Godoy Cruz wciąż goni lidera, remis w hicie

Sobotnie pięć meczów przybliżyło nas ku końcowym rozstrzygnięciom w sezonie 2017/2018 argentyńskiej Superligi. Godoy Cruz pokonując na wyjeździe Argentinos Juniors przedłużył swoje nadzieje, by wywalczyć mistrzostwo. Właśnie zrównali się punktami z Boca Juniors, ale rozegrali dwa mecze mniej od obrońców tytułu. Arsenal de Sarandí z przytupem żegna pierwszą ligę u siebie, natomiast Huracán przy pomocy sędziego uczynił milowy krok w kierunku Copa Libertadores 2019. Relacja:

Argentinos Juniors vs Godoy Cruz 1:2 (1:1)

Gole - 1:0 Leonardo Pisculichi (10′), 1:1 i 1:2 Santiago „El Morro” García (26′ – pen., 65′)

Żeby Boca mogła świętować drugie pod rząd mistrzostwo Argentyny musiałaby jutro pokonać u siebie Unión oraz oczekiwać wpadki Godoy Cruz w delegacji do północnego Buenos Aires. Wiemy już, że drugi warunek nie został spełniony, więc koronacja „Xeneizes” opóźni się o co najmniej pół tygodnia.

„Expreso del Tomba” poradził sobie na La Paternal mimo sporych kłopotów ogrywając tam beniaminka ubiegającego się o Copa Sudamericana. Rozpoczęło się gorzko dla mendoskich przybyszy, gdyż już w 10 minucie weteran Leonardo Pisculichi efektownym trafieniem z rzutu wolnego dał gospodarzom prowadzenie.

Aczkolwiek Godoy Cruz szybko odrobił deficyt bramkowy. W 26 minucie rzut karny wykorzystał aspirujący do korony króla strzelców Santiago García i zrobiło się po równo.

Goście z zachodu kraju urządzili tutaj viradę, gdyż w 64 minucie narożne dośrodkowanie Fabricio Angileriego spożytkował „El Morro” celną główką podwajając swój dorobek bramkowy w tym spotkaniu. Dla Urugwajczyka to już szesnasty gol w sezonie. Chyba nikt nie powinien odebrać mu korony króla strzelców Superligi.

Będzie pierwszym zagranicznym najlepszym goleadorem Primera División de Argentina od siedmiu lat – ostatnim takowym został Teó Gutiérrez strzelający wówczas na chwałę Racingu Club.

Pod koniec zespół Diego Dabove mógł podwyższyć, ale niecelne uderzenie zaliczył niezastąpiony dla Godoy Cruz rozgrywający Guillermo „Pol” Fernández. Mało tego, ciemnoskóry napastnik García pomylił się ofiarnym strzałem z boku pola bramkowego.

Ostatnią gratkę dla miejscowych zaprzepaścił 17-letni rezerwowy Gastón Verón. Młodocianemu jokerowi zabrakło zimnej krwi, gdy otoczony defensorami przed polem bramkowym wycelował prosto do rąk czujnego Leonardo Buriána.

Godoy Cruz dogonił Boca Juniors osiągając liczbę 53 punktów, ale mimo wszystko „Winiarze” o mistrzostwie raczej niech zapomną. Raz, że dysponują znacznie gorszą różnicą goli.

A po drugie aktualni czempioni rozegrali dwa mecze mniej i do końca sezonu mają względnie łatwy terminarz. Jednakże od oficjalnego zagwarantowania sobie tytułu „Bosteros” dzielą jeszcze cztery oczka.

*****************************************************************************

Arsenal de Sarandí vs Rosario Central 4:0 (3:0)

Gole - Paulo Ferrari (32′ – samobój), Sebastián Lomónaco (39′), Alejo Antilef (45+1′), Emiliano Purita (74′)

Ależ huczne pożegnanie Estadio Julio Grondona z Superligą! Pewny spadku od początku kwietnia Arsenal, który dotychczas zwyciężył podczas bieżącego czempionatu ledwie dwa spotkania urządził sobie najprawdziwszy festiwal strzelecki przeciwko rozczarowującemu ostatnio Rosario Central. Outsider wygrał aż 4:0, choćby gdyby nie indolencja snajpera gości Fernando Zampedriego, rozmiar tryumf byłby znacznie niższy.

