Central pomaga Boca, niezłomne DyJ i Belgrano

Najistotniejszy mecz spośród zestawu niedzielnych potyczek 26. kolejki ligi argentyńskiej goli nie przyniósł. River Plate tylko bezbramkowo zremisował u siebie przeciwko solidnemu Rosario Central, przez co utracił szansę przegonienia Boca Juniors w ligowej tabeli. Świetne rezultaty ostatnimi czasy ciułają Defensa y Justicia oraz dołujące przez niemal całą kampanię Belgrano. Podsumowanie:

Defensa y Justicia vs Tigre 1:0 (0:0)

Gol – Andrés Ríos (57′)

Dziesiąty konsekutywny bój Defensa y Justicia bez porażki we wszystkich oficjalnych rozgrywkach! „El Halcón” pod wodzą Sebastiána Beccacece, czyli przyszłego asystenta selekcjonera reprezentacji Argentyny pokonali 1:0 u siebie mizerny obecnie Tigre.

U wstępu konfrontacji Diego Morales zmarnował interesującą gratkę dla Tigre, chybiwszy nad poprzeczką zza pola bramkowego chcąc dobić wcześniejszy strzał kolegi.

Goście jednakże musieli radzić sobie osłabieni, albowiem w 21 minucie ich skrzydłowy Diego Sosa zarobił czerwoną kartkę za wręcz kryminalny faul na Jonásie Gutiérrezie. „El Matador” osłabieni nie utrzymali remisu.

Jedynego gola w 57 minucie spotkania zanotował Andrés Ríos. Napastnik pamiętany z występów dla choćby River Plate czy Wisły Kraków celną główką w polu bramkowym zaskoczył od poprzeczki Javiera Garcíę, spożytkowawszy dośrodkowanie lewą flanką od Agustína Bouzata.

Podczas sześciu doliczonych minut gospodarze najpierw żywiołowo uratowali się przed wyrównaniem, gdy Gabriel Arias ofiarnie zatrzymał strzał z ubocza pola bramkowego Diego Moralesa. Później jednak „Sokoły” same zaprzepaściły dwa ciekawie zapowiadające się kontrataki i zakończyło się skromnym 1:0. Gdyby zachowali zimną krew w polu karnym rywala, wygraliby nieco wyżej.

DyJ zbliża się ku czołowej dziesiątce tabeli. Obecnie plasują się na miejscu trzynastym ze skompletowanymi 40 punktami. Natomiast rozczarowujący Tigre jest sumienny – 25. miejsce, 25 oczek.

*****************************************************************************

Arsenal de Sarandí vs Lanús 0:2 (0:0)

Gole – Germán Denis (81′, 90′)

W maju rewelacyjnie spisuje się Lanús, który mogłoby się wydawać jest syty ubiegłorocznym mistrzostwem kraju. Dla dobra rozgrywek na szczęście znów zgłodnieli. „El Granate” miażdżą zarówno na krajowej arenie, jak i w Copa Libertadores. Obrońca tytułu wczoraj ograł 2:0 na wyjeździe pilnujący się przed strefą spadkową Arsenal de Sarandí.

Do przerwy brak goli, chociaż ubiegłoroczny mistrz Argentyny wykreował sobie okazje do trafienia. Fernando Pellegrino obronił strzał głową Alejandro Silvy. Później zahamował mocne uderzenie Marcelino Moreno, który mógł ukąsić po dwójkowej akcji z „Pepe” Sandem po frajerskiej stracie piłki przez obrońcę Arsenalu. W 40 minucie Pellegrino znów utemperował młodzieniaszka Moreno wybiegając sam na sam podczas kontrataku.

Druga odsłona też należała do ekipy gości. W 55 minucie występujący przeciwko byłemu klubowi rozgrywający Nicolás Aguirre przestrzelił nad poprzeczką mocnym bezpośrednim uderzeniem z boku szesnastki.

