San Lorenzo wiceliderem, potknięcie Inde

Oprócz egzekucji przodującej Boca Juniors na Belgrano niedzielą przeprowadzono jeszcze cztery spotkania siódmej kolejki Superligi. Druga lokata od tej chwili należy do San Lorenzo de Almagro. Dołująca w bieżącym sezonie Gimnasia La Plata zaskoczyła wszystkich, demolując 4:0 Vélez Sarsfield. Natomiast punkty zaskakująco stracił Independiente magazynujący siły na Copa Sudamericana. Podsumowanie:

Newell’s Old Boys vs Chacarita Juniors 2:1 (2:0)

Gole - 1:0 Brian Sarmiento (30′), 2:0 Bruno Bianchi (40′), 2:1 Juan Álvarez (83′)

Aktualnie NOB prezentują się kiepsko, aczkolwiek zdołali przynajmniej ograć u siebie nisko sklasyfikowanego beniaminka. W pierwszej odsłonie sprawę załatwili Brian Sarmiento otwierając wynik po półgodzinie zawodów, kiedy zafiniszował atak jeden na jednego z goalkeeperem otrzymawszy centrę zza połowy boiska od Braiana Rivero oraz stoper Bruno Bianchi podwyższając celną główką, gdy przeciął dośrodkowanie z kornera dziesięć minut później.

W drugiej połowie trzeci mógł zadać Luis Leal, aczkolwiek Pedro Fernández na raty wychwycił uderzenie będącego sam na sam ciemnoskórego napastnika z Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Później szarża tego samego atakującego na boku szesnastki zahamowana została przez Fernándeza.

Chacarita zdołała jedynie uciułać kontaktową bramkę, gdy w 83 minucie Juan Álvarez zmniejszył rozmiar chłosty. Bombą zza pola karnego wykończył rozegranie rzutu wolnego, z jakiego centrę pierwotnie wybił zawodnik gospodarzy.

Wśród klasyfikacji ligowej Newell’s Old Boys są dziewiętnaści, zaś „Chaca” zdobywszy ledwie dwa oczka zajmuje przedostatnie miejsce i tuła się po strefie spadkowej.

*****************************************************************************

Gimnasia La Plata vs Vélez Sarsfield 4:0 (1:0)

Gole - Nicolás Dibble (5′), Nicolás Mazzola (46′), Lorenzo Faravelli (53′), Nicolás Colazo (63′)

W siódmej kolejce Superligi mieliśmy aż cztery rezultaty 4:0. Nie tylko górujące Boca Juniors, Huracán oraz Talleres, ale również mizernie spisująca się obecnie Gimnasia La Plata sprała ostro przeciwnika. Sensację podsyca fakt, że Vélez Sarsfield miał w bieżącej kampanii przechodzić swój renesans, a tymczasem drugi raz poniósł klęskę 0:4.

Można rzec egzekucja Nicolás’ów, gdyż trzej spośród czterech autorów goli tego spotkanie noszą właśnie takie imię. Już w 5 minucie pojedynku goleadę zainicjował Dibble. Urugwajczyk w polu bramkowym wycelował do siatki, wieńcząc zespołowy atak. Jego strzał trącił palcami Alan Aguerre, lecz nie zdołał zapobiec trafieniu.

Błyskawicznie po zmianie stron podwyższył Mazzola, skutecznie dobijając nieudolnie sparowane przez goalkeepera uderzenie Brahiána Alemana zza szesnastego metra.

W 53 minucie trzeci cios zadał jedyny nie-Nicolas na liście strzelców, a mianowicie Lorenzo Faravelli. Asystował mu Dibble, a ten przejął futbolówkę na jedenastym metrze i wcisnął futbolówkę do siatki mimo obecności przed sobą dwóch defensorów gości.

Dzieła zniszczenia dopełnił zaś Colazo – pomocnik wypożyczony z Boca Juniors w 63 minucie ustalił wynik. Drugą asystę zanotował autor premierowej bramki Dibble. Wyłożył piłkę na bok, gdzie nie znalazł się żaden obrońca. Natomiast zostawiony samopas Colazo skrzętnie zwieńczył atak jeden na jednego, wbijając gwóźdź do trumny.

Vélez także nie stronił od ofensywy, ale tradycyjnie mieli pecha. Kilka dalekosiężnych prób nieomal wpadłoby do bramki Alexisa Martína Ariasa, zabrakło jedynie nieco farta. U epilogu spotkania Colazo stworzył sobie okazję do drugiego trafienia, lecz tutaj jego natarcie w polu karnym zastopował Aguerre.

Gimnasia awansowała na bagatela 21. pozycję wśród zestawienia. Trener Mariano Soso nareszcie zaliczył udaną partyjkę z „Los Lobos”. Vélez jest dopiero piętnasty – najpierw pechowe odpadnięciu z Pucharu Argentyny na korzyść Tucumánu, teraz drugi już w Superlidze blamaż….

