CS: Udana pogoń Racingu, pech Arsenalu

Czwartkowej nocy dwie argentyńskie drużyny stoczyły rewanżowe boje w drugiej rundzie eliminacyjnej Copa Sudamericana. Arsenal de Sarandí choć zdołał odrobić straty z pierwszego meczu, to ostatecznie odpadł na rzecz brazylijskiego Sportu Recife. Jeszcze większych emocji uświadczył Racing Club, który roztrwonił dwubramkową zaliczkę z pierwszej konfrontacji – przez około 20 minut był za burtą turnieju, lecz ostatecznie dokonał virady i zwyciężył 3:2 nad Independiente Medellín.

Arsenal de Sarandí [ARG] vs Sport Recife [BRA] 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Juan Brunetta (44′), 2:0 Rodrigo Contreras (65′), 2:1 André (83′)

Pierwszy mecz – 0:2, awans Sport Recife

Niestety, obie argentyńsko-brazylijskie konfrontacje drugiej rundy eliminacji Sudamericany rozstrzygnęły się na korzyść kraju kawy. Obrońca tytułu Chapecoense po rzutach karnych uporał się z debiutującą Defensa y Justicia, zaś Sport Recife choć pozwolił się dogonić Arsenalowi w wyniku dwumeczu, to ostatecznie golem pod koniec rewanżowego spotkania przypieczętował awans do 1/8 finału.

Trzeba przyznać, iż drużyna Humberto Grondony zmobilizowała się przed domową potyczką i naprawdę mało zabrakło, ażeby wyrzucić za burtę Brazylijczyków. Sygnał do odrabiania strat gospodarzom dał młody napastnik Juan Francisco Brunetta. Tuż przed przerwą zainicjował strzelanie. Najpierw wrzutkę Sergio Velázqueza z boku pola karnego nieudolnie wybił bramkarz gości, potem kapitan Claudio Corvalán z drugiej strony zagrał przed piąty metr, skąd po nieudanym próbie przechwytu ze strony obrońcy 20-latek wycelował do siatki.

W 65 minucie „El Viaducto” uradował wprowadzony dosłownie sekundy wcześniej Rodrigo Contreras. Rezerwowy napastnik należycie wykończył świetną akcję ośmieszającą obronę rywala zainicjowaną dograniem w pole karne Brunetty. Trafił głową z pola bramkowego dzięki centrze od Franco Fragapane, którego uderzenie wcześniej sparował Magrão. Niedawny reprezentant argentyńskiej kadry U-20 tak intensywnie radował się swym debiutanckim golem dla Arsenalu, że celebrując go aż zdjął koszulkę.

Rezultat dwumeczu wyrównał się i przy takim końcowym rozstrzygnięciu o biletach do 1/8 finału musiałyby decydować rzuty karne. Aczkolwiek klubowi założonemu przez ś.p. prezesa AfA – Julio Grondonę nie było dane stanąć do decydującej próby nerwów. Utraciwszy drugą bramkę Sport Recife obudził się z letargu i zaczął atakować.

Dobrze dysponowany tej nocy goalkeeper Pablo Santillo musiał nawet bronić wkręt bezpośrednio z rzutu rożnego. Jednak okazał się bezradny przy kontrataku gości w 83 minucie, dzięki któremu Recife strzelił upragnionego gola – fantastyczny kontratak Diego Souzy. Reprezentant Brazylii wyminął Facundo Monteseirína i na uboczu szesnastki dograł w okolice piątego metra, skąd z dopełnieniem formalności trudu nie miał André. Właśnie on jest bohaterem tego dwuboju, albowiem zanotował również oba trafienia podczas premierowego starcia tych drużyn.

Bijący się o utrzymanie w minionym sezonie ligowym Arsenal został ustawiony pod ścianą. Czasu do końcowego gwizdka mieli niewiele, a żeby zakwalifikować się potrzebowali dwóch bramek, przy tym nie tracąc żadnej. Równo z 90 minutą prysła ostatnia nadzieja, gdy na piątym metrze obok słupka uderzywszy głową fatalnie chybił Brunetta. Analogicznie, jak Defensa y Justicia w dzielnicy Sarandí odpadają już na etapie rund kwalifikacyjnych.

Natomiast Sport Recife lubi trwonić zaliczki wypracowane w pierwszych meczach podczas tegorocznej Sudamericany. W poprzedniej rundzie najpierw rozbili 3:0 u siebie urugwajski Danubio, żeby wyjazdowy rewanż przegrać takim samym wynikiem. Wtedy lepiej egzekwowali rzuty karne, teraz dzięki szczęśliwej końcówce zdołali uniknąć konkursu jedenastek.

Skład Arsenal de Sarandí: Pablo Santillo – Sergio Velázquez (58′, Iván Bella), Marcos Curado, Facundo Monteseirín, Claudio Corvalán [C] – Leonardo Rolón (64′, Rodrigo Contreras), Germán Ferreyra, Federico Milo (55′, Franco Fragapane), Lucas Wilchez, Emiliano Papa – Juan Brunetta

W 1/8 finału czekają nas dwa pojedynki brazylijskie. Sport Recife skonfrontuje się przeciwko Ponte Preta, zaś ubiegający się o drugi konsekutywny tryumf Chapecoense najpewniej dostąpi rywalizacji z Flamengo, jakie rozbijając 5:2 na wyjeździe chilijskie Palestino właściwie zapewniło sobie dalszy udział już po pierwszym starciu.

