Jorge Almirón jednak w Atlético Nacional

Co prawda nie udało się zdobyć Copa Libertadores, gdyż w wielkim finale elitarnego turnieju jego Lanús uległ brazylijskiemu Grêmio. Mimo wszystko osiągnięcia Jorge Almiróna za sterami klubu z południowego Buenos Aires nie przeszły bez echa. 46-letni trener pochodzący z miasta San Miguel opuścił Argentynę – pierwotnie miał stać się nowym opiekunem Las Palmas, jednak nie spełnił warunków koniecznych do podjęcia pracy w hiszpańskiej La Liga. Summa summarum wykorzystał to kolumbijski Atlético Nacional i zatrudnił tego szkoleniowca.

Almirón przejął schedę w Lanús na początku 2016 roku, zastępując na stanowisku przywódcy sztabu szkoleniowego odchodzącego Guillermo Barrosa Schelotto. Wcześniej opiekował się m.in. Independiente, Godoy Cruz, Defensa y Justicia oraz kilkoma meksykańskimi ekipami.

Od razu dokonał cudów na Estadio Néstor Díaz Pérez! Jego drużyna z takimi tuzami w składzie, jak José Sand, Lautaro Acosta, Miguel Almirón, Gustavo Gómez, José Luis Gómez, Iván Marcone czy Román Martínez zrobiła furorę w cuglach zdobywając mistrzostwo Argentyny podczas Torneo de Transición.

Fantastyczny sezon skłonił zagraniczne kluby do wyłożenia olbrzymich pieniędzy na czołowych gwiazdorów „El Granate”. W lipcu ubiegłego roku paragwajski stoper Gustavo Gómez został sprzedany do AC Milanu za 8 milionów euro. To najdroższy transfer w dziejach Lanús! Ponadto inny reprezentant ojczyzny Indian Guaraní, a mianowicie Víctor Ayala trafił do saudyjskiego Al-Nassr za 2 miliony dolarów.

Pół roku później kolejny Paragwajczyk – Miguel Almirón doczekał się lukratywnego kontraktu w jankeskim Atlanta United, a zarząd pod naczelnictwem Nicolása Russo zainkasował na jego transferze aż 8,5 miliona dolarów.

W 2017 roku Lanús na arenie ligowej już nie szalał. Za to zdobył Superpuchar Argentyny, gdzie rozbił 3:0 River Plate oraz przede wszystkim pierwszy raz awansował do finału Copa Libertadores eliminując po drodze sławniejszych rodaków z San Lorenzo, a także ponowne upokarzając River (dokonali wiekopomnej remontady).

Rok wcześniej w sierpniu wygrał także Copa del Bicentenario de la Independencia (starcie mistrzów Torneos de Transición z lat 2014 i 2016), gdzie jego zespół pokonał 1:0 Racing Club.

Tym samym dwukrotny mistrz kraju srebra stał się dziesiątym argentyńskim klubem, który osiągnął finał południowoamerykańskiej Ligi Mistrzów. Chociaż decydujący bój o trofeum przegrali na rzecz Grêmio Porto Alegre dokonali wyczynu legendarnego dla klubu ze stadionu La Fortaleza.

Może przed Almirónem drużyna ta zdobyła już dwa międzynarodowe puchary – Copa CONMEBOL w 1996 roku oraz Copa Sudamericana cztery lata temu, aczkolwiek ów skalpy nie dorównują prestiżem dojściu do finału Libertadores. Niezaprzeczalne jest, iż pod wodzą szkoleniowca o przyciemnionej karnacji Lanús przeżył swój zdecydowanie najlepszy okres podczas 102. historii istnienia klubu. Łącznie poprowadził „Bordowych” w 79 spotkaniach – 42 z nich zwyciężył, 14 zremisował oraz 23 przegrał.

W grudniowym spotkaniu 11. kolejki ligowej przeciwko Vélezowi Sarsfield oficjalnie pożegnał się z południem argentyńskiej stolicy. Pierwotnie miał przejąć hiszpański Las Palmas, jednakże ostatecznie nie uzyskał pozwolenia na szkoleniowy angaż w zespole z Wysp Kanaryjskich, gdyż wymóg tamtejszego komitetu trenerskiego federacji piłkarskiej stanowi o konieczności posiadania minimum pięcioletniego doświadczenia (jako piłkarz lub trener) wśród klubów najwyższej klasy rozgrywkowej Hiszpanii.

Ostatecznie Almirón zamiast Las Palmas objął Atlético Nacional. Dla niego pomijając kwestię nieco niższych zarobków to nawet lepiej, gdyż prowadząc kolumbijski team będzie miał okazję zdobyć Copa Libertadores, zaś na Estadio Gran Canaria wywalczyłby tylko o utrzymanie w lidze. Dnia 26 grudnia strateg ten poleci do Medellín, by podpisać roczny kontrakt z „Los Verdolagas”.

Następcą Almiróna wśród Lanús został Ezequiel Carboni. To 38-letni były futbolista tego zespołu (co ciekawe karierę piłkarską kończył w Banfield, czyli odwiecznym wrogu), który ostatnimi czasy opiekował się rezerwami „El Granate”.

Comments are closed.