Godoy Cruz zastopowany, San Lorenzo goni

Podsumowanie pięciu sobotnich meczów 24. kolejki argentyńskiej Superligi. Przerwana została długa seria zwycięstw Godoy Cruz, odblokowały się San Lorenzo oraz Vélez Sarsfield, które niedawno zremisowały ze sobą. Ciąg porażek zatrzymali natomiast Talleres. Godnie z najwyższą klasą rozgrywkową chcą pożegnać się Temperley i Chacarita Juniors. Relacja:

San Martín de San Juan vs Lanús 1:1 (1:1)

Gole – 1:0 Claudio Spinelli (11′), 1:1 Gastón Lódico (36′)

W zachodniej Argentynie remis między lokalnym San Martín, a upadłym tytanem Lanús. Może wydać się to dziwne, ale zważywszy na formę obu drużyn podczas tego sezonu oraz stan kadr obu drużynom faworytem tutaj byli gospodarze.

Jako pierwsi natarli delegaci z południa Buenos Aires, aczkolwiek groźną główkę Rolando Garcii Guerreño podczas kornera na linii bramkowej zahamamował Luis Ardente. Chwilę potem szansa dla gospodarzy, kiedy próbę Spinelliego zza pola karnego ofiarnie wybił Esteban Andrada.

„Verdinegros” faktycznie pierwsi zadali cios, gdy w 11 minucie ukąsił wracający po kontuzji Claudio Spinelli. Dośrodkowanie z rzutu rożnego zawędrowało przed szesnastkę, gdzie centrę w pole karne wykonał Marcos Gelabert. Atak zakończył się celnym strzałem na około 11. metrze długowłosego blondyna. Wypożyczony z Tigre napastnik strzelił szóstego gola w Superlidze (wszystkie zdobył w bieżącym roku) i kolejny raz udowodnił, że jest niezastąpiony dla klubu.

Aczkolwiek gospodarze nie zdołali utrzymać prowadzenia. W 36 minucie młodziutki Gastón Lódico celnym uderzeniem w długi róg na uboczu pola karnego zaskoczył Luisa Ardente. Chwilę później Lanús mógł objąć prowadzenie, lecz strzał głową Marcelino Moreno zza piątego metra sparował Ardente.

W 56 minucie bramkarz San Martín mógł odzyskać zaliczkę dla miejscowych, bowiem stanął przed egzekucją rzutu karnego. Gdyby trafił, zanotowałby już szóstego gola podczas trwającego sezonu. Niestety, kopnął piłkę zbyt mocno i zmarnował wapno chybiając znacznie nad poprzeczką.

Później dominowali raczej przyjezdni – jedną heroiczną interwencją wykazał się Ardente broniąc odruchowo głową mocny strzał z wysokości pola bramkowego Lautaro Acosty. Goalkeeper ten okazał się jednocześnie bohaterem oraz antybohaterem spotkania.

Jedni i drudzy podzielili się punktami i do końca rozgrywek o nic nie walczą. Mający iluzoryczną możliwość kwalifikacji do Sudamericany gospodarze są osiemnaści, zgromadziwszy 30 punktów. Notujący swój trzeci konsekutywny remis Lanús z czterema oczkami mniej jest 21.

*****************************************************************************

Temperley vs Vélez Sarsfield 2:4 (1:2)

Gole – 0:1 Matías Vargas (6′), 0:2 Mauro Zárate (23′), 1:2 Leonardo Di Lorenzo (30′), 2:2 Emiliano Ozuna (53′), 2:3 i 2:4 Lucas Robertone (72′, 90′)

Dla odmiany dłuższą passę remisów przełamał Vélez Sarsfield. Chociaż nie bez trudu, to „El Fortín” zatryumfowali na obiekcie spadkowicza po dramatycznym scenariuszu. Goście zdobyli cztery bramki, a Temperley odpowiedział dwoma trafieniami, a także…. trzema czerwonymi kartkami.

Strzelaninę zainicjował już w 6 minucie zawodów Matías Vargas. Czołowy asystent drużyny przyjezdnej sam został obsłużony centrę z boku pola karnego od Hernána De La Fuente, dzięki której ładnym uderzeniem w długi róg zaskoczył Josué Ayalę.

Wyrównać mógł Santiago Giordana, aczkolwiek fatalnie chybił chcąc wycelować w stronę dalszego słupka, gdy miał swoją gratkę. Niewykorzystana setka zemściła się – w 23 minucie Mauro Zárate pokazał ów młodemu napastnikowi, jak należy wieńcząc ataki sam na sam. Ukąsił podwyższając zaliczkę Vélezu dzięki asyście Vargasa.

Gdy minęło półgodziny zawodów Temperley złagodził nieco deficyt bramkowy, albowiem wiekowy Leonardo Di Lorenzo głową z najbliższej odległości ukoronował rozegranie kornera przez outsidera.

