CS: Blamaż Huracánu, bohaterski Tucumán!

W bieżącym tygodniu dokończony zostanie etap pierwszych meczów w drugiej rundzie eliminacyjnej Copa Sudamericana. Ubiegłej nocy wystąpiły dwie argentyńskie drużyny – jedna poniosła sromotną klęskę, aczkolwiek druga zwyciężyła rzutem na taśmę w Boliwii. Dwaj piłkarze wybitnie pożegnali się z Atlético de Tucumán! Relacja:

Huracán [ARG] vs Libertad [PAR] 1:5 (0:2)

Gole – 0:1 i 0:2 Óscar Cardozo (4′, 30′), 0:3 i 0:5 Santiago Salcedo (58′, 85′ – pen.), 0:4 Antonio Bareiro (64′), 1:5 Mariano González (89′)

Sroga zemsta Libertadu Asunción na Argentyńczykach za odpadnięcie przeciwko Godoy Cruz w fazie grupowej tegorocznej Libertadores. Paragwajska ekipa wzmocniona wracającym do ojczyzny snajperem Óscarem Cardozo bezlitośnie zerżnęła Huracán na jego twierdzy El Palacio. Demolka 5:1 nie pozostawiła złudzeń – tragiczny debiut Gustavo Alfaro jako szkoleniowca „El Globo”.

Lecz ciężko obwiniać ów trenera, bowiem winowajcą jest okienko transferowe, podczas którego drużynę opuściło multum piłkarzy (przede wszystkim kapitalny bramkarz Marcos Díaz i filar środka pola Matías Fritzler). Ponadto kontuzję leczy solidny stoper Federico Mancinelli.

Kluczowe wzmocnienie Libertadu, czyli wspomniany Cardozo wywołał różnicę. Już w 4 minucie wieloletni napastnik lizbońskiej Benfiki celną główką otworzył wynik, a tuż przed upływem półgodziny zawodów wykorzystał okazję sam na sam z nowym bramkarzem miejscowych Manuelem Garcíą.

Starania Huracánu o kontaktowego gola daremne. Urugwajski goalkeeper gości Rodrigo Muñoz i reszta defensywy spisywały się bez zarzutu. Zwłaszcza genialnie obronił mocny strzał ze skraju pola karnego Mauro Bogado. Tuż po zmianie stron Muñoz zaś sparował nad poprzeczką bombę zza szesnastki Lucasa Villalby.

Do festiwalu strzeleckiego włączył się inny weteran paragwajskiego ataku. To Santiago Salcedo, który w drugiej połowie 2006 roku był już klubowym kolegą Cardozo wśród personelu argentyńskiego teamu – Newell’s Old Boys. W 58 minucie otrzymał dogranie głową od Cardozo i wykorzystał szansę jeden na jednego.

Sześć minut później fatalny błąd Manuela Garcii we własnym polu karnym wykorzystał skrzydłowy Jesús Medina – przejął futbolówkę, dośrodkował z boku pola karnego przed piąty metr, skąd ofiarnym, acz efektownym wślizgiem pod poprzeczkę wycelował Antonio Bareiro.

W 74 minucie zadanie Libertadu stało się łatwiejsze, gdyż czerwoną kartkę za ostry faul zarobił gwiazdor lokalnej ekipy, czyli Alejandro Romero Gamarra. Osłabiony Huracán zainkasował piąty cios w 85 minucie, kiedy doświadczony Salcedo wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Villalby na Bareiro.

Dopiero na minutę przed upływem regulaminowego czasu Huracán zaznaczył swą obecność w tym meczu. Wiekowy Mariano González trafił z rzutu wolnego tuż zza linii szesnastego metra, dając niewielkie pocieszenie towarzystwu ze stołecznej dzielnicy Parque Patricios.

Przed rewanżem losy awansu są jednak zapewne rozwikłane. Libertad dowodzony przez zdolnego hiszpańskiego stratega Fernando Jubero (w 2015 doprowadził Guaraní do półfinału Copa Libertadores) tej nocy zdmuchnął „El Globo” z murawy własnego stadionu.

Skład Huracánu: Manuel García – Carlos Araujo, Martín Nervo [C], Juan Carlos Vivas, Lucas Villalba – Mauro Bogado (46′, Leandro Cuomo), Lucio Compagnucci – Alejandro Romero Gamarra, Mariano González, Norberto Briasco (75′, Diego Mendoza) – Ignacio Pussetto

Rewanż 1 sierpnia

*****************************************************************************

Oriente Petrolero [BOL] vs Atlético de Tucumán [ARG] 2:3 (1:0)

Gole – 1:0 i 2:2 Maximiliano Freitas (2′, 88′), 1:1 Luis Rodríguez (64′), 1:2 Bruno Bianchi (72′), 2:3 Fernando Zampedri (89′)

Wyjazdy do Boliwii kojarzą się przede wszystkim z ciężkimi górskimi warunkami atmosferycznymi. Mimo konieczności drugiej w tym roku delegacji do andyjskiego kraju na szczęście tej katorgi nie musiał ponownie przechodzić Atlético de Tucumán.

W fazie grupowej Copa Libertadores ulegli 1:2 na wysokościach tamtejszemu Jorge Wilstermann, co wywarło znaczny wpływ na to, iż teraz występują tylko w Sudamericanie. Tu podczas drugiej rundy eliminacji „El Decano” nadarzyła się szybka okazja do zemszczenia się Boliwijczykom. Tym razem toczyli bój przeciwko Oriente Petrolero w mieście Santa Cruz De La Sierra położonym jedynie na 400 metrach n.p.m.

