Blamaż San Lorenzo, pobudka Inde

Pięć niedzielnych spotkań 22. kolejki przyniosło rozmaite przetasowania w tabeli Superligi. Jedną z największych sensacji jest totalna klęska San Lorenzo de Almagro. Dotychczasowy wicelider sromotnie uległ 0:5 przed własnymi trybunami goniącemu go Godoy Cruz! „Winiarze” dzięki tej nadspodziewanie wysokiej victorii stali się nową drugą siłą tabeli. Zadyszki dostali Talleres, w szlagierze weekendu poskromiony został fantastycznie spisujący się ostatnimi czasy Racing Club. Podsumowanie:

San Lorenzo de Almagro vs Godoy Cruz 0:5 (0:4)

Gole - Matías Caruzzo (9′ – samobój), Tomás Cardona (15′), Santiago García (19′, 67′), Luciano Abecasis (34′)

Absolutnie najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w Superlidze. Jednocześnie jedno z trzech najwyższych ogółem, gdyż wcześniej padły dwa wyniki 5:0 dla gospodarzy – w lutym Rosario Central właśnie tak rozbił Olimpo oraz w marcu Racing Club ów rezultatem zdeklasował Patronato.

Któż jednak spodziewałby się, że bolesnego upokorzenia dozna San Lorenzo, który zdawał się odradzać i wygrał trzy poprzednie mecze. Czyżby papieski klub tak bardzo szczędził moce przed środowym hitem rundy eliminacyjnej Copa Sudamericana przeciwko brazylijskiemu Atlético Mineiro? W każdym razie delegaci z Mendozy spożytkowali niedyspozycję gospodarzy, miażdżąc ich na stadionie Nuevo Gasometro.

Kanonadę zainicjował samobój obrońcy Matíasa Caruzzo. Zaskoczył własnego goalkeepera nieporadnie przecinając centrę od Fabricio Angileriego. Chwilę później efektowną przewrotką wyrównać chciał Nicolás Blandi, aczkolwiek minimalnie spudłował. Tydzień temu nożycami strzelił gola Lanús, teraz zabrakło mu nieco szczęścia.

Gdy minął kwadrans zawodów do właściwej bramki głową trafił Tomás Cardona wykorzystując centrę z rzutu rożnego. O tyle sentymentalnym akcentem stał się ten gol, że ów stoper zadał cios macierzystemu klubowi!

San Lorenzo de Almagro nie stroniło od ataków, lecz wczorajszego popołudnia zespół Claudio Biaggio najzwyczajniej prześladował straszliwy pech. Torpedę wiekowego kapitana Leandro Romagnoliego, który najpewniej rozgrywa swój ostatni sezon w karierze nad poprzeczką wybił Leonardo Burián.

„Winiarze” nie oglądali się za siebie, strzelając po raz trzeci jeszcze przed upływem dwudziestej minuty. Kolejne znakomite dośrodkowanie w okolice piątego metra posłał Angeleri, dzięki czemu głową z piątego metra po palcach bramkarza strzelił ubiegający się o tytuł króla strzelców Urus Santiago García.

Do przerwy zawodnicy Diego Dabove gromili miejscowego potentata 4:0. W 34 minucie prawy obrońca Luciano Abecasis huknął z dystansu i futbolówka kuriozalnie przepuszczona przez Nicolása Navarro zatrzepotała ponownie w siatce.

Można byłoby odnieść wrażenie, że po zmianie stron syty Godoy Cruz odpuści, ograniczając się do bronienia czterobramkowej zaliczki. Szukać kontaktu mieli gospodarze. Tymczasem „Cuervos” nie zdobyli choćby honorowej bramki, a przyjezdni z zachodniej Argentyny dobili San Lorenzo piątym ciosem.

W 67 minucie dośrodkowanie Juana Garro z ubocza szesnastki poskutkowało drugim trafieniem Santiago Garcii, który wślizgiem wcelował do niemal pustej siatki. Bliski końca kariery Fabricio Coloccini zupełnie nie upilnował ciemnoskórego napastnika. Zarazem „El Morro” jedenasty raz w kampanii 2017/2018 wpisał się na listę strzelców i dogonił w rankingu goleadorów samodzielnie liderującego przedtem Sebastiána Ribasa.

Aktualnie najskuteczniejszymi armatami Superligi są dwaj Urugwajczycy! Za sobą mają jednak calutki peleton Argentyńczyków równie łasych na koronę czołowego snajpera argentyńskiej Primera División.

