Passa San Lorenzo, domowa wpadka NOB

Niedzielnego wieczora i nocy rozegrano pięć meczów 23. kolejki Primera División de Argentina. Zamierzano pierwotnie zorganizować sześć, ale jedno spotkanie zakłóciła ulewa. Coraz świetniejsza jest seria zwycięstw San Lorenzo de Almagro, dystans do lidera tracą Newell’s Old Boys, zaszalał Huracán, koniec wybornej passy Colónu. Relacja:

Aldosivi vs Huracán 0:3 (0:1)

Gole – Mariano González (45+1′), Diego Mendoza (67′), Norberto Briasco (90′)

Ostatnimi czasy Huracán delikatnie mówiąc nie zachwycał. Pół tygodnia wstecz „El Globo” musieli namęczyć się w serii rzutów karnych nawet z czwartoligowcem. Teraz szturmem złupili Mar del Platę, gdzie drużynę Juana Manuela Azconzábala ugościł nie walczący już o nic Aldosivi.

Delegacja z Parque Patricios otworzyła wynik tuż przed przerwą. W doliczonym czasie pierwszej części weteran Mariano González przejął złe wybicie Pablo Campodónico od własnej bramki i popędził z akcją sam na sam, nie marnując takiej gratki.

Świetna forma natchnęła Diego Mendozę. Dotychczas rezerwowy napastnik Huracánu otrzymał swoje pięć minut sławy w Copa Argentina i wykorzystał je bez cienia zarzutu. Asystował mu wprowadzony chwilę wcześniej Julio Angulo. Ekwadorczyk przed linią końcową boiska odzyskał piłkę od nieuważnego obrońcy, dograł ją w centrum szesnastki, gdzie wychowanek Estudiantes La Plata celnym strzałem zwieńczył atak.

Tuż przed upływem 80 minuty „Rekiny” znalazły się blisko kontaktowego trafienie, lecz Marcos Díaz obronił główkę kapitana Jonathana Galvána po dobrej centrze Nahuela Yeriego ze skrzydła. Chwilę później po rozegraniu kornera nad poprzeczką chybił urugwajski pivot Roberto Brum.

Aldosivi nie zmniejszyli straty, co zemściło się u samego epilogu. „Nie strzelisz Ty, strzelą Tobie” – co prawda 84 minucie Julio Angulo strzałem głową tylko obił słupek przeciąwszy dośrodkowanie z rzutu wolnego od Mauro Bogado (ciemnoskóry Ekwadorczyk oczekuje debiutanckiego trafienia dla „El Globo”).

Summa summarum jednak ostatnie słowo należało do uczestnika obecnej Copa Sudamericana. Norberto Briasco tuż przed końcowym gwizdkiem ustalił wynik spotkania. Przejął piłkę od gapowatego defensora, a następnie wbiegł z nią w szesnastkę i uderzeniem przy bliższym słupku wbił gwóźdź do trumny.

Drużyna Huracánu oddaliła się od dołu klasyfikacji ligowej, a także od strefy spadkowej. Czy za tydzień również okazale wypadną w derbowej kolejce przeciwko San Lorenzo de Almagro?

*****************************************************************************

Arsenal de Sarandí vs Olimpo (0:0) – mecz przerwany po 45 minutach

Bój o sześć punktów wśród kandydatów do spadku zastopowała ulewa. Pierwszą połowę zdołano rozegrać, ale w przerwie meczu rozgorzała ulewa nad Buenos Aires.

Opady atmosferyczne storpedowały murawę, toteż sędzia po sprawdzeniu stanu nawierzchni i ocenieniu, że nie nadaje się ona do dalszej organizacji spotkania zadecydował o odroczeniu drugiej odsłony. Mecz prawdopodobnie zostanie dokończony dopiero w czerwcu.

*****************************************************************************

Defensa y Justicia vs Godoy Cruz 0:0

Bezbramkowy remis świętującego historyczny awans do 1/8 finału Copa Libertadores zespołu Godoy Cruz we Florencio Varela (dzielnicy na wschodzie Buenos Aires).

