W Tucumánie walczą o mistrzostwo!

Od czasu promocji do Primera División w 2015 roku drużyna Atlético de Tucumán osiąga historyczne wyczyny. Pierwszy awans do Libertadores, rok później udział w fazie grupowej elitarnego turnieju oraz 1/8 finału Sudamericany, a na zakończenie 2017 finał Copa Argentina minimalnie przegrany z River Plate. W bieżącym roku legendarny dla nich ćwierćfinał CL, a w przyszłym roku – kto wie, może tytuł mistrza kraju! Piątkowej nocy u progu 13. kolejki „El Decano” zgładził na wyjeździe Belgrano i sumiennie goni liderujący Racing:

Belgrano vs Atlético de Tucumán 1:3 (1:1)

Gole – 1:0 Leonardo Sequeira (13′ – pen.), 1:1 Bruno Bianchi (32′), 1:2 Leandro Díaz (58′), 1:3 Luis Rodríguez (83′)

Ponieważ do końca trwającego sezonu błękitno-biała część Tucumánu może poświęcić się wyłącznie lidze, rewelacja argentyńskiego futbolu zamierza iść na całość. Wicelider tabeli właśnie odniósł trzecie zwycięstwo pod rząd, dzięki czemu traci już zaledwie punkcik do fotelu lidera.

Było to wyjątkowo sentymentalne dla trenera Atlético. Ricardo Zielinski wrócił do Córdoby, na stadion klubu dla jakiego pracował przez pięć i pół roku (lata 2011-2016). Nic dziwnego, że publiczność Estadio Gigante de Alberdi owacyjnie przywitała „El Ruso”, którego przed tym spotkaniem uhonorowały również władze kordobańskiego klubu.

Jednakże podczas rywalizacji sentymentów nie mieliśmy. Goście przecież walczą o mistrzostwo, zaś miejscowi wobec niedawnego zwycięstwa San Martín de San Juan zlecieli do strefy spadkowej i rozpaczliwie bronią się przed degradacją do Primera B Nacional.

Aktywniej rozpoczął niżej notowany Belgrano. U wstępu spotkania groźny strzał z ubocza pola karnego oddał Leonardo Sequeira zmuszając wiekowego Cristiana Lucchettiego do żywiołowej interwencji nogami.

W 13 minucie Sequeira jednak pokonał 40-letniego weterana dzięki rzutowi karnemu podyktowanemu przez sędziego, gdyż stoper Bruno Bianchi nadmiernie szarpał za koszulkę Matíasa Suáreza we własnej szesnastki.

Skończyło się jednak tak, jak dwa tygodnie temu przeciwko Independiente. „Los Piratas” jako pierwsi objęli prowadzenie po wapnie spożytkowanym przez Sequeirę, lecz ostatecznie przegrali.

Atletico wyrównał krótko po upływie półgodziny zawodów, kiedy dośrodkowanie z rzutu wolnego Davida Barbony zawędrowała w pole karne, gdzie najpierw piłkę głową trącił Javier Toledo, a później strzał głową Bianchiego znalazł drogę do celu. Doświadczony obrońca zrehabilitował się za sprokurowanego karniaka.

Wynik spotkania pozostawał zagadką, lecz podczas drugiej części „Tucumános” rozbili kandydata do spadku. Ładna zespołowa akcja przeprowadzona przez gości w 58 minucie. Guillermo Acosta dośrodkował na bok szesnastki, gdzie futbolówkę przejął Barbona i wyłożył asystę na teren pola bramkowego, skąd trafieniem do pustej siatki formalności dopełnił Leandro Díaz.

Ów napastnik ostatnimi czasy nieczęsto zdobywa gole, aczkolwiek teraz nareszcie przełamał się – to jego drugi gol w bieżącej kampanii, a zarazem pierwszy od sierpnia. Zielinski wyraźnie nie był usatysfakcjonowany rozmontowywaniem swej byłej drużyny – nie tylko zaniechał celebrowania bramek, ale po drugim golu wręcz przecząco pokiwał głową, jakby nie mógł pogodzić się z rzeczywistością.

Kwintesencją znakomitej remontady Tucumánu gol Luisa Rodrígueza pod koniec starcia. W 83 minucie „Pulga” perfekcyjnie wykończył kontratak – po rzucie wolnym dla gospodarzy przejął podanie na połowie boiska, pędząc w stronę bramki. Gdy na 25. metrze zauważył, iż doganiany jest przez dwójkę rywali pokusił się o finezyjny strzał z dalszej odległości, którym wycelował w samo okienko bramki Césara Rigamontiego!

