DyJ wiceliderem, impas San Lorenzo

W przeddzień rewanżowego Superfinału Libertadores rozegrano pięć spotkań piętnastej kolejki ligi argentyńskiej. Już od dwóch miesięcy bez zwycięstwa jest klub papieża Franciszka, rozczarowują także Independiente i Talleres, natomiast całe to półrocze bez ligowej porażki przeszła Defensa y Justicia. Podsumowanie:

San Lorenzo vs Estudiantes La Plata 1:1 (0:0)

Gole – 1:0 Ruben Botta (49′ – pen.), 1:1 Mariano Pavone (87′ – pen.)

Na pierwsze zwycięstwo pod wodzą Jorge Almiróna drużyna San Lorenzo de Almagro będzie musiała czekać do przyszłego roku (bo w tym już raczej nie rozegrają zaległego klasyku z Huracánem). „Cuervos” drugi mecz pod rząd stracili zwycięstwo pod sam koniec zawodów.

Tym razem nie podołali średnim Estudiantes przed własnymi trybunami. Warto jednak zaznaczyć, iż przeciwko laplateńczykom klubowi San Lorenzo idzie, jak po grudzie – na poprzednie siedem domowych bojów z nimi wygrali tylko raz.

I wczorajszego popołudnia nie dopisał im fart. Ulubieńcy papieża Franciszka uzyskali prowadzenie u progu drugiej połowy, gdy rzut karny wykorzystał Ruben Botta. Natomiast w 64 minucie gospodarze wywalczyli drugą jedenastkę, którą jednak zmarnował wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Pablo Mouche. Jego strzał na raty wybronił Mariano Andújar – najpierw odbił piłkę nogami, ale ta uciekła mu, po czym w ostatniej chwili wychwycił futbolówkę zmierzającą do bramki.

Spartolony rzut karny zemścił się u kresu rywalizacji. Co prawda Nicolás Navarro ofiarnie nogami wybił mocny, niski strzał Mariano Pavone z ubocza pola karnego, lecz w 87 minucie to Estudiantes otrzymali wapno. Karniaka pewnie wykorzystał doświadczony Pavone ratując gościom remis.

„Los Pincharratas” upodobali sobie remisowanie, bowiem na pięć ostatnich bojów w aż czterech podzielili się punktami. Obecny dorobek punktowy daje czternaste miejsce ekipie Leandro Beníteza. Dla odmiany San Lorenzo, który nie zaznał smaku zwycięstwa w lidze od sześciu bojów jest dopiero 23, czyli czwarty od dołu.

*****************************************************************************

Unión vs Banfield 0:1 (0:0)

Gol – Marcelo Torres (69′)

Czym wywołana jest kompletna zapaść formy Uniónu? Ten zespół, który do niedawna na własnym terenie był dosłownie nie do zdarcia i nie przegrał u siebie przed ponad roku (przez 17 kolejnych starć) teraz właśnie doznał trzeciej wtopy w ostatnich czterech spotkaniach na stadionie 15. kwietnia.

Trzy punkty z Santa Fe wywiozły solidne, lecz nie wywodzące się z najwyższej półki ekipy Godoy Cruz, Vélezu, a teraz Banfield. Przybysze z południowego Buenos Aires wydarli dla siebie skromne zwycięstwo po golu Marcelo Torresa.

Pierwszą ciekawszą okazję ów wychowanek Boca Juniors zaliczył w 25 minucie, kiedy za piątym metrem efektowną piętką przecinał dośrodkowanie, tym sposobem minimalnie chybiając obok słupka.

Zeszłoroczny reprezentant Argentyny U-20 zrehabilitował się w 69 minucie, kiedy zdobył jedynego gola spotkania. Wówczas kardynalny błąd obrońcy gospodarzy, jaki nie zdołał wybić piłki z własnego pola karnego wykorzystali zawodnicy „El Taladro”.

Na boku szesnastki piłkę zgarnął Nicolás Silva, podając do przodu młodemu Martínowi Payero. Jego strzał obronił Nereo Fernández, lecz dobitka „Chelo” Torresa za piątego metra wylądowała w siatce.

Wcześniej doskonałą szansę zmarnotrawił wspomniany Silva, który osamotniony kuriozalnie spudłował nad poprzeczką zza piątego metra. Unión natomiast po utracie gola szukał wyrównania, acz bezskutecznie – pod koniec zawodów Franco Soldano fatalnie chybił szczupakiem z najbliższej odległości.

Rzecz jasna tryumf Banfieldu nie zalicza się do zaskakujących rozstrzygnięć, aczkolwiek zastanawiające jest dlaczego solidny dotychczas Unión zaczął tak dołować? W tabeli zwycięzcy meczu prześcignęli „Tatengues” pnąc się na dziewiątą lokatę z 21 punktami. Piłkarze z Santa Fe zdobyli dwa oczka mniej, okupują aktualnie 12 lokatę.