DyJ jednak również potraktowała ten bój ulgowo, bowiem czwartkowej nocy czeka ich epicka batalia w Brazylii przeciwko São Paulo FC na arenie Copa Sudamericana. Pierwszy mecz u siebie zremisowali bez bramek, więc jakieś szanse kwalifikacji zachowali.

Przemoknięta do suchej nitki murawa utrudniała rywalizację piłkarzom. Wpłynęła też na zaburzenia skuteczności. Bardzo dużo niecelnych strzałów u obu ekip. Nie ukrawajmy jednak, że również znakomita dyspozycja bramkarzy jest przyczyną braku goli tutaj. Kapitan Godoy Cruz – Rodrigo Rey to obecnie chyba najlepszy goalkeeper ligi argentyńskiej.

Wśród Godoy Cruz do łask wrócił urugwajski napastnik Santiago García (wyleczył kontuzję dręczącą go od samego początku roku), a mendoska drużyna zainkasowała kolejną czerwoną kartkę – tym razem do końca boju nie wytrzymał Juan Garro. Sędzia odesłał go wcześniej do szatni za drugie „żółtko” w 73 minucie.

Obie ekipy koncentrują moce na kontynentalnych turniejach, zaś w lidze wałęsają się po centralnych rejonach tabeli i kontrolują tylko, aby nie zlecieć zbyt nisko.

*****************************************************************************

San Lorenzo de Almagro vs Rosario Central 2:1 (1:0)

Gole – 1:0 Néstor Ortigoza (38′ – pen.), 2:0 Matías Caruzzo (58′), 2:1 Teó Gutiérrez (67′)

Śrubuje się fantastyczna passa San Lorenzo de Almagro. Od czasu kompromitującej domowej wpadki przeciwko Temperley klub papieża Franciszka mknie, niczym cyklon osiągając zwycięstwo za zwycięstwem. W fazie Copa Libertadores wygrali dwa razy pod rząd, zbliżając się ku 1/8 finału. Na arenie ligowej również zaliczyli drugą konsekutywną victorię.

Wczoraj skromnym 2:1 poskromili na swoim Nuevo Gasometro mocny podczas bieżącego roku Rosario Central, przerywając „Canallas” serię ośmiu gier bez porażki. Burzowa okazała się nie tylko pogoda, ale również konfrontacja na boisku.

San Lorenzo odnotowałby zdecydowanie obfitsze żniwa, gdyby nie świetne parady Diego Rodrígueza. U wstępu sparował futbolówkę między nogami po próbie Bautisty Merliniego z ubocza pola karnego. Wśród Central dwa niecelne uderzenia autorstwa Mauricio Martíneza oraz Teó Gutiérreza.

Ekspert od jedenastek, czyli Néstor Ortigoza jeszcze raz przypomniał światu o swojej specjalności. Efektowną „panenką” zwiódł Diego Rodrígueza w 38 minucie, inicjując strzelanie.

Tuż przed kwadransem wytchnienia podwyższyć mógł Franco Mussis, lecz tylko obił poprzeczkę bombą ze skraju pola karnego. Kilkadziesiąt sekund potem goalkeeper Central sparował natomiast groźne uderzenie Fernando Belluschiego z rzutu wolnego.

„Cuervos” podążyli za ciosem w drugiej części. Tuż po zmianie stron Diego Rodríguez ofiarnie zatrzymał kontratak nacierającego sam na sam Nicolása Blandiego. U epilogu pierwszej odsłony Blandi również nie zdołał pokonać goalkeepera Central stanąwszy twarzą w twarz naprzeciw niego.

W 58 minucie jednak San Lorenzo dopięło swego po błyskawicznym rozegraniu rzutu wolnego przez Ortigozę. Eks-reprezentant Paragwaju dograł Mussisowi, a ten wrzucił w pole karne. Tam stoper Matías Caruzzo genialnie wykiwał obrońcę Javiera Pinolę i celnym uderzeniem dzięki kuriozalnie wpuszczonej piłce przez „El Ruso” Rodrígueza podwoił zaliczkę CASLA.