Oba gole padły u epilogu spotkania, a ich autorem okazał Germán Denis. Około kwadransa przed upływem regulaminowego czasu wiekowy napastnik pojawił się na boisku, zmieniając snajpera José Sanda. Pierwotnie Denis na sezon 2016/2017 zarejestrowany był tylko w rozgrywkach Copa Libertadores, a ligowe występy umożliwiła mu półroczna dyskwalifikacja Fernando Barrientosa za stosowanie dopingu.

W 81 minucie Alejandro Silva wykonuje centrę w pole karne, a tam sprzed piątego metra Denis efektownie przelobował bramkarza takim ekscentrycznym sposobem notując swoje premierowe ligowe trafienie dla Lanús.

Arsenal niewiele tutaj wskórał. Tuż przed upływem regulaminowego czasu strzał głową Juana Sáncheza Sotelo obił słupek bramki Estebana Andrady, lecz po chwili defensywa zapobiegła niebezpieczeństwu. W czwartej doliczonej minucie „El Granate” dzięki kontratakowi rozwiali jakiekolwiek wątpliwości. Román Martínez asystował Denisowi, a ten przechytrzył wychodzącego doń Pellegrino i trafił do bramki mając przed sobą tylko obrońcę stojącego w bramce.

Podczas majowych występów na płaszczyźnie ligowej Lanús zaliczył cztery victorie rezultatem 2:0 (wyższość „El Granate” musieli uznać Vélez, Patronato Rafaelę i Arsenal) oraz jedną wtopę 0:1 w derbach południowego Buenos Aires przeciwko Banfield. Drużyna Jorge Almiróna zamyka czołową dychę klasyfikacji, zaś Arsenal ogólnie zamyka tabelę (jednak trzyma się nad strefą spadkową).

*****************************************************************************

Talleres vs Atlético de Tucumán 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Sebastián Palacios (42′), 1:1 Cristian Menéndez (55′), 2:1 Leonardo Gil (59′)

Celem minimum Talleres w bieżącej kampanii jest akces do przyszłorocznej edycji Copa Sudamericana. Solidny beniaminek ograł 2:1 przed własną publicznością załamany po odpadnięciu z Libertadores, ale nadal wymagający Atlético de Tucumán.

Gospodarze rzucili się do ofensywy od samego początku. Nominalnie rezerwowy bramkarz przyjezdnych Josué Ayala początkowo nie dawał się zaskoczyć atakom zespołu Franka Kudelki.

Opór „El Decano” udało się złamać pod koniec pierwszej części. W 42 minucie sentymentalny cios przyjezdnym zadał Sebastián Palacios. Eks-napastnik Boca Juniors urodził się w Tucumánie, aczkolwiek teraz jest czołową armatą „La T”. Akcję zainicjował wrzutem w pole karne z środka pola Ezequiel Rescaldani. Palacios otrzymał centrę z linii bocznej pola karnego od Leonardo Gila i mocnym uderzeniem przy bliższym słupku pokonał Ayalę.

Momentalnie po zmianie stron okazję, by podwyższyć zaprzepaścił Rescaldani. Niestety chybił nad poprzeczką chcąc za 16. metrem przelobować wychodzącego bramki Ayalę.

W 55 minucie do remisu doprowadził Cristian Menéndez, który wśród ekipy Pablo Lavalléna zastępuje kontuzjowanego snajpera Fernando Zampedriego. Miał jednak sporego farta, że mógł trafić do siatki – wykorzystał absurdalną stratę futbolówki bramkarza Guido Herrery, po czym z najbliższej odległości znalazł drogę do pustej siatki.

Jednakże Tucumán remisem 1:1 cieszył się tylko cztery minuty. Tuż przed upływem godziny konfrontacji rudowłosy Leonardo Gil fenomenalnym rzutem wolnym przechylił szalę zwycięstwa na rzecz Talleres. U epilogu Rescaldani mógł dobić gości, aczkolwiek Ayala ofiarnie jego szarżę w okolicy piątego metra.