*****************************************************************************

Defensa y Justicia vs Colón 3:0 (2:0)

Gole – Ciro Rius (3′), Ignacio Aliseda (30′), Gastón Togni (79′)

Jedyni niepokonani w bieżącej kampanii Superligi, czyli Defensa y Justicia bezproblemowo zdeklasowali u siebie przeciętny Colón wchodząc na pozycję wicelidera. Festiwal chłopców Sebastiána Beccacece, którzy nie pozostawili suchej nitki na rywalach.

Pierwszy cios „El Halcón” zadali już po trzech minutach konfrontacji. Dośrodkowanie z kornera zostało wybite przez obrońcę, jednakże za chwilę Ciro Rius efektownym bezpośrednim uderzeniem zza pola karnego sprawił kapitulację Leonardo Buriána.

Później dwukrotnie głową wyśrubować zaliczkę DyJ próbował kapitan gospodarzy Alexander Barboza. Niestety za pierwszą próbą nieco chybił nad poprzeczką, a przy drugiej wycelował prosto do rąk bramkarza.

Podwyższyć mógł też wypożyczony z Independiente lewoskrzydłowy Gastón Togni, aczkolwiek jego mocne uderzenie oddane z ubocza szesnastki urugwajski bramkarz efektownie zatrzymał klatką piersiową.

Akcja zespołowa przeprowadzona tuż przed upływem półgodziny konfrontacji dała miejscowym dwubramkowe prowadzenie. Wówczas najmłodszy gracz pierwszej drużyny DyJ, czyli Ignacio Aliseda przed polem bramkowym otrzymał podanie, a następnie oddał strzał zakładając po drodze siatkę między nogami obrońcy i kierując futbolówkę do celu. Pierwszy ligowy gol w karierze tego 18-latka.

U kresu potyczki, a dokładniej w 79 minucie Togni zrehabilitował się za zmarnowaną wcześniej okazję – przejął dogranie głową Marcelo Larrondo, ażeby wyprzedzić obronę i na boku szesnastki zaskoczył Buriána efektownym niskim strzałem w długi róg.

Defensa y Justicia wspięła się na drugie miejsce wśród klasyfikacji, okupując je obecnie ze zdobytymi 30 oczkami. To zaiste wiekopomny wyczyn „Sokołów” – minęła połowa sezonu, a oni nadal bez jakiejkolwiek porażki.

Czy Sebastián Beccacece, który nim wrócił na Estadio Norberto Tomaghello pełnił funkcję asystenta Jorge Sampaoliego w reprezentacji Argentyny otrzyma jakąś lukratywną ofertę z bogatszego klubu i od nowego roku przejmie stery gdzie indziej? A może zdecyduje się krzewić znakomitą passę we Florencio Varela do końca kampanii?

Natomiast Colón przerwał serię remisów, jaka stanęła na czterech. „Sabaleros” dowodzeni tymczasowo przez Estebana Fuertesa nie wygrali szósty mecz pod rząd, w tabeli piastując odległe 17 miejsce.

*****************************************************************************

Lanús vs Talleres 2:1 (1:1)

Gole – 0:1 Nahuel Bustos (13′), 1:1 i 2:1 Sebastián Ribas (26′, 55′)

Uwzględniając pozycje zajmowane przez obie drużyny teoretycznie należy zakwalifikować ten wynik jako niespodziankę. Z drugiej strony trudno mówić o zaskakującym domowym tryumfie ubiegłorocznego finalisty Copa Libertadores nad ekipą wkraczającą dopiero do argentyńskiej czołówki.

Tak czy inaczej Lanús nareszcie odbił się od ścisłego dna tabeli, odwracając wynik na swoją korzyść przeciwko aktualnie wyżej notowanym Talleres.

Lepiej spotkanie rozpoczęli goście z Córdoby obejmując prowadzenie już w 13 minucie. Wówczas najskuteczniejszy zawodnik „La T”, czyli Nahuel Bustos przejął dogranie z połowy boiska, dzięki któremu wybiegł sam na sam naprzeciwko bramkarza wykorzystując gapowatość obrony. W polu karnym młodziutki napastnik zachował się, jak rasowy snajper delikatną podcinką zaskakując Matíasa Ibáñeza. 19-latek zdobył piątego gola w czempionacie.

Trzynaście minut później Lanús zniwelował deficyt. Dośrodkowanie Leonela Di Plácido za piątym metrem głową przeciął Sebastián Ribas celując do siatki. Piłkę palcami starał się wybić Guido Herrera, aczkolwiek nie zapobiegł utracie gola.

