Wpadka wicemistrza, popis Uniónu

Dwa poniedziałkowe spotkania zakończyły etap pierwszych meczów 1/8 finału Copa de La Superliga. Analogicznie, jak Boca Juniors tudzież Vélez Sarsfield przewagę już w wyjazdowej bitwie uciułał sobie Unión de Santa Fe. „Tatengues” wygrali 2:1 na terenie przebojowego spadkowicza. W drugim spotkaniu Gimnasia La Plata niespodziewanie pokonała u siebie drugą siłę minionej kampanii ligowej.

Tigre vs Unión 1:2 (0:2)

Gole – 0:1 Nicolás Mazzola (27′), 0:2 Mauro Pittón (30′), 1:2 Carlos Luna (74′)

Najwyraźniej Uniónowi bardziej zależy na Pucharze Ligi, niż na Copa Argentina. Toż to niesamowity paradoks, że solidny średniak Superligi zakwalifikowany już do przyszłorocznej Sudamericany uległ trzecioligowcowi, ażeby pół tygodnia później w delegacji dokopać nieobliczalnemu teamowi z północnego Buenos Aires. Jedyny spadkowicz, który znalazł się w 1/8 finału tego czempionatu minionej nocy nie zabłysnął tak, jak choćby w poprzedniej rundzie.

Unión narzucił swoją inicjatywę od początkowych chwil meczu. Pierwsza próba Diego Zabali zza pola karnego nieznacznie minęła bramkę gospodarzy.

Aczkolwiek pod koniec pierwszych półgodziny zawodów przyjezdni aż dwukrotnie ukąsili. W 27 minucie prowadzenie „Tatengues” dało trafienie Nicolása Mazzoli, który z najbliższej odległości wycelował na pustą siatkę dzięki precyzyjnej centrze Franco Fragapane. Zdobył on swoją drugą bramkę podczas tego turnieju.

Trzy minuty później doskonałym uderzeniem z rzutu wolnego podwyższył natomiast Mauro Pittón. Trafił idealnie, niemal w samo okienko bramki Gonzalo Marinelliego ze stałego fragmentu gry.

Pod koniec pierwszej części obie drużyny zanotowały jeszcze po jednym szansie strzeleckiej. Tigre niebezpiecznie natarł po szybkim rozegraniu kornera, gdy Marcos Peano ofiarnie wybił uderzenie z najbliższej odległości Lucasa Jansona.

Rozpędzony Unión również mógł zadać trzeci cios po rzucie rożnym. Aczkolwiek po nieudanym wybiciu miejscowych z własnej szesnastki mocny, dalekosiężny strzał Franco Fragapane zatrzymał Marinelli.

Brat-bliźniak autora drugiej bramki – Bruno Pittón również mógł podwyższyć na 3:0, aczkolwiek jego niski strzał w kierunku dalszego słupka z ubocza szesnastki przeleciał tuż obok słupka.

Dla Tigre rozmiar porażki złagodzić zamierzał doświadczony obrońca Martín Galmarini, lecz również spudłował milimetry przy słupku mierzoną próbą przypuszczoną z okolicy szesnastego metra.

W rundzie eliminacyjnej „El Matador” uporał się z innym przedstawicielem miasta Santa Fe, czyli Colónem i to przypieczętowując zwycięstwo w osłabieniu. Unión niemniej okazał się zbyt wymagającym oponentem – przynajmniej podczas pierwszego starcia.

Na kwadrans przed upływem regulaminowego czasu weteran Carlos Luna też zdobył swojego gola numer dwa w tych rozgrywkach dając sygnał do walki gospodarzom. Niski, masywny snajper przejął dogranie Federico Gonzáleza, aby niepilnowany mocnym strzałem w środek bramki oddanym z centrum szesnastki zaskoczyć Marcosa Peano.

Chwilę później niestety obrońca Tigre – Néstor Moiraghi obejrzał czerwoną kartkę za chamski atak w nogę Diego Zabali, zaś osłabieni miejscowi tym razem nie poradzili sobie w dziesięciu i musieli pogodzić się z porażką.

Goście mając przewagę liczebną pod koniec mogli nawet władować trzecią bramkę, aczkolwiek ich zmiennik Augusto Lotti w akcji jeden na jednego tylko obił słupek.

Unión dowiózł prowadzenie 2:1 do końcowego gwizdka arbitra, dzięki czemu za tydzień u siebie będzie bronić jednobramkowej zaliczki.

W marcu br. obie drużyny również spotkały się ze sobą na Estadio Coliseo de Victoria podczas ligowych zmagań i wówczas padł remis 2:2. Teraz niewiele zabrakło do powtórki rezultatu, aczkolwiek „Los Tatengues” mieli jednak więcej szczęścia.


W bieżącym roku ekipa Leonardo Madelóna jest wyjątkowo groźna jako gospodarz – przegrała zaledwie raz przed własnymi trybunami (w marcu 1:3 z Boca Juniors).