Z drugiej strony „El Viaducto” bardzo pomogło kilka aspektów, między innymi fatalna dyspozycja rywala (Central poniósł czwartą wtopę z rzędu) oraz brak stałego sztabu szkoleniowego wśród gości z Rosario. Wśród „Canallas” rezygnującego szkoleniowca Leonardo Fernándeza zastąpił duet José Chamot-Kily González kompletnie niedoświadczony w seniorskiej trenerce.

Pierwsza salwa armatnia Arsenalu także nastąpiła w niezwykle fartownych okolicznościach. Krótko po upływie półgodziny zawodów wynik otworzył samobój Paulo Ferrariego – feralnie przeciął głową wrzutkę Germána Ferreyry adresując futbolówkę do własnej siatki. Chwilę potem czerwoną kartkę za paskudny faul obejrzał zawodnik gości Mauricio Martínez.

Dalej spadkowiczom poszło jak z płatka. Na przerwę schodzili mogąc chełpić aż trzybramkowym prowadzeniem. Podwyższyli młodzianie – najpierw w 39 minucie Sebastián Lomónaco dobił z najbliższej odległości sparowany chwilę wcześniej strzał Ferreyry zza pola bramkowego. Zaś tuż przed kwadransem odpoczynku gola do szatni zdobył Alejo Antilef także dobitką, ale ze znacznie bliższej odległości poprawiając odbity od słupka strzał Lomónaco.

Gwóźdź do trumny Central wbił młody pomocnik Emiliano Purita. Wychowanek San Lorenzo zwieńczył akcję jeden na jednego otrzymawszy genialną wrzutkę od Gabriela Alanísa. U kresu meczu Lomónaco mógł zdobyć drugą bramkę, aczkolwiek jego bezlitosne mocne uderzenie oddane w centrum szesnastki wychwycił Jeremías Ledesma.

Zaznaczmy, iż w wieku 24 lat swój profesjonalny debiut zanotował bramkarz gospodarzy Mauricio Aquino. Spisał się bez zarzutu i zachował czyste konto. Cóż, lepiej rozpocząć późno, aniżeli wcale.

Arsenal de Sarandí godnie żegna własny stadion z Primera División po 16 latach nieprzerwanych występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Dobrze, że wygrali teraz, bowiem w ostatnich dwóch spotkaniach kampanii raczej punktów nie zdobędą – toczą wyjazdowe boje przeciwko Racingowi Club, a także Defensa y Justicia.

*****************************************************************************

Newell’s Old Boys vs Defensa y Justicia 1:0 (1:0)

Gol - Alexis Rodríguez (23′)

To jakiś paradoks! Defensa y Justicia potrafiła rzucić na kolana trzech gigantów – Boca Juniors, Racing oraz Independiente w trzech kolejnych spotkaniach, a teraz uległa zdecydowanie słabszym Newell’s Old Boys. Ale można dopatrywać się drugiego dna, gdyż trener „Sokołów”, Juan Pablo Vojvoda nie chciał upokorzyć klubu, z którego przecież się wywodzi. Może dlatego jego futboliści przegrali teraz w Rosario.

Zwycięskiego gola dla „Trędowatych” strzelił Alexis Rodríguez. Kuzyn słynnego Maxiego Rodrígueza w 23 minucie efektownym niskim uderzeniem przy słupku z szesnastego metra zaskoczył Nicolása Avellanedę zastępującego kontuzjowanego Ezequiela Unsaina (który gdyby tutaj zagrał mierzyłby się przeciw macierzystemu klubowi). Jednocześnie 22-latek uzyskał swojego pierwszego oficjalnego gola w karierze.

Mimo porażki DyJ ostała się na siódmej lokacie, ale wkrótce może zostać wyprzedzona przez River Plate oraz Racing Club. Awans do przyszłorocznej Sudamericany ostatecznie powinni uzyskać, bowiem w ostatniej kolejce chyba pokonają u siebie spadkowy Arsenal.

Dla odmiany Newell’s Old Boys zajmuje dalekie 21 miejsce. W środę rozgrywają rewanż pierwszej rundy eliminacyjnej Sudamericany przeciwko brazylijskiemu Atlético Paranaense, lecz chyba mało kto wierzy, że odrobią klęskę 0:3 poniesioną miesiąc temu.

*****************************************************************************

Talleres vs Huracán 0:0

Hit dnia, którego stawką było pewne miejsce w Copa Libertadores 2019 zakończył się bezbramkowym remisem. Dla plasujących się niżej w tabeli Talleres może to zwiastować koniec marzeń o kwalifikacji do przyszłorocznej elity. Aczkolwiek zaznaczmy od razu, iż kordobanie zostali tutaj pokrzywdzeni przez arbitra.

