River również wygrywa pięć razy pod rząd!

Czołowe dwa kluby Argentyny nie próżnują w końcówce sezonu. Boca Juniors nie ma już szans na obronę mistrzowskiego tytułu, ale przynajmniej zamierzała zagwarantować sobie bezpośredni udział w fazie grupowej Copa Libertadores 2020. Ogrywając w piątek Banfield ten cel spełniła. River Plate także nie zamierza czekać do ostatniej chwili z zabukowaniem biletów do przyszłorocznej edycji elitarnego turnieju. Aktualny klubowy mistrz Ameryki Południowej podobnie, jak odwieczny rywal zwyciężył piąty konsekutywny ligowy bój, co przybliża go ku rundzie eliminacyjnej następnej CL. Podsumowanie sobotnich meczów przedostatniej kolejki Superligi:

San Lorenzo de Almagro vs Gimnasia La Plata 1:1 (0:0)

Gole – 0:1 Jan Hurtado (59′), 1:1 Marcelo Herrera (90+4′)

Niewesoła jest sytuacja San Lorenzo. Ukochany klub papieża Franciszka został ukarany odjęciem sześciu punktów w tabeli, wobec czego zleciał na ostatnią lokatę klasyfikacji. Dzięki istnieniu tabeli spadkowej degradacja do Primera B Nacional popularnym „Krukom” nie grozi, aczkolwiek zamknięcie stawki na koniec sezonu to istna kompromitacja dla tak renomowanego teamu.

Z drugiej strony trudno im myśleć o marszu w górę tabeli, skoro muszą oszczędzać siły na zmagania grupowe Pucharu Wyzwolicieli. Już we wtorek ekipę wciąż dowodzoną przez Jorge Almiróna czeka szlagierowy pojedynek trzeciej kolejki grupy F przeciwko brazylijskiemu krezusowi – Palmeiras.

Nic dziwnego więc, że San Lorenzo wystąpił rezerwowym, a właściwie młodzieżowym składem przeciwko pewnej już utrzymania Gimnasii La Plata i ledwo ledwo wydarł remis u siebie przeciwko ligowemu przeciętniakowi.

Odpoczywał między innymi kapitan Nicolás Blandi, który przed meczem został uhonorowany za rozegranie 150. spotkań dla „El Ciclón”. Dla odmiany setny raz koszulkę CASLA przyodział wprowadzony tu podczas drugiej części wiekowy obrońca Gonzalo Rodríguez. Oboje otrzymali klubowe koszuli oznaczone numerem odpowiadającym ich liczbie występów dla San Lorenzo.

Pierwsza połowa zdecydowanie dla San Lorenzo, lecz zmiennikom skuteczność nie dopisywała. Hector Fertoli na przykład chciał strzelić kroczem z najbliższej odległości podczas rozegrania kornera, ale minimalnie się pomylił, wobec czego wyszło kuriozalne pudło. Poza tym ów skrzydłowy zanotował też niecelny strzał zza pola karnego.

U progu drugiej odsłony weteran Ariel Rojas pokusił się o strzał z rzutu wolnego, jaki z najwyższym trudem nad poprzeczką sparował bramkarz przyjezdnych Sebastián Moyano.

Inicjatywę dzierżyli miejscowi, ale to laplateńscy goście jako pierwsi zadali cios. Gdy minęła niecała godzina zawodów Horacio Tijanovich poprowadził atak prawą flanką. Zza linii bocznej szesnastki dośrodkował w pole bramkowe, gdzie bezpośrednim strzałem składającego się do interwencji Fernando Monettiego uprzedził wenezuelski nastolatek Jan Hurtado bezpośrednim strzałem pokonując goalkeepera.

Warto przy okazji odnotować, że Monetti bronił wczoraj przeciwko swojemu macierzystemu klubowi. Zaliczył niezbyt udane spotkanie z nim. Jednak miał szczęście, kiedy próba Víctora Ayali z rzutu wolnego zza linii bocznej szesnastki zawędrował minimalnie nad poprzeczką.

