Huracán wyeliminowany z CL przez sędziego

Minionej nocy rozpoczęły się mecze rewanżowe 1/8 finału Copa Libertadores. Niestety, emocje piłkarskie legły w cieniu wielkiego skandalu. Sensacyjny Huracán został wyeliminowany przez wyżej notowany Atlético Nacional za sprawą stronniczości wenezuelskiego arbitra José Argote. Ten wyraźnie przyczynił się do awansu Kolumbijczyków dyktując im karnego z kapelusza oraz pokazując obrońcy argentyńskiej drużyny kontrowersyjną czerwoną kartkę. Relacja:

Atlético Nacional [COL] vs Huracán [ARG] 4:2 (1:1)

Gole – 1:0 Víctor Ibarbo (24′ – pen.), 1:1 Cristian Espinoza (26′), 2:1 i 3:1 Alejandro Guerra (58′, 68′), 3:2 Ramón Ábila (77′), 4:2 Jonathan Copete (90+3′)

Pierwszy mecz – 0:0, awans Atlético Nacional

To jest dramat, aby sędzia pomagał w wywalczeniu awansu faworytowi, jeszcze rozgrywającemu mecz na własnym stadionie. Najlepszy zespół fazy grupowej – Atlético Nacional otrzymał bilety do ćwierćfinału dzięki wenezuelskiemu „sędziemu” José Argote. Sąsiednia Wenezuela wybitnie pomogła Kolumbii.

Po bezbramkowym remisie przed tygodniem kwestia awansu była tutaj otwarta, a Huracán wcale nie był gorszą drużyną. Na początku meczu gospodarze mieli okazję z rzutu wolnego, lecz prawy obrońca Daniel Bocanegra tylko zaliczył poprzeczkę. Arbiter nie uznał też trafienia Ramóna Ábili dopatrując się wątpliwego spalonego.

To jednak był dopiero początek „popisów” Wenezuelczyka. W 23 minucie jego rodak Alejandro Guerra chytrze zanurkował w polu karnym przy rzekomym zderzeniu z Mauro Bogado, a rozjemca wskazał na jedenasty metr. Karnego wykorzystał Víctor Ibarbo.

Jednak sprawiedliwości błyskawicznie stało się zadość – po chwili wrzut z autu gości i wyśmienita trójkowa akcja Ábila-Bogado-Espinoza. Ten ostatni znalazł się jeden na jednego z Franco Armanim, wykorzystując złe ustawienie obrony wyrównał na 1:1. To był pierwszy stracony gol AN podczas obecnej edycji CL.

Rywalizacja do przerwy była całkiem wyrównana, a jeszcze tuż przed przerwą nurek Guerra fatalnie chybił nad poprzeczką w polu bramkowym, otrzymawszy ładne dogranie od Andrésa Ibargüena, który przedtem wykiwał dwóch obrońców na uboczu szesnastki. Wydawało się, że oliwa będzie sprawiedliwa. 

Niestety, najlepszy dziś „zawodnik” gospodarzy Argote nie dopuścił do tego. W 52 minucie stoper argentyńskiej ekipy Federico Mancinelli obejrzał czerwoną kartkę za … lekkie szturchnięcie oponenta barkiem. Bez komentarza…

Aczkolwiek chwilę później Ramón Ábila mógł dać Huracánowi prowadzenie.  Jego niskie uderzenie z ostrego kąta przy obstawie defensora ledwo ledwo sparował Armani.

Sześć minut po czerwonej kartce dla Mancinelliego mistrzowie Kolumbii jednak dopięli swego. Inny wenezuelski bohater „Verdiblancos” Alejandro Guerra kapitalnie wymienił podanie z Orlando Berrío, minął obronę, a następnie zaskoczył Marcosa Díaza finezyjnym strzałem zza linii bocznej pola bramkowej przy okazji jeszcze zakładając siatkę między nogami tego goalkeepera.

W 68 minucie Guerra wpisał się do listy strzelców drugi raz. Wenezuelczyk bezbłędnie przymierzył w długi róg, wyręczając powstrzymanego na boku szesnastki Marlosa Moreno.

Atlético Nacional wygrywając 3:1 i mając przewagę liczebną zdawał się być już bezpieczny? Nic podobnego! W 77 minucie przecudownego gola kontaktowego dla „El Globo” władował Ramón Ábila. Snajper efektowną przewrotką na skraju pola karnego wykończył centrę od Cristiana Espinozy! Que golazo!

Dla „Wanchope’a” to był piąty i niestety ostatni gol w CL 2016. Kilka minut później z rzutu wolnego huknął Mauro Bogado – bramkarz Armani z najwyższym trudem wybił futbolówkę przed siebie, lecz dobitka Ábili przeleciała wysoko nad poprzeczką.

Huracán mimo walki w dziesięciu nadal szukał upragnionego wyrównania. Bramkowy remis zapewniał awans podopiecznym Eduardo Domíngueza. Jednakże Franco Armani miał już do bronienia wyłącznie dalekie dośrodkowania we własne pola karne.

