Godoy Cruz na szczycie grupy 1!

W sobotę przeprowadzono pięć meczów 8. kolejki Torneo de Transición. Trzy zakończyły się wygranymi gości, który zdobywali aż trzy bramki. Niespodziewanie Godoy Cruz objął naczelnictwo w grupie 1, a Atlético de Tucumán wydźwignął się z dołka i znowu poluje na fotel lidera grupy 2. Oto podsumowanie za wyjątkiem klasyku Santa Fe:

Grupa 1:

Belgrano vs Vélez Sarsfield 2:3 (0:2)

Gole – 0:1 Fabricio Alvarenga (5′), 0:2 Mariano Pavone (9′), 0:3 Jorge Correa (48′), 1:3 Mario Bolatti (70′), 2:3 Cristian Lema (90+2′)

Kryzys Belgrano wyraźnie nasilił się, bowiem przegrali pierwszy raz od dziesięciu spotkań jako gospodarz na stadionie Mario Kempesa. Nieudany pościg „Piratas”, którzy przegrywając aż 0:3 i grając w przewadze liczebnej przez ostatnie półgodziny zdołali tylko uciułać dwie honorowe brameczki.

Początek zawodów był do prawdy absurdalny. Już u samego wstępu na boisko wbiegł pies, który wcale nie zamierzał go opuszczać. Następnie dwie poprzeczki Belgrano, a po chwili kontry Vélezu i dwa trafienia „El Fortín” z nich. Już w 4 minucie z rzutu wolnego w poprzeczkę wycelował Iván Etevenaux. Zaraz potem kontra gości – Jorge Correa zagrał na bok pola karnego do Hernána Toledo, ten dośrodkował w pole bramkowe, skąd do pustej siatki futbolówkę wpakował Fabricio Alvarenga.

Pięć minut później poprzeczka po główce Mauro Óbolo i kontratak Vélezu zapoczątkowany dalekim wykopem Alana Aguerre od własnej bramki. Na połowie boiska karygodny błąd Cristiana Lemy, który wyłożył idealną „asystę” wiekowemu Mariano Pavone, a weteran ofensywy bez trudów podwyższył na 2:0 lobując wychodzącego doń Juana Carlosa Olave.

Jeszcze przed przerwą kolejną poprzeczkę wśród gospodarzy zaliczył Fernando Márquez, a dobijający z najbliższej odległości Jorge Velázquez nie wiadomo jakim cudem spudłował obok bramki

Tuż po zmianie stron Vélez dobił „Piratów”. Długotrwałe oblężenie bramki Olave skutecznie wykończył Jorge Correa naprawiając nieudaną próbę strzału Blasa Cáceresa i zza pola karnego mocnym wolejem po palcach goalkeepera, od słupka wyśrubował kanonadę.

Aczkolwiek delegacje ze stolicy poczuła się nazbyt pewnie po osiągnięciu trzybramkowej zaliczki. W 60 minucie nerwy, lekkomyślność poniosły Alvarangę, który chamsko zachował się w stosunku do Mario Bolattiego walcząc z nim o piłkę. Autor gola numer jeden obejrzał za to czerwoną kartkę głupio osłabiając swą drużynę.

Belgrano zaczęło kąsać dopiero od momentu, gdy mieli jednego zawodnika więcej. W 70 minucie Etevenaux dośrodkował z narożnika boiska, a celną główką deficyt zmniejszył właśnie Bolatti.

Torpedowanie bramki Aguerre pod sam koniec długo nie przynosiło efektów. Goalkeeper Vélezu ofiarne sparował np. główkę Óbolo, jaki dziś nie znalazł patentu by ugodzić były zespół. Drugiego kontaktowego gola miejscowi uciułali dopiero w 92 minucie, gdy daleką wrzutkę Fernando Márqueza heroicznie wślizgiem przeciął Lema fuksem odnajdując drogę do celu. Za zawalenie gola na 2:0 dla gości zrehabilitował się jednak tylko fragmentarycznie…

Niestety, Belgrano zabrakło czasu by dokonać cudu i ze stanu 0:3 doprowadzić do remisu 3:3. Dla zespołu Ricardo Zielinskiego ten sezon zdaje się być już stracony, choć liga argentyńska bywa nieobliczalna…

Ekipa „El Fortín” nareszcie zdobyła Córdobę, co poprzednio udało się w listopadzie 2011. Dało to podopiecznym Christiana Bassedasa awans na szóstą lokatę z 12 punktami i cień nadziei ażeby mieli liczyć się wśród kandydujących do startu w Copa Libertadores 2017.

