Pierwsza wpadka Estudiantes

Nie mamy już drużyny bez porażki w tym sezonie ligi argentyńskiej! Liderujący Estudiantes La Plata po pełnym zwrotów akcji meczu ograni zostali na wyjeździe przez Banfield i doznali premierowej wtopy podczas trwających rozgrywek. Gonią ich natomiast Newell’s Old Boys. Relacja z pięciu sobotnich meczów jedenastej kolejki. W każdym warunki gry utrudniała skąpana deszczem murawa, kilku zawodników z tego powodu doznało kontuzji.

Tigre vs Quilmes 3:0 (2:0)

Gole – Carlos Luna (32′), Alexis Castro (38′), Federico González (90+1′)

Przyzwoita obecnie forma ekipy Tigre poprowadziła ich wczoraj do efektownej victorii 3:0 nad Quilmes. Na stadionie Coliseo de Victoria nie jest łatwo delegacjom, o czym drużyna z piwnej dzielnicy Buenos Aires dotkliwie się przekonała. Gospodarze przerwali serię bez porażki „Browarników”, która wyniosła aż sześć meczów (sporo, jak na kandydata do spadku) i zrównali się z nimi punktami w ligowej klasyfikacji.

Wiekowy snajper miejscowych, Carlos Luna zanotował swojego już siódmego gola w tym sezonie i dogonił lidera klasyfikacji strzelców – Sebastiána Driussiego z River Plate. W 32 minucie niski łowca goli celną główką przeciął dośrodkowanie Martína Galmariniego przed piątym metrze otwierając wynik.

Sześć minut później utalentowany pomocnik Alexis Castro podwyższył zaliczkę. Po akcji zapoczątkowanej centrą Bruno Urribarriego otrzymał dogranie głową od Diego Sosy, przejął futbolówkę i będąc sam na sam z bramkarzem Césarem Rigamontim efektowną podcinką w polu bramkowym odnalazł drogę do siatki.

Druga odsłona to dalszy szturm Tigre, m.in. Rigamonti zatrzymał jedno groźne uderzenie z dystansu Castro. W doliczonym czasie drugiej odsłony przypieczętowali efektowny tryumf. 91 minuta – Federico González otrzymał futbolówkę po absurdalnej stracie obrońcy i wybiegł jeden na jednego z bramkarzem, którego pokonał mocnym strzałem pod poprzeczkę.

„El Matador” awansował na jedenastą lokatę w tabeli, zgromadziwszy 16 punktów. Wyprzedzają swoją wczorajszą ofiarę lepszym bilansem bramkowym. Gdyby nie fatalny początek sezonu, drużyna Pedro Troglio byłaby teraz w ścisłej czołówce.

*****************************************************************************

Colón vs Newell’s Old Boys 1:2 (1:1)

Gole – 0:1 Sebastián Prediger (24′), 1:1 Ismael Blanco (40′ – pen.), 1:2 Maxi Rodríguez (90+1′)

Ze względu ulewy rozpoczęcie spotkania na Cementario de los Elefantes opóźniło się o kilka minut. Do lidera zbliżają się Newell’s Old Boys, którzy rzutem na taśmę wywieźli trzy punkty z Santa Fe, gdzie ograli 2:1 tamtejszy Colón.

Początek należał do lokalnej drużyny, np. minimalnie niecelną główkę zaliczył ich obrońca Germán Conti. Pierwszy cios zadali jednak goście. W niecodziennie szczęśliwych okolicznościach zespół z Rosario objął prowadzenie po 24 minutach.

Miejscowi nie potrafili zażegnać ataku NOB zainicjowanego rzutem rożnym, a pomocnik Sebastián Prediger otrzymując „asystę” od nieporadnego rywala wykonał efektowny, choć nieco przypadkowy lob nad Jorge Brounem, kiedy stojący przed nim defensor chcąc wybić piłkę nastrzelił Predigera, który przy okazji zadał cios swemu macierzystemu klubowi. Trafienia zatem nie celebrował.

