Jedenastą kolejkę czas rozpocząć

Zaczął się nowy miesiąc, czyli grudzień. Z jego pierwszym dniem wystartowała także nowa seria spotkań w argentyńskiej Superligi. Ta pod numerem jedenastym miała zdecydowanie atrakcyjną inicjację. Padło sporo goli. Serię zwycięstw kontynuuje Defensa y Justicia, za to punkty pogubiły górujące Unión oraz Huracán. Podsumowanie piątkowych meczów:

Unión vs Belgrano 1:1 (1:0)

Gole - 1:0 Franco Fragapane (27′), 1:1 Érik Godoy (59′)

Można było przewidzieć, że fantastyczne loty Uniónu de Santa Fe nie potrwają długo. Wypad „Tatengues” poza ligowe podium jest tylko kwestią czasu, chociaż może utrzymają się na nim przynajmniej na czas przerwy świątecznej. Gdyby ograli u siebie Belgrano, zrównaliby się punktami z liderującym duetem Boca Juniors-San Lorenzo de Almagro. Jednak tylko zremisowali i nadal uzupełniają podium.

Na początku konfrontacji wynik dla sensacyjnych do niedawna „Santafesinos” otworzyć mógł Diego Zabala, lecz Urugwajczyk absurdalnie chybił nad poprzeczką notując dogodną sytuację w polu bramkowym.

Gospodarze uzyskali prowadzenie w 27 minucie po akcji zwieńczonej na raty. Najpierw strzał wybiegającego sam na sam w polu karnym Lucasa Gamby wybił kapitan gości Lucas Acosta. Unión jednak ponowił atak – futbolówka wróciła w szesnastkę za sprawą Franco Fragapane, który zwrócił piłkę Gambie. Ten dośrodkował na obszar pola bramkowego, gdzie wślizgiem trafił zazwyczaj rezerwowy wychowanek Boca.

Krótko przed przerwą Fragapane mógł zadać cios delegatom z Córdoby drugi cios. Podczas kontrataku przebiegł pół boiska z futbolówką przy nodze wybiegając sam na sam z Acostą. Ten jednak fantastycznie sparował jego uderzenie.

Niewykorzystane okazje lubią się mścić. Przed upływem godziny zawodów „Piratas” wyrównali po rzucie rożnym Matíasa Suáreza. Asysta głową Cristiana Lemy i na piątym metrze niepełną przewrotką kapitulację Nereo Fernándeza spowodował inny stoper – Érik Godoy.

U kresu spotkania Belgrano mogli nawet zdobyć gola na wagę trzech punktów, lecz Suárez tylko obił słupek dostępując klarownej okazji w szesnastce miejscowych. Były snajper belgijskiego Anderlechtu spisuje się poniżej oczekiwań, gdy wrócił do domu.

„Tatengues” przynajmniej zachowali miano niepokonanych u siebie w Superlidze. Ze zdobytymi 22 oczkami okupują najniższy stopień podium. W tym roku nie rozegrają już żadnego meczu, albowiem spotkanie dwunastej (ostatniej tegorocznej) kolejki zaliczyli wcześniej.

Niezbyt budujący koniec tegorocznych zmagań dla ekipy Leonardo Madelóna, bowiem na ostatnie cztery spotkania wygrali tylko jedno. Z drugiej strony Uniónowi w tabeli i tak układa się powyżej oczekiwań.

*****************************************************************************

Defensa y Justicia vs Godoy Cruz 3:2 (1:0)

Gole - 1:0 i 2:0 Nicolás Fernández (7′, 59′), 2:1 Ángel González (71′), 2:2 Javier Correa (73′), 3:2 Luciano Abecasis (82′ – samobój)

Czwarta konsekutywna wygrana Defensa y Justicia! „Sokoły” dowodzone przez Juana Pablo Vojvodę zażegnali kryzys formy i pną się do góry tabeli. Domowa victoria 3:2 nad Godoy Cruz nie przyszła łatwo, mieliśmy sporo zwrotów akcji. Summa summarum trzy punkty dość szczęśliwie, ale zostały w dzielnicy Florencio Varela.

Obok Nicolása Blandiego z San Lorenzo pojawił się nowy kandydat do wyścignięcia Darío Benedetto w klasyfikacji strzelców. Anonimowy dotychczas Nicolás Fernández dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, łącznie w całym sezonie uczynił to już siedem razy i do wiodącego snajpera Boca traci ledwie jedno trafienie.

Po siedmiu minutach zawodów 21-latek otworzył wynik. Pokonał bramkarza wieńcząc atak na raty w centrum pola karnego. Znakomitą wrzutką z prawej flanki obsłużył go Gonzalo Castellani. Podwyższyć mógł Juan Cruz Kaprof, ale kuriozalnie chybił nad poprzeczką z najbliższej odległości.

Wydawało się, że ta zaprzepaszczona setka zemści się na DyJ. Jednakże przybyszom z Mendozy też nie dopisała skuteczność. Goalkeeper miejscowych Gabriel Arias bohatersko sparował mocne uderzenie z rzutu wolnego Guillermo „Pola” Fernándeza. Niecelnie głową przymierzył Javier Correa, otrzymawszy narożne dośrodkowanie.