*****************************************************************************

Temperley vs San Lorenzo de Almagro 0:2 (0:1)

Gole - Gabriel Gudiño (14′), Ezequiel Cerutti (77′)

Pod wodzą tymczasowego szkoleniowca Claudio Biaggio odradza się San Lorenzo. „Cuervos” może nie powalili najsilniejszych drużyn, ale przynajmniej są systematyczni. Niedzielnego popołudnia nie bez trudów, ale zdołali odnieść wyjazdowa zwycięstwo nad outsiderem Temperley.

Ćwierćfinalista bieżącej edycji Libertadores dość szybko pokazał ligowemu kopciuszkowi miejsce w szeregu. Nie minął nawet kwadrans pojedynku, kiedy Gabriel Gudiño zapewnił prowadzenie delegatom. Wykorzystał złą interwencję defensora i wybiegł sam na sam w pole karne outsidera, nie marnując gratki. Jednocześnie zaliczył swe premierowe oficjalnie trafienie dla „El Ciclón”.

U kresu pierwszej odsłony Fernando Belluschi nieomal podwyższyłby zaliczkę gości, lecz jego bombę ze skraju pola karnego zahamował goalkeeper.

San Lorenzo przez niekrótki czas bronił się przed ofensywą kandydata do spadku. Niezawodny okazał się jednak goalkeeper Nicolás Navarro. Zwłaszcza kapitalnie sparował niezbyt precyzyjne, wręcz nieco przypadkowe, ale mimo wszystko groźne uderzenie Mathíasa Villasantiego na około czwartym metrze.

W 77 minucie ukochany klub papieża Franciszka wreszcie dopiął swego – głupią stratę defensora przed linią boczną pola karnego wykorzystał Nicolás Blandi, dośrodkowując w centrum szesnastki. Tam znalazł się nieupilnowany Ezequiel Cerutti, skrzętnie wykańczając dogodną okazję sam na sam z bramkarzem Josué Ayalą. To trzeci gol Ceruttiego podczas ostatnich dwóch starć teamu z dzielnicy Boedo.

Tuż za fotelem lidera niepodzielnie piastowanym przez Boca Juniors tworzy się niesamowity ścisk. San Lorenzo ze zgromadzonym 15 oczkami jest wiceliderem, ale musi uważać – każda wpadka może zepchnąć „Azulgranę” na odleglejsze miejsca klasyfikacji. Tuż za plecami czyha między innymi odwieczny wróg Huracán.

*****************************************************************************

Independiente vs Patronato 1:1 (0:1)

Gole - 0:1 Sebastián Ribas (34′), 1:1 Maximiliano Meza (89′)

Ażeby nareszcie uzyskać kwalifikację do upragnionej Copa Libertadores, drużyna Independiente musi zdobyć tegoroczną Sudamericana lub oczekiwać tryumfu River Plate w tegorocznej edycji elitarnego turnieju. Nic dziwnego zatem, iż „Czerwone Diabły” ligę odsuwają na dalszy plan, ażeby maksymalnie przyłożyć się do rozgrywek kontynentalnych.

Rozluźnienie to wykorzystał Patronato, nieoczekiwanie wywożąc remis z Avellanedy. Mimo, że gospodarze dominowali tutaj, to „El Patrón” sensacyjnie objęli prowadzenie w 34 minucie, kiedy Sebastián Ribas celując ofiarnym wślizgiem w okienko bramki Martína Campañy uciszył trybuny Estadio Libertadores de América. Urus wykorzystał dogranie od Rodrigo Migone po wrzutce z boku Blasa Cáceresa i uprzedziwszy obrońcę należycie zwieńczył akcję.

„Los Diablos Rojos” atakowali we wszelki możliwy sposób, ale bramka Sebastiána Bertoliego ostawała się nietknięta przez długi czas. Szczególna indolencja trzymała się Leandro Fernándeza, czyli autora dwóch goli w meczu przeciwko Nacionalowi Asunción sprzed kilku dni. Cóż, na arenie Sudamericany hurtowo ładował gole, to teraz pościł dla zachowania równowagi….

Miejscowi uratowali remis dopiero w przedostatniej minucie, gdy Maximiliano Meza przełamał niedyspozycję gospodarzy. Pomogła mu karygodna pomyłka wiekowego Bertoliego, który chcąc wyłapać dośrodkowanie Nicolása Tagliafico wypuścił futbolówkę z rąk przed polem bramkowym, zaś Meza celnym uderzeniem pod poprzeczkę spożytkował ów „prezent”.

Poprzednio, kiedy „Inde” wojowało przeciwko Patronato (w kwietniu bieżącego roku) zdeklasowało tę zaściankową drużynę 5:0 na jej obiekcie. Futboliści z Parany nie dopuścili do kolejnego upokorzenia się przez najbardziej utytułowany klub Copa Libertadores.

Obie drużyny znajdują się bardzo blisko siebie w stawce. Independiente jest dwunaste ze zdobytymi 11 punktami, natomiast Patronato okupuje lokatę niżej, uciuławszy oczko mniej.

Comments are closed.