Krótko przed przerwą goście niestety analogicznie frajersko wypuścili zaliczkę. Dopuścili do kontrataku Nicolása Silvę, którego dopiero w polu karnym zatrzymał stoper Nehuen Paz. Uczynił to jednak nieprzepisowo, więc jedenastka dla Colónu. Tę bez problemu wykorzystał doświadczony Ismael Blanco. Eks-zawodnik warszawskiej Legii zanotował swą trzecią bramkę w tym sezonie.

Chwilę później Mauro Formica mógł przywrócić zaliczkę gościom, lecz jego uderzenie ze skraju pola karnego ofiarnie sparował Broun. Deszczowa aura wyraźnie zadecydowała o poziomie rywalizacji.

Druga odsłona zaliczała się do wyrównanych z nieznacznym wskazaniem na gospodarzy. Luciano Pocrnjic heroicznie sparował bombę z dystansu Nicolása Silvy w 54 minucie.

Podczas konfrontacji doszło też do sprzeczki między trenerami obu ekip – Paolo Montero i Diego Osellą, wskutek jakiej sędzia obu panów szybciej wyprosił do szatni.

Summa summarum wygraną cieszyli się jednak „Trędowaci”. W doliczonym czasie NOB przeprowadzili decydujący kontratak – asysta z ubocza rezerwowego Eugenio Isnaldo, po jakiej kapitan Maxi Rodríguez wślizgiem w centrum pola karnego skierował futbolówkę do bramki. Niedawny reprezentant Argentyny kolejny raz w samej końcówce zagwarantował victorię swojej drużynie. Przypomnijmy, pod koniec października swym golem w ostatnich sekundach zapewnił Newell’s zwycięstwo w derbach Rosario.

Zespół dowodzony przez Diego Osellę awansował na pozycję wicelidera, a skompletował już 24 punkty – tylko dwa mniej od liderujących Estudiantes. Dla odmiany Colón figuruje na dziewiątej lokacie z 17 oczkami, aczkolwiek mimo świetnego prologu kampanii mało kto oczekiwał od „Los Saballeros” walki o elitarne miejsca w tabeli.

*****************************************************************************

Banfield vs Estudiantes La Plata 3:2 (3:1)

Gole – Lucas Rodríguez (21′), 1:1 Santiago Silva (26′ – pen.), 2:1 Mauricio Sperduti (37′), 3:1 Walter Erviti (44′), 3:2 Lucas Viatri (73′)

Życie Newell’s Old Boys i pozostałej części goniącego peletonu ułatwił Banfield. Oto stało się! Pierwszy raz w obecnej kampanii polegli faworyzowani do mistrzowskiej korony Estudiantes. Twierdza Florencio Sola przerosła zawodników Nelsona Vivasa. Zespołem, który spowodował ich kapitulację okazał się nieobliczalny średniak.

W 9 minucie gospodarze mogli objąć błyskawiczne prowadzenie przy łucie szczęścia, gdyż Israel Damonte chcąc wybić futbolówkę po rzucie rożnym, obił poprzeczkę własnej bramki. Niewiele zabrakło do samobója. Tutaj ulewa również wypaczyła rezultat – mokra murawa zatrzymała ciekawy atak Carlosa Auzquiego w 16 minucie.

„El Taladro” dokonali ekscytującej virady, albowiem trzy punkty zapewnili sobie jeszcze w pierwszej odsłonie i to mimo utraty gola jako pierwsi. Lider zadał im cios w 21 minucie, kiedy utalentowany playmaker Lucas Rodríguez celną główką w polu bramkowym trafił do siatki po dośrodkowaniu z ubocza pola karnego Facundo Sáncheza, który wcześniej przejął długą lagę Damonte zza połowy boiska. Futbolówkę po drodze „przerzucił” Lucas Viatri.

Jednakże chwilę później Banfield otrzymał dar od niebios w potraci rzutu karnego po faulu Facundo Sáncheza we własnej szesnastce. Wapno pewnie wykorzystał Santiago Silva. Łysy Urugwajczyk także zanotował swe siódme trafienie podczas tejże kampanii, dobierając się do fotelu lidera klasyfikacji strzelców wspólnie z Sebastiánem Driussim i Carlosem Luną.

