DyJ nowym liderem, dramat San Lorenzo

Koniec sezonu zbliża się milowymi krokami, a San Lorenzo nadal w letargu. Tym razem ulubieńcy papieża Franciszka stracili zwycięstwo w ostatnich sekundach potyczki. Nowym samodzielnym przynajmniej na dwa dni została rewelacyjna Defensa y Justicia. Natomiast Pablo Pérez obejrzał czerwoną kartkę za…. kopnięcie przeciwnika w jaja! Podsumowanie czterech sobotnich dziewiętnastej kolejki Superliga Argentina:

San Lorenzo de Almagro vs Newell’s Old Boys 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Nicolás Blandi (45′), 1:1 Alexis Rodríguez (90+2′)

Któż przypuszczałby, że San Lorenzo zaliczy właśnie dziesiąty konsekutywny ligowy mecz bez zwycięstwa?! „Cuervos” ostatnimi czasy znajdują się w tak ogromnym dołku formy, że nawet błogosławieństwo ich największego fana przestaje być skuteczne.

Minionego popołudnia zawodnicy Jorge Almiróna podjęli u siebie na Nuevo Gasometro przeciętnych Newell’s Old Boys – zwycięstwo mieli na wyciągnięcie ręki i wypuścili je z niej dosłownie tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.

Pierwsza odsłona wyraźnie należała do gospodarzy. Bramkarz przyjezdnych Alan Aguerre musiał wybić groźny strzał z rzutu wolnego Fernando Belluschiego oraz sparować nad poprzeczką mocne uderzenie Marcosa Senesiego podczas rozegrania kornera. Po innej narożnej centrze Senesi spudłował głową.

Ponadto niewypał zaliczył też kapitan San Lorenzo – Nicolás Blandi obstawiony defensorem za polem bramkowym minimalnie spudłował nożycami.

Jedną obiecującą akcję do przerwy zorganizowali też goście, aczkolwiek wiekowy Maxi Rodríguez źle wykończył ją fatalnie chybiając obok słupka bezpośrednią torpedą przypuszczoną ze skraju 16-tki.

Miejscowi przełamali się bezpośrednio przed przerwą. W 45 minucie Fernando Belluschi swym dośrodkowaniem z kornera otworzył drogę do bramki – na terenie pola bramkowego olbrzymie zamieszanie między futbolistami, w którym najlepiej odnalazł się wprawiony snajper Nicolás Blandi dosłownie wczołgując się z piłką za linię bramkową.

Około 60 minuty NOB mogli wyrównać, aczkolwiek pędzący sam na sam Cristian Insaurralde został powstrzymany na krańcu pola karnego przez wybiegającego z bramki Fernando Monettiego.

Doskonałą szansę, aby rozstrzygnąć losy meczu zmarnował Nicolás Reniero w 86 minucie. Przejąwszy dośrodkowanie za piątym metrem bezmyślnie huknął nad poprzeczką i to mając przed sobą właściwie pustą bramkę.

Warto odnotować, iż goście z Rosario (podobnie jak Belgrano) upodobali się remisowanie podczas bieżącego roku. Dotychczasowe trzy potyczki ligowe „Lepresos” od początku 2019 kończyły się wyłącznie podziałem punktów. Rzutem na taśmę ekipie Héctora Bidoglio udało się przedłużyć passę remisów.

Bramkarz Alan Aguerre mając piłkę przy nodze wybiegł z bramki i zagrał na skrzydło Víctorowi Figueroa. Wiekowy skrzydłowy posłał długą lagę w szesnastkę miejscowych, gdzie kuzynowie Maxi i Alexis Rodríguezowie dopełnili formalności zwodząc obrońcę oraz bramkarza opozycji.

Młody Alexis podał głową dużo starszemu Maxiemu. Popularny „Fiera” mając przed sobą Monettiego posłał asystę zwrotną w pole bramkowe, gdzie z najbliższej odległości Alexis szczupakiem wpakował futbolówkę do „pajęczyny”. Warto odnotować, iż sędzia nie zauważył tutaj spalonej Maxiego, więc Newell’som zwyczajnie dopisał fart.