***

Godoy Cruz vs Olimpo 1:0 (1:0)

Gol – Santiago García (16′)

Wymęczone zwycięstwo nad słabowitym Olimpo przed własnymi trybunami Malvinas Argentinas dało Godoy Cruz sensacyjnie objęcie prowadzenia w grupie 1.

Jedynego gola „Bodegueros” zdobyli w 16 minucie, kiedy fatalną stratę obrońcy wykorzystał Santiago García trafiając do siatki po palcach bramkarza Nereo Champagne’a. Ciemnoskóry Urus już szósty raz w trwającej kampanii wpisał się na listę strzelców.

O dziwo skazywani na blamaż delegaci z Bahía Blanca nie sprzedali tanio skóry szturmując pole karne gospodarzy w drugiej odsłonie. Jednakże Rodrigo Rey skrupulatnie ratował Godoy Cruz. Lokalna ekipa także miała okazję do kolejnych trafień, w 56 minucie np. Ángel González spróbował na uboczu pola karnego, lecz Champagne jakoś wybił futbolówkę.

Drużyna z Mendozy lideruje grupie 1 gromadząc 17 oczek. Utrzyma fotel lidera jeśli poniedziałkowej nocy Sarmiento de Junín jakimś cudem urwie punkty Rosario Central na Gigante de Arroyito.

Tydzień temu dali się we znaki właśnie „Winiarzom” remisując bezbramkowo przeciwko nim. Wątpliwe jednak ażeby tkwiący w strefie spadkowej prowincjonalny klubik napsuł krwi silnemu dziś Central – choć kto wie, w lipcu zeszłego roku sensacyjnie zremisowali w Rosario 1:1…

***

Independiente vs Patronato 2:1 (1:1)

Gole – 0:1 Mauricio Carrasco (35′), 1:1 Germán Denis (45+4′ – pen.), 2:1 Víctor Cuesta (77′)

„Skończyło się śmieszkowanie” – można byłoby rzec pod adresem Patronato. Beniaminek z Międzyrzecza chociaż jako pierwszy zadał cios w Avellanedzie to pod koniec pierwszej połowy utracili wszystko przez infantylność własnego defensora, który sprokurował rzut karny i zainkasował czerwoną kartkę (za drugą żółtą), co dopomogło Independiente odwrócić losy rywalizacji i jakoś osiągnąć trzecie kolejne zwycięstwo.

Nawałnica „Czerwonych Diabłów” długo nie ugięła dzielnego beniaminka. Sami szturmowali urugwajskiego goalkeepera Campañę i gdyby nie jego przytomne interwencje gospodarze byliby chyba w traumatycznej sytuacji. Co gorsza dla miejscowych w 35 minucie Mauricio Carrasco odebrawszy centrę od Fernando Telechei obrócił się z futbolówką i mocnym uderzeniem zmusił czujnego Martína Campañę do kapitulacji, wprawiając trybuny w osłupienie.

I kto wie jakby potoczyły się dalsze losy konfrontacji gdyby nie głupota defensora Patronato. Podczas doliczonego czasu pierwszej części mieliśmy centrę Gustavo Toledo z prawego skrzydła w szesnastkę, a następnie arbiter dopatrzył się uderzenia Germána Denisa przez Waltera Andrade, co odmieniło losy starcia o 180 stopni.

Nie dość, iż Patricio Loustau przyznał gospodarzom karnego to jeszcze wyrzucił obrońcę debiutantów do szatni, bowiem ten zarobił drugą żółtą kartkę. Jedenastkę na gola wyrównującego skrzętnie zamienił sam poszkodowany ratując Independiente remis do szatni.

O ile ta jedenastka dla „Inde” była trochę dyskusyjna to u samego prologu drugiej odsłony niewątpliwie należał się im rzut karny za rękę gracza Patronato we własnej szesnastce.

