ulubiony trener Juan Antonio Pizzi zrewanżował się Godoy Cruz za feralne wtopy z poprzednich dwóch sezonów. W 2018 roku najpierw w kwietniu doświadczyli domowego blamażu 0:5 przeciwko „Winiarzom” (którzy wówczas zdobyli wicemistrzostwo Argentyny), natomiast we wrześniu polegli 0:1 w Mendozie przez stratę gola pod sam koniec zawodów.

Rywalizację od mocnego uderzenia rozpoczęli mimo wszystko uznawani za faworyta gospodarze. Już w 5 minucie świetna zespołowa akcja San Lorenzo, jaką należycie wykończył młody Nahuel Barrios. 21-letni skrzydłowy w centrum pola karnego otrzymał wycofanie od Nicolása Reniero, aby następnie niskim strzałem przy słupku wykończyć znakomitą akcję zespołową, na którą złożyło się kilkanaście podań poprowadzonych przez niemal całe boisko.

Utalentowany wychowanek „El Ciclón” – Nahuel Barrios znów dał o sobie znać

 

Tuż przed przerwą „El Expreso del Tomba” mógł wyrównać, aczkolwiek Nicolás Navarro doskonale wybił nogą groźny strzał po ziemi z boku pola karnego.

Jednakże Godoy Cruz wylał kubeł lodowatej wody na głowy „Kruków” zaraz po przerwie. W 53 minucie akcja zainicjowana długą lagą z środka pola. Piłkę zgarnął Leandro Vella, który z ubocza szesnastki dośrodkował w pole bramkowe, skąd do celu trafił Tomás Badaloni. 19-letni napastnik strzelił gola w swoim oficjalnym profesjonalnym debiucie!

Zaledwie cztery minuty później „Winiarze” przypieczętowali odwrócenie wyniku. Wówczas heroiczna akcja, gdzie Navarro dwukrotnie wybijał przed siebie futbolówkę, broniąc strzały z trudnych pozycji. Niestety, za drugim razem skierował ją pod nogi Richarda Prieto. Paragwajczyk zza piątego metra skutecznie dobił, celując do „pajęczyny” po palcach nieuważnego goalkeepera.

Mendoska brygada cieszyła się prowadzeniem równe 20 minut. Ulubieńcy papieża Franciszka podrażnieni drugim ciosem oczywiście od razu rzucili się do ofensywy, ale ripostę wyprowadzili dopiero w 73 minucie. Wówczas dośrodkowanie wracającego do „El Ciclón” Ezequiela Ceruttiego wykorzystał boczny obrońca Gino Peruzzi.

Brodaty piłkarz poprawił kolegę nieudolnie próbującego kopnąć piłkę przewrotką i celną główką w centrum pola karnego kompletnie zaskoczył Roberto Ramíreza. Bramkarz przyjezdnych stojąc, jak słup bezradnie odprowadził wzrokiem piłkę do bramki.

Gino Peruzzi zaliczył swoje pierwsze trafienie jako piłkarz San Lorenzo

 

Zanosiło się, iż Godoy Cruz drugi raz w ciągu raptem połowy tygodnia zremisuje 2:2. Tym razem jednak nie powtórzyli wyniku uzyskanego we wtorkowej potyczce Libertadores przeciwko Palmeiras.

Niestety, w samej końcówce obrona ekipy Lucasa Bernardiego zapomniała się. Głupie podcięcie Gianluki Ferrariego (który nieco dołożył z gry aktorskiej przy tej sytuacji) we własnej szesnastce zakończyło się odgwizdaniem wapna przez sędziego.

Futbolówkę na jedenastym metrze ustawił Nicolás Blandi póki co zaledwie wprowadzany jako joker przez Pizziego. Doświadczony napastnik na szczęście wytrzymał próbę nerwów i niskim przymierzeniem przy słupku wykorzystał karnego, u samego kresu rywalizacji przechylając szalę zwycięstwa na rzecz „Azulgrany”.

Wysoki snajper pierwotnie miał zostać odsunięty od składu przez starego/nowego dowódcę ekipy San Lorenzo, aczkolwiek finalnie pozostał w drużynie i miejmy nadzieję, iż klub z Boedo tylko skorzysta na tym.

San Lorenzo de Almagro wychodzi zwycięsko z pojedynku zmienników na otwarcie nowego sezonu ligowego i oby równie imponująco zagrali w środowym wyjazdowym rewanżu 1/8 finału Libertadores przeciw Cerro Porteno (u siebie tylko bezbramkowo zremisowali, chociaż grali w przewadze liczebnej przez niemal półgodziny meczu).