Tak czy inaczej Newell’s Old Boys w ostatniej chwili wymęczyli swój czwarty pod rząd remis, który w tabeli daje im na chwilę obecną piętnaste miejsce. „Trędowaci” zgromadzili 22 punkty po 19 kolejkach.

San Lorenzo okupuje pozycję trzecią od dołu uciuławszy oczek ledwo szesnaście. Pozycja stołecznego giganta jest wręcz tragiczna, a jak wspomnieliśmy w lidze nie wygrali już od dziesięciu spotkań.

Warto podkreślić, iż pracujący od listopada w dzielnicy Boedo strateg Jorge Almirón jeszcze nie zwyciężył żadnego oficjalnego pojedynku jako sternik papieskich idoli. Faza grupowa Copa Libertadores rusza już za pół miesiąca – dla Almiróna i całego klubu „Kruków” to ostatni dzwonek na wybudzenie się z impasu!

*****************************************************************************

Gimnasia La Plata vs Defensa y Justicia 0:1 (0:1)

Gol – Manuel Guanini (15′ – samobój)

Szóste konsekutywne zwycięstwo w lidze pozwoliło DyJ samodzielnie zasiąść na fotelu lidera. Jedyna drużyna, która w bieżącym sezonie Superligi może pochwalić się brakiem jakiejkolwiek porażki wywiozła tryumf z La Platy, gdzie ograła tamtejszą Gimnasię.

Zwycięski gola dla „Sokołów” padł w niesamowicie fartownych okolicznościach, ponieważ był całkiem widowiskowym samobójem.

Gdy minął kwadrans rywalizacji atak wyprowadził Domingo Blanco chwilę wcześniej wprowadzony na murawę za kontuzjowanego Gastóna Togniego. Wychowanek Independiente dośrodkował sprzed linii końcowej, a jego centrę na boku pola bramkowego pechowo przeciął defensor Manuel Guanini. Piłka odbita rykoszetem zmyliła Alexisa Martína Ariasa i wturlała się do bramki….

Sytuację ku podwyższeniu zaliczki odnotował Fernando Márquez. Niestety „Cuqui” znalazłszy się jeden na jednego z goalkeeperem huknął prosto w niego – Arias wykazał się przykładną robinsonadą.

Ofensywę Gimnasii prowadzili głównie zagraniczni piłkarze – Urugwajczyk Santiago Silva, Paragwajczyk Víctor Ayala oraz Wenezuelczyk Jan Hurtado. Ostatni wymieniony około 30 minuty próbował technicznym przymierzeniem zza szesnastki celując minimalnie nad poprzeczką. Ponadto mocno chybiony strzał wolejem z ubocza szesnastki zaliczył lewy defensor Gonzalo Piovi.

Podczas doliczonego czasu pierwszej części sędzia przerwał na chwilę zawody, ponieważ ktoś z trybun rzucił jakimś przedmiotem w trenera bramkarza drużyny gości Juana Gambande. Jemu na szczęście nic poważnego się nie stało i niecałe pięć minut później gra została wznowiona.

Dodajmy jednakże, iż wspomniany wcześniej Gastón Togni nieprędko wróci na murawę, ponieważ sfaulowany przez Maximiliano Combę w 14 minucie doznał kontuzji lewego kolana i musiał jechać do szpitala. Okazało się, iż zerwał więzadła krzyżowe, toteż nie zagra już do końca sezonu. 

Kilka interesujących okazji obie drużyn stworzyły sobie po przerwie. Podwyższyć mógł najskuteczniejszy w tej kampanii zawodnik gości Matías Rojas, niemniej dalekosiężny strzał Paragwajczyka minimalnie chybił nad poprzeczką.

Wysunięty napastnik przyjezdnych Nicolás Fernández zaś ostukał poprzeczkę główkę z okolicy piątego metra (swoją drogą obejrzał piątą żółtą kartkę w tych rozgrywkach, przez co nie wystąpi za tydzień przeciwko Boca).

Wyrównać dla kiepskiej w tym roku Gimnasii chciał inny paragwajski zawodnik – Víctor Ayala specjalizujący się w strzelaniu rzutów wolnych. Niemniej jego chytre uderzenie ze stałego fragmentu gry na raty wyłapał czujny Ezequiel Unsain.

