Pobudka Estu i Belgrano, męstwo Godoy Cruz

Oprócz sensacyjnego zwycięstwa Talleres na La Bombonera z miejscową Boca Juniors niedzielnego dnia przeprowadzono pięć innych konfrontacji szesnastej kolejki Primera División de Argentina 2016/2017. Działo się sporo, przerwanych zostało wiele serii – dobrych, a także złych. Podsumowanie:

Belgrano vs Racing Club 2:0 (0:0)

Gole – Jorge Velázquez (50′), Fernando Márquez (83′)

Pierwszy od września ligowy tryumf przedostatniego Belgrano. „Los Piratas” przełamali haniebną serię bez wygranej i ograli 2:0 u siebie wyżej notowany Racing Club w meczu, który pierwotnie miał być przełożony ze względu złego stanu murawy na Estadio Mario Kempes w Córdobie.

Ostatecznie ku wielkiej uldze znaleziono inny stadion w ów mieście zdolny do organizacji meczu pierwszoligowego. Z pomocą przyszedł Estadio Presidente Perón, gdzie występuje drugoligowy Instituto i to właśnie tam przeprowadzono rywalizację. Belgrano zainaugurowało swoje nowe, wyjazdowe czarne stroje (w Argentynie bardzo często nominalny gospodarz przyodziewa swój drugi komplet strojów).

Drużyna prowadzona od końca listopada przez Leonardo Madelóna zamierzała nareszcie przełamać tak znaczny okres posuchy. Zaatakowali faworyzowaną delegację z Avellanedy. A właściwie to najpierw zaatakowany został wiekowy bramkarz Racingu – Agustín Orión, który oberwał w twarz odłamkiem petardy rzuconym z trybuny przez lokalnych fanów. Całe zajście opóźniło pierwszy gwizdek o kilka minut.

Początkowo to goście mogli sobie pluć w brodę, albowiem około 30 minuty ich młody napastnik Lautaro Martínez przestrzelił tuż obok słupka, mając przed sobą wyborną szansę sam na sam z niedoświadczonym goalkeeperem Lucasem Acostą.

Od końcówki pierwszej odsłony inicjatywa należała do Belgrano – niecelny strzał Bielera zza pola karnego oraz poprzeczka po rzucie wolnym Matíasa Suáreza. Wreszcie spożytkowali tę przewagę u wstępu drugiej części, kiedy Jorge Velázquez celnym strzałem w długi róg zza pola bramkowego udanie wykończył atak. Asystował mu Lucas Melano, który otworzył drogę do bramki swym dośrodkowaniem z ubocza pola karnego. Obrona „La Academii” nie nadążyła za tempem akcji.

Mniej więcej kwadrans przed upływem regulaminowego czasu Orión sparował groźne uderzenie z dystansu Federico Lértory. Jednak w 83 minucie laur Belgrano przypieczętował rezerwowy napastnik Fernando Márquez.

„Cuqui” zdobył swego pierwszego gola od niemal roku, celując do bramki w polu bramkowym dzięki centrze od znanego głównie z belgijskich aren doświadczonego Matíasa Suáreza. Spalonego tu nie mieliśmy, gol prawidłowo strzelony.

Drużyna z Córdoby nadal okupuje przedostatnie miejsce ze zgromadzonymi 13 punktami, ale ten marazm trzeba było przerwać i udało się to uczynić przeciwko renomowanemu oponentowi.

Racing Club przy obecnej formie co najwyżej drugi rok pod rząd zakwalifikuje się do Copa Sudamericana. O wyższej półce, czyli następnej edycji Copa Libertadores jednak ciągle mogą realnie myśleć – choć też zależnie od tego, ile Argentyna otrzyma od CONMEBOL miejsc w CL 2018.

*****************************************************************************

Sarmiento de Junín vs Temperley 2:1 (0:1)

Gole – 0:1 Marcos Figueroa (39′), 1:1 Gervasio Núñez (64′), 2:1 Adrián Balboa (65′)

Bitwa dwóch outsiderów, którzy zachowali tylko iluzoryczne szanse utrzymania się wśród drużyn Primera División. Górą Sarmiento, które choć do przerwy ustępowało Temperley jednym golem, to dzięki fenomenalnej viradzie tuż przed upływem 20 minuty drugiej części przechyliło szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Chcący drugiej victorii z rzędu Temperley objął prowadzenie u epilogu pierwszej połowy i to w bardzo nieoczekiwanych okolicznościach. 39 minuta – Marcos Figueroa chciał dośrodkować z rzutu wolnego na mniej więcej 35. metrze. Futbolówki nikt nie tknął w polu karnym i ta bezpośrednio wpadła do bramki.