Natomiast Godoy Cruz dzień wcześniej spróbuje stawić czoła dużo mocniejszemu od siebie Palmeiras, aczkolwiek trudno dopatrywać się większych szans dla „El Bodeguero” w wyjazdowej batalii z brazylijskim gigantem. Ostatnio jako gospodarz mendoski klub zaledwie zremisował 2:2 mimo, że prowadził już 2:0….

*****************************************************************************

Lanús vs Gimnasia La Plata 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Lautaro Valenti (21′), 1:1 Matías García (60′)

Tydzień temu Lanús miał powody do radości, ponieważ dzięki bramce zdobytej w ostatniej chwili wyeliminował drugoligowy Independiente Rivadavia w Pucharze Argentyny. Gimnasia dla odmiany radować się nie mogła, gdyż tamże odpadła po rzutach karnych z wicemistrzem kraju – Defensa y Justicia.

Dzisiaj jednak to laplateńczykom niewątpliwie dopisują bardziej optymistyczne nastroje. Bowiem dla Gimnasii wyjazdowy remis przeciwko „El Granate” jest dowodem do dumy. Zaś gospodarze wobec braku wygranej właściwie mogą czuć się, jak pokonani.

U progu konfrontacji obie drużyny zanotowały swoje szanse. Najpierw ze strony lokalnej niecelną próbę bezpośrednim uderzeniem z centrum 16-tki zaliczył wiekowy snajper Jose Sand. 39-latek nie zapomniał tego, jak się zdobywa gole, aczkolwiek dzisiaj los mu nie sprzyjał. Chwilę później „Wilki” odpowiedziały, aczkolwiek strzał Horacio Tijanovicha oddany na uboczu pola karnego sparował Agustín Rossi.

Ze strony organizatorów spotkanie ponadto dwukrotnie próbami dalszego zasięgu o gola starał się młody pomocnik Lucas Vera, jednak za oboma podejściami minimalnie chybiał obok bramki.

Lanús ukąsił tuż po upływie 20 minuty konfrontacji. Wówczas karygodny błąd popełnił ten sam Tijanovich nie umiejąc wykopać dośrodkowanej piłki w środku własnego pola karnego. Prezent ten wykorzystał młodziutki defensor oponentów – Lautaro Valenti. 20-letni stoper przejął lecącą futbolówkę, aby bezlitośnie przyrżnąć w długi róg i otworzyć wynik. Tym samym wpisał się na listę strzelców pierwszy raz w zawodowej karierze.

Lata mijają, a niezmordowany Lautaro Acosta nadal przewodzi grze Lanús

 

Tijanovich pragnął wynagrodzić zawaloną bramkę, więc przewodził atakom w poszukiwaniu wyrównania strat. Jego kolejny strzał z ubocza szesnastki (ale tego drugiego) zablokował jednak wypożyczony do Lanús z Boca Juniors goalkeeper Rossi.

Podczas drugiej części Gimnasia jednak odrobiła deficyt bramkowy. W 60 minucie Víctor Ayala posłał długą lagę zza połowy boiska, zaliczając efektowną asystę. Dogranie Paragwajczyka w okolicy szesnastego metra spożytkował Matías García. Pomocnik, który wrócił z wypożyczenia do spadkowego San Martín de Tucumán przyjął futbolówkę na klatę i wybiegł sam na sam z goalkeeperem, którego zza narożnika pola bramkowego pokonał, zakładając mu „siatkę” między nogami po drodze.

Starania gospodarzy o odzyskanie prowadzenia nie przyniosły efektów. Głównie dlatego, że wprowadzony z ławki rezerwowych Nicolás Orsini raził strzelecką indolencją. W drugoligowym Sarmiento de Junín hurtowo ciułał gole, a teraz widocznie potrzebuje nieco czasu nim nabierze wiatru w żagle na wyższym poziomie rozgrywkowym.

Pod sam koniec pojedynku Gimnasię osłabił boczny obrońca Maximiliano Caire, który obejrzał czerwoną kartkę za drugą żółtą, ponieważ szarpał rywala za koszulkę podczas akcji przy linii autowej.

„Los Lobos” dowodzeni przez Hernána Ortiza jednak jakoś obronili się przez krótki czas gry w osłabieniu i wywożą z południa Buenos Aires cenny punkt.