Mauro Vigliano nie podyktował dwóch ewidentnych rzutów karnych gospodarzom. W pierwszej połowie za wyraźny faul obrońcy gości na Joao Rojasie, a krótko po zmianie stron za dotknięcie piłki ręką przez Martína Nervo we własnej szesnastce.

Obie strony zanotowały po jednym groźnym strzale zza linii szesnastego metra, aczkolwiek goalkeeperzy obu ekip nie dali się zaskoczyć próbom z dalszych odległości. Pomocnik Huracánu – Mauro Bogado z kolei minimalnym chybił po rzucie wolnym na około trzydziestym metrze.

Delegaci przykładnie zastawili sztych przed własną bramką nie dając wiele do powiedzenia napastnikom Talleres. Ponadto fantastycznie bronił ich goalkeeper Marcos Díaz. Na początku doliczonego czasu Talleres natomiast zaprzepaścili niepowtarzalną okazję – po złym przejęciu Nervo (karma nieomal wróciła do niego) sam na sam wybiegł Aldo Araujo. Jego strzał wybił biegnący naprzeciw niego Díaz, a następnie dobitkę Carlosa Quintany zatrzymał obrońca stojący przed polem bramkowym.

Chwilę później doświadczony stoper Quintana spróbował jeszcze głową, ale goalkeeper heroicznie sparował jego uderzenie na korner. Talleres mogą pluć sobie w brodę, ale przede wszystkim zasłużone są ich pretensje do sędziego. W klasyfikacji chwilowo weszli do czołowej piątki, ale wtórnie wylecą z niej, jeśli Independiente dzisiaj pokona u siebie słabiutką Gimnasię La Plata.

Huracán utrzymał czwartą lokatę, ale ewentualne zwycięstwo Independiente zepchnie ich na piątą. W ostatniej kolejce „El Globo” podejmują u siebie Boca Juniors, zatem niech się modlą, aby „Bosteros” do tego czasu zaklepali sobie majstra.

*****************************************************************************

Atlético de Tucumán vs Olimpo 1:1 (0:0)

Gole - 1:0 Leandro Díaz (56′ – pen.), 1:1 Lucas Mancinelli (88′)

Przez uczestnictwo w Copa Libertadores notujący najwybitniejszy okres w swojej historii Atlético de Tucumán zaniedbał ligę. O miejsce gwarantujące bilety do przyszłorocznej Sudamericany raczej nie powalczą, nie załapią się choćby do górnej połowy klasyfikacji. Minionej nocy „El Decano” zmęczeni pucharową batalią z Peñarolem nie zdołali poskromić na własnej twierdzy spadkowego Olimpo. Stan murawy w tej potyczce wołał o pomstę do niebios. Niestety, ulewy nawiedzające Argentynę rozprzestrzeniły się poza prowincję Buenos Aires.

Obie ekipy zanotowały po jednym słupku. Podczas ataku Olimpo bezmyślnym mocnym uderzeniem z około dziesiątego metra obił go Lucas Mancinelli. Natomiast u miejscowych trafił w niego Favio Álvarez trącając piłkę podczas strzału Davida Barbony z ubocza szesnastki.

Co prawda brygada Ricardo Zielinskiego objęła prowadzenie w 56 minucie dzięki rzutowi karnemu wykorzystanemu przez Leandro Díaza (strzelił w podobnym czasie, co trzy dni temu przeciwko Urugwajczykom), aczkolwiek tuż upływem regulaminowego czasu Lucas Mancinelli kapitalnym strzałem z rzutu wolnego uratował remis zamykającemu klasyfikację Olimpo.

Fatalny nawierzchni naraził piłkarzy na kontuzje. W ostatniej akcji meczu poważnego uszkodzenia kolana doznał bramkarz gości Jorge Carranza. Zastąpił go debiutujący 20-latek Roberto Lanziani.

W Superlidze drużyna Tucumánu już nic nie wskóra, zatem mogą swobodnie przygotowywać się do czekając za półtora tygodnia wyjazdowego starcia z paragwajskim Libertadem. Jeśli przynajmniej zremisują, wtedy historycznie zakwalifikują się do fazy play-off Pucharu Wyzwolicieli. 

Comments are closed.