Aczkolwiek nie przesądzajmy jeszcze o awansie „Santafesinos”, bowiem nie wiadomo czy błyskotliwy zespół Tigre nie zdobędzie się na jeszcze jeden zryw przed opuszczeniem pierwszoligowych szeregów.

*****************************************************************************

Gimnasia La Plata vs Defensa y Justicia 1:0 (1:0)

Gol – Santiago Silva (45+4′)

Tydzień temu Gimnasia dokonała cudu, kiedy radząc sobie w osłabieniu odrobiła 0:1 na 3:1 podczas wyjazdowej batalii przeciw Newell’s Old Boys. Teraz chłopcy Hernána Ortiza wykorzystali kryzys formy rewelacyjnej Defensa y Justicia, którą przed własną publicznością ograli 1:0.

Wstęp rywalizacji niesamowicie aktywny. U progu zawodów DyJ zmarnowała stuprocentową okazję do trafienia – otrzymawszy znakomitą centrę Matías Rojas znalazł się sam na sam z Alexisem Martínem Ariasem, lecz postanowił podać będącemu obok Nicolásowi Fernándezowi. Strzał wysuniętego napastnika perfekcyjnie na raty sparował goalkeeper miejscowych.

Dziwne, że Paragwajczyk zdecydował się podawać zamiast samemu uderzać w świetnej okazji – przecież wie, jak zdobywać gole. Podczas minionej kampanii ligowej Rojas aż dziesięciokrotnie umieszczał piłkę w siatce rywali.

Chwilę później pierwszą ciekawszą okazję stworzyli miejscowi. Dalekosiężna torpedę Wenezuelczyka Jana Hurtado w trudach nad poprzeczką sparował Ezequiel Unsain.

Później Matías Rojas nareszcie zdecydował się osobiście wykańczać atak będąc z piłką przy nodze za polem karnym, aczkolwiek nieznacznie spudłował obok słupka. Wybrał złe rozwiązania podczas obu akcji….

Laplateńczycy odpowiedzieli, ponownie szczęścia spróbował Hurtado. Tym razem ciemnoskóry Wenezuelczyk uwolniwszy się spod opieki defensorów oddawał bezpośredni strzał zza pola bramkowego, lecz znów powstrzymał go bramkarz „El Halcón”.

Skromną zaliczkę „Wilkom” przed rewanżem dało trafienie Santiago Silvy uzyskane tuż przed finiszem pierwszej połowy. Wiekowy Urugwajczyk w czwartej doliczonej minucie spowodował kapitulację Unsaina celną główką podczas rozegrania kornera dobijając sparowany chwilę wcześniej przez bramkarza strzał nogą z najbliższej odległości Maximiliano Coronela.

Dla łysielca to już trzeci gol w nowym turnieju. Stał się zatem liderem jego klasyfikacji strzeleckiej, prowadząc ex-aequo z Kolumbijczykiem Dayro Moreno zdobywającym bramki na chwałę Talleres.

W drugiej połowie wyrównać mógł Ignacio Aliseda, który przeciąwszy na mniej więcej piątym metrze wrzutkę Maximiliano Caire niewiele pomylił się uderzeniem głową. Rzeczony napastnik aż dwukrotnie szukał trafienia strzałem „ze łba”, lecz w obu przypadkach nieznacznie chybiał.

Ponieważ DyJ nie radziła sobie pod względem sportowym, jej futboliści postanowili nieco obejść przepisy. Lisandro Martínez korzystając z momentu nieuwagi arbitra podbiegł do autora jedynej bramki tego boju, delikatnie schylił się i symulował, że został uderzony przez niego łokciem w głowę. Sędzia jednak nie nabrał się na aktorstwo czołowego obrońcy minionej kampanii Superligi.

Paragwajski pomocnik Víctor Ayala zapragnął podwyższyć rozmiar wygranej Gimnasii bezlitosnym uderzeniem z rzutu wolnego (takowe są jego specjalnością), niemniej Unsain sparował jego torpedę na korner. „Los Lobos” musieli zadowolić się jednobramkowym tryumfem na własnym El Bosque.

Gimnasia wzięła idealny rewanż na DyJ za lutową domową porażkę 0:1 w lidze (nota bene wtedy wtopili po bramce samobójczej). Teraz to „Wilki” okazały się sprytniejsze, niż „Sokoły”.

Sugerując się aktualną niezbyt optymistyczną formą DyJ faworyta tego dwumeczu trudno wyłonić. W rewanżu wszystko możliwe.

Gimnasia to przecież finalista ubiegłorocznej Copa Argentina, a w drodze do decydującego starcia potrafiła wyrzucić za burtę samych Boca Juniors i River Plate. Laplateńczycy potrafią stawiać czoła presji.

Turniejowa klasyfikacja strzelców:

3 gole – Dayro Moreno (Talleres), Santiago Silva (Gimnasia La Plata)

2 gole – Facundo Quignon (Lanús), Maxi Rodríguez (Newell’s Old Boys), Gabriel Hauche (Argentinos Juniors), Pablo Pérez (Independiente), Javier Toledo (Atlético de Tucumán), Nicolás Mazzola (Unión), Carlos Luna (Tigre)

Comments are closed.