Tucumán choć nieco odmienionym składem (grając m.in. nowymi, niedoświadczonymi bocznymi obrońcami z własnej szkółki) to przystąpił niezwykle zmotywowany do tego boju. Zwłaszcza dwaj futboliści chcieli godnie rozstać się przed emigracją do Rosario – są nimi Fernando Zampedri oraz Bruno Bianchi, którzy notowali swój ostatni mecz dla Atlético. Obaj dali z siebie wszystko i strzelili po bramce, kierując drużynę ku premierowej victorii od czasu odpadnięcia z Pucharu Wyzwolicieli.

Rozpoczęło się dramatycznie, bowiem już w 2 minucie zawodów urugwajski atakujący gospodarzy Maximiliano Freitas uderzeniem w długi róg z ubocza pola karnego zaskoczył Cristiana Lucchettiego, otwierając wynik. Kilka minut później poprzeczka po strzale zza szesnastki uratowała delegatów przed drugim ciosem.

Aczkolwiek przyjezdni z biegiem czasu przejmowali inicjatywę. Żegnający się Fernando Zampedri pierwotnie nie miał farta – jeden jego atak zablokował obrońca, potem źle wycelował wślizgiem w okolicy piątego metra, a około 30 minuty uderzeniem głową obił poprzeczkę po rozegraniu rzutu wolnego. Na kwadrans odpoczynku zespół Ricardo Zielinskiego schodził przegrywając 0:1.

Najbardziej kuriozalne pudło stało się udziałem wprowadzonego w przerwie Alejandro Melo. Najnowsze wzmocnienie Tucumánu u prologu drugiej części fatalnie chybił obok słupka będąc jeden na jednego z bramkarzem. Później jeszcze raz przy zorganizowaniu wolnego pomylił się Zampedri.

Skoro czołowa armata nie wykonywała swojej powinności, z odsieczą musiał nadejść gwiazdor zespołu. Luis Rodríguez w 64 minucie przełamał indolencję gości. Akcję bramkową zainicjowała głupia strata obrońcy przed szesnastką – futbolówkę przejął David Barbona i podał Zampedriemu, który wypatrzył niekrytego kolegę obsługując go asystą. Zaś „Pulga” zostawiony samopas w polu karnym nie napotkał trudności ze strzeleniem.

Drugie kontynentalne starcie pod rząd legendarna „Pchła” wpisał się do listy strzelców (w maju zaliczył jedyne trafienie dla CAT, gdy ulegli 1:3 Palmeiras).

Tucumán podążył za ciosem, albowiem osiem minut później odwrócił wynik. Inny nowy nabytek – Gervasio Núñez dośrodkował z kornera, a głową boliwijskiego goalkeepera pokonał stoper Bruno Bianchi, czyli drugi wieńczący swój epizod wśród „El Decano”.

Kilkadziesiąt sekund później konfrontację Argentyńczykom uprzyjemnił bramkarz rywali Pedro Galindo, gdyż zarobił czerwoną kartkę za chamskie zachowanie wobec sędziego.

W przewadze liczebnej ekipa „El Ruso” Zielinskiego swobodnie kontrolowała rezultat aż do samego kresu regulaminowego czasu, gdy nadeszła prawdziwa karuzela. Mieliśmy 88 minutę, kiedy Freitas zdobył gola numer dwa – strzałem rozpaczy zza pola karnego fuksem zaskoczył Lucchettigo, przywracając remis osłabionemu Oriente Petrolero.

Summa summarum szalę zwycięstwa zgarnął Tucumán. Kilkadziesiąt sekund później odzyskali prowadzenie. David Babrona dośrodkował prawą flanką w okolice pola bramkowego, gdzie Fernando Zampedri wyskoczył do główki lepiej, aniżeli oponent i golem „z dyńki” rozstrzygnął wynik na korzyść niedawnego debiutanta wśród uczestników Libertadores.

Wymarzone pożegnanie! W ostatnim starciu strzelić gola dającego zwycięstwo i to jeszcze u samego epilogu batalii. GRACIAS ZAMPEDRI! Ciekawe, czy wypali jako goleador Rosario Central?

Skład Atlético de Tucumán: Cristian Lucchetti [C] – David Valdez (46′, Alejandro Melo), Ignacio Canuto, Bruno Bianchi, Alejandro Montiel (66′, Gabriel Risso) – Guillermo Acosta, Rodrigo Aliendro – David Barbona, Gervasio Núñez, Luis Rodríguez (82′, Tomás Cuello) – Fernando Zampedri

Kwestia awansu z tej pary jest raczej wyjaśniona, albowiem Atlético de Tucumán nie zwykł przegrywać u siebie na międzynarodowej arenie. Wybitny odwet za przegraną z innym boliwijskim teamem – Jorge Wilstermann rywalizację o 1/8 finału CL.

Rewanż 1 sierpnia

*****************************************************************************

Cerro Porteño [PAR] vs Boston River [URU] 2:1 (0:1)

Gole – 0:1 Bruno Coliados (13′), 1:1 Alfio Oviedo (76′), 2:1 Santiago Molina (79′)

Cerro Porteño w tej edycji Sudamericany stąpa po bardzo cienkiej linii. Najpierw męczyli się przeciwko wenezuelskiemu FC Caracas, ocierając się o sensacyjne odpadnięcie.

Teraz paragwajska „Azulgrana” analogicznie, jak Tucumán odrobiła jednobramkową stratę w drugiej połowie, dokonując virady przeciwko urugwajskiemu nowicjuszowi Boston River. Przed wyjazdowym są minimalnym faworytem, ale muszą uważać – anonimowy oponent zwietrzył szansę.

Rewanż 26 lipca

Comments are closed.