Pod sam koniec doliczonego czasu Atlético Nacional czwartym golem przypieczętował kwalifikację do ćwierćfinału. Pomysłowy kontratak Kolumbijczyków – Ibargüen piętką zagrał do Jonathana Copete, a joker efektowną podcinką zaskoczył wychodzącego z bramki Marcosa Díaza.

Oczywiście po końcowym gwizdku nowy idol najlepszej aktualnie kolumbijskiej wenezuelskiej drużyny – Argote musiał stawić czoła ostrym protestom ze strony ekipy Huracánu. Do szatni udał się pod eskortą policyjną.

Huracan nie ma szczęścia do Kolumbijczyków, a tym bardziej do Wenezueli. Ich starcia z pierwszym wymienionym narodem to porażka w finale Copa Sudamericana przeciwko Independiente Santa Fe (przynajmniej dociągnęli do serii rzutów karnych), a teraz nie sprostali Atlético Nacional ani na etapie fazy grupowej, ani w 1/8 finału (dwa bezbramkowe remisy i dwie porażki). 

Niemniej wenezuelska klątwa jest tu jeszcze dotkliwsza – rok temu odpadli w fazie grupowej CL ponosząc klęskę 0:3 z pewnym odpadnięcia Mineros de Guayana. Podczas tego roku może przeszli FC Caracas w rundzie eliminacyjnej, ale wypadek drogowy ich autokaru w Wenezueli mówi sam za siebie (najbardziej poszkodowani tam Patricio Toranzo oraz Diego Mendoza nadal nie wrócili do gry). Teraz zostali wyeliminowani z elitarnego turnieju przez wenezuelskiego sędziego i wenezuelskiego piłkarza… 

Arbitraż Wenezuelczyka w tym starciu to dramat! Miejmy nadzieję, że ciemnoskóry gwiżdżący otrzyma niekrótką dyskwalifikację, ale czy CONMEBOL kiwnie chociaż palcem?

W 1/4 finału Atlético Nacional także zmierzy się przeciwko Argentyńczykom, o ile Rosario Central tej nocy nie roztrwoni u siebie zaliczki sprzed tygodnia. Oby „Canallas” pomścili Huracán.

***

Pumas UNAM [MEX] vs Deportivo Táchira [VEN] 2:0 (1:0)

Gole – Eduardo Herrera (13′), Ismael Sosa (81′)

Pierwszy mecz – 0:1, awans Pumas UNAM

Gdyby Pumas nie zdołali odrobić strat z pierwszego spotkania, Meksyk zakończyłby zmagania w tegorocznej Copa Libertadores (Deportivo Toluca ma pozamiatane). UNAM jednak wypracowali sobie tak gigantyczną dominację nad Táchirą, iż zwyczajnie musieli tu awansować.

Deficyt bramkowy sprzed tygodnia odrobili po niecałym kwadransie spotkania. 13 minuta – dośrodkowanie Ismaela Sosy zza linii bocznej szesnastki i celną główką wynik otworzył Eduardo Herrera.

Przez długi czas gospodarze bezowocnie torpedowali bramkę José Contrerasa. Udało im się jednak uniknąć nerwówki rzutów karnych zdobywając drugiego gola na jakieś dziesięć minut przed upływem regulaminowego czasu. Wówczas najskuteczniejszy zawodnik Pumas – Ismael Sosa podwyższył rozmiar zwycięstwa bezpośrednim, niskim strzałem przy słupku.

To szósty gol Argentyńczyka w tych rozgrywkach. Jest wiceliderem klasyfikacji goleadorów tuż za plecami wypożyczonego do São Paulo FC snajpera Jonathana Calleriego.

Kilka minut później jeszcze czerwona kartka dla wenezuelskiego piłkarza Juana Carlos Mory i na tym generalnie kres emocji. Klub ze stolicy Meksyku nie bez trudów, ale przebrnął przez swojego wymarzonego oponenta.

W ćwierćfinale UNAM czeka prawdopodobnie broniący tytułu River Plate. Ale jeśli Argentyńczykom nie uda się odrobić strat u siebie i odpadną, to będzie batalia przeciwko sensacyjnemu ekwadorskiemu Independiente del Valle.

Dwie najmocniejsze drużyny fazy grupowej jakoś wczołgały się do kolejnej rundy. Przypomnę, iż w ubiegłych dwóch edycjach CL lider rozstawienia odpadał od razu w 1/8 finału.

Dzisiaj w 1/8 finału batalia argentyńsko-brazylijska miedzy Atlético Mineiro, a Racingiem Club. A ponadto River Plate przyparty do ściany spróbuje odrobić wpadkę 0:2, jakiej tydzień temu doznał w Andach. Do ćwierćfinału będą mogły wejść również dwie ekipy z miasta São Paulo – SPFC i Corinthians.

Comments are closed.