Siermiężne starania o wyrównujące trafienie przypuścił młody napastnik gospodarzy Adolfo Gaich. Raz jednak jego strzał z ostrego kąta sparował Moyano, a przy innej okazji młodzieżowy reprezentant Argentyny karygodnie chybił z niezłej pozycji.

Drugi garnitur papieskiej drużyny uniknął porażki rzutem na taśmę. W czwartej doliczonej minucie, czyli tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego 20-letni defensor Marcelo Herrera oddał niby strzał rozpaczy zza pola karnego, ale futbolówka odbiła się rykoszetem od zawodnika przyjezdnych i zmyliwszy bramkarza gości Sebastiána Moyano wturlała się do siatki. Młody Herrera zatem zdobył swojego pierwszego oficjalnego gola w dorosłej karierze.

Drugi kolejny remis 1:1 „Azulgrany”. Uwzględniając odjęte sześć punktów (chociaż oficjalnie te zostaną zabrane im po zakończeniu sezonu) stołeczny potentat na koncie ma zaledwie 16 oczek, będąc pewnym zajęcia ostatniego miejsca w Superlidze 2018/2019.

Gimnasia wprawdzie jest spokojna o utrzymanie, ale humory wśród „Los Lobos” również nie mogą dopisywać. Mniej znany klub z La Platy zmarnował szansę, aby wyprzedzić w tabeli swojego rywala zza miedzy – Estudiantes. Aktualnie chłopcy Hernána Ortiza okupują osiemnastą pozycję, uciuławszy 26 punktów.  

*****************************************************************************

Godoy Cruz vs Patronato 2:1 (0:0)

Gole – 1:0 Victorio Ramis (48′), 1:1 Faustino Dettler (63′), 2:1 Miguel Ángel Merentiel (76′)

Frajerska porażka Patronato! Aby mieć całkowicie pewny ratunek przed spadkiem drużynie z Międzyrzecza wystarczyło zdobyć cztery punktów w ostatnich dwóch kolejkach, gdzie mają całkiem przystępnych rywali.

Tymczasem ulegli w Mendozie drugiemu składowi Godoy Cruz (Lucas Bernardi szczędzi czołowych futbolistów przed Libertadores) i teraz, aby pozostać na bezpiecznym miejscu muszą oczekiwać wpadek wszystkich trzech konkurentów w walce o życie – Belgrano, San Martín de San Juan, a także Tigre.

Emocje na Estadio Malvinas Argentinas zaczęły się tuż po kwadransie przerwy. Skład zmienników „Winiarzy” uzyskał prowadzenie zaraz po zmianie stron, kiedy wobec nieuwagi obrony zazwyczaj rezerwowy napastnik gospodarzy Victorio Ramis wybiegł sam na sam z Sebastiánem Bertolim. 41-latek wybił jego pierwszy strzał, lecz Ramis doganiany przez obrońcę poprawił efektownymi nożycami z okolicy piątego metra pakując futbolówkę do pustej siatki.

Jakiś kwadrans później na boisku pojawił się nieznany dotąd Faustino Dettler, który oficjalnie zadebiutował dla Patronato. 20-latek zaliczył błyskawiczne wejście smoka, bo już chwilę po zameldowaniu się na murawie strzelił gola wyrównującego!

Zawodnik z charakterystycznym irokezem na głowie przejął dogranie w pole bramkowe Gabriela Ávalosa (który o ironio grał przeciwko klubowi, z którego jest wypożyczony), aby bezpośrednim strzałem w polu karnym zaskoczyć Roberto Ramíreza.

Szalę zwycięstwa tak czy siak przygarnęli miejscowi. Na kwadrans przed finiszem urugwajski napastnik Miguel Ángel Merentiel bezlitosnym, niskim uderzeniem zza szesnastki spowodował drugą kapitulację Bertoliego i ustalił wynik zawodów na 2:1 dla rezerwowej ekipy gospodarzy.