Do przerwy gospodarze załatwili giganta kontratakami, obejmując prowadzenie 3:1. W 37 minucie Mauricio Sperduti nieupilnowany pokonał niskim uderzeniem zza piątego metra wracającego między słupki po kontuzji Mariano Andújara. Asystę z drugiej strony boiska, zza pola karnego wyłożył mu Nicolás Bertolo.

Natomiast tuż przed kwadransem odpoczynku kapitan Walter Erviti wykończył następną kontrę bezlitosną torpedą zza pola bramkowego pokonując Andújara. Dogrywał mu z ubocza szesnastki Eric Remedi. Defensorzy laplateńscy spóźnili się z kryciem weterana.

W drugiej odsłonie totalnie skonsternowani „Estu” zdołali jedynie uzyskać kontraktowe trafienie, jakie było dziełem Lucasa Viatriego. Napastnik ten jeszcze w roku ubiegłym reprezentował barwy Banfield, więc również pokonał swój były klub. W 73 minucie z najbliższej odległości wykończył rozegranie kornera. Wcześniej Julián Marchionni huknął z dystansu, lecz wiekowy Hilario Navarro koniuszkami palców zatrzymał jego bombę.

83 minuta – po następnym rzucie rożnym bliski wyrównania strat był kapitan przyjezdnych Leandro Desábato. Obrońca jednakże minimalnie pomylił się przy olbrzymim zamieszaniu w szesnastce lokalnej ekipy. W doliczonym czasie główkę rozpaczy Viatriego nie bez trudów zastopował Navarro.

Ta porażka jest bolesnym uszczypnięciem dla naczelnika stawki, ale być może również impulsem pobudzającym ich do walki. Estudiantes co prawda zostaną liderem po tejże kolejce, aczkolwiek ich przewaga nad resztą konkurencji wyraźnie maleje.

NOB już zbliżają się do „Los Pincharratas”, którzy powinni teraz regularnie wygrywać póki mają na głowie tylko rozgrywki ligowe, bowiem od drugiej połowy kampanii będą musieli dzielić występy na krajowym podwórku z Copa Libertadores.

Banfield dzięki temu, co by nie mówić sensacyjnemu zwycięstwu wzbogacił swój dorobek do 17 punktów. Awansowali na ósmą lokatę w tabeli. Klub z południowego Buenos Aires jest wśród lokat honorowanych Copa Sudamericana 2018. Julio César Falcioni, który w 2009 roku poprowadził ten klub do mistrzostwa Argentyny utrzymuje ekipę „Wiertła” na odpowiednim poziomie.

*****************************************************************************

Atlético de Tucumán vs Belgrano 0:0

Obie te drużyny spisują się obecnie poniżej oczekiwań, więc nie dziwi bezbramkowy remis między nimi. Obie pod wodzą nowych trenerów – Luciano Precone u gospodarzy oraz Leonardo Madelón za sterami ekipy z Córdoby. Forteca w Tucumánie nie jest już taka wymagająca, jak w ubiegłym sezonie skoro punkt z niej wywiózł nawet totalnie rozczarowujący Belgrano. Dodajmy, iż „El Decano” podczas tego sezonu wygrali zaledwie jeden z sześciu pojedynków u siebie.

Po obu stronach piłkarze spróbowali szczęścia przewrotką. W pierwszej odsłonie pomocnik gospodarzy Lucas Villalba wycelował jednak do rąk bramkarza Juana Carlosa Olave, a na początku drugiej „chilena” zza pola bramkowego Césara Pereyry chybiła nad poprzeczką. Dominował generalnie Tucumán – w 33 minucie ze skraju pola karnego huknął Nery Leyes, jednak nieznacznie pomylił się.

Od drugiej części nieco uciśnieni „Piraci” przeszli do ofensywy. Poza niecelną przewrotką weteran „Picante” Pereyra kolejny raz przymierzył w 58 minucie, tym razem zza 16. metra. Futbolówkę jednakże na raty wyłapał Josué Ayala. W 70 minucie niecelną główkę z okolicy piątego metra zaliczył rażący ostatnio nieskutecznością Jorge Velázquez. Ładnym dośrodkowaniem obsłużył go Gastón Álvarez Suárez.