Ikona „El Decano” uzyskał swego siódmego gola w Superlidze, wskakując samodzielnie na najniższy stopień podium klasyfikacji strzeleckiej

U kresu potyczki rozmiar porażki Belgrano próbował złagodzić ich kapitan Matías Suárez oddając dwa uderzenia z rzutów wolnych – jednakże pierwszą próbę eks-snajpera belgijskiego Anderlechtu zahamował goalkeeper, a druga minimalnie chybiła. Tucumán wywozi całą pulę z ogromnej Córdoby.

Dzięki trzeciej konsekutywnej victorii Atlético de Tucumán umocnił się na drugiej lokacie i na chwilę obecną ze zdobytymi 28 punktami depcze po piętach Racingowi.

Niemniej, jeśli błękitna część Avellanedy niedzielnej nocy pokona u siebie średniaka Banfield, wtedy ćwierćfinalista tegorocznej Libertadores znów będzie tracił cztery punkty do „La Academii”.

Zaznaczmy, iż pod wodzą Zielinskiego drużyna sponsorowana przez producenta napojów gazowanych Secco staje się z pucharowej ekipą typowo ligową. W ostatnich dwudziestu ligowych bojach przegrali tylko dwukrotnie. Ponadto mocni są już nie tylko na własnej twierdzy, lecz również podczas wyjazdowych bojów.

Natomiast Belgrano chyli się ku upadkowi. Prowadzący od miesiąca tę ekipę Diego Osella niestety przywrócił „Los Piratas” do strefy spadkowej. Ten klub generalnie kreuje się najbardziej niespełnionym w Argentynie – nigdy nie awansował do Libertadores (choć w 2015 był naprawdę blisko), zaś przystępując trzy razy do Sudamericany odpadał podczas wczesnych rund. Teraz osuwając się w cień lokalnego wroga lgną ku degradacji…. 

Pozostałe piątkowe mecze:

Argentinos Juniors vs Talleres 0:2 (0:1)

Gole – Junior Arias (10′), Gonzalo Maroni (48′)

Czołowe dwa kluby Córdoby stoją dziś na przeciwnych biegunach. Wśród Belgrano rozpacz, natomiast Talleres oczekuje rundy eliminacyjnej przyszłorocznej Copa Libertadores oraz powoli podnosi się w tabeli po nieudanym początku sezonu.

Niemniej pamiętajmy, iż równowaga zostaje zachowana, albowiem jeszcze kilka lat temu nastroje wśród ekip z drugiego największego miasta kraju tanga były zgoła odwrotnie – Belgrano miał solidną pozycję w Primera División, podczas gdy Talleres oscylowali miedzy drugą, a trzecią ligą.

Piątkowego wieczora „La T” spokojnie pokonali na wyjeździe zamykających stawkę Argentinos Juniors, dzięki czemu wkroczyli do czołowej dziesiątki klasyfikacji. Kierowani przez tymczasowego szkoleniowca Raúla Sanzottiego gospodarze nie podołali mocniejszym delegatom z Córdoby.

Goście zadali pierwszy cios po zaledwie dziesięciu minutach. Przeważnie rezerwowy aktualnie urugwajski napastnik Junior Arias tym razem otrzymał szansę w wyjściowym składzie i odwdzięczył się trenerowi za otrzymaną szansę.

Lucas Chávez wypuścił futbolówkę przed siebie chcąc zatrzymać dośrodkowanie z boku szesnastki Leonardo Godoy’a, co spożytkował Urugwajczyk zza pola bramkowego kierując futbolówkę do siatki.

U wstępu drugiej połowy chłopcy Juana Pablo Vojvody przypieczętowali tryumf. Drugi karygodny błąd Cháveza rozwiał wątpliwości. Prawy obrońca Godoy okazał się przekleństwem tego goalkeepera – Lucas znowu wypuścił piłkę przed siebie próbując zatrzymać jego centrę z boku szesnastki. Natomiast tym razem wypożyczony z Boca Juniors utalentowany playmaker Gonzalo Maroni trafieniem do pustej siatki z najbliższej odległości ustalił wynik na 2:0.

Srodze rozczarowujący gospodarze wielokrotnie nachodzili bramkę Guido Herrery, aczkolwiek skuteczność zawodników „El Bicho” generalnie wołała o pomstę do niebios.