U samego kresu potyczki „Winiarze” spróbowali jeszcze dwukrotnie pokonać wiekowego bramkarza outsidera strzałami zza szesnastki, aczkolwiek jedna próba Juana Martína Lucero została sparowana przez „staruszka”, zaś inne przymierzenie autorstwa zmiennika Valentína Burgoy nieznacznie chybiło obok celu. Skończyło się więc na niewygórowanym 2:1.

„El Expreso del Tomba” dzięki tej wygranej zachował matematyczne szanse, aby znaleźć się w strefie Sudamericany. Zespół Lucasa Bernardiego zajmuje aktualnie trzynaste miejsce ze zdobytymi 32 punktami.

Mendoska ekipa jednakże myślami niewątpliwie jest przy środowej potyczce Libertadores, kiedy w Chile sprawdzi tamtejszy Universidad de Concepción. Dotychczas Godoy Cruz wyłącznie remisował w grupie C, więc można powiedzieć, że zaprezentował się bez szału, ale stabilnie.

Dla kontrastu Patronato niestety skompromitował się i zbłaźnił na całej linii. Gdyby zawodnicy Mario Sciacquy przynajmniej tu zremisowali, byliby krok od utrzymania się w Superlidze. A tak muszą oczekiwać wpadek innych czerwonych latarni….

*****************************************************************************

Independiente vs Vélez Sarsfield 2:1 (0:1)

Gole – 0:1 Leandro Fernández (8′), 1:1 Silvio Romero (56′), 2:1 Pablo Pérez (85′)

Konfrontacja dwóch potencjalnych uczestników przyszłorocznej Copa Sudamericana dla posiadającego mocniejszy skład, ale niżej sklasyfikowanego w tabeli Independiente.

Mimo, że „Czerwone Diabły” magazynowały większość sił na środowy mecz Copa Sudamericana z peruwiańskim Binacional, to zmotywowały się na tyle, aby wymęczyć tryumf nad obiecującym, ale ciągle niestabilnym Vélezem.

Spotkanie rozpoczęło się pomyślnie dla przyjezdnych, którym błąd obrony „Inde” pozwolił objąć szybkie prowadzenie. Jak na ironię miejscowym cios zadał napastnik wypożyczony przez nich do Vélezu – Leandro Fernández! W ósmej minucie zawodów przejął on złe podanie Fabricio Bustosa, aby popędzić w szesnastkę i niskim uderzeniem w długi róg pokonać Martína Campañę.

Okazję do wyrównania jeszcze w pierwszej części zaliczył Silvio Romero (któremu rola następcy Emmanuela Gigliottiego wyraźnie nie sprzyja), aczkolwiek jego główkę zza piątego metra ofiarnie sparował goalkeeper Lucas Hoyos. Ponadto wracający ze zgrupowania paragwajskiej reprezentacji Cecilio Domínguez minimalnie spudłował uderzeniem z rzutu wolnego.

Vélez również nie spoczął na laurach, aczkolwiek prowadząc ataki w dalszej części meczu ograniczał się do dalekosiężnych prób. Urus Martín Campaña bezproblemowo zatrzymywał takowe.

Vélez poległ w Avellanedzie, wobec czego stracił szanse na kwalifikację do Copa Libertadores poprzez ligę, ale większym powodem do frasunku dla „El Fortín” jest kontuzja ich gwiazdora Matíasa Vargasa

 

Do przerwy faworyzowanym mimo wszystko gospodarzom nie wiodło się, aczkolwiek po zmianie stron odwrócili wynik. Wyrównał w 57 minucie ich właśnie Silvio Romero rehabilitując się za wcześniejszy niewypał. Uporał się z kryjącym go defensorem, aby bezlitosnym strzałem z centrum pola karnego nie dać szans bramkarzowi gości.

Zbliżał się koniec spotkania, zaś „Inde” stopniowo utwierdzał swoją przewagę. Pierwsze koty za płoty, albowiem znaturalizowany chilijski kadrowicz Pablo Hernández obstawiony defensywą pomylił się technicznym strzałem ze skraju pola karnego.

