Sobota uboga w bramki

Cztery sobotnie mecze w ramach 14. kolejki Superligi generalnie rzecz ujmując nie zachwyciły. Padły w nich tylko cztery gole, czyli póty co średnia trafień na spotkanie podczas bieżącej serii gier wynosi równe jeden. Okres posuchy przełamał River Plate, biorąc wyższość nad opcjonalnym spadkowiczem. Pierwsze ligowe zwycięstwa w tym roku zanotowały rozgrywający już swój trzeci pojedynek w 2018 ekipy Rosario Central oraz Independiente. Relacja:

Banfield vs Atlético de Tucumán 0:0

Rezerwowy skład Banfield oszczędzającego siły na rewanżowy bój drugiej rundy eliminacyjnej Copa Libertadores bezbramkowo zremisował u siebie z drużyną Atlético de Tucumán, która udział w fazie grupowej elitarnego turnieju ma już zagwarantowany.

Dużo sytuacji podbramkowych z obu stron, aczkolwiek tego popołudnia zawodnikom konfrontującym się na Estadio Florencio Sola doskwierała wyjątkowa indolencja. Podział zdobyczy punktowej w południowym Buenos Aires wymowny.

Swoje premierowe starcie dla Banfield od początku rozegrał Enzo Kalinski wracający do ojczyzny z epizodów w Chile i Meksyku. Posiadający polskie korzenie nowy rozgrywający brygady Julio Césara Falcioniego nieomal strzeliłby tutaj bramkę, ale jego mocne uderzenie zza piątego metra po nieudanym wybiciu obrońcy gości heroicznie wyłapał Augusto Batalla. O formie wychowanka San Lorenzo można jednak rzec: „pierwsze koty za płoty”.

Wśród klasyfikacji Superligi obie drużyny plasują się blisko siebie, gdyż są odseparowane ledwie jednym oczkiem. „El Taladro” okupują czternaste miejsce z 19 punktami, zaś Tucumán skompletowawszy punkcik więcej zamyka top 10.

Jak Banfield spisze się we wtorkowej batalii eliminacji Libertadores na andyjskich wysokościach przeciwko ekwadorskiemu Independiente del Valle? Aby wejść do trzeciej rundy muszą wygrać lub osiągnąć remis wyższy, niż 1:1. Albo mogą zremisować właśnie rezultatem 1:1 i następnie mieć szczęście w rzutach karnych….  

*****************************************************************************

Rosario Central vs Unión 1:0 (1:0)

Gol - Fernando Tobio (9′)

Wyjątkowo udany sezon notuje Unión de Santa Fe, aczkolwiek wyjazdowe potyczki z renomowanymi ekipami zwyczajnie im nie wychodzą. „Tatengues” w minionym roku przegrali choćby delegacje na stadionach River Plate czy Lanús. Tym razem wyjechali na tarczy z Rosario.

Na stadionie Gigante de Arroyito popularni „Canallas” wymęczyli skromne 1:0 za sprawą szybkiego ciosu zadanego przez obrońcę Fernando Tobio. Już w 9 minucie były stoper Boca Juniors skierował futbolówkę do siatki, celną główką przecinając dośrodkowanie z narożnika boiska Leonardo Gila.

Miejscowi niewygórowane prowadzenie dowieźli do ostatniego gwizdka mimo konieczności radzenia sobie w osłabieniu przez całą drugą odsłonę. Tuż przed przerwą za brutalne wejście w nogi Diego Zabali obejrzał ich pomocnik Maximiliano González. Podczas drugiej części walczący w dziesiątkę Central mógł nawet podwyższyć rozmiar zwycięstwa – dalekosiężne techniczne uderzenie Federico Carrizo ledwo ledwo nad poprzeczką sparował doświadczony Nereo Fernández.

Aktualnie Unión nadal piastuje najniższy stopień podium, ale prawdopodobnie lada dzień team Leonardo Madelóna zleci poza strefę awansu do Libertadores.