W drugiej połowie Nicolás Fernández podjął kroki zmierzające ku wyśrubowaniu przewagi „Sokołów”. Za pierwszym podejściem fatalnie chybił podczas akcji jeden na jednego. Za drugim znów stanął oko w oko z goalkeeperem, który wcześniej nieudolnie wybił piłkę od własnego pola karnego – chciał zmyślną podcinką zaskoczyć Leonardo Buriána, acz znowu niecelnie.

Jednak dopiął swego tuż przed upływem godziny pojedynku. Młodzian przejął centrę Ignacio Rivero zza linii bocznej pola karnego, jaką przedłużył głową Juan Cruz Kaprof. Następnie znalazł się sam na sam z urugwajskim wiekowym „arquero”, pokonując go celnym uderzeniem w długi róg. Trzeci dublet błyskotliwego zawodnika podczas bieżącego czempionatu. A pomyśleć, że w ubiegłym sezonie prawie nic nie grał (choć był dysponowany). Dopiero Vojvoda ryzykując wprowadził go do pierwszego składu i ten odpłacił się wydatnie!

DyJ prowadziła dwiema bramkami. Zdawałoby się, że jest pozamiatane. Czasem futbol bywa jednak okrutny. Tuż po upływie 70 minuty Godoy Cruz w błyskawicznym odstępie czasu strzelił dwie bramki, niespodziewanie odrabiając dwubramkowy deficyt.

Najpierw sygnał do walki dał Ángel González, gdy przejmując wrzutkę od Santiago Garcii trafił w okolicy pola bramkowego. Kilkadziesiąt sekund później złe wybicie defensora wykorzystał spożytkował Javier Correa, na 16. metrze zaskakując wychodzącego Ariasa. Powiewem wiatru zalatującego winem nagle z 2:0 zrobiło się 2:2.

Summa summarum pełna pula została na stadionie im. Norberto Tomaghello, bowiem samobójcze trafienie Luciano Abecasisa w 82 minucie przywróciło korzystny rezultat „El Halcón”. Prawy obrońca tak niefortunnie przeciął dośrodkowanie rywala, że wpakował piłkę do własnej bramki. Dodajmy, iż DyJ to druga najskuteczniejsza drużyna Superligi zaraz po Boca Juniors.

Defensa y Justicia dzięki czwartemu tryumfowi pod rząd wskoczyła na ósme miejsce ze zdobytymi 18 punktami. Wyprzedzili „Expreso del Tomba”, którzy zgromadzili oczko mniej.

Wśród Godoy Cruz ręcznikiem rzucił załamany wpadką urugwajski strateg Mauricio Larriera. Złych wyników w Mendozie nie rejestrował, ale najwyraźniej wytrwałość to nie jego atut.

Na chwilę obecną w Superlidze nie mamy żadnego trenera Urusa, a przed rozpoczęciem kampanii było aż czterech takowych. Odeszli wszyscy – Gustavo Matosas z Estudiantes La Plata, Diego Aguirre z San Lorenzo, Paolo Montero z Rosario Central i jako ostatni pokład opuszcza wspomniany Larriera.

*****************************************************************************

Huracán vs Patronato 1:1 (0:1)

Gole - 0:1 Adrián Balboa (45+1′), 1:1 Fernando Coniglio (78′ – pen.)

Spośród drużyn zajmujących obecnie czołowe miejsca wpadki oprócz Uniónu doznał także Huracán. „El Globo” tylko zremisowali 1:1 z przeciętnym ostatnimi czasy Patronato.

Mimo przewagi w drugiej odsłonie stracili gola do szatni. Tuż przed przerwą ładne dośrodkowanie Agustína Sandony w szesnastkę, dzięki jakiemu urugwajski atakujący Adrián Balboa efektownymi nożycami strzelił dla zespołu gości.

U wstępu drugiej części idiotyczne zachowanie Waltera Andrade utrudniło zadanie „El Patrón”. Doświadczony obrońca bezpardonowo uderzył we własnym polu karnym Fernando Coniglio. Rzecz jasna ujrzał za to czerwoną kartkę oraz sprokurował jedenastkę dla Huracánu. Trzecią kolejkę pod rząd Mauro Bogado stanął przed okazją strzelenia wapna. Tym razem jednak bez powodzenia. Jego uderzenie żywiołowo obronił wiekowy Sebastián Bertoli.

Patronato w dziesięciu broniło się dzielnie. Przy dwóch rzutach rożnych dla miejscowej ekipy zimną krwią wykazał się Bertoli hamując groźną główkę Saúla Salcedo oraz później mocne uderzenie nożycami Ignacio Pussetto.

Aczkolwiek delegacja z Międzyrzecza nie utrzymała prowadzenia. W 78 minucie gospodarze uzyskali kolejny rzut karny, a tego nie zmarnował Coniglio. Bertoli był bliski drugiej zatrzymanej jedenastki, ale tu akurat piłka wymsknęła mu się z rąk. Niemniej dla osłabionych przez niemal połowę starcia zawodników kierowanych przez Juana Pablo Pumpido dobry i remis.

Rozczarowanie czuć może Huracán. Gdyby wygrali, znaleźliby się na trzeciej lokacie tracąc jedyny punkt do Boca Juniors oraz odwiecznego wroga – San Lorenzo. A tak są czwarci, nie mogąc być całkiem spokojnym o swój byt wśród lokat honorowanych awansem do Copa Libertadores. Patronato jest raptem dwudziesty.

Zostaw odpowiedź