Aczkolwiek na pięć minut przed upływem regulaminowego czasu strzelili decydującego gola po rzucie wolnym. Uderzenie z niego Ekwadorczyka Fernando Gaibora obiło poprzeczkę, ale za chwilę futbolówkę przejął Emanuel Brítez na boku pola bramkowego dogrywając w jego środek, skąd Pablo Pérez bezpośrednim uderzeniem wycelował do pustej siatki.

Wiekowy pomocnik przyodziewający do niedawny barwy Boca Juniors strzelił zatem swego pierwszego gola dla „Inde”.

Przyjezdni zatem wyjeżdżają na tarczy z Estadio Libertadores de América, ale nie ta wtopa stanowi dla nich największe zmartwienie, a kontuzja kolana ich utalentowanego skrzydłowego Matíasa Vargasa.

Specjalizujący się w szybkich rajdach na skrzydle oraz asystowaniu kolegom 21-latek nie zagra już w tym półroczu, a podczas najbliższego mercado „Fortíneros” chcą go sprzedać za kwotę nawet 15 milionów euro. Czy rekonwalescencja wstrzyma transfer „El Monito”?

Independiente podczas trwającej kampanii prezentuje formę w kratkę – lepsze spotkania przeplata słabszymi. Poprzednio derbowy blamaż 0:3 z River, teraz wymęczony tryumf nad odradzającym się Vélezem. Uśredniona dyspozycja mimo wszystko powinna wystarczyć chłopcom Ariela Holana do następnej edycji Copa Sudamericana.

Czerwona strona Avellanedy znajduje się na siódmej pozycji z 35 punktami i teoretycznie przed ostatnią kolejką może jeszcze wyprzedzić swoje wczorajszej ofiary – szósty Vélez uciułał zaledwie dwa oczka więcej.

Dla gości ta porażka oznacza koniec marzeń o kwalifikacji do Libertadores 2020 poprzez ligę. Ponieważ „El Fortín” sensacyjnie odpadli już z Pucharu Argentyny, gdzie ośmieszył ich piątoligowiec, to jedynymi nadziejami ekipy Gabriela Heinze na przyszłoroczną CL są Copa de La Superliga.

Mogą jeszcze oczekiwać szczęśliwych dla nich rozstrzygnięć w Copa Libertadores/Copa Sudamericana/Copa Argentina, które dałyby im dodatkowe argentyńskie miejsce w elitarnym czempionacie. Aczkolwiek „nadzieja matką głupich”…. 

*****************************************************************************

Talleres vs River Plate 0:2 (0:2)

Gole – Ignacio Fernández (27′, 34′)

Jak wspomnieliśmy River analogicznie, jak Boca skompletował passę pięciu konsekutywnych ligowych tryumfów. Sobotniej nocy „Millonarios” zrobili furorę w Córdobie, gdzie pokonali 2:0 ubiegający się o Copa Sudamericana zespół Talleres. Brak poważnie kontuzjowanego kolumbijskiego wirtuoza Juana Fernando Quintero nie stanowi przeszkody dla obecnie najlepszej klubowej drużyny zielonego kontynentu.

Gigant ze stadionu El Monumental zdecydowanie przewyższył wymagających gospodarzy. Chłopcy Marcelo Gallardo w pełni zasłużyli na zwycięstwo. Już u progu spotkania Rafael Santos Borré powinien był zadać cios miejscowym, gdy w rezultacie kretyńskiego nieporozumienia między zawodnikami miejscowych dostąpił akcji sam na sam z Guido Herrerą. Kolumbijczyk jednak feralnie chybił obok bramki podczas tej stuprocentowej okazji.

Dwa gole pomocnika Ignacio Fernándeza zdobyte w dość krótkim odstępie czasu zapewniły ekipie Marcelo Gallardo cenną victorię na wielkim stadionie im. Mario Kempesa. Wynik goście otwarli w 27 minucie dzięki efektownej akcji – „Nacho” oraz Pratto w okolicy linii końcowej pola karnego wymienili podania ze sobą zwodząc obronę gospodarzy. Lucas Pratto posłał asystę zza szesnastki, natomiast Fernández wybiegł sam na sam z Guido Herrerą, pokonując go uderzeniem w długi róg.