Talleres już prawie wśród czołowej dziesiątki tabeli. Kordobańczycy mają 40 punktów i tylko dwa dzielą ich od top 10. Dla odmiany debiutant w tegorocznej CL na krajowej arenie już chyba o nic konkretnego nie walczy.

Sam fakt, iż pod koniec tego meczu Lavallén wpuszczał totalnych nowicjuszy świadczy, że Tucumán kładzie lachę na końcówce sezonu ligowego. Mogą szykować drużynę do lipcowych bojów drugiej rundy eliminacyjnej Copa Sudamericana, dokąd zakwalifikowali się po odpadnięciu kilka dni z trzeciego miejsca w grupie Libertadores.

*****************************************************************************

River Plate vs Rosario Central 0:0

Drugi hit kolejki po batalii Racingu Club przeciwko San Lorenzo de Almagro okazał się niewypałem. River Plate bezbramkowo pogubił cenne dwa punkty z mocnym Rosario Central i musi odłożyć ambicje zluzowania Boca Juniors na fotelu lidera po zaplanowanym na nadchodzący tydzień ich zaległym spotkaniu z Tucumánem.

Wzruszający powrót Teó Gutiérreza na El Monumental. Kolumbijczyk w barwach Rosario Central konfrontował się przeciwko byłemu pracodawcy, u którego spędził tak wiele epopeicznych chwil. Zanotował nawet swoje okazje do trafienia, ale najwyraźniej nie miał serca zadawać ciosu eks-klubowi tak, jak uczynił to tydzień temu z Racingiem Club – zwyczajnie wymiękał w polu karnym „Millonarios”.

Inni piłkarze też nie zdołali umieścić futbolówki między słupkami. Starający się o koronę króla strzelców Sebastián Driussi obił słupek niskim uderzeniem z dystansu oraz zaliczył niecelną główkę. Inny spośród grona najskuteczniejszych goleadorów, czyli Lucas Alario został powstrzymany przez bramkarza Diego Rodrígueza, kiedy spróbował bombą na uboczu pola karnego.

Generalnie zamiast bramkowych łowów dominowało polowanie na kości rywali. Panowało tutaj chamstwo na potęgę wobec rywala. Dziwne, że sędzia żadnej czerwonej kartki nie pokazał…. Bezbramkowy remis wymowny. Chwalić możemy tylko Javiera Pinolę. Doświadczony stoper Central spisał się na medal i udowodnił, że zasługuje na powołanie do reprezentacji Argentyny.

*****************************************************************************

Atlético de Rafaela vs Belgrano 1:2 (1:2)

Gole – 1:0 Fernando Luna (27′), 1:1 Federico Lértora (40′), 1:2 Mariano Barbieri (42′)

To chyba definitywny koniec nadziei Atlético de Rafaela! Prowincjusze ulegli na własnym terenie przedostatniemu dotychczas Belgrano, doznali drugiej kolejnej wtopy i zamiast dalszego odbijania się od dna ponownie zmierzają ku abisalowi tabeli spadkowej. Natomiast delegaci z Córdoby poszli w ślady odwiecznego wroga, także zwyciężając 2:1 podczas tej kolejki.

Wszystkie trzy gole w tej potyczce strzelili zawodnicy, którzy jeszcze w zeszłym sezonie odziewali barwy Arsenalu de Sarandí! Co prawda outsider uzyskał prowadzenie w 27 minucie dzięki celnemu dalekosiężnemu strzałowi Fernando Luny, aczkolwiek „Piraci” tuż przed kwadransem odpoczynku dokonali virady i przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Dwaj pomocnicy załatwili sprawę. Najpierw w 40 minucie wyrównał Federico Lértora bezpośrednim uderzeniem zza pola bramkowego pokonawszy goalkeepera dzięki dośrodkowaniu Claudio Aquino z rzutu wolnego. Kilkadziesiąt sekund później Mariano Barbieri trafił do siatki drugą kolejkę pod rząd – na około szesnastym metrze uprzedził miejscowego defensora i niespodziewaną główką zaskoczył nierozważnie wybiegającego z bramki Lucasa Hoyosa.

