Pechowy, jak Angel Di Maria

Di MariaDziś przeczytacie o pewnym piłkarzu. Piłkarzu, który marzył o aby grać w najlepszych klubach świata, strzelać spektakularne gole. Pomimo wszystko, najbardziej marzył o tym, aby grać w barwach swojego ukochanego kraju – Argentynie, zdobywać z nią złote medale na najważniejszych i najbardziej prestiżowych światowych turniejach i zapisać się złotymi zgłoskami w kronikach futbolu. Skromny, szybki i z ogromnym talentem – Angel Di Maria. Przeczytajmy jego historię, pechową historię.

To nie będzie kolejna zwykła, taka sama biografia. Nie będę przybliżał w niej jego dzieciństwa, młodości czy rozpisywał się na temat kolejnych pokonywanych przez niego schodków w drodze do wielkiej światowej formy. Dziś moim bohaterem będzie pech, który nie opuszcza Di Marii. Nie, nie nazwę tego byciem piłkarzem ze szkła, podatnością na kontuzje, a po prostu zwyczajnym pechem, który jest niezwykle okrutny dla niego, Messiego, jak i całej reprezentacji Argentyny.

Aby zrozumieć istotę problemu i poznać te koleje życia, musimy wsiąść do naszego zmieniacza czasu i przenieść się do 2014 roku. Argentyna wybiera się na Mundial do Brazylii. Potencjał kadrowy wygląda imponująco, nastroje są bojowe, a zawodnicy wraz ze sztabem szkoleniowym celują w tytuł, bo przecież będą grać prawie u siebie, wspierani przez fantastyczną publiczność. Gra Argentyny nie zachwyca – ale głównie za sprawą Messiego i Di Marii, Albicelestes awansują dalej bez większych problemów. Nadchodzi pierwszy pucharowy pojedynek – ze Szwajcarią. Argentyńczycy długo się męczą, ale ponownie w roli głównej występuje Messi oraz Di Maria. To właśnie ten duet rozstrzyga o losach rywalizacji, przechylając w dogrywce szalę na swoją korzyść. Kolejny przeciwnik – Belgia. I tutaj przychodzi cios. 33. minuta, El Fideo doznaje kontuzji, a wyrok jest okrutny – nie zagra do końca mistrzostw. Argentyna się męczy. Enzo Perez grający za Di Marię nie daje takiego potencjału ofensywnego. Messiemu przez cały turniej brakowało wsparcia ze strony kolegów, ale zawsze po swojej stronie miał Angela, który też siał popłoch w szeregach rywala. Brakuje go też w finale, gdzie po dogrywce Argentyna ulega reprezentacji Niemiec. Osamotniony Messi nie jest w stanie sprostać niemieckiej defensywie. Kraj wpada w rozpacz, a wszyscy zadają sobie pytanie, co by było, gdyby zagrał Angel Di Maria. Czy niemieccy zawodnicy byliby w stanie zatrzymać zarówno Messiego, jak i jego kolegę? Pytania powracają dwa miesiące później, gdy w towarzyskim spotkaniu z Niemcami, El Fideo w pojedynkę demoluje podopiecznych Joachima Loewa, strzelając gola i notując trzy asysty. Wtedy wszyscy są pewni, a sam pierwszoplanowy bohater, swoją grą wysyła rywalom jasny sygnał: „Gdybym 13 lipca był na Maracanie, mielibyście poważne problemy”.

Życie musi toczyć się dalej, mijają długie miesiące i trzeba się ponownie zmobilizować. Jest czerwiec 2015 roku, a na horyzoncie Mistrzostwa Ameryki Południowej. Argentyna chce w końcu udowodnić, kto rządzi na kontynencie. Turniej się rozpoczyna. Albicelestes się męczą. Nie prezentują widowiskowego futbolu, ale za to skuteczny, co pozwala im przechodzić kolejne szczeble i zbliżyć się do końcowego triumfu. Podobnie myśli Di Maria. Argentyńczyk swoją piłkarską jakość pokazuje w półfinałowej potyczce z Paragwajem, strzelając dwa gole i notując asystę. W końcu finał. Z Chile. Na ich stadionie. Będzie gorąco oraz piekielnie trudno, ale Gerardo Martino jest spokojny. Ma przecież w swoich szeregach Di Marię oraz Messiego, którzy ponownie są liderami reprezentacji. I tu nadchodzi cios. Historia lubi się powtarzać – nawet czas podobny. 29. minuta – El Fideo ponownie łapie kontuzję i znów nie może dokończyć meczu i pomóc swoim kolegom w sięgnięciu po puchar. Zastępujący go Lavezzi gra słabo i wszyscy znów zadają sobie pytanie: „Dlaczego musimy radzić sobie bez Di Marii?”. Pytanie pojawia się coraz częściej i jest bardzo bolesne, gdyż po rzutach karnych Argentyna ulega gospodarzom i ponownie zostaje z niczym.

Wysiądźmy z naszej machiny, bo jesteśmy już z powrotem w aktualnych czasach. Z powodu stulecia Copa America, turniej znów jest organizowany. Póki co Argentyna radzi sobie świetnie. Messi rozgrywa fantastyczny turniej, ma wsparcie ze strony kolegów, a podopieczni Gerardo Martino zameldowali się już w półfinale, gdzie za kilka dni zmierzą się ze Stanami Zjednoczonymi. Na turnieju jest też Di Maria, który w pierwszym pojedynku z Chile strzela nawet gola. Dlaczego o tym wspominam? Prosta sprawa. Popełnię błąd stylistyczny, nie będę operował bogactwem językowym, ucieknę się znów do powtórzenia. Trzy słowa: Angel Di Maria. W meczu z Panamą zszedł w 43. minucie z powodu urazu. Na tym Copa America już nie zagra. Mam nadzieję, że pech, który tak okrutnie i brutalnie prześladuje Argentyńczyka, oszczędzi tym razem podopiecznych Gerardo Martino, a los pozwoli zdobyć im to trofeum, które tak im się należy. Chcę zobaczyć cieszącego się Di Marię z końcowego zwycięstwa. Niech cieszy się najbardziej, bo jego wkład jest niebagatelny. Życzę im tego z całego serca i trzymam mocno kciuki.

5 Comments to "Pechowy, jak Angel Di Maria"

  1. Mirek Trzeciak's Gravatar Mirek Trzeciak
    19 czerwca 2016 - 18:17 | Permalink

    Bardzo fajnie jeśli chodzi o treść, nie czepiam się. Co do formy to staraj się krótsze wstępy robić i odnośnik „czytaj dalej” linijkę niżej. A i mundial w Brazylii to 2014 a nie 2010 :D
    Co do Di Marii to faktycznie ma pecha. Jestem pewny na 95% że gdyby zagrał w finale mundialu, to Argentyna zostałaby mistrzem świata.

  2. assurbanipal's Gravatar assurbanipal
    23 czerwca 2016 - 18:55 | Permalink

    Jak nam doniósł na mailu Przemek Sobstel – „Wszystko wskazuje, że jednak zagra. Ostatnie doniesienia są takie, że już trenuje i jest w lepszej formie zdrowotno-fizycznej niż Gaitan. Inne pytanie czy dotrwa do końca finału :/ „

Comments are closed.