Miejscowi wyrównali także po rzucie wolnym. Pamiętany z występów dla krakowskiej Wisły Gervasio Núñez w 64 minucie perfekcyjnie wyegzekwował ów stały fragment gry. Kilkadziesiąt sekund później urugwajski napastnik Adrián Balboa strzelił jeszcze piękniejszego gola – widowiskową przewrotką zza pola bramkowego zaskoczył goalkeepera Matíasa Ibáñeza.

Sarmiento odwróciło wynik, niczym urugwajski Peñarol w czwartkowej batalii Copa Libertadores z Atlético de Tucumán. Gdyby osiągali takie notowania przez większość sezonu, zapewne byliby bezpieczni od degradacji. Ktoś jednak spaść musi, a nie oszukujmy się – Sarmiento, Temperley i Atlético de Rafaela, którym ciężko wróżyć uniknięcie spadku to kadrowo najsłabsze zespoły tego 30-zespołowego tłumu.

*****************************************************************************

Godoy Cruz vs San Lorenzo 2:0 (1:0)

Gole – Guillermo „Pol” Fernández (45+1′, 79′ – pen.)

Jakiż kapitalny początek roku dla Godoy Cruz. Drużyna z zachodniej Argentyny teoretycznie ma dużo lepsze wyniki, niż potencjał futbolistów. Nie koryguje to jednak faktu, iż prezentują bardzo waleczny futbol, świetny pressing i jeśli nie zabraknie im systematyczności, mogą stać się takim latynoskim Atlético Madryt.

Wczorajszego popołudnia „Winiarze” ogołocili 2:0 w swojej Mendozie wicelidera San Lorenzo de Almagro. Od samego początku zdominowali papieski klub i kwestią czasu było aż zadadzą pierwszy cios. Uczynili to dopiero tuż przed przerwą. W doliczonej minucie ładna kontra po nieudanym rzucie wolnym gości – Javier Correa zagrał na bok szesnastki do Luciano Abecasisa. Prawy obrońca wykonał centrę w pole bramkowe, gdzie Guillermo Fernández z metra wpakował futbolówkę do pustej siatki. Inna sprawa, iż „Pol” znajdywał się na minimalnym ofsajdzie akurat w momencie dogrania Abecasisa….

Po godzinie zawodów serca fanów gospodarzy zadrżały, bowiem pomocnik Gastón Giménez za drugą żółtą kartkę został przedwcześnie odesłany do szatni. Zdawałoby się, iż Godoy Cruz nie ma większych szans na utrzymanie skromnej zaliczki przeciwko silniejszym „Krukom” walcząc w osłabieniu.

Tymczasem miłe zaskoczenie! „El Bodeguero” nie tylko utrzymali zwycięski rezultat, ale jeszcze go wyśrubowali. W 79 minucie Guillermo Fernández wykorzystał jedenastkę, podyktowaną za sfaulowanie Javiera Correi przez obrońcę gości Matíasa Caruzzo. Chwilę później szansę, by dobić „Azulgranę” zmarnował rezerwowy Maximiliano Correa – weteran Sebastián Torrico ofiarnie zahamował jego szarżę jeden na jednego.

San Lorenzo ocknął się dopiero podczas końcowych minut i doliczonego czasu. Wówczas bramkarz miejscowych Rodrigo Rey zaczął mieć sporo roboty, m.in. musiał zatrzymać odruchowy strzał udem Paulo Díaza po rozegraniu rzutu wolnego, a także główkę Matíasa Caruzzo.

Ulubiony klub papieża Franciszka w kryzysie! Fazę grupową Copa Libertadores rozpoczęli dwiema wpadkami z Brazylijczykami. Teraz zawiedli w lidze, gdzie spadli na najniższy stopień podium wyścignięci znów przez Newell’s Old Boys. Dodajmy, iż przegrali ligowy mecz na wyjeździe pierwszy raz od 20 marca ubiegłego roku (czyli rok minus jeden dzień temu!), kiedy zostali rozgromieni 0:3 przez Quilmes, z jakim zmierzą się na własnej fortecy podczas następnej kolejki.

Mogą pocieszyć się jednoczesną wpadką przodującej Boca Juniors, bowiem do fotelu lidera zespołowi Diego Aguirre dalej brakuje tylko trzech oczek (właściwie czterech uwzględniając różnicę goli Boca i San Lorenzo).