Ligowy kopciuszek zwietrzył szansę, rozpoczynając aktywną pogoń. Młody Alexis Delgado trafił prosto w bramkarza niskim, mocnym strzałem ze skraju pola karnego podczas kontry. Następnie tuż przed przerwą inny niewypał Giordany obijającego słupek uderzeniem głową podczas rzutu wolnego.

U progu drugiej odsłony Temperley jednakże dał upust swoim staraniom, gdy Emiliano Ozuna przejął długą lagę, popędził w szesnastkę wykorzystując nieudane przejęcie De La Fuente i bezlitosnym strzałem w krótki róg zaskoczył Césara Rigamontiego.

Vélez nie zamierzał jednak piąty mecz z rzędu dzielić się zdobyczą punktową. W 69 minucie zadanie „Fortíneros” ułatwione zostało, gdyż bramkarz miejscowych Josué Ayala obejrzał czerwoną kartkę za sfaulowanie poza polem karnym wybiegającego na czystą pozycję Zárate. Na spożytkowanie dobrodziejstwa przewagi liczebnej nie trzeba było długo czekać. Z rzutu wolnego podyktowanego ze względu ów faulu gola zdobył Lucas Robertone. Przyjezdni odzyskali prowadzenie, którego już nie oddali.

Kilka minut później śladem Ayali podążył stoper Matías Nani za brzydki faul w środku boiska. Mając aż dwóch futbolistów w obiegu więcej goście spokojnie dobili czerwoną latarnię. W ostatniej regulaminowej minucie fenomenalny kontratak – drugą asystę tego popołudnia zanotował Vargas. Za jego wrzutkę w szesnastkę odwdzięczył się Robertone kompletując dublet w sytuacji jeden na jednego.

Podczas doliczonego czasu rozbici gospodarze zainkasowali jeszcze trzecią „czerwień” – tym razem wyleciał Federico Fattori za drugą żółtą kartkę. Vélez co prawda zapewnił sobie utrzymanie na bieżący sezon, ale przecież musi wypracować sobie lepszy współczynnik w tabeli spadkowej przed następnym sezonem.

Vélez awansował na dwudzieste miejsce. Ostatnie konfrontacje podopiecznych Gabriela Heinze są niewiarygodnymi dreszczowcami. Raczą zdecydowanie większymi emocjami, aniżeli starcia czołówki klasyfikacji.

*****************************************************************************

Talleres vs Gimnasia La Plata 2:0 (0:0)

Gole – Aldo Araujo (61′), Junior Arias (90′)

Duet zawodników o nazwiskach na literę A zagwarantował Talleres cenną victorię, która teoretycznie przedłużyła ich nadzieje na mistrzostwo, a bynajmniej przybliżyła klub z Córdoby ku awansowi do przyszłorocznej Libertadores. Drużyna Franka Kudelki przerwała upokarzającą passę wtop, jaka stanęła na trzech i jednocześnie przyczyniła się do szóstej z rzędu porażki Gimnasii.

W pierwszej połowie zdeterminowani gospodarze torpedowali bramkę Alexisa Martína Ariasa bezskutecznie. U samego wstępu Carlos Quintana obił słupek główką po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. W innej chaotycznej akcji nie odnalazł się Juan Ramírez. Urus Lucas Olaza dwukrotnie spróbowałby choćby dalekosiężnym uderzeniem – raz jego bombę sparował goalkeeper, za drugim podejściem przymierzył zbyt wysoko.

Druga połowa należała jednak do Talleres. W 61 minucie złożony atak przyniósł premierowe trafienie – szarżę jeden na jednego Santiago Silvy zahamował Arias, lecz futbolówkę przejął Juan Ramírez na uboczu pola karnego. Posłał ją w pole bramkowe, skąd głową do pustej siatki z najbliższej odległości wycelował Aldo Araujo.

Kordobański team przypieczętował victorię równo z 90 minutą, gdy rezerwowy urugwajski snajper Junior Arias podczas kontrataku zgarnął wrzutkę od Joao Rojasa i już na połowie boiska biegł samopas mając przeciwko tylko samego bramkarza o takim samym nazwisku, jak on. Wybiegającego doń z bramki Alexisa okiwał łatwiutko, jak dziecko. Następnie bez najmniejszego trudu znalazł drogę do pustej siatki, notując swego piątego szóstego gola w Superlidze. Właśnie łysy Urugwajczyk obecnie jest najskuteczniejszym graczem Talleres podczas aktualnej kampanii.

„La T” widocznie powoli wracają do świata żywych. Skompletowali 44 punkty, dzięki którym obecnie zajmują czwartą lokatę.

Natomiast kompletująca niezłą serię porażek Gimnasia figuruje dopiero na 23 pozycji ze zdobytymi 22 oczkami. Dla ich szkoleniowca Facundo Savy to już raczej koniec przygody na El Bosque.