*****************************************************************************

Independiente Medellín [COL] vs Racing Club [ARG] 2:3 (2:1)

Gole – 1:0 i 2:0 Leonardo Castro (5′, 25′), 2:1 Diego González (45+1′), 2:2 Pablo Cuadra (62′ – pen.), 2:3 Brian Mansilla (90+1′)

Pierwszy mecz – 1:3, awans Racing Club

Honor Argentyny w bieżącym tygodniu uratował Racing Club, dokonując virady na ziemi kolumbijskiej. W błękitnej części Avellanedy tak solidnie uzbrojono drużynę, że bezproblemowo zastąpiono sprzedanych zagranicę Marcosa Acuñę, Gustavo Bou i Luciano Aueda. Spośród nowych nabytków „La Academię” tej nocy reprezentowali doświadczony reprezentant Urugwaju – Egidio Arévalo Ríos, paragwajski obrońca Juan Gabriel Patiño oraz mający za sobą epizody w argentyńskiej kadrze narodowej Lucas Orbán. Wszyscy trzej sprowadzeni jeszcze w czerwcu.

Dla podopiecznych Diego Cocci ten rewanż rozpoczął się jednak bardzo gorzko, albowiem niżej notowane kolumbijskie Independiente już po 25 minutach rewanżu na Estadio Atanasio Girardot w Medellín zniwelował przewagę Racingu wywalczoną pod koniec czerwca. Dwa gole Leonardo Castro sprawiły, iż szala awansu chwilowo przechyliła się na korzyść Kolumbijczyków. Eks-napastnik Cúcuty Deportivo dwukrotnie w polu bramkowym wykańczał składne akcje zespołowe, czym napędził niezłego stracha Argentyńczykom.

Satysfakcja miejscowych trwała około dwudziestu minut. Na całe szczęście tuż przed przerwą Diego González wybawił Racing z opresji. „Pulpo” wyskoczył sprawniej, niźli kolumbijscy defensorzy i celną główką w polu bramkowym przeciął ładną centrę ze skrzydła Matíasa Zaracho.

W drugiej połowie mistrzowie Argentyny sprzed trzech lat przypomnieli sobie, że dzisiejszy oponent nosi nomenklaturę i barwy bliźniaczo podobne do znienawidzonego wroga zza miedzy, co dodało im motywacji.

To był dzień Zaracho – asysta, a do tego wypracowany rzut karny. Niewiele po upływie godziny starcia młodzieżowy reprezentant Argentyny pomógł dotknąć piłki ręką we własnej szesnastce graczowi oponenta, co nie umknęło uwadze sędziego. Wapna nie zmarnował Pablo Cuadra, zatem mieliśmy remis 2:2.

Independiente roztrwoniwszy dwubramkową przewagę zaczął poczynać sobie horrendalnie nerwowo. Zdesperowani nie kryli się z frustracją, czego efektem dwie czerwone kartki dla miejscowych piłkarzy – Édisona Tolozy oraz Juana Saiza.

Spokojny już o awans Racing dobił osłabionych Kolumbijczyków w doliczonym czasie, kiedy zmiennik Brian Mansilla przypieczętował drugi tryumf „La Academii” nad uczestnikiem tegorocznej Libertadores. Joker otrzymał asystę od Lisandro Lópeza, którego akcję sam na sam chwilę przedtem zablokował David González, a ofensywę zwieńczył celnym strzałem pod poprzeczkę zza pola bramkowego.

Czwarta siła ostatniego sezonu Primera División de Argentina odwróciła wynik z 0:2 na 3:2! Chwilę potem za ostry faul „czerwień” ujrzał też Jonathan Lopera, więc lokalna ekipa ukończyła mecz w ósemkę.

Skład Racingu Club: Juan Musso – Iván Pillud, Sergio Vittor, Juan Gabriel Patiño, Lucas Orbán, Leandro Grimi [C] – Matías Zaracho (75′, Santiago Rosales), Egidio Arévalo Ríos, Diego González – Ricardo Noir (61′, Brian Mansilla), Pablo Cuadra (70′, Lisandro López)

To drugi kolumbijski team wyeliminowany przez Racing w tegorocznej Sudamericanie. Wcześniej poskromili mniej znany Rionegro Águilas. Natomiast Independiente Medellín nie miał farta do argentyńskich klubów – w fazie grupowej CL przegrał batalię o play-offy m.in. z River Plate, teraz stłamsili ich futboliści z Avellanedy.

W 1/8 finału tegorocznej Sudamericany dojdzie do najprawdziwszego szlagieru argentyńsko-brazylijskiego, bowiem Racing Club zetrze się przeciwko Corinthians! To będzie istna uczta dla fanów latino futbolu!

Comments are closed.