Racing ponownie ucieka konkurencji

W głębokim cieniu Superfinału Libertadores niedzielnej nocy rozegrano trzy spotkania piętnastej, ostatniej tegorocznej kolejki argentyńskiej Superligi. 2018 rok pomyślnie żegnają lider Racing Club oraz rewelacyjny beniaminek Aldosivi. Solidnemu Huracánowi natomiast nie udało się wygrać w La Placie, ale ten zespół roku jeszcze nie wieńczy, bowiem za pół tygodnia rozegra mecz zaległy. Podsumowanie dnia:

Argentinos Juniors vs Aldosivi 1:2 (0:1)

Gole – 0:1 Leonel Galeano (14′), 1:1 Alexis MacAllister (47′ – pen.), 1:2 Emiliano Amor (90+1′)

Trzeba zauważyć, iż Aldosivi wyrasta na mistrza końcówek. Tydzień temu u ścisłego kresu rywalizacji uratowali remis przeciwko San Lorenzo, zaś wczoraj golem w ostatniej chwili zapewnili sobie wyjazdowy tryumf nad jedną z najsłabszych drużyn stawki i to będąc osłabionymi!

Swoją wyższość nad przedostatnią ekipą tabeli goście z Mar del Platy zamierzali udowodnić możliwie najszybszej. Nie minął nawet kwadrans zawodów, gdy „Rekiny” ugryzły po raz pierwszy. W 14 minucie dośrodkowanie z narożnika boiska Matíasa Pisano w centrum pola karnego przeciął obrońca Leonel Galeano główką adresując futbolówkę do siatki.

Zaskoczony Federico Lanzillota musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Oscylujący w granicach ostatniego miejsca gospodarze szukali wyrównania przez resztę pierwszej połowy, aczkolwiek nie zagrozili bramce Luciano Pocrnjicia.

Dopiero łut szczęścia u progu drugiej części pozwolił „El Bicho” wyrównać. Obrońca Aldosivi dotknął piłki ręką we własnej szesnastce, za co arbiter przyznał miejscowym rzut karny. Wapno gładko wykorzystał Alexis MacAllister doprowadzając do remisu.

Chwilę później goście nieomal strzeliliby cudacznego gola. Stoper Emiliano Amor przejął centrę z rzutu wolnego uderzając głową – piłka zatoczyła łuk i zawędrowałaby pod poprzeczkę bramki Lanzilloty, który jednak w ostatniej chwili zdołał ją wybić.

Niektórzy zapewne odnosili wrażenie, iż Argentinos Juniors jeszcze rozstrzygną tę konfrontację na własną korzyść. W 56 minucie napastnik gości Emiliano Ozuna w pobliżu linii autowej brutalnie sfaulował przeciwnika, za co obejrzał drugą żółtą, więc czerwoną kartkę.

Mający przewagę liczebną gospodarze, jednak zmarnowali atut przewagi liczebnej notując multum chybionych strzałów głównie z dalszych odległości. Raz także życie utrudnił im sędzia, który nie zauważył następnego zagrania ręką gracza Aldosivi we własnej szesnastce.

Podczas końcowych chwil meczu jednakże szalę zwycięstwa odebrały poczynające sobie w osłabieniu „Rekiny” z Mar del Plata. W pierwszej doliczonej minucie strzeliły one drugiego po rzucie rożnym. Tym razem z kornera wrzucał Lucas Villalba, a głową po palcach goalkeepera trafił Emiliano Amor rehabilitując się za wcześniejszy niewypał.

Beniaminek znów puka do czołówki tabeli. Nadal zajmuje dziewiątą lokatę, aczkolwiek wzbogacili się do 23 punktów, dzięki czemu „de facto” niestrudzenie polują na strefę kwalifikacji do Copa Libertadores.

*****************************************************************************

Gimnasia La Plata vs Huracán 2:2 (1:1)

Gole – 0:1 Carlos Auzqui (2′), 1:1 Santiago Silva (10′), 1:2 Patricio Toranzo (74′), 2:2 Maximiliano Comba (77′)

Mecz ten rozpoczął się z dwudziestominutowym opóźnieniem, jakie spowodowały ulewne opady deszczu. Kiedy już piłkarze wyszli na boisko, chcieli stworzyć widowisko godne derbowej batalii o trofeum Libertadores i rzeczywiście zafundowali kibicom znakomity spektakl na wodzie.

