Remisy na wstępie 21 kolejki

Po dwóch tygodniach przerwy do obiegu wróciły rozgrywki ligowe. Piątkowej nocy wystartowała 21. seria spotkań argentyńskiej Superligi. Oba wczorajsze mecze zakończyły się remisami. Huracán upamiętniający swą zmarłą legendę nie zdołał pokonać u siebie Banfield, natomiast Racing Club zgubił punkty w Córdobie. Relacja:

Huracán vs Banfield 1:1 (0:1)

Gole – 0:1 Darío Cvitanich (31′ – pen.), 1:1 Daniel Montenegro (58′)

Na stadionie Huracánu podczas tego starcia oddano hołd zmarłej przed tygodniem ikonie klubu. Dnia 22 marca w wieku 64 lat odszedł na zawsze były gwiazdor „El Globo” oraz reprezentacji Argentyny – René Houseman. Swój okres świetności miał w latach 70-tych. Piłkarze gospodarzy wyszli z „siódemkami” na przede koszulek, bowiem z tym numerem zawsze występował „El Loco”.

Konfrontacja wyrównana, ażeby nie powiedzieć zacięta. U jej progu kolumbijski bramkarz gości Iván Arboleda chwilowo stracił przytomność, gdy na uboczu pola karnego ofiarnie zahamowywał atak Ricardo Noira. Na szczęście niedoszły trzeci bramkarz reprezentacji swojego kraju prędko został ocucony i mógł kontynuować zawody.

Minęło półgodziny pojedynku, kiedy po wątpliwym faulu występującego przeciwko byłemu zespołowi Carlosa Matheu na Nicolásie Bertolo sędzia podyktował rzut karny z kapelusza dla Banfield. Jedenastkę wykorzystał Darío Cvitanich notując swe dziewiąte trafienie w bieżącej kampanii.

Huracán minionej nocy wystąpił bez leczących urazy Andrésa Cháveza tudzież paragwajskiego defensora Saúla Salcedo. Również Norberto Briasco-Balekian wrócił ze zgrupowania reprezentacji Armenii kontuzjowany.

Honoru gospodarzy ratować musiał weteran Daniel Montenegro. Blisko 40-letni „Rolfi” zdobył może ostatniego gola przed zakończeniem kariery, gdy w 58 minucie niskim strzałem zza pola karnego od słupka znalazł drogę do bramki. Brak czujności Arboledy drużyna Banfield przypłaciła utratą zwycięstwa.

Kolumbijczyk naprawił swój błąd u epilogu potyczki, kiedy odruchowo sparował nad poprzeczkę przypadkowe uderzenie bodaj pachwiną autorstwa Fernando Coniglio po dalekim dośrodkowaniu Carlosa Araujo. Wcześniej po drugiej stronie przytomnie interweniował też Marcos Díaz broniąc strzał Jesúsa Dátolo z ubocza pola karnego.

Tuż przed końcem rozstrzygnąć batalię na korzyść Huracánu mógł inny doświadczony grajek – Patricio Toranzo, aczkolwiek jego ofiarny strzał wślizgiem otarł jedynie boczną siatkę. W Parque Patricios ostatecznie podział zdobyczy.

Brak zdobycia pełnej puli oddala zespół miejscowych od miejsc honorowanych Copa Libertadores. Podopieczni Gustavo Alfaro zajmują ósme miejsce ze zdobytymi 34 oczkami. Banfield okupuje siedemnastą lokatę, zgromadziwszy 26 punktów.

*****************************************************************************

Belgrano vs Racing Club 2:2 (1:1)

Gole – 1:0 Juan Musso (28′ – samobój), 1:1 Ricardo Centurión (29′), 1:2 Leonardo Sigali (50′), 2:2 Marcelo Benítez (62′)

Przed trybunami stadion Gigante de Alberdi tamtejsze Belgrano zdołało zatrzymać rozpędzony Racing Club, który wysłał do Códoby najsilniejszy skład mimo oszczędzania się na nadchodzące spotkanie Pucharu Wyzwolicieli. Zabrakło jedynie Lisandro Lópeza oszczędzanego przez trenera na wtorkowy bój przeciwko Universidad de Chile.

Setny mecz kapitana Matíasa Suáreza jako piłkarza Belgrano nie był dla niego wymarzonym, lecz koledzy niestrudzenie wyręczyli gwiazdora. Juan Musso raz musiał wybiec poza własne pola karne, żeby zażegnać niebezpieczeństwo. Ponadto ciekawej szansy dostąpił dynamiczny Joel Amoroso, aczkolwiek mając naprzeciw siebie wybiegającego bramkarza tylko zaliczył boczną siatkę ze skraju szesnastki.

W 28 minucie Racing nieoczekiwanie otrzymał cios w plecy, kiedy po chytrym uderzeniu Leonardo Sequeiry z ostrego kąta futbolówkę plecami do własnej bramki niefortunnie skierował goalkeeper Juan Musso.

„La Academia” jednakże błyskawicznie odpowiedziała, albowiem Ricardo Centurión w polu karnym przejął genialnym stylem centrę od Leonardo Sigaliego i na raty pokonując Lucasa Acostę przywrócił wynik remisowy.

„Ricky” piąty raz w Superlidze wpisał się do listy strzelców – odżył po powrocie do ojczyzny z Genoa CFC

Po zmianie stron Racing objął prowadzenie, jednocześnie przypieczętowując odwrócenie rezultatu. W 5o minucie Centurión i Sigali zamienili się rolami. Dośrodkowanie narożne „Ricky’ego” spożytkował defensor głową celując pod poprzeczkę bramki rywala.

Dobrego wieczoru nie notował zaś Lautaro Martínez. Młody snajper podczas jednej ofensywy wyminął bramkarza, lecz jego strzał z nieco ostrego kąta ofiarnie wybił broniący gracz Belgrano.

Delegaci z Avellanedy niedługo cieszyli się korzystnym wynikiem, albowiem w 62 minucie lewy obrońca Marcelo Benitez znakomicie przyrżnął z rzutu wolnego za linią boczną szesnastki, ratując tym samym jeden punkcik dla „Piratów”.

Końcówka należała do miejscowych. Niestety, nie umieli skorzystać z dobrodziejstwa przewagi liczebnej u samego epilogu konfrontacji. W 88 minucie Centurión zapomniał się i przez obrażanie arbitra ujrzał drugą żółtą, więc czerwoną kartkę.

Belgrano dwukrotnie natarło, lecz bez oczekiwanego efektu. Między innymi z rzutu wolnego zza boku pola karnego przymierzył także rezerwowy Juan Francisco Brunetta, aczkolwiek jego próbę nad poprzeczką koniuszkami palców sparował Musso.

Remis dostarczył chwilowe profity obu drużynom. Racing prawdopodobnie tylko do końca weekendu wgramolił się w czołową piątkę stawki, zdobywszy na chwilę obecną 36 punktów. Ważniejsze są jednak zmagania Copa Libertadores, gdzie następny bój za pasem.

Natomiast Belgrano, które spokojnie mogło zgarnąć tu victorię wcisnęło się do ogona miejsc nagradzanych Sudamericaną, uciuławszy pięć oczek mniej do „Academii”.

Comments are closed.