Przewaga Boca Juniors nad wiceliderem stopniała tylko o punkt w tej kolejce. Godoy Cruz odnotował właśnie szóstą konsekutywną victorię.

Mając 43 oczka zespół z Mendozy jest drugi, minimalnie wyprzedzają zdemolowane przez siebie San Lorenzo. „Expreso del Tomba” znajduje się na najlepszych torach do przyszłorocznej Libertadores.

*****************************************************************************

San Martín de San Juan vs Huracán 0:1 (0:1)

Gol - Nicolás Silva (22′)

Chrapkę na bilety do przyszłorocznego Pucharu Wyzwolicieli ma także Huracán. Ponieważ w obecnym sezonie „El Globo” na swoich barkach mają wyłącznie zmagania ligowe, powinni wykorzystać to udogodnienie. Drużyna Gustavo Alfaro wywiozła cenną victorię z zachodniej Argentyny, chociaż ostatnie mniej więcej 20 minut spotkania przeciwko przeciętnemu San Martín musieli radzić sobie osłabieni.

Przyjezdnym ze stolicy prowadzenie u wstępu spotkania mógł dać Diego Mendoza. Napastnik rzadko pojawiający się na murawie podczas bieżącej kampanii niestety na piątym metrze nie zdołał sięgnąć futbolówki po dośrodkowaniu.

Zwycięskiego gola dla Huracánu uzyskał zazwyczaj rezerwowy Nicolás Silva. W 22 minucie zgarnął piłkę mniej więcej na połowie boiska podczas kontrataku, urządził sobie mały rajd i niskim uderzeniem zza szesnastki odnalazł drogę do siatki, zdobywając swego premierowego gola w Superlidze.

W dalszej części spotkania bezwzględnie przeważali miejscowi, aczkolwiek Huracán heroicznie bronił własnej bramki przed naporem „Verdinegros”. Brak niezawodnego w tegorocznych rozgrywkach Claudio Spinelliego, który leczy kontuzję okazał się dla San Martín przeszkodą nie do obejścia.

Pozbawieni niedysponowanych zdrowotnie kilku istotnych zawodników np. Andrésa Cháveza, Saúla Salcedo tudzież Norberto Briasco-Balekiana goście dowieźli skromnie, lecz niezwykle cenne prowadzenie kończąc w dziesięciu. Około 70 minuty za drugą żółtą kartkę wyleciał lider ich środka obrony Martín Nervo. Doigrał się, ponieważ broniąc własnej szesnastki przed ofensywą rywala tuż przed nią dotknął piłki ręką.

Niepokonany od siedmiu meczów Huracán wskoczył na szóstą lokatę w klasyfikacji. Ze zdobytymi 37 punktów oczekują wpadek skoncentrowanym na Libertadores przedstawicielom Avellanedy. Póty co wyprzedzili Racing, aczkolwiek dwóch oczek brakuje teamowi z Parque Patricios do Independiente zamykającego czołową piątkę.

*****************************************************************************

Atlético de Tucumán vs Newell’s Old Boys 1:1 (1:0)

Gole - 1:0 Gervasio Núñez (26′), 1:1 Joaquín Varela (90+4′)

Pełniący obecnie funkcję ligowego średniaka Atlético de Tucumán w końcowych sekundach utracił zwycięstwo nad kiepściutkimi obecnie Newell’s Old Boys. „Trędowaci” wywieźli remis z gorącego terenu pomimo magazynowania sił na zbliżający się pojedynek Sudamericany przeciwko innemu Atlético, temu brazylijskiemu z Kurytyby.

Mimo zaliczenia asysty niezbyt udany jubileusz Luisa „Pulgi” Rodrígueza. Kapitan i ulubieniec kibiców w Tucumánie rozgrywał swój 300. mecz dla klubu.

Festiwal zmarnowanych szans na stadionie Monumental José Fierro autorstwa Luísa Leala. Napastnik pochodzący z Wysp Świętego Tomasza i Książęcej u progu starcia obił słupek niskim strzałem z rzutu wolnego. Później także ostemplował poprzeczkę celując zza szesnastki.

Niewykorzystane okazje ciemnoskórego atakującego o portugalskim obywatelstwie zemściły się. W 26 minucie strzelanie na rzecz gospodarzy otworzył Gervasio Núñez. Playmaker występujący niegdyś dla krakowskiej Wisły szybko rozegrał rzut rożny wymieniając podanie z  „Pulgą”, następnie efektownym uderzeniem zza linii bocznej pola karnego pokonał niespodziewającego się nic Nelsona Ibáñeza.

