Dziesiąta kolejka ruszyła z przytupem

W środku bieżącego tygodnia mieliśmy dwa rozegrane awansem mecze dwunastej, ostatniej tegorocznej kolejki Superligi. Zmagania nie zwalniają tempa, albowiem piątkowej nocy wznowiono bieżący harmonogram. Dziesiąty akt bieżącego sezonu zainicjowały trzy potyczki. Oto relacja:

Banfield vs Defensa y Justicia 0:1 (0:1)

Gol - Juan Cruz Kaprof (11′)

Trzecie konsekutywne zwycięstwo odbudowującej się Defensa y Justicia. W stołecznej dzielnicy Florencio Varela pod kierownictwem nowego stratega Juana Pablo Vojvody rzetelnie zażegnują kryzys, a wyjazdowa victoria nad Banfield wzmocni morale popularnych „Sokołów”.

Rozstrzygającego gola przyjezdni zdobyli już w 11 minucie. Szybkie rozegranie rzutu wolnego, następna długa laga na bok pola karnego z połowy boiska od Andrésa Cubasa. Przejął ją obrońca Dylan Gissi i głową zacentrował w pole bramkowe, skąd celną główką akcję wykończył Juan Cruz Kaprof. Wychowanek River Plate wpisał się na listę strzelców drugi mecz pod rząd.

Około 30 minuty podwyższyć mógł Fabián Bordagaray, ale niestety minimalnie przestrzelił obok słupka w dogodnej sytuacji mając naprzeciw siebie tylko wracającego po rekonwalescencji kolumbijskiego goalkeepera miejscowych Ivána Arboledę.

Banfield zauważalne próby wyrównania strat podjął dopiero w drugiej odsłonie. Jednakże „Wiertło” pozbawione kontuzjowanego snajpera Darío Cvitanicha nie miało siły przebicia. Pablo Mouche nie sprostał zadaniu.

Ponadto znakomicie bronił kapitan gości Gabriel Arias. Sparował między innymi silne uderzenie z rzutu wolnego Mauricio Sperdutiego. Przy kornerze będącym następstwem ów interwencji strzał „dyńką” Nicolása Bertolo otarł się o słupek. Zaś tuż przed końcowym gwizdkiem Arias koniuszkami palców zapobiegł trafieniu, gdy z dalszej odległości szczęścia próbował rezerwowy Juan Álvarez. Gospodarze zmarnowali swoje szanse, więc cała pula pojechała na Estadio Norberto Tomaghello.

DyJ ma niesamowity patent na drużynę ze stadionu im. Florencio Soli, gdyż pokonała ją już piąty kolejny raz w bezpośrednim starciu. Dzięki trzem punktom dogonili Banfield w ligowym zestawieniu – obie drużyny uciułały po 15 oczek. Obecnie wygrani tej batalii są dziesiąci, a pokonani dysponujący lepszą różnicą bramek óśmi.

Nadmieńmy, iż tydzień temu „El Halcón” rozbili przecież 3:0 rezerwowy skład Lanús skoncentrowanego na Copa Libertadores, zatem w przeciągu niecałego tygodnia upokorzyli całe południowe Buenos Aires!  

*****************************************************************************

Chacarita Juniors vs Huracán 0:2 (0:1)

Gole - Norberto Briasco (14′), Mauro Bogado (60′ – pen.)

Bez Ramóna Ábili, ale nadal żądlą! Huracán nie mając do dyspozycji leczącego uraz swego czołowego goleadora uporał się z Chacaritą Juniors, tryumfując 2:0 na obiekcie beniaminka. Dzięki tej victorii ekipa mająca siedzibę w dzielnicy Parque Patricios jest nowym wiceliderem tabeli, wzbogacając dorobek do 20 punktów.

„El Globo” wynik otworzyli tuż przed upływem pierwszego kwadransa rywalizacji, gdy zastępujący Ábilę napastnik Norberto Briasco skuteczną torpedą pod poprzeczkę ze skraju pola karnego zaskoczył Pedro Fernándeza.

Delegaci wytrzymali napór „Chacy”, która parokrotnie zagroziła bramce Marcosa Díaza (wiekowy Mauro Matos ostemplował słupek, dostąpiwszy ciekawej okazji) i dobili ją po godzinie konfrontacji. Wówczas Mauro Bogado podwyższył z rzutu karnego i odwieczny rywal San Lorenzo zaklepał sobie następne cenne trzy oczka.

Jedenastkę podyktowano w skomplikowanych okolicznościach – gdy nastąpił faul na Briasco w szesnastce outsidera, goście kontynuowali atak zakończony trafieniem do siatki Ignacio Pussetto. Sędzia jednak gwizdnął od razu zobaczywszy przewinienie, dlatego ów bramki nie uznał. Wskazał na wapno, jakie Bogado bezlitosnym strzałem przy słupku wykorzystał. Drugą kolejkę pod rząd rzeczony pomocnik trafił z karniaka.

Wysokie loty Huracánu to tylko chwilowa passa, czy jednak podopieczni Gustavo Alfaro naprawdę włączą się do batalii o najwyższe cele? Dysponują składem mogącym zajść daleko.

*****************************************************************************

Colón vs Tigre 3:1 (0:1)

Gole - 0:1 Maximiliano Caire (37′), 1:1 Pablo Ledesma (52′), 2:1 Diego Vera (65′ – pen.), 3:1 Christian Bernardi (70′)

Wiceliderowi po piętach depcze inny obecnie bardzo solidny średniak, a mianowicie Colón de Santa Fe. Były piłkarz oraz trener Huracánu, czyli Eduardo Domínguez objął „Los Sabaleros” u progu bieżącego roku i wykonuje świetną robotę na Cementario de Los Elefantes. Jego drużyna tym razem ogołociła przeciętny Tigre.

Do przerwy nieoczekiwanie prowadzenie trzymał błąkający się po dolnych rejonach tabeli zespół Ricardo Caruso Lombardiego. W 37 minucie miejscowych kibiców skonsternował Maximiliano Caire. Na raty w polu bramkowym pokonał ekwadorskiego goalkeepera Alexandra Domíngueza.

Aczkolwiek w drugiej odsłonie Colón żwawo odwrócił rezultat, przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Od 52 minuty wtórnie zrobiło się remisowo za sprawą wyrównania strat przez weterana Pablo Ledesmę. Zapamiętany z szalonego bronienia barw Boca Juniors rozgrywający mierzonym niskim, dalekosiężnym strzałem przy słupku nie dał nic do powiedzenia Federico Crivelliemu.

Następne szybkie dwa ciosy rozwiały wątpliwości, kto tu rządzi. W 65 minucie Diego Vera z rzutu karnego wyprowadził na plus gospodarzy. Pięć minut później Urugwajczyk asystował – wyłożył, jak na tacy futbolówkę niekrytemu Christianowi Bernardiemu, a ten wybiegł sam na sam z Crivelli’m i fenomenalnym lobem nad nim zza szesnastego metra ustalił wynik spotkania. Pierwsza kandydatka do miana najładniejszej bramki kolejki.

Czerwono-czarny dystrykt Santa Fe ponownie wyprzedził odwiecznego wroga Unión, jednocześnie bynajmniej chwilowo przytulając najniższy stopień podium. Boca Juniors jest poza zasięgiem, ale o miejsca nagradzane Copa Libertadores spokojnie mogą rywalizować.

Comments are closed.