Szkoleniowiec Huracánu – Gustavo Alfaro pojedynkował się ze swoim byłym klubem, którym przez pewien czas kierował zanim przejął stery w „El Globo”. O sentymentach na przemoczonej murawie jednak nie mogliśmy mówić.

Pojedynek rozpoczął się piorunująco – raptem po 10 minutach tablica pokazywała wynik 1:1. Już w drugiej minucie przyjezdni objęli prowadzenie dzięki karygodnemu błędowi obrońcy. Idiotycznie stracił on futbolówkę chcąc przechwycić dośrodkowanie, co skrzętnie wykorzystał Carlos Auzqui, gdyż odebrał piłkę, aby za chwilę strzałem zza pola karnego obezwładnić bramkarza miejscowych.

Gimnasia musiała szybko otrząsnąć się po przegranym finale Pucharu Argentyny. Odpowiedź „Wilków” Pedro Troglio błyskawiczna. W 10 minucie po pierwszym nieudanym dośrodkowaniu futbolówkę na uboczu pola karnego zgarnął Víctor Ayala. Paragwajczyk dośrodkował na wysokość piątego metra, skąd wiekowy Santiago Silva strzałem głową wycelował do siatki totalnie zaskakując Marcos Díaza.

Nie zmienia to faktu, iż ubiegającemu się o szczytowe rejony tabeli Huracánowi dopisywała większa determinacja. Około 30 minuty Andrés Chávez niestety fatalnie spudłował obok słupka uderzeniem z ubocza szesnastki.

W drugiej połowie niespodzianie inicjatywę przejęli gospodarze. Díaz między innymi obronił strzał wślizgiem z piątego metra, a także w sporym zamieszaniu na terenie pola karnego ofiarnie zatrzymał próbę rezerwowego Wenezuelczyka Jana Hurtado, kiedy ten próbował zwieńczyć rozegranie rzutu wolnego.

Niemniej to delegaci drugi raz wyszli na plus, kiedy zbliżył się ostatni kwadrans potyczki. Lucas Gamba dośrodkował z prawej flanki w centrum pola karnego miejscowych, skąd wprowadzony niedługo przedtem Patricio Toranzo bezpośrednim strzałem w długi róg pokonał Alexisa Martína Ariasa.

36-letni pomocnik najprawdopodobniej opuści „El Globo”, gdyż w styczniu kończy się jego umowa z Huracánem. Ponieważ Toranzo jest rezerwowym, to zarząd raczej nie będzie zainteresowany przedłużeniem jego kontaktu. Zatem weteran najpewniej zanotował swojego pożegnalnego gola.

Aczkolwiek jego trafienie nie zapewniło wygranej ekipie z Parque Patricios. Trzy minuty później Gimnasia przeprowadził żywiołowy atak – szarżę Hurtado zahamował Díaz, lecz dobitka głową Maximiliano Comby wylądował w siatce.

Remis 2:2 nie uległ już korekcie, zatem goście ostali się na czwartej lokacie z minimalną przewagą nad piątą Boca i innymi drużynami marzącymi o gwarancji awansu do Copa Libertadores 2020. Laplateńczycy natomiast tkwią w dolnych rejonach tabeli, ale bynajmniej przerwali serię porażek, jaka stanęła na czterech.

Huracan w przyszłym roku sam będzie mógł powalczyć o trofeum Pucharu Wyzwolicieli. Gimnasii niewiele zabrakło, żeby też mogła dostąpić tego zaszczytu, ale niestety „Los Lobos” nie zdołali wygrać Copa Argentina, przez co bilety do CL 2019 przemknęły im koło nosa.

*****************************************************************************

Racing Club vs San Martín de San Juan 1:0 (1:0)

Gol – Lisandro López (35′)

Do niedawna wydawało się, iż Emmanuel Gigliotti strzelający na chwałę Independiente będzie hegemonem klasyfikacji goleadorów Superligi. Teraz wiemy, że tak się nie stanie. Lisandro López z ekipy odwiecznego rywala właśnie zdobył dwunastego gola w kampanii i dogonił „Pumę” na czele wyścigu o tytuł o króla strzelców.