U epilogu zawodów ostatni raz natarli gospodarze – po wrzutce w pole karne Leonela Di Plácido futbolówkę na klatę przejął niekryty Fernando Zampedri, lecz mocne uderzenie tego napastnika bohatersko sparował Olave.

Szykujący się do przyszłorocznej edycji Copa Libertadores zespół Tucumánu zajmuje odległą 20. lokatę. Ciekawe jak będą sobie radzili pozbawieni geniuszu strategicznego i motywacyjnego Juana Manuela Azconzábala? Ale obawiam się, iż znacznie gorzej, aniżeli dotychczas….

Natomiast Belgrano w ligowym zestawieniu jest trzecie od końca. Niemniej teraz o lidze „Piratas” nie myślą, bowiem za trzy dni czeka ich półfinał Copa Argentina przeciwko Rosario Central.

*****************************************************************************

Rosario Central vs Olimpo 1:1 (1:0)

Gole – 1:0 Washington Camacho (45+1′), 1:1 Víctor López (61′)

Rywal Belgrano rzecz jasna także oszczędzał siły na półfinałowe starcie Copa Argentina i wystawił nieco rezerwowy skład. Zamierzający wydostać się ze strefy spadkowej Olimpo wykorzystał to, wywożąc remis z trudnej do zdobycia twierdzy Gigante de Arroyito. Chociaż team z Bahía Blanca nie może odczuwać dimy, bowiem ciągle tkwi poniżej czerwonej kreski.

Tuż przed przerwą, w pierwszej doliczonej minucie gospodarze otworzyli rezultat. Washington Camacho przed szesnastym metrem przejął złe wybicie obrońcy Cristiana Villanuevy i niskim strzałem w długi róg trafił do siatki. Kilkadziesiąt sekund wcześniej mocnym bezpośrednim uderzeniem z ostrego kąta słupek zaliczył Fabián Bordagaray.

W 59 minucie Villanueva mógł naprawić swój błąd, który spowodował utratę bramki przez gości. Aczkolwiek jego główkę ofiarnie wybił nad poprzeczkę nominalnie rezerwowy goalkeeper Central – Diego Rodríguez (Sebastián Sosa jest oszczędzany na krajowy puchar).

Summa summarum Olimpo w 65 minucie i tak odrobiło deficyt bramkowy. Wrzutka Davida Vegi z narożnika boiska po jakiej celną główką wyrównał Víctor López. Doświadczony obrońca, szykujący się do zakończenia kariery tym bardziej ma powody do zadowolenia, bowiem jest byłym zawodnikiem Newell’s Old Boys – odwiecznego rywala Central.

Gospodarze nie zamierzali kolejny raz pod rząd dzielić się punktami. Chwilę po wyrównaniu strat przez Olimpo znów przed szansą stanął Bordagaray, lecz jego atak sam na sam na uboczu szesnastki, po długim dośrodkowaniu ze skrzydła od 16-letniego Leonela Rivasa heroicznie zatrzymał Nereo Champagne.

Tuż przed upływem regulaminowego czasu Bordagaray dośrodkował z rzutu rożnego, nieudany przechwyt zaliczył defensor outsidera po czym niespodziewany strzał zamierzał oddać stoper Esteban Burgos, lecz fatalnie chybił z bliskiej odległości. Ostatecznie zespół Eduardo Coudeta nie zdołał drugi raz umieścić futbolówki w bramce Champagne’a i zanotował swój czwarty konsekutywny remis.

Odległe 18. miejsce w ligowym czempionacie zdaje się nie wróżyć dobrze „Canallas”. Jeżeli w grudniu ostatecznie nie zdobędą Copa Argentina, naprawdę będą pluć sobie w brodę. Tym bardziej, jeśli trzeci kolejny raz zostaną pokonani w wielkim finale krajowego pucharu….

Comments are closed.