Central zdobył się tylko na honorową bramkę. W 67 minucie Teó Gutiérrez przypomniał sobie czasy, kiedy strzelał San Lorenzo jako gwiazdor River Plate. Asystą obsłużył go Washington Camacho, a Kolumbijczyk uporawszy się z obrońcami strzałem w długi róg należycie zwieńczył akcję.

Do epilogu zawodów obie strony wykreowały sobie po jeszcze jednym ataku. Wśród gospodarzy nad poprzeczką chybił Bautista Merlini. Natomiast Central ostatnią nadzieję chciał dać Federico Carrizo, lecz sprytną próbę „Pachi’ego” zza szesnastki obronił Nicolás Navarro.

Ostatecznie papieski klub tryumfuje 2:1, dzięki czemu zajął najniższy stopień podium. Aktualnie zgromadzili 43 punkty, więc tracą dwa do wiceliderów Newell’s Old Boys. Co by nie mówić, Boca już poza zasięgiem drużyny Diego Aguirre, lecz trzecie konsekutywne wicemistrzostwo kraju ciągle przed horyzontem możliwości.

*****************************************************************************

Colón vs Atlético de Tucumán 2:2 (1:1)

Gole – 0:1 Fernando Zampedri (29′), 1:1 Ismael Blanco (45+2′), 1:2 David Barbona (82′), 2:2 Iván Torres (90+2′)

Koniec wiekopomnej serii Colónu. Pod opieką Eduardo Domíngueza teoretyczny średniak nabrał w żagle nadspodziewanie silne wiatry, które poprowadziły go aż do ligowego podium. Siedem konsekutywnych zwycięstw – takiej zdumiewającej passy nikt nie osiągnął podczas tejże kampanii Primera División.

Wszystko, co radosne niestety musi kiedyś się zakończyć. Tak oto minionej nocy „Sabaleros” zahamował uczestniczący wśród Copa Libertadores zespół Atlético de Tucumán. Tegoroczny debiutant na międzynarodowej arenie urwał punkty Colónowi, remisując 2:2 na ich twierdzy Cementario de los Elefantes. Niewiele brakowało, aby „El Decano” zdobyli Santa Fe i to kończąc w osłabieniu!

Już w 3 minucie gospodarzom mógł zapunktować Christian Bernardi, lecz jego bezpośrednie uderzenie przy olbrzymim zamieszaniu w centrum pola karnego odbiło się od słupka.

Minęło półgodziny konfrontacji, gdy Tucumán otworzył rezultat dzięki akcji autorów goli z ostatniego pucharowego boju przeciwko Peñarolowi. Leandro González dośrodkował lewą flanką w pole karne, gdzie celną główką formalności dopełnił Fernando Zampedri. To jedenasty (i zapewne ostatni*) gol ów napastnika podczas bieżącej kampanii ligowej.

Gospodarze uratowali jeden punkt, wyrównując dwukrotnie tuż przed zaproszeniem arbitra do szatni – na przerwę oraz na prysznic. Tuż przed kwadransem odpoczynku wyrównał szykujący się do piłkarskiej emerytury snajper Ismael Blanco, dobijając z najbliższej odległości piłkę po rzucie wolnym Facundo Pereyry. „Zorro” pamiętany choćby z warszawskiej Legii szósty raz podczas bieżącego sezonu wpisał się do listy strzelców.

W 66 minucie czerwoną kartkę za brutalny faul ujrzał rozgrywający delegatów Guillermo Acosta. Mimo dominacji Colónu (Iván Torres ostemplował poprzeczkę z rzutu wolnego), sensacyjnie to osłabiony Tucumán odzyskał prowadzenie. 82 minuta – gospodarze frajersko utracili piłkę na własnej połowie, następnie David Barbona otrzymał podanie od Leonela Di Plácido i chytrym uderzeniem w długi róg zaskoczył Jorge Brouna.

Domowa porażka, kończąc z przewagą liczebną byłaby niesamowitym upokorzeniem ambitnego Colónu. Przed totalnym ośmieszeniem „Sabaleros” uratował Iván Torres. Paragwajczyk w drugiej doliczonej minucie niskim dalekosiężnym strzałem rozpaczy nieoczekiwanie znalazł drogę do siatki.