Nie minęło wiele czasu od wyrównującego trafienia, a gola dającego prowadzenie miejscowej ekipie mógł zdobyć Marcelino Moreno. Niestety, Herrera jakoś sparował jego niskie przymierzenie zza pola karnego.

Ribas przechylił szalę zwycięstwa na korzyść miejscowych w 55 minucie, kiedy dośrodkowanie z rzutu rożnego najpierw głową odbił Marco Torsiglieri, a chwilę później zza pola bramkowego Urugwajczyk ponownie głową spowodował kapitulację Herrery.

Starania Talleres o wyrównującą bramkę spełzły na niczym. Mocny strzał ze skraju pola karnego rozgrywającego Juana Ramíreza podczas chaotycznej akcji wybił Ibáñez. Bramkarz Lanús zahamował również dalekosiężną próbę Tomása Pochettino. Przyjezdni odprawieni z kwitkiem.

Pod sam koniec boju trzecią bramkę miejscowym mógł zapewnić weteran Lautaro Acosta. Niestety, kapitan lokalnej drużyny fatalnie chybił obok słupka mierzonym uderzeniem, gdy wybiegał sam na sam.

Dzięki cennemu zwycięstwu „El Granate” zajmują obecnie 19. lokatę w klasyfikacji uciuławszy dotychczas 15 punktów. Trudno póty co mówić o odrodzeniu ekipy Luisa Zubeldii, ale na pewno spisują się lepiej, niż u progu sezonu. Natomiast Talleres spadli na piętnastą pozycję i wszystko rokuje, iż to nie będzie ich sezon.

*****************************************************************************

Godoy Cruz vs Independiente 1:1 (0:0)

Gole – 1:0 Ángel González (73′), 1:1 Maximiliano Meza (78′)

W Mendozie remis między aktualnym wicemistrzem Argentyny, a rozczarowując gigantem, który dzisiaj może zostać dogoniony pod względem największej ilości zdobytych trofeów Libertadores. Lokalny Godoy Cruz podzielił się zdobyczą punktową z rozczarowującym obecnie Independiente.

Do przerwy obie drużyny o zerowym dorobku bramkowym, ponieważ zawodnicy jednych, jak i drugich zaprzepaścili multum okazji strzeleckich. Nieskuteczność doskwierała choćby Santiago Garcii, a więc królowi strzelców poprzedniej kampanii Superligi. „El Morro” między innymi chybił nad poprzeczką z rzutu wolnego oraz nie zdołał przechytrzyć bramkarza mocnym uderzeniem ze skraju pola karnego.

Losy konfrontacji rozstrzygnęła szybka wymiana ciosów, do jakiej doszło w okolicy początku ostatniego kwadransa regulaminowego czasu. „Winiarze” otworzyli wynik w 73 minucie dzięki bramce Ángela Gonzáleza. Pomocnik ten przejął w centrum pola karnego dogranie od Victorio Ramisa, dzięki jakiemu najpierw efektownie zwiódł defensora, żeby po chwili ładnym niskim uderzeniem w krótki róg pokonać Martína Campañę.

Raptem pięć minut później bezpośrednio z rzutu wolnego wyrównał Maximiliano Meza, iście genialnym strzałem goalkeeperowi za kołnierz zza linii bocznej szesnastki ustaliwszy wynik starcia na 1:1.

Dla Mezy prawdopodobnie był to ostatni gol i ogółem ostatni mecz dla „Inde”. Reprezentant Argentyny dla niezwykle bliski transferu do meksykańskiego Monterrey za około 12 milionów dolarów, zatem trafieniem zaaplikowanym obecnemu wicemistrzowi kraju godnie pożegnał z Avellanedą.

Oba teamy na dzień dzisiejszy sąsiadują ze sobą wśród ligowej stawki. Skompletowawszy po 23 punkty „Inde” jest siódmy, Godoy Cruz ósmy. Ci drudzy jednak mają przed sobą zaległy bój przeciwko River Plate.

Pochylając się chwilowo nad „Czerwonymi Diabłami” – dzisiaj stoją przed sporym dylematem – jeśli Superfinał Libertadores zwycięży Boca, wtedy Independiente awansuje do rundy eliminacyjnej przyszłorocznego Pucharu Wyzwolicieli, niemniej zostanie dogoniony przez „Xeneizes” na czele klasyfikacji wygranych CL.

Jeśli wygra River, pozostaną samodzielne najbardziej utytułowaną ekipą Pucharu Wyzwolicieli, aczkolwiek w przyszłym roku będą musieli zadowolić się uczestnictwem w Sudamericanie.

Zdecydowana większość piewców czerwonej strony Avellanedy preferuje odpocząć od startów w Libertadores, ale pozostać suwerenem na pozycji drużyny z największą liczbą zdobytych Pucharów Wyzwolicieli. 

Comments are closed.