Niemniej zespół Mauricio Pellegrino mimo przewagi liczebnej przez całą drugą część konfrontacji ledwo ledwo zdołał przechylić szalę zwycięstwa na własną korzyść. Dopiero w 77 minucie dośrodkowanie z kornera, odegranie główką Denisa na boku pola bramkowego, po jakim upragnione trafienie głową do pustej siatki władował stoper Víctor Cuesta.

U epilogu zmagań jeszcze gospodarze musieli się mieć na baczności, albowiem beniaminek mimo osłabienia ciągle szturmował bramkę Campañi. Ostatecznie rezerwowy bramkarz reprezentacji Urugwaju nie dopuścił do tego, aby drugi raz kierować ręce do siatki. Dzisiaj zanotował naprawdę udany mecz. Nie dziwota czemu wygryzł z bramki niezastąpionego wcześniej Diego Rodrígueza.

W czerwonym dystrykcie Avellanedy mogą dzisiaj mówić o łasce niebios (bądź piekieł w ich przypadku). Dzięki tej mocno naciąganej victorii są teraz trzeci, a do lidera Godoy Cruz tracą ledwie 3 oczka.

Mistrzostwo ciągle jest w ich zasięgu, ale muszą prezentować równą formę, a nie taką dotychczasową sinusoidę. 4:1 rozgromiony Colón, 3:1 nad Banfield i teraz ledwie 2:1 z Patronato. Czyżby „Los Diablos Rojos” stopniowo opadali z sił?

Grupa 2:

Argentinos Juniors vs Atlético de Tucumán 0:3 (0:0)

Gole – Rodrigo Aliendro (48′), Juan José Govea (68′), Cristian Menéndez (78′)

Dla beniaminków ten sezon jest nadzwyczaj udany, co może udowodnić Tucumán. Prowincjusz odbił się od mentalnego dołka gromiąc na wyjeździe 3:0 ostatnią drużynę klasyfikacji. Może i to tylko najsłabszy obecnie zespół ligi, aczkolwiek rozmiar tryumfu imponuje – tym bardziej, że osiągnięty został na dalekim wyjeździe. Czyżby dało im to oczyszczenie się z jarzma klęski 0:5 przeciwko Tigre dwie kolejki temu?

Zastępujący Carlosa Mayora trener AJ, czyli Raúl Sanzotti nie wniósł efektu nowej miotły do ogółem młodego kolektywu „El Bicho”. Ciężko mu będzie zważywszy na brak doświadczenia trenerskiego. W przeszłości był natomiast zawodnikiem tego klubu, co daje mu nadzieję na szybką aklimatyzację z zespołem.

Do przerwy starcie było bezbramkowe i całkiem wyrównane, lecz momentalnie po niej „El Decano” objęli prowadzenie. Efektowne dogranie niby piętką Leandro Gonzáleza w pole karne, futbolówkę lekko w bok wysunął Cristian Menéndez, a następnie bramkarza outsiderów pokonał Rodrigo Aliendro stojąc jeden na jednego z nim.

Po 68 minutach Tucumán podwoił zaliczkę, a swego premierowego gola dla nich uzyskał ekwadorski napastnik Juan José Govea. Zacny atak  – wymieniwszy futbolówkę z Menéndezem, wykiwali z dziecinną łatwością obronę i bramkarza, a następnie znalazł drogę do bramki na piątym metrze.

Menéndez po dwóch asystach zapragnął sam dobić ostatnią drużynę tabeli i udało mu się to dziesięć minut później. Fantastycznym uderzeniem z niemal 30 metrów ustalił wynik spotkania nie dając nic do powiedzenia Federico Lanzillocie. Jednocześnie piąty raz w tejże kampanii wpisał się na listę strzelców.

Życzmy sobie aby Atlético de Tucumán był tak rewelacyjny przez cały sezon. Na półmetku kampanii zasadniczej są na świetnej drodze ku temu celowi. Aktualnie okupują najniższy stopień podium, zgromadzili aż 16 punktów – tyle co liderujący obecnie Estudiantes.

Muszą też liczyć na potknięcia Lanús, który ograł ich w bezpośredniej batalii. Chociaż wątpliwe jest aby summa summarum uplasowali się w czołowej dwójce, to ich sezon czarnego konia bez dwóch zdań uatrakcyjnia rywalizację grupy 2.

Comments are closed.