Defensa y Justicia w poprzednich trzech ligowych konfrontacjach przechylała szalę zwycięstwa na swoją korzyść podczas końcowych sekund rywalizacji. Teraz chłopcy Sebastiána Beccacece również znaleźli się bliscy trafienia w końcówce, aczkolwiek Arias zasłynął wybitną interwencją sparowawszy mocne uderzenie Ciro Riusa zza pola bramkowego, któremu strzał umożliwiło błędne wybicie obrońcy.

Chwilę później atak rozpaczy zdążyła przeprowadzić Gimnasia. Również dzięki nieodpowiedniemu wybiciu defensora zza piątego metra okazji dostąpił Jan Hurtado, lecz Wenezuelczyk miał niewiele czasu na decyzję i oddał niecelny strzał obok słupka.

Tym razem „El Halcón” nie strzelili tuż przed końcem spotkania, aczkolwiek nie ma to większego znaczenia, bowiem tak czy siak obejmują suwerenne prowadzenie w klasyfikacji. Piłkarze ze stołecznej dzielnicy Florencio Varela zgromadzili już 45 punktów i teraz muszą oczekiwać poniedziałkowej wpadki Racingu z Godoy Cruz, aby utrzymać fotel lidera.

Trzeba przyznać, że forma laplateńskiej Gimnasii podczas bieżącej kampanii jest zwyczajnie katastrofalna. Na ostatnie dziesięć ligowych bojów „Wilki” przegrały aż siedem, zaś piąte miejsce od końca w tabeli mówi o tej drużynie wszystko. A przecież to finalista ubiegłorocznej Copa Argentina. Znający dobrze ten klub Pedro Troglio podał się do dymisji na pomeczowej konferencji prasowej.

Za pół tygodnia natomiast Defensa y Justicia stanie do rewanżowej batalii Copa Sudamericana przeciwko brazylijskiemu Botafogo. Tam dla odmiany DyJ będzie musiała odrabiać stratę, ponieważ pierwszą batalię na wyjeździe przegrała 0:1 po utracie gola w końcowej fazie meczu. 

*****************************************************************************

Patronato vs Aldosivi 0:0

Bezbramkowy remis nie urządzający tych drużyn. Patronato ciągle tkwi w strefie spadkowej, a Aldosivi wobec braku zwycięstwa nie umocnił się wśród lokat premiowanych kontynentalnymi pucharami. Więcej powodów ku lamentowi mają jednak gospodarze rozpaczliwie broniący się przed degradacją do Primera B Nacional.

Pragnący opuścić czerwoną strefę miejscowi generalnie mieli tutaj więcej do powiedzenia, ale nie umieli przechytrzyć defensywy z Mar del Plata. Bramkarz o chorwackich korzeniach Luciano Pocrnjić w pierwszej połowie choćby znakomicie wybił nad poprzeczką główkę Gabriela Carabajala.

W drugiej połowie Patronato częściej szturmował bramkę gości – Germán Berterame niecelnie przymierzył z ubocza pola karnego, Gabriel Ávalos próbował głową zza pola bramkowego, ale trącił piłkę stanowczo za lekko i ta poszybowała prosto do rąk Pocrnjicia. Zaś niespodziane wysokie uderzenie zza linii bocznej szesnastki Nicolása Pantaleone jedynie otarło poprzeczkę, a futbolówka później wyleciała w boisko.

Przed samym końcem wiekowy goalkeeper także sparował nad bramką uderzenie z rzutu wolnego rezerwowego Jacobo Mansilli. Aldosivi może przejawiać większe objawy zadowolenia po tym widowisku pozbawionym goli.

Spoczywający pod czerwoną kreską „El Patrón” piastuje lokatę czwartą od końca (w tabeli spadkowej także). Aldosivi nadal ma dziewiąte miejsce i zamyka strefę awansu do Sudamericany.