Goalkeeper kordobańczyków raz wykazał się znakomitą interwencją broniąc niskie uderzenie wybiegającego sam na sam niepełnoletniego jeszcze Gastóna Veróna. Tragedia kompletna AJ – nie dość, że obrona dziurawa oraz bramkarz kiepski, to dodatkowo beznadziejny atak.

Jak wspomnieliśmy wcześniej Talleres zgromadziwszy 18 punktów weszli do top 10 klasyfikacji, aktualnie zajmują dziewiąte miejsce. „La T” są niepokonani od czterech meczów.

Dla odmiany Argentinos Juniors uciuławszy raptem 6 oczek okupują dno stawki. Gdyby nie tabela spadkowa, drżeliby przed degradacją. Zespół „El Bicho” najpewniej wkrótce przejmie ich wychowanek, a zarazem niedawny piłkarz – Cristian Ledesma, któremu ostatnimi czasy nie powiodło się w Tigre, czyli innym klubie z północnego Buenos Aires.

*****************************************************************************

Rosario Central vs Estudiantes La Plata 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Fernando Zampedri (14′), 2:0 Washington Camacho (80′), 2:1 Lucas Albertengo (87′)

Opromienieni awansem do finału Copa Argentina zawodnicy Rosario Central nareszcie przełamali się również na arenie ligowej przewyższając u siebie Estudiantes La Plata. To pierwsze ligowe zwycięstwo „Canallas” od sierpnia lub jak kto woli po ośmiu z rzędu niewygranych spotkaniach Superligi.

Kapitan Rosario Central, a więc Marco Ruben zanotował swoje jubileuszowe dwusetne spotkania dla macierzystego klubu, acz nie on zagrał tutaj pierwsze skrzypce.

Gospodarze obiektu Gigante de Arroyito błyskawicznie objęli inicjatywę ofensywną, strzelając gola otwierającego wynik tuż przed upływem pierwszego kwadransa zawodów. Wówczas Gonzalo Bettini na prawej flance ofiarnie przejął futbolówkę od rywala Lucasa Rodrígueza, a następnie dośrodkował przed piąty metr. Stamtąd Fernando Zampedri ładnym bezpośrednim strzałem spowodował kapitulację Mariano Andújara.

Pod koniec pierwszej odsłony za brzydki atak od tyłu na Leonardo Gila drugą żółtą, a zatem czerwoną kartkę zarobił defensywny pomocnik przyjezdnych Iván Gómez, co znacznie ułatwiło zadanie Central.

Mający przewagę liczebną gospodarze podwyższyli w 80 minucie za sprawą celnej główki zza pola bramkowego urugwajskiego skrzydłowego Washingtona Camacho. Świetną centrą z lewej strony popisał się chilijski boczny obrońca Alfonso Parot.

Estudiantes nie zamierzali zostać kompletnie ogołoceni, dlatego siedem minut później wcisnęli honorową brameczkę. Właściwie to obrona Central sama sprezentowała „Estu” trafienie na otarcie łez.

W 87 minucie Elías Gómez nieudolnie próbował wybijać piłkę, adresując ja we własne pole karne. Tam najpierw młody Francisco Apaolaza znalazłszy się sam na sam z Jeremíasem Ledesmą obił słupek, ale dobitka głową Lucasa Albertengo wylądowała w siatce mimo żywiołowej interwencji stopera – Marcelo Ortiza. Estudiantes złagodzili chłostę – jednak nie wystarczyło im czasu, aby zniwelować deficyt bramkowy.

Rosario Central prawie dogonił Estudiantes wśród ligowej stawki. Chłopcy Edgardo Bauzy aktualnie są piętnaści, skompletowawszy piętnaście oczek. Z punktem wyżej trzynaści są laplateńczycy, którzy przerwali serię kolejnych pięciu starć bez porażki.

***

W sobotę liga pauzuje ze względu na rewanżowe El Superclásico w finale Copa Libertadores, natomiast na tę niedzielę zaplanowano aż pięć spotkań 13. kolejki Superliga Argentina. Zdecydowanie najciekawszym będzie Clásico Porteño między San Lorenzo, a Huracánem.

Obecnie spośród tychże dwóch ekip zdecydowanie lepiej spisuje się Huracán, który przecież w ciągu ostatnich trzydziestu lat dokopał swemu największemu rywalowi tylko raz (we wrześniu 2015). Czy układ sił w centralnym Buenos Aires odwróci się?

Comments are closed.