* – nie dość, że Atlético de Tucumán tryumf uciekł w końcowych sekundach, to jeszcze drużyna ta straciła Fernando Zampedriego do końca sezonu. Czołowa armata „El Decano” podczas meczu zerwała więzadła w lewym kolanie, przez co będzie pauzować jakieś dwa miesiące.

Passa zwycięstw Colónu zastopowała na siedmiu, aczkolwiek dzięki bramce podczas końcowych sekund przedłużyli serię bez ligowej wtopy do dziewięciu. W 2017 jeszcze nie zaznali goryczy porażki.

Szykujący się do decydującej batalii o awans do 1/8 finału Copa Libertadores zespół Tucumánu jest szesnasty, zdobywszy 28 oczek. Remis na gorącym terenie przypłacili bolesnym urazem czołowego goleadora.

*****************************************************************************

Newell’s Old Boys vs Independiente 2:4 (1:1)

Gole – 0:1 Fabricio Bustos (3′), 1:1 Ignacio Scocco (20′ – pen.), 1:2 Emiliano Rigoni (48′), 1:3 i 1:4 Emmanuel Gigliotti (72′, 77′), 2:4 Maxi Rodríguez (90+3′)

Katastrofa Newell’s Old Boys. Ta porażka chyba doszczętnie grzebie marzenie „Trędowatych” o mistrzowskiej koronie. Drugi raz w bieżącej kampanii rosarinska ekipa została upokorzona przed trybunami swojego El Coloso del Parque. Kibice zainicjowali spektakl huczną oprawą i fajerwerkami, zawodnicy odwdzięczyli się gradem bramek.

Błyskawiczny cios wiceliderowi zadał Fabricio Bustos. Młody prawy obrońca zdobył premierowego oficjalnego gola w dorosłej karierze. Już w 3 minucie otrzymał centrę lewą flanką od Nicolása Tagliafico i mocnym uderzeniem zza pola karnego, dzięki rykoszetowi od defensora rywali zaskoczył Luciano Pocrnjicia.

Straty wyrównał Ignacio Scocco. 20 minuta – wykorzystał rzut karny, zanotowawszy jedenastego gola podczas tegorocznej kampanii. Do przerwy remis 1:1. Tuż po zmianie stron Independiente uzyskali przewagę, której już nie wypuścili.

W 48 minucie Emiliano Rigoni otrzymał asystę od Martína Beníteza, a następnie bezpośrednim uderzeniem zza pola karnego nie dał nic do powiedzenia bramkarzowi. Około 65 minuty Rigoni mógł ukąsić drugi raz, lecz fatalnie chybił nad poprzeczką w ramach kontry.

Dalsza część festiwalu należała do Emmanuela Gigliottiego. Masywny „Puma” pełną gębą odblokował się w barwach Independiente. Najpierw przed własną szesnastką poczęstował Mauro Formicę soczystym kopniakiem, za jaki cudem nie wyleciał. Potem strzelił kolejne dwa gole, jakie rozwiały wątpliwości. W 72 minucie trafił głową z piątego metra dzięki świetnej centrze od Ezequiela Barco.

Natomiast pięć minut później Gigliotti otrzymał długą lagę zza połowy boiska od Nery’ego Domíngueza. Okazał się szybszy, niż wiekowy Sebastián Domínguez – wykolegował jego oraz Pocrnjicia, finalizując atak trafieniem do pustej siatki. 4:1 dla „Los Diablos Rojos”!

Kataklizm Rosario w tejże serii spotkań! Zdeklasowani Newell’s Old Boys uciułali jeszcze honorowe trafienie w doliczonym czasie. 93 minuta – kapitan Maxi Rodríguez udanie dobił na uboczu pola bramkowego sparowany wcześniej przez Martína Campañę strzał głową Scocco.

„La Lepra” ciągle jest wiceliderem tabeli, ale zmarnowała okazję zbliżenia się do Boca Juniors na odległość jednego punktu i tym samym niech zapomni o mistrzostwie.

Independiente coraz bliżej czołówki – są teraz dziewiąci ze zdobytymi 38 punktami. Czy za tydzień zrewanżują się Racingowi po ostatnich upokorzeniach w derbach Avellanedy?

Comments are closed.