Siedem minut później „Nacho” Fernández drugi raz wpisał się na listę strzelców. Sprytnie wykonał rzut wolny w okolicy linii autowej boiska. Nie czekając na gwizdek sędziego (który nie był tutaj wymagany) posłał genialny strzał za kołnierz bramkarza, podwyższając na 2:0.

Talleres obudzili się dopiero w drugiej połowie, kiedy doszedł im atut przewagi liczebnej. W 55 minucie czerwoną kartkę za drugą żółtą wobec brzydkiego faulu na przeciwniku obejrzał urugwajski skrzydłowy gości Nicolás De La Cruz.

Aczkolwiek miejscowym nawet to nie pomogło. Świetne robinsonady Franco Armaniego pozwoliły osłabionemu River zachować czyste konto i co za tym idzie utrzymać w garści zwycięstwo. Najlepszą interwencję reprezentant Argentyny odnotował blokując strzał szczupakiem Mauro Ortiza.

Za to pod koniec rywalizacji doświadczony goalkeeper nabawił się nadwyrężenia mięśnia łydki, mimo którego dokończył spotkanie. Aczkolwiek jego udział w zbliżającym się hicie Pucharu Wyzwolicieli z Internacionalem stoi niestety pod znakiem zapytania.

Franco Armani skończył to spotkanie z lekkim urazem

 

Teraz „Milionerzy” mogą spokojnie szykować się do wspomnianej środowej batalii Pucharu Wyzwolicieli. Dotychczas obrońcy trofeum Libertadores zaliczyli dwa remisy w kontynentalnym turnieju, a teraz przychodzi im stawić czoła liderowi grupy A.

Jednocześnie warto wspomnieć o coraz częstszych występach Nahuela Gallardo. 20-letni obrońca gości będący synem Marcelo Gallardo rozpoczyna zawodową karierę pod okiem swojego ojca.

Tutaj drugi raz w życiu Gallardo Junior rozegrał mecz dla dorosłej drużyny River w pełnym wymiarze czasowym – co ciekawe pierwszy raz zaliczył pełne 90 minut w październiku 2017 roku, kiedy CARP na tym właśnie kordobańskim obiekcie również mierzył się przeciwko Talleres i wówczas poniósł klęskę 0:4 z „La T”!

Aczkolwiek wtedy „klub bogaczy” radził sobie totalnie rezerwowym składem magazynując siły przed przegranym ostatecznie półfinałem Copa Libertadores przeciwko Lanús. 

River Plate dzięki pięciu konsekutywnym victoriom jest niemal pewien zajęcia 4. miejsca gwarantującego udział w eliminacjach Copa Libertadores 2020. Pięć punktów za plecami Boca, ale przecież pokonali największego wroga w Superfinale ubiegłorocznego Pucharu Wyzwolicieli.

Aby na pewno ukończyć sezon tuż za podium muszą przynajmniej zremisować ostatnie starcie kampanii przeciwko Tigre lub oczekiwać jakieś wpadki Atlético de Tucumán.

Dla odmiany Talleres pierwszy raz od czasu powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2016 roku przegrał dwa kolejne boje u siebie. Kordobanie przez to mogą lada chwila wypaść poza lokaty premiowane Sudamericaną. W ostatniej kolejce za tydzień drużyna Juana Pablo Vojvody będzie musiała pokonać w San Juan rozpaczliwie bijący się o utrzymanie San Martín.

Dodajmy jednocześnie, że w Argentynie jest to tydzień upamiętnienia przegranej wojny o Falklandy. Wybuchła ona 2 kwietnia 1982 roku, a więc we wtorek przypada jej 38 rocznica. Mecze w kraju tanga są poprzedzane odegraniem hymnu narodowego przez orkiestrę wojskową oraz minutą ciszy tuż przed pierwszym gwizdkiem arbitra.

Ponadto w bieżący weekend na argentyńskich boiskach prowadzi się również kampanie społeczne na rzecz dzieci chorych na autyzm tudzież ku pamięci tajemniczo zaginionych w okresie panowania junty wojskowej.

Comments are closed.