W drugiej połowie około 60 minuty wiekowy goalkeeper gości nieco zrehabilitował się za wpuszczonego gola interweniując pomyślnie przy uderzeniu Leandro Díaza zza pola karnego. W 82 minucie zaś wybił także przymierzenie Gervasio Núñeza z centrum szesnastki po błyskawicznym rozegraniu rzutu wolnego przez Díaza.

Ostatnie słowo należało jednak do NOB. Tuż przed końcowym gwizdkiem chaotyczny atak „Trędowatych” celnym strzałem pod poprzeczkę w polu bramkowym zwieńczył Joaquín Varela. Młody obrońca wpisał się na listę strzelców drugi raz w zawodowej karierze.

Zaiste frajerska wpadka „El Decano”, którzy zawodzą na starcie fazy grupowej Libertadores, zaś na arenie ligowej znaczą tylko tyle, co zwykły średniak. Uzyskawszy równe 30 punktów Tucumán okupuje szesnaste miejsce. Newell’s Old Boys odjęto trzy oczka za niespłacone długi, przez co zdławiona przez kłopoty finansowa brygada z Rosario jest dopiero 23.

*****************************************************************************

Talleres vs Independiente 0:2 (0:1)

Gole - Gonzalo Verón (23′), Emmanuel Gigliotti (90′)

Przed rozpoczęciem meczu futboliści Talleres przywitali konkurentów słynnym szpalerem, jakby minionego popołudnia gościli nowokoronowanych mistrzów. Na murawie ekipa z Córdoby również zdawała się nieco ułatwić zadanie utytułowanemu oponentowi, gdyż nie strzeliła ani razu mimo ogromnej ilości wypracowanych sytuacji podbramkowych.

Serię dwóch konsekutywnych porażek zatrzymał Independiente. „Czerwone Diabły” nie chcąc wypaść z rywalizacji o czołowe pięć miejsc tabeli musieli wrócić do zwyciężania. Starcie w Córdobie zapowiadało się koszmarnie trudno, ale piastujący do niedawna lokatę wiceliderów Talleres na szczęście podopiecznych Ariela Holana po przerwie reprezentacyjnej wypadli z wprawy.

„La T” początkowo naciskali, lecz ich ataki bez wyczekiwanych efektów. Urugwajski bramkarz Martín Campaña kapitalnie obronił strzał z centrum pola karnego Santiago Silvy. Przy innej okazji z końca szesnastki niecelnie przymierzył Joao Rojas.

Pierwszego gola od czasu powrotu do Argentyny strzelił Gonzalo Verón. Skrzydłowy, który wypadł blado pół tygodnia temu przeciwko swemu byłemu klubowi San Lorenzo, teraz zrehabilitował się za wcześniejsze niepowodzenia. W 23 minucie dał prowadzenie przybyszom z Avellanedy skutecznie głową poprawiając na piątym metrze wybity chwilę wcześniej strzał Silvio Romero.

Krótko przed kwadransem odpoczynku następny niewypał ofensywny wyżej sklasyfikowanych Talleres. Bohaterski Campaña nogami sparował główkę Aldo Araujo. Później arbiter skrzywdził gospodarzy, bowiem nie przyznał im ewidentnego karnego za rękę Juana Sáncheza Miño. Tą właśnie częścią ciała wychowanek Boca Juniors zatrzymał we własnej szesnastce bombę z rzutu wolnego innego eks-„Xeneize”, Santiago Silvy.

Najklarowniejszą szansę wśród kordobańczyków zmarnował Leonardo Godoy na wstępie drugiej odsłony. Prawy obrońca znalazł się jeden na jednego z Campañą przed piątym metrem. Urugwajczyk heroicznie sparował jego uderzenie, później fartowną dobitkę głową wybił Jorge Nicolás Figal. Nota bene futbolówka po dograniu Juana Ramíreza jeszcze wróciła do Godoy’a, aczkolwiek ten w polu bramkowym chybił nad poprzeczką.

Tryumf Independiente przypieczętował masywny atakujący snajper Emmanuel Gigliotti. W ostatniej regulaminowej minucie „Puma” przerwał trwającą miesiąc indolencję strzelecką genialnym strzałem w długi róg na szesnastym metrze nie pozostawiając szans Guido Herrerze.

