Skromny River, passa Tucumánu

Oprócz efektownego tryumfu Boca Juniors nad kandydującym do degradacji Olimpo niedzielnego dnia i nocy rozegrano jeszcze cztery mecz premierowej kolejki Superligi. River Plate też ograł drużynę dolnych rejonów stawki, natomiast serię zwycięstw w nowym sezonie śrubuje Atlético de Tucumán. Hit weekendu między San Lorenzo, a Racingiem Club zakończył się remisem. Podsumowanie:

San Martín de San Juan vs Patronato 2:0 (1:0)

Gole - Facundo Barceló (3′), Marcos Gelabert (75′)

Starcia dwóch przeciętniaków, którzy gwałtownie przeobrazili swoje kadry podczas ostatniego okienka transferowego zakończyło się zwycięstwem San Martín de San Juan. „Verdinegros” ograli przed trybunami swego Estadio Ingeniero Hilario Sánchez przybyszy z Międzyrzecza.

Chociaż do zachodnioargentyńskiej drużyny dołączyło wielu nowych zawodników, a między innymi były reprezentant Urugwaju – Álvaro Fernández, to gole zdobywała stara gwardia. Błyskawicznym golem wynik otworzył rodak Fernándeza – Facundo Barceló, który odebrawszy piłkę nieuważnemu obrońcy Walterowi Andrade znalazł się sam na sam z wiekowym goalkeeperem Sebastiánem Bertolim. Całość ukoronował niskim strzałem w długi róg.

Około kwadransa przed finiszem wynik ustalił Marcos Gelabert celną główką spożytkowawszy dośrodkowanie ze skrzydła od Emmanuela Martíneza. San Martín wypracował sobie multum okazji, ale wystarczyło zamienić na gole dwie z nich. W samej końcówce Bertoli zahamował szarżującego jeden na jednego Barceló.

Na pierwszy rzut oka obie te drużyny kandydują do spadku, aczkolwiek San Martín i Patronato po intensywnej fali wzmocnień, jakiej dokonały zimą (na południowej półkuli teraz mamy zimę) mogą pokusić się o sprawienie niespodzianki.

*****************************************************************************

Atlético de Tucumán vs Godoy Cruz 2:1 (2:0)

Gole - 1:0 Franco Sbuttoni (17′), 2:0 Luis Rodríguez (23′), 2:1 Sebastián Olivares (58′)

Trwa świetna seria Tucumánu. Sensacyjny debiutant w tegorocznej Copa Libertadores po nieudanej końcówce ubiegłego sezonu został przejęty przez Ricardo Zielinskiego, który tchnął nowego ducha w „El Decano”.

Podczas bieżącej kampanii zwyciężyli trzy konsekutywne mecze w Sudamericanie, a teraz rozpoczynają ligę od zdobycia trzech punktów na swojej twierdzy Monumental José Fierro. Atlético pokonało u siebie uczestniczący do niedawna w fazie pucharowej elitarnego turnieju zespół Godoy Cruz.

Nowi piłkarze, ale brylowali futboliści znający Tucumán bardzo dobrze. Gospodarze u prologu starcia mieli farta, że Santiago García uderzywszy wślizgiem w polu bramkowym nie trafił na pustą bramkę.

Jednakże lokalni zawodnicy szybko wydźwignęli się na dwubramkowe prowadzenie. W 17 minucie trafiwszy głową po dośrodkowaniu z kornera od Gervasio Núñeza wynik otworzył wracający z Japonii obrońca Franco Sbuttoni.

Sześć minut później po akcji zapoczątkowanej złym wykopem bramkarza drugi cios zadał legendarny Luis Rodríguez. „Pulga” załadował już pięć goli podczas Sudamericany, a teraz dokłada kolejną brameczkę w lidze.

Godoy Cruz nie pozostał bierny w ofensywie, ale napór rywala powstrzymali dopiero po zmianie stron. W 58 minucie po długiej akcji zainicjowanej rzutem rożnym kontaktowego gola zanotował defensor Sebastián Olivares.

„Winiarze” walczyli do końca, aczkolwiek czerwony kartonik dla zbyt ostro poczynającego sobie Fabrizio Angileriego zgasił nadzieję podopiecznych Mauricio Larriery na wywiezienie jakiejkolwiek zdobyczy punktowej z gorącego terenu.