Drugie konsekutywne zwycięstwo wypromowało Godoy Cruz na czternaste miejsce ze zgromadzonymi 23 punktami. Pod batutą Lucasa Bernardiego, kontynuującego dzieło poprzednika Sebastiána Méndeza odrabiają niepowodzenia doznane u kresu ubiegłego roku. Czy równie imponująco wypadną w CL?

*****************************************************************************

Estudiantes La Plata vs Patronato 1:0 (1:0)

Gol – Leandro Desábato (37′)

Po czterech konsekutywnych wpadkach (biorąc pod uwagę wszystkie oficjalnie rozgrywki) nareszcie otrząsnęli się Estudiantes La Plata. „Los Pincharratas” uciułali skromne 1:0 nad zaściankowym, acz całkiem nieźle spisującym się Patronato. Może zmotywowała ich pucharowa wpadka z Botafogo, a może po prostu rywal tak łatwy, że nawet będąc totalnie bez formy nie mieli prawa mu ulec.

Jedyną bramkę meczu uzyskał obrońca Leandro Desábato, który w 37 minucie celną główką trafił zza piątego metra. Centrą z rzutu wolnego uraczył go Augusto Solari. Niedługo wcześniej i Lucas Viatri spróbował szczęścia głową, ale minimalnie chybił nad bramką. A w doliczonym czasie pierwszej odsłony kolumbijski napastnik Juan Ferney Otero też uderzył „dyńką” zza pola bramkowego – również nieco przestrzelił.

Tuż po zmianie stron Otero zaprzepaścił klarowną okazję wybiegając naprzeciwko Sebastiána Bertoliego, który nogami zatrzymał uderzenie jego autorstwa. Natomiast sekundy przed końcowym gwizdkiem do bramki trafił zmiennik Javier Toledo, ale sędzia niesłusznie uniósł chorągiewkę, dopatrując się ofsajdu-widmo.

Laplateńczycy ciągle mają podium w zasięgu – tracą do niego ledwie punkcik. Szanse zdobycia mistrzostwa u podopiecznych Nelsona Vivasa raczej przepadły ze względu katastrofalnej końcówki minionego roku, gdy będąc liderem wręcz frajersko roztrwonili swą przewagę nad resztą stawki. Tym bardziej, że w obecnym półroczu muszą walczyć na dwóch frontach. A zmagania Copa Libertadores lokują wyżej w swojej hierarchii.

*****************************************************************************

Olimpo vs Banfield 1:0 (0:0)

Gol – Yonathan Cabral (83′)

Cenne domowe zwycięstwo walczącego o życie Olimpo nad zachwycającym pod koniec ubiegłego roku Banfield. Futboliści z Bahía Blanca sięgnęli po komplet punktów dzięki trafieniu wypożyczonego od Racing Club stopera Yonathana Cabrala. Ciemnoskóry defensor głową skierował futbolówkę do bramki, skutecznie przecinając wrzutkę z kornera Ezequiela Vidala.

Goście mogą ubolewać nad swoją nieskutecznością. Już w 3 minucie zawodów rzutu wolny Briana Sarmiento obił słupek. Lecz piłka wróciła w pole karne, gdzie z bliskiej odległości Darío Cvitanich wycelował prosto do rąk goalkeepera Adriána Gabbariniego. Wiekowego snajpera o chorwackich korzeniach męczy indolencja po powrocie do macierzystego klubu.

„Aurinegros” są coraz bliżej opuszczenia strefy spadkowej. Niemniej muszą liczyć się ze zwiększoną motywacją drużyn, które tkwią tuż nad czerwoną kreską. Huracán odniósł już trzy zwycięstwa pod rząd, a Quilmes czy Arsenal de Sarandí niewątpliwie też wkrótce ruszą do hurtowego łuskania punktów.

Banfield, który epilog 2016 roku uhonorował pięcioma kolejnymi wygranymi chyba powoli wraca do szeregu. Odejście dwóch gwiazdorów tej ekipy – Waltera Ervitiego i Santiago Silvy zrobiło swoje. Dla „El Taladro” druga konsekutywna porażka. Niemniej zawodnicy Julio Césara Falcioniego okupują aktualnie piątą lokatę, która może dać Copa Libertadores. Jednak czy długo utrzymają się w ścisłej elicie? Nie zapominajmy, że generalnie to jest tylko średniak.

Comments are closed.