Independiente panem Avellanedy!

Derby rządzą się swoimi prawami. Independiente notuje obecnie zaiste męczący harmonogram, gdyż między dwoma półfinałowymi starciami Copa Sudamericana z paragwajskim Libertadem musieli zmierzyć się w lidze przeciwko odwiecznemu wrogowi. „Czerwone Diabły” mimo wystąpienia rezerwowym składem stanęły na wysokości zadania i ośmieszyły Racing Club na jego twierdzy. Co więcej, zwycięstwo 1:0 utrzymali mimo niemal godzinnej walki w osłabieniu!

Drużyna miejscowych także nie była kompletna, bowiem kontuzję leczy ich wiekowy snajper Lisandro López. To Racing strzelił jako pierwszy, gdy już w 3 minucie po rozegraniu kornera piłkę w siatce umieścił ich kapitan Diego González. „Pulpo” niestety został uchwycony w pułapkę ofsajdową, więc sędzia trafienia nie uznał.

Minęło niemal równo półgodziny zawodów, kiedy padł jedyny gol tegoż clásico de Avellaneda. Napastnik gości Leandro Fernández na połowie boiska odebrał futbolówkę obrońcy Sergio Vittorowi, a następnie popędził w pole karne rywala. Niepilnowany na jego uboczu wykończył akcję, genialnie celując w długi róg bramki Juana Musso.

Entuzjazm „Inde” nieco opadł cztery minuty później, gdy defensor Rodrigo Moreira za przewrócenie atakującego Lautaro Martíneza obejrzał drugą żółtą kartkę, przez musiał przedwcześnie opuścić boisko. Dodatkowo za nadmierne protesty na trybuny wyleciał Diego Cocca, trener Racingu.

Drugi garnitur przyjezdnych jednak poradził sobie znakomicie mając jednego zawodnika mniej. W doliczonym czasie pierwszej części Leandro Fernández z rzutu wolnego mógł ugodzić oponenta drugi raz, ale jego uderzenie nad poprzeczką sparował Musso.

„La Academia” najbliżej uzyskania wyrównującego trafienia znalazła się w 69 minucie, kiedy po szarży Augusto Solariego doszło do sporego zamieszania w szesnastce Independiente. Na około trzynastym metrze obstawiony defensorami Lautaro Martínez ofiarnie huknął wślizgiem, ostemplowując słupek.

U wstępu ostatniego kwadransa derbów kontuzji przez nieodpowiednie złożenie się do wykopu doznał bramkarz Gonzalo Rehak. Zastępujący oszczędzanego na Sudamericanę urugwajskiego kolegę Martína Campañę wytrzymał jeszcze kilka minut i przy okazji sparował jeden groźny dalekosiężny strzał, ale ostatecznie nie wytrzymał do końca. W 83 minucie musiał go zmienić nominalnie trzeci goalkeeper „Czerwonych Diabłów” – wiekowy Damián Albil.

Goście mimo wszystko dowieźli prowadzenie do końcowego gwizdka. Chociaż w klasykach wszystko jest możliwe, godzi się obwołać to rozstrzygnięcie sensacją. Independiente ograł Racing na jego El Cilindro radząc sobie zmiennikami, mając w perspektywie kolejny bój Sudamericany za trzy dni, a do tego radząc sobie z jednym zawodnikiem mniej przez przeszło połowę spotkania.

Racing Club vs Independiente 0:1 (0:1)

Gol - Leandro Fernández (30′)

Racing to paradoksalna drużyna – tydzień temu zdołali ograć na wyjeździe bezkompromisowo liderującą Boca Juniors, przerywając ich fenomenalną passę wygranych. Teraz ulegli przed własnymi trybunami rezerwowemu zestawieniu rywala zza miedzy. Nie dziwi, że w tabeli są dopiero szesnaści ze zdobytymi raptem 12 punktami. Po przegranym klasyku rezygnację ze stanowiska trenera złożył Diego Cocca.

Nieco lepiej kreuje się sytuacja Independiente, które jest górą w drugich tegorocznych oficjalnych derbach (niewiele brakowało, abyśmy mieli clásico de Avelleneda także w Sudamericanie). Drugi raz pod rząd złupili renomowaną drużynę, bo przecież w zeszły weekend poskromili River Plate. Zajmują obecnie szóste miejsce, uciuławszy 18 oczek.

„Los Diablos Rojos” chyba już przywykli do zajmowania miejsc tuż za strefą awansu do Copa Libertadores… Przed nimi rewanżowy półfinał Sudamericany. Zdołają odrobić jednobramkowy deficyt u siebie?

Comments are closed.