Natomiast Central po dwóch gorszych spotkaniach znów tryumfuje – obecnie „rosarinos” sterowani przez Leonardo Fernándeza są dziewiętnaści z uciułanymi 17 punktami.

*****************************************************************************

Colón vs Independiente 0:1 (0:0)

Gol - Leandro Fernández (73′ – pen.)

Goryczy przegranej 0:1 doznał także drugi klub z Santa Fe, czyli Colón. „Sabaleros” przed własnymi trybunami okazali się gorsi od mierzącego wysoko Independiente.

Pierwsze zwycięstwo w nowym roku tryumfatorom ubiegłorocznej Sudamericany zapewnił Leandro Fernández, wykorzystując rzut karny w 73 minucie zawodów. Jedenastkę wywalczył nowy nabytek skaptowany z Talleres – Jonathan Menéndez, który przejął numer 27 na czerwonej koszulce po sprzedanym do ligi MLS młodym gwiazdorze Ezequielu Barco.

Mimo, iż wyraźnie przeważali gospodarze, to trzy punkty powędrowały do Avellanedy. Dla Colónu to już czwarta konsekutywna porażka. Nota bene wszystkie te poniesione wpadki na zero z przodu. Snuli ambicje, żeby walczyć o Copa Libertadores, ale czas brutalnie weryfikuje możliwości zespołu Eduardo Domíngueza. Teraz wylecieli poza czołową dziesiątkę zestawienia.

O brak skuteczności „santafesinos” przede wszystkim obwiniany jest wysoki, szczupły Diego Vera. Urugwajskiego napastnika co mercado przymierza się do odejścia, lecz ostatecznie nie zmienia on pracodawcy. Może dla ciemnoskórego atakującego najwyższy czas, aby zmienić wiatry.

„Czerwone Diabły” zbliżają się ku ligowemu podium. Dzięki victorii odniesionej na Cementario de Los Elefantes podopieczni Ariela Holana awansowali na czwartą lokatę zrównując się punktami z okupującym trzecie miejsce Uniónem.

*****************************************************************************

River Plate vs Olimpo 2:0 (0:0)

Gole - Ignacio Scocco (56′, 82′)

Ucinając upokarzającą, jak na renomowany klub serię trzech kolejnych ligowych wtop nareszcie obudził się River Plate. Bukmacherzy oczywiście faworyzowali gospodarzy, ale kurs na nich nie był tak niski jak można by się spodziewać. Drużyna pod wodzą Marcelo Gallardo ograła 2:0 na El Monumental potencjalnego spadkowicza dzięki dwóm golom weterana Ignacio Scocco.  Zwłaszcza urodziwy pierwszy cios „Nacho” z 56 minuty, kiedy zaskoczył Jorge Carranzę wybornym strzałem z rzutu wolnego.

Przy drugim trafieniu natomiast snajper ten wyminął obronę i goalkeepera, jak tyczki podczas treningu, wieńcząc akcję wycelowaniem z bliska do pustej siatki. Dwie cegiełki mógł dołożyć też kupiony za fortunę z ligi brazylijskiej Lucas Pratto, ale niestety przestrzelił w akcji sam na sam oraz u epilogu zawodów ostemplował poprzeczkę uderzeniem po obrocie w polu bramkowym.

Debiuty wśród River zaliczyli tutaj ich nowy bramkarz Franco Armani, a także Kolumbijczyk Juan Fernando Quintero. Dla sprowadzonego z kolumbijskiego Atlético Nacional „arquero” Armianego były to udane zawody, gdyż obronił kilka groźnych uderzeń outsidera.

Rozłożenie na łopatki zmierzającego ku niechybnej degradacji Olimpo bez wątpienia nie jest szczytem możliwości dla „Millonarios”. W tabeli stołeczny gigant zajmuje raptem szesnaste miejsce ze zdobytymi 18 punktami, więc przed nim jeszcze wiele pracy. 

Comments are closed.