*****************************************************************************

Banfield vs Godoy Cruz 1:1 (0:0)

Gole – 1:0 Enzo Kalinski (50′), 1:1 Victorio Ramis (71′)

Wywiezienie remisu ze stadionu Florencio Sola to dla ekipy pokroju Godoy Cruz generalnie niezły wynik. Aczkolwiek przerwał ich wynoszącą siedem kolejnych spotkań passę wygranych i jednocześnie uniemożliwił dogonienie liderującej Boca Juniors. Nie wiadomo czy w Mendozie ktoś naprawdę myśli o tytule mistrza, ale jeśli „Xeneizes” niebawem wrócą do zwyciężania, to aktualnemu wiceliderowi pozostanie tylko batalia o historyczne wicemistrzostwo.

Grunt zapadł się pod nogami gości u progu drugiej części, gdy dośrodkowanie z rzutu wolnego Pablo Mouche przyniosło trafienie głową Enzo Kalinskiego, który zarazem strzelił swego pierwszego gola dla Banfield.

W 71 minucie co prawda Godoy Cruz wyrównał, gdy podczas wytrwałej ofensywy popisał się Victorio Ramis genialnym strzałem pod poprzeczkę ze skraju pola karnego kompletnie zaskakując Ivána Arboledę. Lecz było to ostatnie słowo przyjezdnych.

Delegaci niewątpliwie złupiliby Banfield na jego twierdzy, gdyby nie multum zaprzepaszczonych szans ze strony Guillermo Fernándeza. Noszącego numer 11 na niebieskiej koszulce „Pola” zdecydowanie prześladowała tutaj indolencja.

Tuż przed końcowym gwizdkiem „Expreso del Tomba” zmarnował piłkę meczową. Podczas kontrataku najskuteczniejszy obecnie strzelec ligi – Santiago García znalazł się sam na sam z Arboledą. Oddał jednak zbyt lekki strzał, przez co lewy obrońca Adrián Sporle w ostatniej chwili zdążył wybić futbolówkę z linii bramkowej. Z ofiarną dobitką wślizgiem na boku pola bramkowego pospieszył Guillermo Fernández, aczkolwiek chybił.

Godoy Cruz tylko zremisował na obiekcie szesnastego zespołu tabeli i musi uważać. Z 47 punktami są wiceliderem – tracą trzy oczka do rozgrywającej swój mecz jutro Boca, a zaledwie jednym punktem wyprzedzają San Lorenzo, które dwa tygodnie temu zdeklasowali 5:0 na wyjeździe. Ponadto zawodnicy Diego Dabove lada chwila mogą poczuć na swoich plecach również oddech Independiente oraz Talleres.

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Chacarita Juniors 1:0 (1:0)

Gol – Nicolás Reniero (26′)

W bieżącym roku San Lorenzo nie zachwyca, ale nie licząc pamiętnego domowego blamażu z Godoy Cruz spisuje się przyzwoicie. „Cuervos” nie zamierzają oddawać miejsca na podium, ani biletów do następnej Copa Libertadores. Papiescy ulubieńcy męczyli się ze zdegradowaną już Chacaritą Juniors, ale odnieśli zwycięstwo pozwalające im utrzymać trzecią lokatę.

Gola rozstrzygającego wynik strzelił młody napastnik Nicolás Reniero zastępujący kontuzjowanego imiennika Blandiego. W 26 minucie goście wybili piłkę po rozegraniu kornera, ale San Lorenzo wznowił akcję. Idealną centrę Paulo Díaza prawą flanką przejął na boku pola bramkowego Marcos Senesi i głową zagrał w centrum. Tam futbolówki nie zdołał wybić wiekowy kapitan beniaminka Germán Ré, a jego gapę spożytkował stojący obok Reniero także „z dyńki” zdobywając jak się okazało jedynego gola spotkania.

Stołeczny gigant pokonałby wyżej outsidera, gdyby nie brak skuteczności Gabriela Gudiño. Brodaty skrzydłowy zmarnował kilka ciekawych okazji – między innymi spudłował w akcji jeden na jednego z bramkarzem, feralnie chybił w polu bramkowym bezpośrednim strzałem oraz minimalnie pomylił się uderzeniem zza pola karnego. Ponadto niecelną główkę przecinając dośrodkowanie z rzutu wolnego zanotował doświadczony stoper i obecny kapitan gospodarzy Fabricio Coloccini.

Brak zdecydowanej ofensywy ze strony San Lorenzo mogli wykorzystać goście, którzy coraz śmielej szturmowali bramkę Nicolása Navarro. Brakowało jednak zimnej krwi atakującym beniaminka. Ostatecznie „Azulgrana” dowiozła niewygórowane 1:0 do końcowego gwizdka arbitra, ostając się na podium.

Comments are closed.