Trafienie 35-letniego snajpera w 35 minucie pozwoliło „La Academii” skromnym 1:0 pokonać u siebie walczący o utrzymanie San Martín de San Juan i zarazem uciec wiceliderowi Defensa y Justicia na sześć punktów. „Licha” wykorzystał centrę ze skrzydła Ricardo Centurióna, aby dzięki niej głową pokonać nierozsądnie wybiegającego z bramki Luisa Ardente.

Oblężenie bramki outsidera Racing rozpoczął od samego wstępu batalii. Ardente sparował nad poprzeczką dwa groźne strzały głową Lisandro oraz Alejandro Donattiego. Dla odmiany Matías Zaracho wycelował w bramkarz mając przed sobą gąszcz obrońców na skraju szesnastki, a także minimalnie chybił obok słupka bezpośrednim strzałem z centrum pola karnego. Natomiast Jonathan Cristaldo otrzymawszy na wolnej przestrzeni w centrum pola karnego dogranie od López kuriozalnie skiksował.

San Martín nie pozostał dłużny liderowi. Gustavo Villarruel zaliczył boczną siatkę uderzeniem zza pola karnego. Ponadto w 22 minucie Pablo Palacios Alvarenga wyprowadził groźną akcję bokiem szesnastki – za pierwszym razem jego strzał zablokował Javier García, a dobitka ze zbyt ostrego kąta też wylądowała na bocznej siatce. Dodatkowo weteran García w 36 minucie nie bez trudu wybił nad bramką dalekosiężną torpedę Nazareno Solísa.

Od początku drugiej części główny faworyt do mistrzostwa wznowił natarcie. Ardente obronił główkę Cristaldo, Zaracho fatalnie spudłował nad poprzeczką kozłowanym strzałem nożycami, z kolei po dalekiej centrze Augusto Solariego w centralnej części szesnastki bezpośrednio przymierzył Guillermo „Pol” Fernández minimalnie myląc się obok słupka.

Aczkolwiek najbardziej pluł sobie w brodę zawodnik ogólnie przypartych do muru gości. W 80 minucie ich stoper Juan Francisco Mattia absurdalnie zmarnował najdogodniejszą szansę, gdy nie trafił do bramki mając ją tuż przed swoim nosem! Przejmując odbite rykoszetem dośrodkowanie z boku pola karnego od Palaciosa Alvanregi był sam w polu bramkowym, ale uderzył piłkę tak komicznie, że tę zdążył wybić García. Chwilę później obrońca Racingu wybił piłkę poza własną szesnastkę.

Racing zostaje swoistym mistrzem wiosny (nie jesieni, ponieważ w Argentynie trwa wiosna) i jeśli drużynie Eduardo Coudeta nie przydarzy się jakiś kataklizm formy, powinni zgarnąć mistrzowską koronę. Najpoważniejsi rywale błękitnej części Avellanedy w bitwie o tytuł, czyli wspomniana DyJ tudzież Atlético de Tucumán i Huracán mimo posiadania silnych, zgranych ekip raczej są zbyt wątłe na najwyższe zaszczyty.

Szkoda, że San Martín zaległy mecz dwunastej kolejki przeciwko Boca Juniors rozegra dopiero w przyszłym roku. Popularni „Verdinegros” mieliby przecież szansę wywalczyć jakieś punkty na własnym terenie z mistrzami Argentyny. Na całe szczęście przerwę świąteczno-noworoczną spędzą tuż nad strefą spadkową. Drużyna ze stadionu Ingeniero Hilario Sánchez nie zasługuje, aby zostać zdegradowana.

*****************************************************************************

Rosario Central vs River Plate – mecz przełożony

Boca Juniors vs Atlético de Tucumán – mecz przełożony

Powyższe dwa spotkania rzecz jasna zostały przełożone na przyszły rok z powodu udziału dwóch najpopularniejszych klubów Argentyny w Superfinale Libertadores.

Comments are closed.