Rafaela nie zdołała odrobić strat w drugiej odsłonie, choć była blisko w 54 minucie. Wówczas ich najskuteczniejszy zawodnik Gabriel Gudiño zmarnował rzut karny feralnie przestrzeliwując nad poprzeczką.

Krótko przed finałowym gwizdkiem czerwoną kartkę ujrzał Ramiro Costa. Najwidoczniej puściły mu nerwy, a drużynie „La Cremy” puszczają ostatnie nadzieje na utrzymanie. Zachowali tylko iluzoryczne szanse uniknięcia degradacji do Primera B Nacional.

Natomiast Belgrano pierwszy raz w 2017 roku opuściło przedostatnią lokatę w klasyfikacji ligowej. Drużyna Sebastiána Méndeza jest obecnie 27. ze zgromadzonymi 22 punktami. To czwarty konsekutywny mecz bez porażki dla „Los Piratas”! Odżywają pod okiem łysego szkoleniowca, który w roku ubiegłym wprowadził Godoy Cruz do Copa Libertadores.

*****************************************************************************

Patronato vs Godoy Cruz 0:3 (0:2)

Gole – Juan Garro (19′), Gastón Giménez (37′), Marcelo Benítez (90+2′)

Zaiste solidna firmą od bynajmniej roku jest Godoy Cruz. Lucas Bernardi świetnie kontynuuje dzieło swego poprzednika Sebastiána Méndeza na czele sztabu szkoleniowego „Winiarzy”, a drużyna łącząc obowiązki ligowe z Copa Libertadores nadal trzyma się wśród drużyn Primera División bynajmniej jako porządny średniak. Drugi raz z rzędu odnieśli zwycięstwo wynikiem 3:0, tym razem szturmując Międzyrzecze. Tydzień temu identycznym rezultatem stłamsili Vélez Sarsfield.

Patronato doznało goryczy porażki czwarty raz w ciągu ostatnich pięciu domowych spotkań. Zapewniwszy sobie utrzymanie najwyraźniej siedli na laurach.

Strzelanie Godoy Cruz otworzył Juan Garro, który łącznie zdobył już trzy gole w ostatnich dwóch spotkaniach (przypomnę, iż w Libertadores także strzelił trzy gole podczas ostatnich trzech grupowych starć, walnie przyczyniając się do awansu „Expreso de Tomba”). W 19 minucie asystę wyłożył mu Santiago García i niskim uderzeniem przy słupku zza szesnastego metra zaliczył trafienie numer jeden.

Drugie trafienie autorstwa Gastóna Giméneza to zaiste gol stadiony świata! W 37 minucie playmaker huknął z woleja pod poprzeczkę na 25. metrze totalnie zaskakując Bertoliego. Trafienie kolejki!

W doliczonym czasie drugiej części „El Bodeguero” dobili gospodarzy. Gwóźdź do trumny Patronato wbił lewy obrońca Marcelo Benítez. Przejąwszy dogranie od Facundo Cobosa w polu karnym wykorzystał klarowną okazję z Bertolim, pokonując go chytrym strzałem w krótki róg.

Trzecie konsekutywne zwycięstwo, a zarazem piąty pod rząd nieprzegrany ligowy mecz klubu z Mendozy. Szkoda, że zawalili pierwszą część kampanii, bo teraz zajmowaliby niewątpliwie wyższe miejsce aniżeli czternaste.

Patronato spisuje się katastrofalnie w bieżącym roku. Za wyjątkiem ogrania 4:2 Arsenalu de Sarandí podczas pierwszej marcowej kolejki nie zdobyli kompletu punktów ani razu i czarna seria bez zwycięstwa teamu z Parany trwa od aż jedenastu spotkań.

Comments are closed.