*****************************************************************************

San Martín de San Juan vs Independiente 1:1 (0:1)

Gole – 0:1 Cecilio Domínguez (45+5′), 1:1 Humberto Osorio (82′)

Potyczka outsidera z kandydatem do uczestnictwa w Pucharze Wyzwolicieli. Independiente grając przez połowę spotkania osłabiony chociaż pierwszy strzelił, to ostatecznie ledwo zremisował w San Juan przeciwko tamtejszemu San Martín.

Spotkanie wyrównane, ale ze wskazaniem na broniących się przed spadkiem. Tuż przed kwadransem odpoczynku zadanie „Verdinegros” miało zostać ułatwione, albowiem wiekowy pomocnik gości Pablo Pérez leżąc na murawie niecnie poczęstował kopniakiem w krocze Marcosa Gelaberta, za co sędzia pokazał mu czerwoną kartkę.

Niemniej chwilę później mający jednego zawodnika mniej Independiente wywalczył rzut wolny tuż sprzed linii końcowej pola karnego. Stały fragment gry znienacka wykonał Cecilio Domínguez zaskakując Luisa Ardente. Paragwajczyk strzelił zatem pierwszego gola w barwach „Czerwonych Diabłów”.

Właściwie przez całą drugą połowę San Martín naciskał szukając wyrównania. Wszak nie wypadało przegrać nawet z wyżej notowanym rywalem grając w przewadze liczebnej przez bite pół spotkania. Blisko trafienia gospodarze znaleźli się po dośrodkowaniu Mauro Bogado z rzutu wolnego, kiedy w centrum szesnastki Humberto Osorio oddał bezpośredni strzał w środek bramki, lecz Martín Campaña złapał futbolówkę.

Pablo Pérez to charakterny piłkarz, który jak trzeba to nawet leżąc potrafi kopnąć w jaja!

Złamać opór przyjezdnych było dane miejscowym dopiero w 82 minucie, kiedy dośrodkowanie z rzutu rożnego należycie wykończył Humberto Osorio z najbliższej odległości głową trafiając do pustej siatki. Kolumbijczyk wpisał się na listę strzelców pierwszy raz po powrocie do San Juan, gdzie występował już w latach 2012-2013. Nota bene chwilę wcześniej nie zdołał przechytrzyć Campañy strzałem oddanym w narożniku pola bramkowego.

W samej końcówce obie strony przeprowadziły jeszcze po jednej groźnej akcji. Osłabionym „Los Diablos Rojos” prowadzenie przywrócić mógł zmiennik Fernando Gaibor, jednak mocne uderzenie Ekwadorczyka z boku szesnastki wybił doświadczony goalkeeper miejscowych.

Sekundy przed odgwizdaniem zakończenia atak po drugiej stronie, jednakże Urus Martín Campaña najpierw wybił przed siebie niskie dośrodkowanie z ubocza, a później obronił także główkę stojącego przed nim Emanuela Deninga powstrzymywanego jednocześnie przez obrońcę.

Wynik 1:1 nie uległ zmianie, a brak rozstrzygnięcia bez wątpienia nie satysfakcjonuje żadnej drużyny. San Martín ciągle wisi milimetry nad strefą spadkową, podczas gdy notujący trzeci remis w nowym roku Independiente nie wykorzystał szansy, aby przybliżyć się ku miejscom oferującym awans do Copa Libertadores.

Podczas ubiegłego sezonu „Inde” zwyciężył na Estadio Ingeniero Hilario Sánchez w San Juan aż 4:0. Teraz musiał zadowolić się tu remisem.

San Martín de San Juan w ligowej stawce obecnie jest dziewiętnasty, uciuławszy dziewiętnaście punktów i jednocześnie wśród tabeli spadkowej okupuje ostatnią bezpieczną lokatę.

„Inde” póki co przeznaczona ósma lokata. Chłopcom Ariela Holana brakuje kilku punktów do czołowej czwórki. 

Aczkolwiek dla czerwonej części Avellanedy jeszcze nic straconego, bo przecież do Pucharu Wyzwolicieli mogą także awansować poprzez nowo powstały Copa de La Superliga, dzięki Copa Argentina bądź jeśli zdołaliby zwyciężyć Sudamericanę, czego przecież dokonali już przed dwoma laty.

Comments are closed.