Cenny ów punkt może okazać się w kontekście dalszej bitwy o utrzymanie, ponieważ GELP aktualnie wraz z beniaminkami (Arsenalem de Sarandí oraz Central Córdoba) tkwi pod czerwoną kreską.

Jeśli chodzi o Lanús – ta drużyna może okazać się zwykłym średniakiem, niczym w poprzednich dwóch sezonach. Aczkolwiek przy dobrych wiatrach równie dobrze może zapukać do ligowej czołówki.

*****************************************************************************

Argentinos Juniors vs River Plate 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Damián Batallini (20′), 1:1 Jorge Carrascal (84′)

Na stadionie im. Diego Maradony w dzielnicy La Paternal półrezerwowy skład River Plate wojował przeciwko jednej z rewelacji ubiegłego półrocza, czyli Argentinos Juniors. Mieszanka starterów z rezerwami niby wymęczyła remis u samego kresu rywalizacji, ale szczerze mówiąc był to remis ze wskazaniem na nich.

Jako pierwsza użądliła miejscowa drużyna. „El Bicho” zdeterminowani, aby czym prędzej zrehabilitować się po trochę niespodzianym odpadnięciu z Colónem w 1/8 finału Copa Sudamericana dzierżyli inicjatywę do przerwy.

W 20 minucie kapitan gospodarzy Miguel Torrén dośrodkował na bok szesnastki z rzutu wolnego wykonywanego na połowie boiska. Z rzeczonego boku głową centrował jego kolega ze środka obrony Carlos Quintana. Piłkę nieudolnie wybił obrońca, co bezlitośnie wykorzystał Damián Batallini. Huknął ile sił w nodze, a futbolówka odbita rykoszetem od rzeczonego obrońcy zaskoczyła Franco Armaniego i wleciała do bramki.

Często niezawodny Franco Armani tym razem nie miał nic do powiedzenia przy strzale odbitym od rykoszetu

 

Druga połowa należała natomiast do goniących wynik przyjezdnych. Im udało się wyrównać straty w 84 minucie, kiedy po centrze z środka boiska nastąpiła kolumbijska akcja skutkująca golem na 1:1. Rafael Santos Borré obsłużył wrzutką z ubocza szesnastki, natomiast zza pola bramkowego do siatki bezpośrednim uderzeniem wycelował Jorge Carrascal. Pomocnik wypożyczony z ukraińskich Karpat Lwów już od pół roku jest w Argentynie, lecz dopiero teraz zdobył pierwszego gola dla dorosłej ekipy River (przez niekrótki czas grał dla klubowych rezerw).

Podczas końcowej części potyczki dwukrotnie obrońcy AJ na granicy faulu we własnej szesnastce zatrzymywali szarże stołecznej krezusa. Ogólnie finałowe minuty zawodów wyraźnie należały do „Millonarios”, jednak rezultat nie uległ korekcie. Obie strony podzieliły się punktami ze sobą.

River Plate aktualnie nie myśli o lidze, ponieważ szykuje się do rewanżowego hitu 1/8 finału Pucharu Wyzwolicieli. Aby awansować dalej muszą w Brazylii przeciwko Cruzeiro co najmniej zremisować bramkowo (albo bezbramkowo i liczyć na szczęście w konkursie jedenastek).

Dowodzony przez Diego Dabove zespół Argentinos Juniors teoretycznie odczuwa niedosyt z powodu utraty victorii u epilogu spotkania, acz z drugiej strony równie dobrze mógł to przegrać….

Copa Argentina:

Estadio Coloso del Ruca Quimey (Cutral Có, prow. Neuquén)

Belgrano vs Real Pilar 0:1 (0:1)

Gol – Wilson Chimeli Rodríguez (35′)

Przy okazji wspomnijmy o tym, iż w sobotę rozegrano jedno spotkanie 1/16 finału Copa Argentina. W nim doszło do nie lada zaskoczenia. Niedawny spadkowicz z Superligi, czyli Belgrano uległ beniaminkowi stołecznej czwartej ligi – Realowi Pilar.

Real Pilar po wyeliminowaniu Vélezu Sarsfield w krajowym pucharze podążył za ciosem i tym razem dokopał kolejnej zdecydowanie wyżej notowanej od siebie ekipie.

W 1/8 finału prowincjonalna drużyna z miasta Pilar znajdującego się niedaleko na północ od Buenos Aires sprawdzi Arsenal de Sarandí lub Estudiantes de Caseros – czyli beniaminka pierwszej bądź drugiej ligi.

Comments are closed.