W doliczonym czasie pokonani zmarnowali ostatnią szansę. Tym razem Campaña wybił przed siebie groźne uderzenie zza pola karnego Joao Rojasa. Przypadkowa dobitka jego rodaka Juniora Ariasa natomiast powędrowała obok słupka.

Zdobywcy ubiegłorocznej Sudamericany mają patent na Talleres. W ubiegłym sezonie analogicznie pokonali ich na Estadio Mario Kempes wynikiem 2:0. „Los Diablos Rojos” weszli do strefy honorowanej udziałem w Copa Libertadores 2019. Do Independiente należy aktualnie piąta lokata. Tylko dwa punkty dzielą ekipę Ariela Holana od ich wczorajszych ofiar.

*****************************************************************************

Racing Club vs River Plate 0:2 (0:0)

Gole - Rafael Santos Borré (77′), Exequiel Palacios (90′)

Czwarte pod rząd ligowe zwycięstwo River Plate. Choć klasyki rządzą się swoimi prawami, to jednak raczej mało kto przypuszczał, iż prezentujący w 2018 roku tak fenomenalną dyspozycję zespół „La Academia” ulegnie na własnym stadionie przebywającemu poza czołówką stawki River.

Początek konfrontacji to pokaz nieskuteczności Lisandro Lópeza. Weteran ataku gospodarzy zanotował niecelną główkę z dość ostrego kąta, chybiony przypadkowy strzał zza pola bramkowego oraz Franco Armani sparował jedno uderzenie „Lichy” z okolicy dwudziestego metra – potem obronił też dobitkę Neriego Cardozo, ale ten i tak został złapany na ofsajdzie.

Niemoc prześladowała również Matíasa Zaracho. Armani zahamował jego mocny strzał oddany za polem karnym. Natomiast w drugiej połowie otrzymawszy podanie od Lautaro Martíneza ciemnoskóry pomocnik nie poradził sobie w ataku jeden na jednego. Także młodemu gwiazdorowi Lautaro nie powiodło się – około 60 minuty dostąpił samodzielnego ataku naprzeciwko Armaniego. Wyminął go, lecz znalazł się na zbyt ostrym kącie i jego strzał chybił obok celu.

Zmarnowane okazje zemściły się na Racingu. Zmiennicy rozstrzygnęli spotkanie na korzyść River. W 77 minucie Exequiel Palacios przejął nieodpowiedni wyrzut od własnej bramki Juana Musso. Następnie kapitalnie asystował w szesnastkę do Rafaela Santosa Borré, a wprowadzony pięć minut wcześniej Kolumbijczyk ominął wybiegającego bramkarza, kierując piłkę do pustej siatki.

„La Academia” wciąż niestrudzenie atakowała bez żadnych pozytywnych efektów. Chybiona główka Lautaro Martínez po dośrodkowaniu z kornera oraz następna pomyślna robinsonada Armaniego przy strzale Diego Gonzáleza w olbrzymim zamieszaniu na terenie szesnastki gości. Akcja później była kontynuowana, a zatrzymał ją ręką Javier Pinola. Sędzia Patricio Loustau tego nie zauważył, o co futboliści Racingu mieli zasłużone pretensje do niego.

W ostatniej regulaminowej minucie Palacios dopełnił dzieła zniszczenia Racingu odpowiednio wieńcząc w szesnastce rywala atak rozpoczęty od połowy boiska. 19-letni pomocnik choć profesjonalnie występuje dla River już od trzech lat, to strzelił dopiero pierwszego gola podczas swojej dorosłej kariery.

River Plate pierwszy raz od niemal połowy roku zagościł w czołowej dziesiątce. Zajmują na tę chwilę lokatę wprowadzającą do przyszłorocznej Sudamericany. Zajęcie pozycji wśród top 5 klasyfikacji na koniec sezonu raczej leży poza zasięgiem ich możliwości.

Aby zakwalifikować się do CL 2019 popularni „Millonarios” będą musieli albo wygrać jakiś kontynentalny turniej w bieżącym roku, albo znów – już trzeci raz z rzędu – sięgnąć po Copa Argentina.

Z najlepszej piątki wypadł teraz również Racing, lecz zespół pod kierownictwem Eduardo Coudeta traci zaledwie trzy punkty do odwiecznego wroga Independiente. Natomiast River na pięć kolejek przed finiszem czempionatu traci ich aż siedem.

Zostaw odpowiedź