Atlético de Tucumán odrodził się pod okiem nowego opiekuna i miejmy nadzieję, iż ta ekipa nie spocznie na laurach. We wrześniu staną przed życiową szansą awansu do ćwierćfinału Copa Sudamericana. Czy tam zdołają wyeliminować rodaków z Independiente, których pół tygodnia temu u siebie ograli 1:0?

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Racing Club 1:1 (0:1)

Gole - 0:1 Lisandro López (13′), 1:1 Ezequiel Cerutti (52′)

Podział punktów na stadionie Nuevo Gasometro między dwoma stołecznymi gigantami. San Lorenzo ciągle w kryzysie, aczkolwiek tak solidnie wzmocniony Racing Club też póty co nie robi furory. Remis zasłużony, choć papieski klub stworzył sobie nieco więcej okazji podbramkowych.

Zaczęło się jednak tragicznie podopiecznym Diego Aguirre. Trzynasta minuta okazała się pechowa dla „Cuervos” – złe wybicie Nicolása Navarro od własnej bramki, po jakim na połowie boiska futbolówkę przejął Diego González. „Pulpo” posłał daleką centrę na ubocze szesnastki do Augusto Solariego, a ten zagrał w pole bramkowe, skąd do pustej siatki wycelował kapitan Lisandro López.

Warto odnotować, iż wiekowy snajper podarował numer dziewiąty na koszulce leczącemu obecnie kontuzję utalentowanemu Lautaro Martínezowi, a sam przyodział numer piętnasty.

Przy kiepskiej dyspozycji Nicolása Blandiego ciężar zdobywania bramek na siebie chciał wziąć rozgrywający Franco Mussis. Jego trzy strzały zza pola karnego okazały się niestety minimalnie chybione. Udało się natomiast aktywnemu Ezequielowi Ceruttiemu, który w 52 minucie piorunująco wykończył rozegranie kornera – zza szesnastki bezlitośnie huknął po ziemi totalnie zaskakując Juana Musso.

Okres remisu 1:1 mógł trwać krótko, ale na szczęście dla miejscowych atak Racingu przeprowadzony zaraz po trafieniu Ceruttiego zakończył się niepowodzeniem. Enrique Triverio w okolicy piątego metra nie trafił na pustą bramkę, tylko obijając słupek z najbliższej odległości.

U samego końca rywalizacji San Lorenzo mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, lecz długa ofensywa zainicjowana centrą z rzutu wolnego spaliła na panewce. Musso obronił główkę rezerwowego Nicolása Reniero, a później akcja została przerwana odgwizdaniem spalonego. Ostatecznie padł remis 1:1, jaki nie satysfakcjonuje nikogo.

Te dwa kluby zapewne w najbliższym czasie będą kontrowały się na międzynarodowych turniejach – San Lorenzo czekają ćwierćfinały Libertadores przeciwko Lanús, natomiast Racing stoczy szlagierowe batalie 1/8 finału Sudamericany z brazylijskim Corinthians.

*****************************************************************************

Temperley vs River Plate 0:1 (0:1)

Gol - Ignacio Scocco (32′)

River Plate na start ligowego czempionatu nie zaszalał tak, jak Boca Juniors. Jednakże „Millonarios” dzięki trafieniu swojego nowego snajpera Ignacio Scocco wywieźli trzy punkty ze stadionu im. Alfredo Berangera, gdzie poskromili tamtejszy Temperley.

Swoją drogą autor jedynego gola tego pojedynku będzie musiał jeszcze intensywniej wziąć na siebie ciężar zdobywania bramek dla River, albowiem niegrający w tym boju Lucas Alario najpewniej lada chwila zostanie sprzedany do Bayeru Leverkusen. Niemieccy „Aptekarze” tuż przed zamknięciem okienka transferowego są gotowi zapłacić jego klauzulę odejścia, czyli 18 milionów dolarów.

Lokalny kopciuszek wysoko zawiesił poprzeczkę nieporównywalnie mocniejszym gościom, aczkolwiek dyspozycja strzelecka nie dopisała. Pluć w brodę może sobie zwłaszcza Marcos Figueroa. River szczęśliwie wywozi komplet punktów z południowo-zachodniego Buenos Aires.

Comments are closed.